Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Nocny kowboj (Midnight Cowboy)

05 Lipiec 2007, 21:41 
Kompozytor: John Barry

Rok wydania: 1969/1985
Wydawca: EMI Manhattan

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Nocny kowboj (Midnight Cowboy)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Where is that Joe Buck? – tym oto już legendarnym dzisiaj zwrotem rozpoczyna się jeden z najważniejszych filmów w historii amerykańskiego kina. Jest nim Nocny kowboj , film który zmienił oblicze X muzy. Wspaniały obraz ukazujący prawdziwą twarz Ameryki, nakręcony przez Johna Schlesingera. Reżyser stworzył wizję tak naprawdę raju utraconego, złudzenia, które w latach 60., latach wielkiej kontestacji zaczęło upadać pod ciężarem nagromadzonych przez dekady niespełnionych nadziei setek tysięcy emigrantów. Osią filmu jest dziwna przyjaźń dwóch życiowych nieudaczników i dziwolągów – Joe Bucka i Ratso Rizzo. Joe przyjechał z Teksasu, żeby podbić NY jako żigolak, męska prostytutka a pomóc ma mu w tym drobny cwaniaczek i złodziejaszek z Big Apple – Ratso Rizzo. Ta niecodzienna znajomość przeradza się w dwuznaczną, ale głęboką relację między dwoma niezrozumianymi i odrzuconymi przez społeczeństwo ludźmi. Film to opowieść o upadku mitów, o „schładzaniu” entuzjazmu nowoprzybyłego prowincjusza w mieście-dżungli, gdzie ideały poszły spać w kąt, a rządy dusz przejęła wszechobecna mamona…W role dwóch głównych bohaterów wcielili się dzisiaj bardzo już znani i uznani aktorzy. Jednak w 1969 roku tylko jeden z nich był szeroko znany światu – Dustin Hoffmann, który genialnie zagrał wykolejonego człowieka ulic Nowego Jorku – Ratso Rizzo. Drugi – czyli Jon Voight, był absolutnym nowicjuszem, ale pokazał lwi pazur swoją wspaniałą, realistyczną kreacją naiwnego Joe Bucka. Film zaiste genialny – zarówno pod kątem swojego brutalnego realizmu, fantastycznego montażu( metoda flashbacków – częste powroty do przeszłości) który uwypukla psychologiczne aspekty osobowości głównych bohaterów, jak i gry aktorskiej która stoi tu na najwyższym poziomie a także muzyki.

Rok 1969 to rok Woodstocka, rok apogeum ery dzieci-kwiatów. Nocny Kowboj jest odbiciem panujących wówczas trendów społecznych. Obrazował bezduszność rzeczywistości i był swoistym ciosem w wizerunek i establishment wszystkiego co kojarzyło się z „United States Of America”. John Schlesinger, rodowity Anglik z celnością prawdziwego outsidera wypunktował wszystkie słabości American Dream. Wspomógł go w tym drugi jego rodak – John Barry. Film o tak mocnym scenariuszu i świetnie opowiedziany za pomocą wszelkich dostępnych środków potrzebował odpowiedniej oprawy muzycznej. Barry nadawał się do tego zadania wyśmienicie. Był wówczas na fali, po swoich największych sukcesach Oscarowych – Born Free z 1966 i Lion In Winter z 1968. Poza tym miał doświadczenie na polu różnych produkcji filmowych – począwszy od spy-genre, poprzez psychologiczne (Petulia, BOOM!), a kończąc na komediach takich, jak The Knack…and How To Get It. Wielki talent i erudycja muzyczna a także nowatorskie spojrzenie na komponowanie i zadzierzgnięta już wcześniej znajomość ze Schlesingerem przy kręceniu licznych reklam w Wielkiej Brytanii spowodowała, że wybór reżysera padł na legendarnego już dzisiaj kompozytora. I okazał się strzałem w przysłowiową dziesiątkę, bowiem jego kierownictwo muzyczne było nad wyraz trafione a soundtrack do dzisiaj jest przedmiotem wykładów na amerykańskich szkołach filmowych jako przykład idealnego połączenia muzyki zarówno w postaci instrumentalnej jak i piosenkarskiej z obrazem.

Do dziś dnia jeden z najbardziej „coverowanych” utworów muzyki filmowej a zarazem popularnej jest temat z Midnight Cowboya. Mówi się, że Barry skomponował go w ciągu 15 minut…Jeśli naprawdę tak było, to chapeau *bas Panie Barry, bowiem ten jakże prosty i chwytliwy temat na harmonijkę ustną jest prawdziwą perłą w muzyce popularnej. Zaczynający się od znanych „schodzących” 4 nut, które potem stanowią *kontrapunkt utworu, przeradza się w smutną, poruszającą melodię o samotności. Temat który z pewnością zna każdy z nas, często nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Barry zawsze tworzył melodię zanim ułożono do niej słowa. Jednak robił to na tyle inteligentnie i zmyślnie, że jeśli słuchając tematu z Nocnego Kowboja przysłuchamy się melodii od razu wpadniemy na pomysł gdzie mogły by być umiejscowione słowa Miii-dnight Cooow-boy…Nie zrobiono piosenki z tego tematu w filmie, ale słowa później powstały i nagrano song pod tytułem Midnight Cowboy, a wykonawcą był niejaki Johnny Mathis. Sam temat jest tak melodyjny i klimatyczny, że - przyznam to bez bicia – chodzi za mną od początku, od chwili kiedy go po raz pierwszy usłyszałem a było to bez mała dobre kilka lat temu. Barry zatrudnił do wykonania swojego evergreenu nie byle jaką personę, bo samego Toothsa Thielemansa, który po mistrzowsku zagrał na harmonijce ustnej(na nagraniu słyszymy innego wykonawcę – to Tommy Reilly). Bo i przyznać trzeba, że oryginalna aranżacja tematu Barryego to prawdziwe cudo – harmonijka ustna, gitara klasyczna i wtórująca im *sekcja smyczkowa. Melodia jak zawsze u Anglika wędruje pomiędzy wszystkimi instrumentami, tworząc niezwykłą aurę i atmosferę. Ale nie tylko ten nieśmiertelny temat, za który Barry nota bene dostał Grammy For Best Instrumental Theme 1969 stanowi o sile muzyki do Midnight Cowboya, chociaż trzeba wyraźnie powiedzieć, że siła tego tematu potrafi udźwignąć prawie cały film…Drugim znakiem rozpoznawczym Midnight Cowboya jest piosenka Freda Neila Everybody s Talkin zaśpiewana przez Harryego Nillssona. Wydana oryginalnie w 1967 została uznana przez Schlesingera za idealnego kandydata na song do filmu. Bob Dylan skomponował na użytek Nocnego Kowboja piosenkę Lay Lady Lay ale nie została ona użyta. Barry do filmu nagrał kilka różnej długości wersji piosenki Nillsona, w rozmaitych aranżacjach i z towarzyszeniem harmonijki ustnej. Piosenka otwiera film, ale pojawia się też w scenach poznawania, spacerów po NY. Ilustruje „jasną” stronę natury głównego bohatera i początkową niewinność całej historii. Później przeradza się w gorzki kontrapunkt, kiedy towarzyszy kolejnym scenom obrazu…Rytm i melodia to sygnatura pochodzenia Joe Bucka a wieloznaczne słowa odnoszą się do sytuacji głównego bohatera w wielkim mieście. Można śmiało powiedzieć, że jest muzycznym przeciwieństwem jeśli chodzi o nastrój w stosunku do Midnight Cowboy Theme.

Ilustracja Nocnego kowboja to nie tylko te dwa nieśmiertelne utwory. Barry jako musical supervisor, podjął się nie lada wyzwania, dobierając muzykę do filmu. Jak się okazało wykazał się mistrzostwem, bowiem każdy utwór jest świetny. Zawartość OST to właściwie w połowie songi a w połowie kompozycje instrumentalne. Piosenki były nagrywane ponownie specjalnie dla potrzeb ich wykorzystania w filmie a pieczę nad całością miał oczywiście Barry. Nie ma sensu omawiać każdej z piosenek, choć każda jest warta uwagi. I tak – największe wrażenie robi m.in. długie, siedmiominutowe, psychodeliczne Old Man Willow ze wspaniałymi jazzującymi wariacjami zespołu Elephants Memory ze sceny imprezy w filmie. Wykorzystano tu mnóstwo rozmaitych instrumentów rodem z epoki lat dzieci-kwiatów a zwłaszcza syntezatory, które dodają ciekawego brzmienia. Mamy też okazję posłuchać dwóch uroczych popowych songów zespołu The Groop – pogodnej ballady A Famous Myth zaśpiewanej na kilka głosów oraz bardziej rockowo brzmiącego Tears And Joys. Te dwie kompozycje to bardzo jasne punkty soundtracku do Midnight Cowboya. Oprócz tego wpada w ucho piosenka pt. He Quit Me w wykonaniu niejakiej Leslie Miller, które bardzo przypomina Janis Joplin.

Na tym jednak nie koniec…Całości i tak już bogatego scoru dopełniają kompozycje Barryego do poszczególnych scen z filmu. Niestety jak to bywało w epoce winylu nie wszystkie miały szansę zagościć na wydaniu przeznaczonym na rynek. Ale i tak to co trafiło jest wysokiej próby. Przede wszystkim należy wspomnieć o genialnym jazzowym „source music” jakim jest Fun City. Podobny brzmieniowo do swojego pobratymca z tego samego roku jakim jest Try z On Her Majesty`s Secret Service, Fun City obrazuje po raz n-ty wrodzoną zdolność do bezproblemowego komponowania lekkich i stylowych jazzowych improwizacji przez Johna Barryego. To pierwszorzędna, samodzielna melodia na trąbkę, fortepian i jak zwykle okraszona przebogatą i soczyście brzmiącą sekcją smyczkową a także kontrabasem. Barry wydał Fun City również jako część kompilacji dla kompanii CBS. Co ciekawe, ta kompozycja została użyta w reklamie TV firmy Polo Ralph Lauren, zaledwie kilka lat temu. Niestety nie została użyta w filmie. Drugą perełką scoru jest nietypowa Florida Fantasy skomponowana w konwencji żartu, do sceny marzeń Ratso Rizzo o beztroskim życiu sybarytów na Florydzie. Repetycyjna, śmieszna i zabawna melodia na organy, flet, trąbkę, gitarę, gitarę basową i pięć saksofonów podobnie jak wcześniej wspomniane Fun City zostało na tyle docenione, że swego czasu telewizja BBC użyła tego tematu do własnej serii dokumentalnej poświęconej przyrodzie, pt. Wildtrack a także do ilustrowania wydarzeń sportowych ze stadionów . Na koniec nie wypada nie wspomnieć o Joe Buck Rides Again ze sceny łóżkowej, kiedy Joe Buck poznaje prawdziwą i nieskrępowaną radość seksu…a kompozycja oddaje ten wigor młodego Teksańczyka w sposób iście westernowy – zaczyna się solówką na harmonijce, by potem nabrać tempa, zgodnie z przebiegiem sceny…To protoplasta późnych dokonań Barryego – zwłaszcza Tańczącego z wilkami. Mamy tu wspaniałą harmonijkę ale i trademark Barryego czyli jego typową sekcję smyczkową i potężną sekcję dętą.

Od wydania Midnight Cowboya minęło już prawie 40 lat, a nadal jest to wspaniały soundtrack. Melanż tematów instrumentalnych, z których Midnight Cowboy Theme to jeden z najczęściej nagrywanych(ponad 500 wersji), m.in. przez Henry`ego Mancini czy Faith No More ze wspaniałymi piosenkami z lat 60, z klimatem tamtych lat sprawił, że jest to muzyka równie dobra jak obraz do którego ją skomponowano. Wydawana nieprzerwanie od 1969 roku sprzedała się w milionach egzemplarzy i znajduje wciąż swoich wiernych „wyznawców”. Bez najmniejszego wahania wystawiam jej najwyższą ocenę, zarówno za funkcjonalność w filmie, jak i za ponadczasowe brzmienie i tę niespotykaną dzisiaj nostalgię w muzyce…

Recenzję napisał(a): Janusz Pietrzykowski   (Inne recenzje autora)



Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Everybody`s Talkin` - 02:30
2. Joe Buck Rides Again - 03:46
3. A Famous Myth - 03:22
4. Fun City - 03:52
5. He Quit Me - 02:46
6. Jungle Gym At The Zoo - 02:15
7. Midnight Cowboy - 02:34
8. Old Man Willow - 07:03
9. Florida Fantasy - 02:08
10. Tears And Joys - 02:29
11. Science Fiction - 01:57
12. Everybody`s Talkin - 01:54

Razem: 36:36



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Ahh ten siódmy track :) I nie tylko oczywiscie! Klasyka!

scoreman:

Moja ocena:

Cudowna muzyka Barryego. Przebłyski geniuszu kompozytorskiego w każdym fragmencie i ten niesamowity klimat... Do tej płyty chętnie i często wracam.

Mefisto:

Moja ocena:

Dobra muzyka, legendarny temat główny, ale bez przesady z tymi piątkami. Owszem, muzyka wchodzi w uszy, jak w masło, a płyta jest na tyle krótka, że nie nudzi. Ale raz, że piosenki różnie się ze scorem układają, a dwa, że tenże score też do końca nie zachwyca. Dobra, miejscami bardzo dobra ilustracja, ale Barry zrobił masę lepszych.

Miki:

Moja ocena:

Fiml rewelacyjny - jak każdzy z Dustinem - muzyka... to mój czas i ten klimat.Ja w tym byłem i pamiętam - takie filmy już sie nie pojawią ( za dużo komputerów ) ale warto do tego wrócić po 40 latach.
Tak można poznac co było, a dzisiaj niech każdy sam sobie odpowie