Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Quest (The Quest)

11 Wrzesień 2003, 09:21 
Kompozytor: Randy Edelman

Rok wydania: 1996
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Quest (The Quest)

The Quest, debiut reżyserski Jean-Claude Van Damme`a, to jeden z najlepszych filmów walki z gatunku "turniejowych". Gdzieś na odległej wyspie odbywa się turniej o miano najlepszego zawodnika na świecie. Uciekając przed przeszłością z Nowego Jorku, trafia tam Chris Dubois (Van Damme) i jak łatwo się domyślić zdobywa chwałę, miłość, a także metrowej wielkości złotego smoka. Mimo że jest to schemat dość oklepany, trzeba przyznać, iż w pierwszorzędnym wydaniu. Na wyspę przybywają zawodnicy z całego świata, a każdy z nich reprezentuje odmienną kulturę i styl walki. Taka różnorodność, wraz z faktem, że akcja rozgrywa się jakieś sto lat temu daje kompozytorowi szerokie pole do popisu. Randy Edelman stworzył kompozycję z wykorzystaniem klasycznej orkiestry z niewielką domieszką egzotycznych instrumentów, nieznacznie tylko podbarwionych elektroniką.

U Edelmana zawsze najbardziej podobały mi się partie smyczkowe. Na poparcie tych słów przytoczę choćby bardzo ładny temat romantyczny ze sławnego The Last Of The Mohican. W The Quest *smyczki stanowią głęboki ale jednocześnie wyrazisty i emocjonalny przekaz. Nie brakuje też wtopionych linii melodycznych, bardziej rozciągniętych niż będących jakąś krótką, prostą melodią.

Spośród nich na pierwszy plan wybija się wspaniały (a jakże) temat przewodni. W tym miejscu chcę oznajmić, że to jeden z najpiękniejszych tematów jakie dane mi było słyszeć! Zagrany w umiarkowanym tempie na smyczkach, dostojny, ale nie patetyczny. Przepełniony nadzieją, wiarą z odrobiną smutku. Do tego głęboki w wymowie, emanujący potęgą uczuć. Sama melodia jest zaiste piękna! Po kilkudziesięciu przesłuchaniach wcale się nie nudzi, lecz zapisuje w panteonie tych największych, na trwale zapadających w pamięć. Sama jej końcówka jest łudząco podobna do tematu Armagedon Trevora Rabina - kompozycji równie wspaniałej.

Ogółem, wspomniany temat występuje na płycie w dobrze wyważonych proporcjach. Słuchając całości nie miałem wrażenia niedosytu czy zbyt częstych powtórek. Najpełniejszą i najpiękniejszą formę przyjmuje w utworze jedenastym - Sentenced To Death. Oprócz podstawowej melodii mamy tu jeszcze cudowne, nieco smutne, oczywiście smyczkowe, rozwinięcie. Według mnie to zdecydowanie najlepszy utwór na płycie. Oprócz tego, ów temat występuje jeszcze w wielu rozmaitych wersjach. Kompozytor często odchodzi od podstawowej melodii, serwując nam przeróżne mutacje i odmiany. Jednymi z najciekawszych są: Smile Please - zagrany w zabawny, pogodny sposób, a także Flashback - zmodyfikowany temat wiodący na fortepian solo.

Oprócz tematu głównego, wszystkich jego odmian, odnóg i aranżacji, z krążka wylewa się potok pomniejszych (dłuższych i krótszych) motywów. Trzeba tu podkreślić sporą różnorodność muzycznego materiału. Ponieważ jak już pisałem we wstępie, jest to film "turniejowy", większość uczestniczących w nim zawodników ma swój własny (najczęściej niewielki) motyw. Usłyszeć możemy sporo etnicznych dźwięków, a także instrumentów nie występujących zwykle w muzyce symfonicznej, np. gitarę w świetnym Brazil Accompaniment.

Po tych wszystkich ciepłych słowach, które wygłosiłem pod adresem pana Edelmana, czas na garść gorzkich słów. Zdecydowanie najsłabszą stroną soundtracku jest większość fragmentów akcji, które w tym przypadku ilustrują walki na ringu. Wprawdzie różnorakie bębny są bardzo fajne i wraz z nienagannym brzmieniem tworzą całkiem niezły klimat. Kuleje natomiast warstwa instrumentalna oparta głównie na sekcji dętej, która w porównaniu z aranżacjami choćby panów Goldsmitha czy Silvestri`ego wypada po prostu blado. Na szczęście cześć tego typu utworów zawiera smyczkowe frazy, które nieco ubarwiają całość. Za przykład niech posłuży dynamiczna część Chris *Beats Germany.

Płyta zawiera też kilka słabszych utworów, które poza obrazem wykazują raczej znikomą atrakcyjność jak np. Monkey Boy And Snake Eyes. Trochę syntetycznych dźwięków imitujących zawodników walczących stylami małpy i węża. W filmie wypada to całkiem zabawnie lecz w ogóle nie sprawdza się jako samodzielna muzyka.

Podsumowując przyznaję, że bardzo podoba mi się ten soundtrack. Spora różnorodność tematów na czele z tym najpiękniejszym czynią go albumem od którego trudno się oderwać. Niewielkie niedostatki aranżacyjne wraz z kilkoma słabszymi utworami nie są w stanie zmącić wspaniałego muzycznego obrazu stworzonego przez tak piękne utwory jak Sentenced To Death, Chris Beats Germany czy American Theme. To właśnie wolne, przecudownej urody utwory są największą siłą ścieżki. Pomimo że The Quest na pozór nie nosi znamion wielkiego dzieła, sięgam po niego częściej niż po tzw. "uznane soundtracki". Randy Edelman stworzył bowiem partyturę potrafiącą zachwyć i wzruszyć. Płynące z niej piękno pokazuje jak wielkim potencjałem dysponuje ten będący nieco w cieniu swych starszych "kolegów" kompozytor.

Recenzję napisał(a): Piotr Rachwaniec   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Opening / The Dream - 1:52
2. Chris Beats Germany - 3:27
3. Old New York - 1:18
4. Invitation - 2:33
5. Khan Kills Phang - 3:45
6. Flashback - 1:48
7. To The City Of Battle - 3:46
8. Drums On The Beach - 3:12
9. Smile Please - 1:22
10. Greatest Fighters - 3:08
11. Sentenced To Death - 3:51
12. Brazil Accompaniment - 2:49
13. Monkey Boy And Snake Eyes - 1:07
14. Wire - 1:02
15. American Theme - 2:16
16. Finale / Fulfillment Of The Quest - 2:52

Razem: 40:07



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Piotrze a gdzie wzmianka o doskonałej roli mojego ulubionego Rogera Moore`a który w tym filmie zagrał lorda Edgara Dobbs`a ? :P A teraz przejdźmy do płyty :) Temat przewodni rzeczywiście jest piękny (jeden z najlepszych utworów w dorobku Edelman`a) , niewątpliwie podobny do kompozycji Rabin`a z "Armageddon". Osobiście uważam że powinien być on bardziej dynamiczny. Reszta to standardowa "robota" ale napewno sekcja smyczkowa w niektórych utworach zasługuje na szczególne pochwały. Piotrze polecam Ci score Edelman`a do filmu "Tunel" ("Daylight"). Jest on w pewnych fragmentach bardzo podobny do "Questa", chociaż w "Tunelu" Edelman bardziej zbliżył się do kanonu Hansa Zimmer`a (elektronika i te sprawy...) ale posłuchać naprawdę warto...

Piotr:

Moja ocena:

O roli Rogera Moore`a oczywiście wiedziałem. Nie jestem jednak zwolennikiem rozpisywania się o filmie, w tekście traktującym o muzyce. Ty Adamie, masz chyba trochę inne zdanie na ten temat :-). W każdym bądź razie dzięki za uzupełnienie. Rola Moore`a rzeczywiście zabawna.