Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Gears of War 2

13 Wrzesień 2009, 21:45 
Kompozytor: Steve Jablonsky

Muzyka dodatkowa: Clay Duncan, Pieter Schlosser, Kevin Riepl
Dyrygent: Tim Davies
Orkiestracje: Penka Kouneva, JJ Lee, Dallas Aimer, Philip Klein
Wykonanie: Skywalker Symphonic Orchestra, chór Skywalker Sound

Rok wydania: 2008
Wydawca: Sumthing Else Music Works

Muzyka na płycie:
Gears of War 2

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Kup tę płytę w:

iTunes za 8.99
Do tej pory kojarzyłem muzykę pisaną do gier komputerowych z nazwiskami: Michael Giacchino, Christopher Lennertz i Harry Gregson-Williams. Mowa oczywiście o czterech częściach wirtualnego świata II wojny światowej (Medal of Honor w latach 1999-2007) i rozgrywkach szpiegowskich (Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty z 2001 roku). W tej ostatniej produkcji obok nazwiska kompozytora głównego, ówcześnie znanego autora muzyki m.in. do Wróg publiczny, Armageddon, Uciekające kurczaki i Shrek, pojawiło się także nazwisko jednego z kompozytorów uzupełniających – Steve`a Jablonsky`ego. Faktycznie do 2007 roku nie było on kojarzony jako autor muzyki do wirtualnych ilustracji. Ten rok filmowy był szczególnie bogaty dla tego młodego kompozytora z Remote Control. Napisał m.in. muzykę do blockbustera Transformers i południowo-koreańskiej wersji Godzili pt. Wojna smoków oraz oprawę muzyczną do dwóch gier komputerowych: Transformers z Jay Floodem i Command & Conquer 3: Tiberium Wars – Wojna o Tyberium z Trevorem Morrisem. Pierwsza z nich to komputerowa wizja zmagań dwóch ras super robotów, zaś druga z nich to pole bitwy na Ziemi z obcymi formami życia.

W roku 2008 na ekranach kin nie pojawił się żaden film z muzyką Steve`a Jablonsky`ego. Nie oznaczało to bynajmniej, że kompozytor pozostawał bezrobotny. Napisał wtedy ilustrację do kolejnych dwóch gier komputerowych: Command & Conquer 3: Kane`s Wrath – Gniew Kane`a, który miał swoją premierę 26 marca i stanowił kontynuację Wojny o Tyberium oraz druga część klasycznego już połączenia kina grozy ze zmasowaną rozwałką rasy ludzkiej z rasą Obcych (tym razem na monitorze komputera) – Gears of War 2. Premiera odbyła się 7 listopada, zaś 11 listopada Sumthing Else Music Works wypuściło na rynek ponad godzinny soundtrack. Muzykę do części pierwszej (dwa lata wcześniejszej) skomponował Kevin Riepl, specjalizujący się w wirtualnych partyturach, takich jak: Shrek (2004), lub trzy części Unreal: Tournament, Championship i Tournament 3 w latach 2002-2007. Tym razem producenci postanowili sięgnąć po bardziej monumentalne, a równocześnie bardziej klasyczne brzmienie, które stanowiłoby kompilację dwóch światów: kina grozy typu Teksańska masakra piłą mechaniczną i epickiej awantury typu Transformers. W ten sposób wybór padł na Steve`a Jablonsky`ego.

Kompozytor zaangażował do projektu dwóch kompozytorów dodatkowych (to w byłym *MV już norma): Claya Duncana i Pietera Schlossera oraz sławny chór Skywalker Sound i Skywalker Symphonic Orchestra. Całość ilustracji została podzielona na dwa światy – wojny, pełen agresji, morza płomieni i stosów łusek oraz świata ludzkości i jego losu w tym ogarniętym wojenną pożogą rzeczywistości wirtualnej. Nie ukrywam, że mimo całej krytyki, jaka generalnie spada na głowę Jablonsky`ego i jego twórczość, podszedł do tej partytury jak do rasowego filmu akcji, który zasługiwał na potężne brzmienie i zróżnicowanie tematyczne, a nie zwykłą, płytką bijatykę na różne brzmieniowo instrumenty najczęściej generowane przez komputer. Oczywiście kwestia oryginalności to już inny problem; słucha się jednak tej ilustracji naprawdę dobrze i bez żadnego wysiłku.

Steve Jablonsky już na starcie zaprezentował wiodący temat główny (Return Of The Omen), który zwiastował powtarzający się i charakterystyczny „język” muzyczny filmu; jego podstawowy zwiastun. To melodyjna, mroczna wariacja tematu z prowadzącym chórem (w pierwszej części męski, zaś w drugiej – kobiecy) oraz syntetyczną, industrialną perkusją wybijającą rytm. W tej konstrukcji kompozytor od początku dawał do zrozumienia, w jakim kierunku posunie się reszta pracy – mroczne, lecz melodyjne brzmienie, partie chóralne nadające wrażenia epickości i rozmachu oraz rytmiczna perkusja podkreślająca tempo toczącej się wokół akcji. Wokół tego tematu wiodącego Jablonsky skomponował całą gamę kolejnych wariacji pod konkretne sceny – świetnym przykładem wszechstronnego rozminięcia tej konstrukcji był Hope Runs Deep, gdzie kompozytor najpierw zaprezentował subtelną i tajemniczą wersję melodii opartą na kobiecym chórze, po czym rozwinął mroczną aranżację na chór męski, jakże typową swego czasu dla *Media Ventures, po czym wyeksponował patetyczną, wręcz triumfalną postać tematu głównego, w której prym wiodła nieodzowna sekcja dęta blaszana, z *waltorniami na pierwszym planie i rytmicznymi smyczkami w tle w stylu Transformersów. W ramach głównej melodii, autor napisał jeszcze jedną wariację w nieco zmienionej stylistyce opartej na epickiej, ale równocześnie pesymistycznie zabarwionej sekcji smyczkowej. Innym przykładem niech będzie oparta głównie na mocarnym, męskim chórze wariacja tematyczna w Insurmountable Odds, napisana w tradycyjnym już klimacie: połączenie mroku i bitewnego rytmu wybijanego przez perkusję i obrazującej przestrzeń sekcji dętych blaszanych. Na finał natomiast Steve Jablonsky przygotował epicką rekapitulację tematu głównego, stanowiącą rozwiniętą wersję Return Of The Omen – uwagę zasługiwała tutaj wariacja tematyczna na sekcję smyczkową z prowadzącymi wiolonczelami (Finale). A sama końcówka to krótka repryza tematu na fortepian – Autumn Of Mankind.

Temat główny uzupełniał równie często wiodący i skonstruowany z uwzględnieniem tradycyjnych już form przekazu, temat liryczny. Tym razem, liryka ta również została podporządkowana konwencji filmu i bardziej podkreślała mroczny i pesymistyczny obraz krwawego pola bitwy i setek ofiar niż miłosne uniesienia – Hope Runs Deep: Jablonsky bardzo dobrze połączył tutaj monumentalne brzmienie sekcji chóralnych i smyczkowych. Może nie jest to nic odkrywczego, ale słucha się bardzo dobrze. Kolejnym przykładem, wręcz epickiego podejścia do liryki był wzniosły, monumentalny temat w With Sympathy, w którym kompozytor nałożył na siebie jakby dwie konstrukcje: rytmiczny podkład smyczkowy z Transformersów oraz przejmujący, kobiecy wokal, sopran stylizowany na Totalnej Zagładzie Debbie Wiseman, czy nawet Kodzie da Vinci Hansa Zimmera. Szczególne podobieństwo do tego ostatniego słychać w przejmujących frazach sekcji dętej blaszanej, unoszącej się cały czas nad kulminacją tematu. Mimo oczywistych problemów z oryginalnością, kiedy wyłączy się na chwilę alarm „auto-pilota”, można naprawdę czerpać przyjemność w kontakcie z tą melodią.

Na albumie nie zabrakło także materiału budującego napięcie i klimatu w tym industrialnym środowisku, a czynił to w sposób naprawdę przemyślany, oparty na wojskowej rytmice, symbolizujących tajemnicę partiach żeńskiego chóru oraz melodyjnych motywach smyczkowych. Dobrym przykładem takiego podejścia niech będzie Green As Grass, w którym Jablonsky skomponował dodatkowo osobny temat dramatyczny na sekcję dętą blaszaną, podobną do stylistyki jaka stworzył Greame Revell w Kronikach Riddicka. Przez taki układ nawet „suspense” nabierał melodyjnej postaci i dodatkowo podkreślał właściwą atmosferę izolacji – mamy tu jeszcze oparty w dużej mierze na rytmicznej sekcji smyczkowej i *basowej operujących w niskich rejestrach Finally, A Lead i drugą część Landown,

Oczywiście nie cały „underscore” został poddany tematyczne obróbce – w muzyce nie zabrakło także typowych ilustratorów, z większą domieszką atonalnego sposobu budowania klimatu. Przykładem niech będą mroczne frazy instrumentów dętych blaszanych w Building Thunder i Highway, pulsujący metaliczną perkusją Landown (pierwsza część), mroczne wstawki rytmicznej sekcji basowej Hollow i Outpost, March Of The Horde z tworzącymi „dark” atmosferę chórami i dudniącą perkusją oraz bardzo klaustrofobiczny Denizens Of The Deep i Bump In The Night.

Dominującą częścią ilustracji, trudno się nawet dziwić, była muzyka akcji. Początkowo obawiałem się kolejnego auto-pilota bez pomysłu, jak miało to miejsce w Wojnie smoków. Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. Choć nie do końca. Steve Jablonsky ewidentnie podszedł do *„action score” z pomysłem, opartym nie tylko na rozmachu i melodyce, ale przede wszystkim rozbudowanej bazie tematycznej, w tym także melodii prowadzącej świetnie sprawdzającej się w szybszym tempie. Słychać tutaj typową atmosferę ekranowej bitwy wzorem Steamboya i Transformersów. Cały budulec akcji można śmiało podzielić na dwie części – tematyczną i bardziej ilustracyjną, choć i tak lepszą o powtarzalnego auto-pilota z Wojny smoków. Do pierwszej kategorii należały takie konstrukcje jak Expectations, Hold Them Off, Hell Breaks Loose, Bedlam i Breakneck, zaś do części bardziej obrazowej - Derrick Chase, Racing to Extinction, If They Can Ride `Em, Unexpected Changes i Frenzy. Choć ponownie można powiedzieć, że gdzieś już się to słyszało, ale subiektywnie twierdząc, nie to jest najważniejsze – słucha się tego bardzo dobrze. W sumie mamy tu wszystko: epicko brzmiące motywy triumfalne na waltornie i trąbki, rytmiczne sekcje smyczkowe, złowrogie chóry, militarystyczny werbel i w tle industrialne klimaty. Kompozytor zrezygnował całkowicie z wszelkich atonalnych brzmień – postawił na prostotę i melodię. Tematyka obracała się w następujących po sobie klimatach: heroizm, smutek, wojskowe marsze i dynamiczne melodie obrazujące bitewne zmagania i szczęk oręża, podkreślające ich rozmach i dramat rozlewu krwi. Na szczególne wyróżnienie zasługuje monumentalny, pełen wojennego zacięcia marsz Armored Prayer z podnoszącą adrenalinę kombinację bijącej w równy takt sekcji smyczkowej i potężnej perkusji, na które nałożone zostały podkreślające militarny charakter motywy na trąbki oraz nieodzowny, triumfalny w wymowie temat główny na mocarne dęciaki, nawiązujące stylistyką do fanfar Harry`ego Gregson-Williamsa do pierwszej części Narni. Całość tej konstrukcji przypominała klimaty marszowe rodem z Trevora Rabina (Armageddon) i samego Jablonsky`ego (Transfomers).

Ogólnie rzecz biorąc Steve Jablonsky stworzył tę komputerową ilustrację opierając się na swoich wcześniejszych dokonaniach, choćby Steamboy, Wyspa, Wojna smoków i Transformers. Nie zabrakło tu też dokonań innych kompozytorów i ich prac, choćby Kod da Vinci, Totalna zagłada, Armageddon lub Narnia. Problem oryginalności jest jak widać mocno zakorzeniony w twórczości kompozytora, jednak melodyjności, rozmachu i właściwego klimatu stworzonej muzyki odmówić mu raczej nie można. Poza tym, to kwestia wyczulenia ucha na praktyki „auto-pilota”. W tym przypadku ja osobiście nie spodziewałem się żadnej klasyki, lecz dynamicznej i melodyjnej oprawy do filmu – gry, gdzie świat wojny nie milknie nawet na chwilę. Dlatego się nie rozczarowałem. Obiektywnie patrząc, krytyka pojawiała się także w kwestii orkiestracji, która większym bogactwem środków pochwalić się nie mogła. Jednak ilustracja ta nie była jakąś tanią, syntetyczną rozwalanką, napisaną bez pomysłu, w oparciu o armię syntezatorów. Jablonsky podszedł do swojej pracy dużo bardziej starannie, tworząc konstrukcję, której nie powstydziłaby się muzyka do niejednego filmu akcji. Krytyka, krytyką, ale efekt końcowy był według mnie w pełni efektywny dla obrazu i miły dla ucha w czasie godziny spędzonej z płytą. Moja ocena jest bardzo subiektywna.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Return Of The Omen - 1:57
2. Hope Runs Deep - 5:29
3. Green As Grass - 2:36
4. Expectations - 1:57
5. Finally, A Lead - 3:13
6. Armored Prayer - 3:55
7. Hold Them Off - 1:44
8. Derrick Chase - 1:15
9. Building Thunder - 2:05
10. Hell Breaks Loose - 1:38
11. Bedlam - 2:14
12. Breakneck - 1:38
13. Landown - 3:24
14. Racing To Extinction - 1:33
15. If They Can Ride Em - 1:43
16. Hollow - 1:48
17. Unexpected Changes - 1:55
18. March Of The Horde - 2:05
19. Highway - 1:12
20. Denizens Of The Deep - 2:30
21. With Sympathy - 2:52
22. Insurmountable Odds - 3:16
23. Bump In The Night - 2:05
24. Frenzy - 1:49
25. Outpost - 2:16
26. Finale - 3:32
27. Autumn Of Mankind - 0:33

Razem: 62:27



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Całkiem niezła muzyka. Myślę, że spokojnie mogę dać jej 4/5. Warto wspomnieć o ładnym wydaniu. Dla osób znających dobrze Wyspę, Trasformers 1 czy Steamboya, "Girsy 2" będą troszkę gorzej strawnym daniem Jabłońskiego, co nie zmienia faktu, że słucha się tego całkiem fajnie.

Michał Turkowski:

Moja ocena:

Bardzo dobra recenzja. Tę płytę warto poznać choćby dla wgniatającego w ziemię "Armored Prayer", oraz "Hope Runs Deep". Również polecam, i niekoniecznie trzeba przerażać się nazwiskiem kompozytora.

Pokemon:

Moja ocena:
bez oceny

Żenujący score IMO. Do pięt nie sięga ostremu, brutalnemu i surowemu poprzednikowi Riepla. Muzyka do części drugiej to napompowana do granic śmieszności kompozycja. Od samego początku miałem wrażenie obcowania z potwornym kiczem. Tania perkusja, dźwięk podrasowany tak bardzo, że żywej orkiestry praktycznie już nie słychać. I jeszcze ta potworna stylistyka MV. To było fajne 15 lat temu. Nie dziś.

"partie chóralne nadające wrażenia epickości"

Właśnie. Nadające WRAŻENIE epickości, ale z epickością nie mające nic wspólnego. Przecież te chóry są okropne i moim zdaniem zupełnie nie pasują do uniwersum GoW. "Dodajmy chór. Będzie bardziej epicko". Rzekł Steve i tak uczynił. Bo nie wiedział w jaki inny sposób można uzyskać epickie brzmienie. Szczerze mówiąc, użycie tegoż chóru wzbudziło we mnie potworny niesmak, a rzadko muzyka mnie zwyczajnie zniesmacza. Może być zła, dobra, średnia, ale słuchając GoW2 czułem po prostu niesmak.

Pewnie pomyślicie, że mocno przesadzam, ale moja surowość wynika z kilku rzeczy. Po pierwsze: uwielbiam pierwowzór Riepla. Jego tematy, jego podejście do orkiestracji (bardzo oszczędne, ale wyraziste i fantastycznie pasujące do tego brutalnego świata, no i nie zniekształcone przez elektroniczne podbijanie "powera"), świetne ambientująco-industrialowe tła. Niby nic oryginalnego, ale do dziś wracam do tamtego albumu. Po prostu coś on w sobie ma. A Jablonsky zarżnął wszystko co zarżnąć mógł. Niech lepiej pisze dalej do simsów, bo to mu przynajmniej wychodzi sympatycznie;). Z litości oceny nie wystawiam.

Mystery:

Moja ocena:

Średniak. Jest parę ciekawych utworów, ale giną gdzieś one na tej ścieżce i w sumie wracać nie ma tu za bardzo do czego. Również wolę sympatycznego Jablonskyego z Simsów :)

Ele:

Moja ocena:

A mi się podoba. Może nie tak epicko jak w Transformers, nie tak rytmicznie jak w Steamboyu, i (całe szczęście) nie tak underscore-owo jak w The Island. Fajne tematy, ciekawe, chodź stare i oklepane brzmienie RCP. Minusem są na pewno zbyt standardowe orkiestracje, oraz słabe mixowanie muzyki - ciągle ta sekcja dęta była za bardzo na przodzie. Również muszę zarzucić brak oryginalności (With Sympathy=Bumblebee), ale to nie jest żadnym zaskoczeniem u tego kompozytora. Słuchalność się liczy przed e wszystkim, a ta z kolei jest bardzo dobra. Końcowa ocena to 3,5 :) Miłego słuchania


  Do tej recenzji jest jeszcze 1 komentarz -> Pokaż wszystkie