Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Apocalypto

28 Grudzień 2006, 01:34 
Kompozytor: James Horner

Solowe partie wokalne:Rahat Nusrat Fateh Ali Khan

Rok wydania: 2006
Wydawca: Hollywood Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Apocalypto

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Po krwawej Pasji, Mel Gibson zaserwował widzom kolejną jatkę - Apocalypto - tym razem osadzoną w okresie tuż przed upadkiem cywilizacji Majów. Dla australijskiego reżysera nowym pretekstem do epatowania przemocą okazała się historia młodego wojownika, który wraz z częścią swojego plemienia zostaje porwany przez okrutnych przybyszów. Brutalnie katowani przemierzają długą drogę do tajemniczego miasta, gdzie mają zostać złożeni w ofierze bogom. Główny bohater podejmie jednak desperacką próbę ucieczki, kierowaną myślą uratowania rodziny, tkwiącej w jednej z pieczar niebezpiecznego lasu. Ten opis może sugerować, że Apocalypto jest zwyczajnym filmem przygodowym, ale super-realistyczne, skrajnie brutalne sceny, w jakie obfituje, zupełnie temu przeczą. Niemal co chwilę jesteśmy zmuszani oglądać lejącą się krew, latające wnętrzności ludzi i zwierząt, ukazane w najdrobniejszych szczegółach, pełne nienawiści walki dzikich plemion. Wydaje się nieprawdopodobne, że takie obrazy miały posłużyć jedynie do spotęgowania dynamizmu akcji. Bo jakiegokolwiek mocnego przesłania, które by je uzasadniało, nie jestem w stanie odnaleźć. O ile w skrajnej brutalności Pasji widać jeszcze jakieś zamierzenie – przypomnienie męki Chrystusa i znaczenia samego krzyża – o tyle krwawe sceny Apocalypto są moim zdaniem zupełnie bez sensu. Tym bardziej, że z biegiem trwania filmu widz – podobnie jak w Pasji – uodparnia się na tę emanację przemocy i co za tym idzie, akcja, zamiast trzymać w napięciu, zaczyna zwyczajnie nużyć. Oczywiście najnowsze dzieło Gibsona nie jest pozbawione zalet. Zwraca uwagę zwłaszcza techniczna realizacja (ładne zdjęcia, ciekawe prowadzenie kamery w gąszczu roślinności) oraz pietyzm, z jakim oddano stroje i uzbrojenie Majów. Ale moim zdaniem imponująca mnogość detali nie przysłania ogólnej porażki artystycznej, jaką znów poniósł ten kontrowersyjny reżyser.

Muzykę do Apocalypto skomponował James Horner, obecnie mający chyba równie wielu zwolenników i przeciwników, jak Gibson. Nie ulega wątpliwości, że w tym roku jego ilustracja była jedną z najbardziej oczekiwanych. Chyba nawet ci miłośnicy muzyki filmowej, którzy postawili krzyżyk na tego z pewnością powielającego się artystę, liczyli na wskrzeszenie sił twórczych Hornera. Ja sam spodziewałem się czegoś interesującego, gdyż wysoko oceniłem jedną z jego ostatnich kompozycji – Podróż do Nowej Ziemi. Niestety zawiodłem się. Horner nie pokazał absolutnie nic nowego. Wprawdzie jego muzyka dobrze pasuje do filmu – przede wszystkim kreuje klimat i napięcie scen akcji – ale została oparta na wyświechtanych rozwiązaniach, stosowanych w ilustrowaniu produkcji o zaginionych kulturach, plemionach itp. Prawie cały materiał stanowi zatem muzyka etniczna i to w bardzo surowej formie. Non stop słyszymy albo mocne rytmy rozmaitych bębnów, grzechotek i innych instrumentów perkusyjnych, gardłowy, monotonny śpiew solo bądź kilkunastu wokalistów, albo przeciągłe, rozwlekłe dźwięki kwintetu smyczkowego – w różnych konfiguracjach. Gdzieniegdzie pojawiają się również syntezatory, zagęszczające brzmienie. Oczywiste jest, że taka muzyka nie nadaje się do słuchania na płycie, lecz mimo to postanowiono ją wydać. Utwory są do siebie bardzo podobne, właściwie różnią się tylko tempem i dynamiką – jedne nudzą kompletnym zastojem, inne z kolei drażnią agresywnością. Bardziej ilustracyjnej muzyki nie można było skomponować.

Ale nawet jeśli film wymaga takiej ciężkiej kompozycji, pojawia się problem wypełnienia napisów utworem bardziej atrakcyjnym w oderwaniu od obrazu. Tu Horner wykazał się niezwykłym sprytem i tradycyjnie skopiował swoje wcześniejsze dzieło, w tym wypadku - Podróż do Nowej Ziemi. Usłyszymy bezczelnie powielony pochód smyczków na tle śpiewających ptaków – utwór From the Forest.... Bez komentarza.

Reasumując: odradzam kupowanie płyty, ale nie zachęcam też do wydawania pieniędzy na bilet do kina. Na własną odpowiedzialność.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. From the Forest... - 01:55
2. Tapir Hunt - 01:31
3. The Storyteller`s Dream - 03:41
4. Holcane Attack - 09:28
5. Captives - 03:06
6. Entering the City with a Future Foretold - 06:05
7. Sacrificial Procession - 03:40
8. Words Through the Sky - The Eclipse - 05:11
9. The Games and Escape - 05:15
10. An Elusive Quarry - 02:15
11. Frog Darts - 02:45
12. No Longer The Hunted - 05:50
13. Civilisations Brought by Sea - 03:20
14. To the Forest... - 07:41

Razem: 61:43



Komentarze czytelników:

Babuch:

Moja ocena:
bez oceny

Odnoszę nieodparte wrażenie, że poza Olkiem nikt tu nie pisze recenzji... A poważnie gratuluje pracowitości. Co do muzyki z Apocalypto, nie do końca się zgadzam z argumentacją, ale wypowiem się w swojej recenzji (która mam nadzieje ukaże wkrótce). Ocena muzyki na płycie jest jak najbardziej słuszna. Reszta… zobaczymy jak obaczymy film. A rozśmieszyło mnie hasło "artystyczna porażka". W przypadku Gibsona brzmi ono rozbrajająco. Facet NIGDY nie nakręcił i nie nakręci filmu artystycznego. Wszyscy wiemy że kręci rzemiosło. Inna rzecz, że jest to wysokiej klasy rzemiosło (nawet taka Pasja), rzemiosło które w większości wypadków dobrze się ogląda, ale to już zupełnie inna para kaloszy Pozdrawiam.

scoreman:

Moja ocena:

Zgadzam się z oceną. Muzyka fatalna, do której w ogóle nie chce się wracać. Nie wiem, jak wypada w filmie, ale sądząc po kilku zwiastunach kinowych, raczej też nie zachwyca. Horner już chyba nic naprawdę ciekawego i twórczego nie napisze. Żałuję, że Gibson nie współpracował z kompozytorem sprawdzonym przy "Pasji" - jestem pewien, że John Debney skomponowałby o niebo lepszą muzykę.

26kanis:

Moja ocena:

A ja nie do końca zgadzam się z tą oceną. Oglądałem film i na mój słuch muzyka spełnia się w nim w 100%. Prosta, etniczna, bez nadmiernego patosu i skomplikowania – tak jak właśnie ten film , notabene który zrobił na mnie dość duże wrażenie ale bardziej jako program z Discavery chanel niż film opowiadający jakąś głębszą fabułę – ale właśnie taki ten film myślę miał być. Jak dla mnie w filmie muzykę oceniam na 4 gwiazdki ( w polocie do 4,5) i szczerze nie wyobrażam sobie by pasowała do niego bardziej rozbudowana partytura o innym brzmieniu, a etniczne nawiązania są jak najbardziej na miejscu. Jednak słuchając już tej muzyki w zaciszu swojego pokoju ocenię ją jedynie na 3 „gwizdki”. Fakt Horner ostatnio coś przestał mieć wenę twórczą i lubi się często powtarzać jednak ta muzyka odbiega nieco konwencją od jego pozostałych – jest po prostu mało skomplikowana, bazująca jedynie na paru instrumentach i „głosach”. Jednak pomimo, iż nie da się tego słuchać parę razy pod rząd , to stwierdzam że ta muzyka ma coś w sobie mistycznego , coś co w pewien sposób wprowadza w trans i możliwość poczucia się zabłąkanym człowiekiem w tej całej naszej betonowej puszczy. Reasumując oceniam tą partyturę na 3,5 gwiazdki nie uważając jej na pewno ze coś czego nie warto posłuchać. Szczęśliwego Nowego Roku życzę

Mefisto:

Moja ocena:

Filmu nie widzialem, wiec nie przekreslam tej muzyki zupelnie. Niemniej na plycie jest to olbrzymia porazka, bo z takiego tematu z pewnoscia dalo sie wyciagnac cos wiecej. A tymczasem Horner nudzi przez cala plyte i w dodatku raz jeszcze odgrzewa stare kotlety. Szkoda.

misza63:

Moja ocena:

Chyba ten portal powinien zmienic recenzentów:/ od jakiegos czasu ilekroc cos tu przeczytam zastanawiam sie kto pisze takie bzdurne recenzje... Oczywiscie kazdy ma prawo pisac o swoich wrazeniach. ale chyba sa one jednostronne i zbyt krytyczne zwlaszcza jesli chodzi o APOCALYPTO. Radze za nim ktos przeczyta recenzje zmierzyc sie samemu z filmem i muzyka, bo warto!


  Do tej recenzji jest jeszcze 21 komentarzy -> Pokaż wszystkie