Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

K-19: The Widowmaker

17 Maj 2006, 20:45 
Kompozytor: Klaus Badelt

Rok wydania: 2002
Wydawca: Hollywood Records

Muzyka na płycie:
K-19: The Widowmaker

Dramat w reżyserii Kathryn Bigelow posiada jeden zabawny aspekt. Jest to amerykańska produkcja o Rosjanach, do której muzykę napisał Niemiec... Trudno o bardziej kontrowersyjny wybór zespołu, aczkolwiek film ten zdołał uniknąć skandalu. Pewnie dzięki przyjaźni kwitnącej między narodami. W każdym razie pani Bigelow nakręciła udane kino, a Badelt zilustrował je muzyką co najmniej nieoczekiwaną stylowo i po części autonomiczną wobec konwencji *Media Ventures. Po części, bowiem całościowo kompozycja ta jest wyraźnie rozbita, między imponujące rzeczywiście inspiracje rosyjską muzyką poważną (Czajkowski) oraz typowe do bólu piętno brzmienia stricte Zimmerowskiego. Ów brak oryginalności - jak chociażby skopiowana z "Gladiatora" sekwencja akcji - prowadzi do kolejnego, interesującego nawiązania, tym razem Holsta, którego dzieła, jak pamiętamy, także i mentor Badelta w swej słynnej epickiej partyturze wykorzystywał.

Badelt stał się popularny w środowisku fanów muzyki filmowej dzięki całkiem przyzwoitej ścieżce dźwiękowej do *remake`a "Wehikułu Czasu" (reż. Simon Wells), która oprócz obowiązkowych standardów zespołu Media Ventures posiadała też ciekawą dawkę stylów nawiązujących raczej do kompozycji Goldsmitha, czy Hornera. Po tej partyturze wiele osób stwierdziło, że Badelt jest obok Johna Powella i Harry`ego Gregson-Williamsa największą nadzieją studia Hansa Zimmera. Ale to nie "The Time Machine", a "K-19: The Widowmaker" pozwala wysnuwać takie przypuszczenia. Właśnie w tej kompozycji Badelt pokazuje, że nie zamierza ograniczać się do kalkowania swojego mentora - próbuje przemawiać innym, choć niekoniecznie własnym głosem. Wyraźnie zainspirowany projektem, Niemiec tworzy muzykę, która posiada duszę, partyturę bardzo emocjonalną, napisaną z prawdziwym wyczuciem. Nie spodziewajmy się jednak, że jest to kompozycja niezwykle oryginalna i nowatorska. Badelt oczywiście korzysta z dokonań swoich kolegów po fachu, choć prezentuje w dużym stopniu odmienne podejście do tematu niż to, na które zdecydowali się przed laty Poledouris i Zimmer. Co istotne, twórca wiedział, że film pani Bigelow to nie klasyczne kino sensacyjne, a raczej obraz opowiadający o odwadze i poświęceniu radzieckich marynarzy. Dlatego też Badelt nie korzysta z militarystycznego stylu "Polowania na Czerwony Październik", czy "Karmazynowego Przypływu". Muzyka akcji stanowi niewielką część albumu i jest wyraźnie podporządkowana reszcie kompozycji (niestety, w jej przypadku nawiązania do "Gladiatora" są bardzo wyraźne i zdecydowanie to najbardziej nieoryginalny fragment ścieżki dźwiękowej). Partytura ta ma inne zadanie.

Score zdominowany jest przez bardzo smutne utwory smyczkowe, często wspierane przez grupę instrumentów dętych, potęgujących dramatyczny wyraz całej ilustracji. Badelt zdecydował się oprzeć całą muzykę na ładnym, nostalgicznym temacie przewodnim, który pojawia się wielokrotnie, w kilku odmiennych aranżacjach. Dzięki zastosowanemu instrumentarium, temat ten, co prawda niezbyt oryginalnie, brzmi bardzo "rosyjsko" i nadaje muzyce odpowiedniego, tragicznego tonu. Co ciekawe, kompozytor co jakiś czas nieznacznie zmienia tonacje niektórych jego fragmentów, dzięki czemu motyw zyskuje również dumną i bohaterską wymowę. Znakomicie prezentuje się on w utworze "Home", gdzie zaraz po aranżacji nostalgicznej następuje aranżacja heroiczna. Do prezentacji tematu głównego Badelt sięga dwukrotnie po chór (utwór "Journey") śpiewający po rosyjsku i można to uznać za nawiązanie, czy nawet pewnego rodzaju hołd kompozycji Basila Poledourisa sprzed ponad 10 lat. Zabieg bardzo trafny, szkoda tylko, że w tak małym stopniu wykorzystany (jednego chóralnego fragmentu w filmie w ogóle nie usłyszałem...), gdyż na albumie funkcjonuje wręcz znakomicie, ożywiając na moment spokojną partyturę.

Oprócz tematu przewodniego Badelt wprowadza także kilka tematów pobocznych, również bardzo nostalgicznych w wymowie. Przez niemal 70 minut słuchamy muzyki smutnej, tragicznej momentami, spokojnej i wyciszonej, niemal kontemplacyjnej. 70 minut... Partytura w filmie prezentuje się bardzo dobrze - posiada większość walorów ilustracyjnych, jakich powinno się po niej oczekiwać. Niestety, album może okazać się dla niektórych katorgą. Wspomniany już utwór "Journey", w którym pojawiają się dwie znakomite partie chóralne, trwa aż 13 minut. Nie wyróżnia się ani brzmieniowo, ani melodycznie spośród pozostałych fragmentów płyty. O ileż lepiej prezentuje się bardzo dobry "Capt. Alexi Vostrikov", który trwa zaledwie 2 minuty... Nawet żeńskie wokale wprowadzone w "Reactor" (pochodzące z kompozycji "Voices of Light" autorstwa Richarda Einhorna) nie są wielkim urozmaiceniem, choć niewątpliwie jako opis dramatycznego poświęcenia marynarzy sprawdzają się znakomicie, działają niezwykle sugestywnie, przekonująco, nadając scenom onirycznego nieomal klimatu, atmosfery nierealności. Piętnastominutowa suita w czterech częściach otwierająca album prezentuje wszystkie główne tematy i oprócz niej wspomniane "Home", "Capt. Alexi Vostrikov", "Journey" (przynajmniej część, resztę można zastąpić fragmentami innych utworów) i bardzo ładny końcowy "Reunion", mogłyby razem stanowić świetną 40-minutową płytę. A tak, co najmniej 20 minut za dużo. Szkoda, gdyż bardzo skutecznie niszczy to przyjemność ze słuchania, powielając znany większości miłośników gatunku syndrom Sony Music i Jamesa Hornera.

W filmie muzyka funkcjonuje bardzo dobrze, jej styl i klimat zachęcają do kupna albumu, na płycie natomiast znajdują się wszystkie najważniejsze (i najlepsze) fragmenty ścieżki. A jednak, szczęśliwego nabywcę może spotkać zawód. Album potrafi w dużym stopniu zniechęcić do tej muzyki, jak świetnie by nie brzmiała w połączeniu z obrazem. Zakup stanowi więc pewne ryzyko, choć myślę, że jednak warto. Ścieżka prezentuje możliwości tego młodego kompozytora, możliwości, które kiedyś (bo dotąd zdarzało mu się to nader rzadko) być może zostaną przez niego wykorzystane. Życzę powodzenia, panie Badelt.

Recenzja gościnna, pochodzi z prywatnej strony autora: Dyrwin`s OSTs

Recenzję napisał(a): Marek Łach   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Fear - Largo I - 4:03
2. Fate - Adagio II - 2:42
3. War - Allegro III - 3:39
4. Soul - Misterioso IV - 5:30
5. Home - 4:01
6. Heroes - 8:20
7. Journey - 13:11
8. Capt. Alexi Vostrikov - 2:05
9. Missile Launch - The Rescue - 10:00
10. Reactor - Selections from "Voices of Light" - 8:06
11. Reunion - 7:17

Dyrygent: Valery Gergiev, Blake Neely
Orkiestracje: Klaus Badelt, Robert Elhai, Blake Neely, Brad Warnaar, Ladd McIntosh



Komentarze czytelników:

Marcin:

Moja ocena:

Więcej recek Marka Łacha :)

mask__zorro:

Moja ocena:

Aż ten Gladiator, nawet tutaj, w K19, mamy go jak na dłoni!