Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Amelia Erhart (Amelia)

16 Luty 2010, 19:42 
Kompozytor: Gabriel Yared

Orkiestracje: Jeff Atmajian, Gabriel Yared, Kirsty Whalley

Dyrygent: Jeff Atmajian

Rok wydania: 2009
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Amelia Erhart (Amelia)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Gdy Mira Nair przygotowywała się do reżyserii filmu o Amelii Erhart, autorem muzyki do tego obrazu miał zostać Mychael Danna, z którym Nair współpracowała przy kilku wcześniejszych projektach. Gdy na przeszkodzie stanęły inne zobowiązania kompozytora, zadanie to przejął Gabriel Yared, który jako artysta nie raz już udowodnił, że dobrze czuje się w kinie opowiadającym historie pełne wielkich namiętności, a takich nie brakowało w życiu tytułowej bohaterki – jednej z pionierek awiacji, celebrytki i autentycznej ikony nie tylko swoich czasów.

Nietuzinkowa osobowość Amelii Erhart nie pozostawiła obojętnym również samego kompozytora. Punktem wyjścia podczas tworzenia muzyki stała się właśnie wewnętrzna pasja bohaterki, której najpełniejszym przejawem była jej podniebna aktywność. Dzieło Yareda już od samego początku odrywa słuchacza od ziemi i zabiera w przestworza. Rozbudowany, klasycznie zorkiestrowany temat przewodni, niczym spod ręki Johna Barry`ego, rozwija się powoli, ale majestatycznie. Jest w tym coś ze starej szkoły, z od dawna już nieobecnej w hollywoodzkim kinie romantyki. Orkiestrowe uniesienia kompozytor zestawia z intymnymi solówkami fletu, które nadają całości wyjątkowo eterycznego charakteru. Instrumentowi temu został nawet przyporządkowany osobny motyw, który od czasu do czasu wykonywany jest również na pochodzącym z Egiptu arghulu, tradycyjnym instrumencie dętym drewnianym o barwie zbliżonej do klarnetu. Dźwiękową paletę soundtracku do Amelii Erhart uzupełnia jeszcze subtelne brzmienie fortepianu, na którym gra sam kompozytor.

Główny temat omawianej ścieżki dźwiękowej został naprawdę solidnie wyeksponowany (coś, co kiedyś było standardem, dziś okazuje godnym odnotowania wyjątkiem). To już wystarczy, by praca Yareda nie rozmyła się – jak wiele innych – w morzu nijakiego instrumentalnego podkładu. Amelia Erhart to jednak nie tylko same wspaniałości. Momenty dramatyczne odzwierciedlane są głównie za pomocą rytmicznego *staccato instrumentów smyczkowych oraz dyskretnej pracy perkusjonaliów. Brakuje tu niestety tego pazura, którego można było oczekiwać od muzyki odwołującej się do stylistyki dawnych mistrzów (ze wspomnianym Barrym na czele). Sporo fragmentów opiera się niemal wyłącznie na przeciągłych, zawieszonych dźwiękach smyczków bądź fletu, co w zetknięciu z obrazem raczej nie będzie przeszkadzać, ale na płycie już wypada różnie. Jednych słuchaczy to pewnie zrelaksuje, innych odrobinę zniecierpliwi. Dobrym przykładem takiego utworu jest kulminacyjny Final Flight, gdzie Yared zrezygnował z dosłownej symfoniki i postawił na podskórne budowanie napięcia, przez blisko 10 minut serwując jeden cichy, miarowo powtarzany motyw. To samo w sobie nie jest złym pomysłem, jednak podczas słuchania muzyki z krążka może stanowić swego rodzaju wyzwanie dla cierpliwości słuchacza. Liczne fragmenty tej pracy przypominają trochę kompozycje Basila Poledourisa do filmu Wiatr, gdzie w podobny sposób pożeniono melodyjny rozmach głównych tematów z wyjątkowo ulotnym, trudno uchwytnym tłem. Co więcej, niektóre pomysły orkiestracyjne zdają się być niemal jak wyjęte z pracy Poledourisa, co każe przypuszczać, że każdemu, komu spodobała się jedna z płyt, spodoba się i druga.

Mój odbiór Amelii Erhart nie jest pozbawiony ambiwalencji. Z jednej strony dzieło to wybija się ponad przeciętność swoją wiernością tradycyjnemu podejściu do ilustracji filmowej a także dzięki autentycznemu pięknu wielu jego fragmentów. Z drugiej ten rodzaj często bardzo kameralnej a przede wszystkim wyjątkowo leniwej liryki nie jest do końca tym, za czym przepadam najbardziej. Nie mam jednak wątpliwości, że jest to wartościowy soundtrack, który zaczaruje niejedną osobą, natomiast utwory takie jak Introducing Amelia, No Longer a Passenger czy Flying with Eleanor Roosevelt przyprawią wielu fanów o szybsze bicie serca. Ode mnie czwórka, choć z minusem.

Recenzję napisał(a): Krzysztof Ruszkowski   (Inne recenzje autora)



Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Introducing Amelia - 4:59
2. Flight to Wales - 4:25
3. Amelia and George - 4:12
4. No Longer a Passenger - 6:54
5. Flying with Eleanor Roosevelt - 2:36
6. Amelia and Gene - 3:03
7. The Ecstasy of Flying - 2:0
8. Vagabond of the Air - 3:37
9. Hawaii Crash - 2:22
10. The Call of the Wild - 3:08
11. Radio Love Call - 2:15
12. Final Flight - 11:03
13. Amelia - 2:16

Razem: 53:16



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Jedna z najładniejszych, poezyjno-lirycznych ścieżek ubiegłego roku i nie tylko ubiegłego.. Trzeba posłuchać!

Mefisto:

Moja ocena:

A ja się jakoś nie mogę przekonać - porządna robota, ale brak jednak jakiejś lekkości tej muzyce, która przecież w filmie o Amelii powinna wręcz latać, a tymczasem Yared ledwie się wznosi.

muaddib_dw:

Moja ocena:
bez oceny

A bo specami od latania to są Williams (Always, Empire of the Sun, Hook, E.T. etc.) czy nieżyjący Goldsmith (Blue Max, Night Crossing, Ace Eli ...) ooo yeaaah!!!

Mystery:

Moja ocena:

Nie trawię tego scoru.

muaddib_dw:

Moja ocena:

Oj zapomniałem o wczoraj słuchanym genialnym The Flying Seguence czy Can You Read My Mind wiadomo z czego i wiadomo kogo. Ładna jest ta muza Yareda mimo to daleko jej do tej Panów w/w czy lepiej W/G :) takiej poezji poza nimi nikt już nie napisze. Taka to jest smutna prawda o współczesnym filmowym muzykowaniu szanownego "pozostałego" kompozytorskiego grona. Yared na 4 - i tak dużo mu dałem:).


  Do tej recenzji jest jeszcze 1 komentarz -> Pokaż wszystkie