Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Everest (Everest)

17 Marzec 2016, 10:51 
Kompozytor: Dario Marianelli

Rok wydania: 2015
Wydawca: Varèse Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Everest (Everest)

Już od dłuższego czasu śledzę drogę kompozytorską Dario Marianellego i muszę przyznać, że jestem zakochana we wszystkich produkcjach kostiumowych duetu Dario Marianelli – Joe Wright. Gdy pojawił się Everest byłam ogromnie ciekawa, jak minimalizm Marianellego, jego kunszt środków, wyczulenie na dźwięki świata przedstawionego i kameralne brzmienie instrumentów mogą zobrazować film Everest reżysera Baltasara Kormákur. Jeszcze przed seansem miałam pewne wątpliwości, czy jest to rzeczywiście film, w którym talent Marianellego mógłby błyszczeć. I muszę przyznać, że niestety po części moje obawy się sprawdziły.

Everest to film opary na autentycznej historii - tragicznej wspinaczki na Mount Everest w roku 1996. Himalaiści pod przewodnictwem Roba Halla próbują zdobyć szczyt walcząc o przetrwanie. Wyprawa na Everest dla śmiałków, którzy byli w stanie zapłacić mnóstwo pieniędzy (65 tysięcy dolarów!) to było coś więcej niż chęć rozkoszowania się pięknymi widokami, pomysł na wakacje czy udowodnienie sobie, że mogę! Historia każdej z osób, które próbują zdobyć szczyt, ma moim zdaniem charakter spowiedzi, misji czy zadośćuczynienia. Wejście na Everest to obraz tego jak w obliczu groźnej natury wszyscy jesteśmy tak samo bezsilni i bezradni, bez względu na status społeczny. Film oprócz swojego tragicznego kontekstu jest także przepięknym kolażem zdjęć. I chyba to właśnie natura stała się inspiracją dla Marianellego.

Myśląc o amerykańskich filmach katastroficznych, wydawało mi się, że powinnam usłyszeć tu typowo gęstą, pełną patosu i brzmienia instrumentów dętych muzykę. Marianelli pozostał jednak wierny swojemu minimalizmowi oraz ogromnej wrażliwości. Muzyka jest dopełnieniem krajobrazu, który widzimy – nie komentuje, a raczej umiejscawia i koloruje za pomocą śpiewnych tematów czy zróżnicowanych rytmów.

Soundtrack zawiera szesnaście utworów, które po kolei obrazują każdy etap wędrówki wejścia i zejścia z Mount Everestu. Marianelli w swojej muzyce prowadzi dwie narracje. Jedną jest owa „nostalgiczna pieśń bogini gór”, drugą w opozycji do natury energiczna i bardzo motoryczna mieszanka rytmów i brzmień instrumentów, która wydaje się, że symbolizuje upór, chęć, ambicję himalaistów chcących zdobyć szczyt. Ta dwutorowość splata się wielokrotnie w kolejnych utworach.

Już od pierwszych dźwięków The Call wyraźnie czuć nostalgię, którą maluje brzmienie wiolonczeli. Ten liryczny temat, składający się z kilku dźwięków, będzie w następnych utworach powracał wielokrotnie. Kobiecy głos bogini gór (wykonuje Melanie Pappenheim), który intonuje temat, jak wspomina w wywiadach sam Marianelli, ma wabić do siebie śmiałków chcących zdobyć Mount Everest. Ten powracający głos przywodzi na myśl casus syreniego śpiewu, który oczarowywał żeglarzy na morzach. W obu przypadkach ta muzyczna przynęta sprowadza na podatnych na nią gro nieszczęść. Setting Off From Kathmandu to doskonałe połączenie kameralnego brzmienia, które z sekundy na sekundę wzmaga się i dąży do uzyskania wrażenia motoryczności i energii. Czyli właściwie przechodzimy od pierwszej narracji – natury, do drugiej - człowieka. Cieszy mnie fakt, że kolejny raz Marianelli tak subtelnie wprowadza partię fortepianu. Bardzo to lubię, choć muszę przyznać, że moim ulubionym utworem na płycie jest First Treck: Base Camp. Ta mieszanka rytmów, dźwięków, gardłowy śpiew – to taki kontrolowany chaos, na którym tle Marianelli domalowuje brzmieniem instrumentów dętych i smyczkowych bardzo oszczędną, bo prowadzoną wertykalni, złożoną z kolejnych akordów melodię. Podobny w swym wyrazie, choć może mniej porywczy, jest utwór The Lowdown, w którym *akcenty wprowadzane na słabą część taktu burzą momentami poczucie metryczności. Ponadto kompozytor wprowadza tu instrumenty perkusyjne i śpiew gardłowy, które bardzo wyraźnie przenoszą nas do Azji Południowej. Arriving At The Temple - to taki mały fragment muzyki Tybetu wykonany przez mnichów z Tharig Monastery. To kolaż trąb, mis, bębnów, *gongów i wielu, wielu innych instrumentów, których nazwy nie są mi znane, ale brzmią na pewno interesująco. Kolejne utwory A Close Shaven (z ciekawym elektronicznym brzmieniem), Starting The Ascent (ze spowolnionym tematem na początku), To Camp Four to niejako wariacje oparte o temat bogini gór rozwijające się zazwyczaj w energiczny i motoryczny pęd instrumentów lub wprowadzające znów moment zadumy jak Someone Loves Us.

Choć trzeba przyznać, że kolejne utwory soundtracku nie zaskakują pomysłowością to mnie urzekł Summit – czyli szczyt, który najpierw ma swój motoryczny początek, potem przypomina temat bogini gór i wabi coraz głośniej i mocniej, by w końcu temat ten wybrzmiał w całej orkiestrze w wysokich rejestrach instrumentów smyczkowych. Następnie spowolnienie, ściszenie, czyli zejście na dół. Kontur szczytu, wielkość i potęgę osobiście słyszę tutaj doskonale. Jest to też taka oś całego soundtracku. Kolejne utwory nie są już tęskne ani nostalgiczne w swym wyrazie, a raczej nerwowe, smutne (The Lost) czy ukazujące walkę z czasem jak w Time Runs Out (słychać tykanie zegara). W obliczu śmierci, ostatnich chwil muzyka jedynie towarzyszy, jest tłem dramatu rozgrywającego się w obrazie (The Last Words). Powrót Becka do obozu to ostatnia pozytywna w swym wydźwięku scena zilustrowana lirycznym tematem (Beck Gest Up) , natomiast energiczna akcja ratownicza to inspiracja dla Chopper Rescue. Kończący Epilogue to subtelny, na wskroś liryczny w swym wyrazie popis wrażliwości wirtuoza skrzypiec Davida Le Page. Przepiękne improwizacje, pasaże, flażolety skrzypiec szczególnie w górnych rejestrach urzekają mnie niesamowicie!

Muszę przyznać, że kilkakrotne przesłuchanie albumu na pewno działa na plus dla Marianellego. Jednak według mnie z jednej strony na płycie utworów jest za dużo, a z drugiej strony za mało. Za dużo – bo ilość wariacji na jeden temat może być nużąca. Za mało – bo chciałoby się czegoś więcej od Marianellego! Jednocześnie muszę stwierdzić, że poza filmem jestem w stanie o wiele lepiej ocenić muzykę, bo sama w sobie w wielu miejscach po prostu urzeka.

Recenzję napisał(a): Joanna Jęczmionka   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:


1. The Call (3:11)
2. Setting Off from Kathmandu (1:16)
3. First Trek: Base Camp (2:30)
4. Arriving at the Temple (Performed by The Monks of Tharig Monastery) (1:01)
5. The Lowdown (2:36)
6. A Close Shave (3:25)
7. Starting The Ascent (3:06)
8. To Camp Four (2:09)
9. Someone Loves Us (1:56)
10. Summit (4:57)
11. Time Runs Out (6:58)
12. Lost (2:23)
13. Last Words (2:58)
14. Beck Gets Up (2:55)
15. Chopper Rescue (2:20)
16. Epilogue (5:11)



Komentarze czytelników:

Mefisto:

Moja ocena:

Pełna zgoda - nie do końca wykorzystany potencjał, ale jednak miejscami udana praca. Całościowo bez szału jednak.

Piotr:

Moja ocena:

Dla mnie 5/5 świetny film i muzyka która idealnie pasuje. Bardzo przypadł mi do gustu. Polecam!

szobot:

Moja ocena:

Mocna 4! Faktycznie można mieć wrażenie że monotonna płyta ale po przesłuchaniu jej parę razy jest bardzo przyjemna ! Świetnie natomiast oddaje potęgę natury :)