Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Czarnoksiężnik (Warlock)

23 Lipiec 2003, 21:37 
Kompozytor: Jerry Goldsmith

Rok wydania: 1989

Muzyka na płycie:
Czarnoksiężnik (Warlock)

Kiedyś powiedziałem, że Jerry Goldsmith prawie zawsze uratuje słaby film swoją muzyką. No właśnie. Prawie. Czasem jednak i u takiego Mistrza jak Goldsmith może coś nie zaiskrzyć do końca. Tak się stało, gdy kompozytor podpisał się pod projektem horroru Warlock w reżyserii Steve`a Minera. To z pewnością jeden z jego słabszych albumów, choć jak to często już bywało, nie jest on tak całkowicie zły.

Na początek cechy charakterystyczne dla tego soundtracku. Po pierwsze, dominuje tutaj instrumentarium elektroniczne i po drugie, za brzmienie symfoniczne odpowiedzialna była mała orkiestra "The Melbourne Symphony Orchestra" z Australii. Także czas trwania albumu zwraca uwagę - prawie cała godzina.

Omówmy teraz poszczególne części tej partytury. Początek nie jest taki słaby. Dostojny i spokojny, a jednocześnie mroczny temat przewodni prowadzony przez elektroniczny ksylofon brzmi naprawdę interesująco - The Sentence. Szczególnie, że drugą część tematu przejmuje piękny motyw na sekcję smyczkową. Brzmi to nawet romantycznie. Całości towarzyszą nostalgicznie brzmiące syntezatory. Końcówka to powrót tematu wiodącego na ksylofon.

Atmosfera niepokoju i strachu pojawia się już przy drugim utworze - III Wind. Wprowadzają ją chaotycznie i nerwowo prowadzone *smyczki, basy i synteki. To utwór typowo ilustracyjny. W tle pobrzmiewa temat wiodący, tym razem na *waltornie. W podobnym tonie utrzymany jest następny w kolejce - The Ring. Klimat trzymają tutaj *basowe dźwięki syntezatorów i przebijające się gdzieniegdzie smyczki.

Kolejny utwór ilustracyjny to The Trance. Bardzo podobny do dwóch poprzednich. Przez niemal 4 minuty słyszymy tylko "ciemną" i mozolnie sunącą elektronikę, dopiero w ostatnich 2 minutach coś się dzieje. Przybierają na tempie sekcje smyczkowe, które bombardują nas czymś co w filmie odgrywa rolę *"action score". Momentami brzmi to całkiem nieźle.

A skoro mówimy o "action score" to klimat ten mamy w utworze Old Age. Atmosfera jednak jest bardzo nerwowa. Agresywne partie smyczkowe, nagle wybuchające kotły, przewijający się w pewnych momentach temat wiodący na ksylofon i synteki, a potem znowu agresywna perkusja i niespokojne smyczki. Nawet temat akcji jest tutaj utrzymany w konwencji "suspense".

Potem znowu powracamy to muzyki dramatycznej, czysto ilustracyjnej. Ciężkie basy, odgłosy elektroniczne i tło smyczków rozpoczyna utwór Growing Pains. Od czasu do czasu przeleci temat wiodący na sekcję smyczkową, choć w innej, bardziej mrocznej i mniej melodyjnej aranżacji.

Typowe brzmienie "action score" uderza w nas w Weather Wave. To jeden z lepszych utworów na płycie. Pod względem rozwiązań instrumentalnych przypomina nieco późniejszy Total Recall. Co tutaj mamy? Pierwsze dwie minuty to budowanie napięcia za pomocą mrocznej elektroniki, "suspense" smyczków i agresywnej perkusji, zaś w drugiej części kompozytor rozwija klasyczny motyw akcji. Pulsuje sekcja dęta, na pierwszym planie *sekcja smyczkowa w nowej wariacji tematu wiodącego, potem pojawiają się także basy i kotły.

Kontynuacją wątku jest Nails, choć tu mroczne i niespokojne klimaty utrzymują się przez większość utworu. Jednak w końcówce zaczyna dominować dynamiczny temat wiodący na waltornie i trąbki w asyście basów i sekcji smyczkowej.

Teraz poczucie, że film zmierza końcowi nie opuści nas. Muzyka nie będzie już spokojna. Jest bardzo mroczna, niespokojna, sugeruje nam, że na ekranie coś się dzieje. Choć w Uninvited podkreśla ona ewidentnie obraz. Dlatego czasami trudno jest nagle przejść z niepokojących na syntezatorów i smyczków do gwałtownych zmian tempa, aby po chwili wrócić do znowu coś zapowiadającej elektroniki.

Intuicja nas nie myli. Kolejny utwór to prawie 9-minutowy Salt Water Attack. 9 minut nieprzerwanej, choć mrocznej akcji. Tutaj nieprzerwanie coś się dzieje. Tętnią sekcje dęte i smyczkowe, eksplodują kotły, ciągną basy i sekwencje elektroniczne. A nad tym wszystkim tematy wiodące. Romantyczny na smyczki i główny na waltornie, a do tego jeszcze inne wariacje tematyczne na orkiestrę i syntezatory.

Podsumowanie przynosi Salt Flats. To długa, ponad 7-minutowa, rekapitulacja wszystkich motywów wiodących. Oprócz nich pojawia się też nowy temat romantyczny na smyczki. Brzmi to wszystko bardzo melodyjnie i odprężająco. Idealne na finał.

Z pewnością największy problem tego soundtracku leży w jego czasie trwania. 55 minut to stanowczo za długo. Standardowe 30 minut całkowicie by wystarczyło dla tej muzyki. Temat główny jest całkiem przyzwoity, choć na pewno nie dominuje na albumie. "Action score" także nie jest głównym wyznacznikiem partytury, zresztą niejednokrotnie jest zbyt agresywne i nerwowe. Dominującym elementem są syntezatory, które przypominają różne brzmienia z takich soundtracków, jak Under Fire, czy Legend. To one rozstrzygają o ocenie albumu. Z pewnością niejednokrotnie stają się zbyt natarczywe i monotonne. Ogólnie nie jest to soundtrack całkiem zły, choć polecałbym go raczej wiernym fanom kompozytora

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. The Sentence - 4:06
2. Ill Wind - 2:08
3. The Ring - 2:17
4. The Trance - 5:34
5. Old Age - 4:12
6. Growing Pains - 5:36
7. The Weather Vane - 5:03
8. Nails - 4:26
9. The Uninvited - 4:57
10. Salt Water Attack - 8:45
11. Salt Flats - 7:10

Razem: 54:37



Komentarze czytelników:


Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy!