Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

ROZMOWA Z PAWŁEM PUDŁO - TWÓRCĄ: VIOLEMI - THE SLAVE OF DELUSION!

09 Kwiecień 2010, 23:56









Violemi – The Slave of Delusion
to mroczna, utrzymana w konwencji opowieści fantasy symfoniczno-wokalna historia o żądzy władzy i zdradzie, a także – jak podkreśla jej autor – o dojrzałości i odpowiedzialności. Soundtracks.pl przygląda się tej niecodziennej na naszym rynku niezależnej produkcji oraz rozmawia z jej pomysłodawcą – kompozytorem Pawłem Pudło.


Ten multidyscyplinarny projekt, będący połączeniem różnych gatunków muzycznych, wsparty rozbudowaną warstwą literacką i graficzną, powstawał 3 lata. Rezultatem jest trwający blisko godzinę album rozpisany na 117 instrumentów, 80-osobowy chór mieszany oraz solistów. Narracja, która wprowadza słuchaczy w świat Królestwa Arstonaroth, budowana jest zarówno poprzez utwory instrumentalne, jak i pieśni wykonywane przez artystów w języku angielskim i łacińskim.
Na wskroś filmowy charakter tej opowieści oraz ilustracyjność kompozycji plasują pracę Pawła Pudło bardzo blisko doskonale znanej nam muzyki filmowej, stąd – między innymi – nasze zainteresowanie tym przedsięwzięciem. Jak zaznaczył sam jego twórca: Muzykę komponowałem dokładnie tak, jak powstaje muzyka do filmu, czyli miałem, w zastępstwie pierwszego montażu filmowego, dokładnie rozpisane scenopisy i wstępne szkice koncepcyjne.

Każdy, kto chciałby posłuchać fragmentów Violemi – The Slave of Delusion, powinien odwiedzić oficjalną stronę projektu oraz profil Violemi na MySpace, gdzie znajdują się obszerniejsze próbki kompozycji.





Zapraszamy do przeczytania naszej rozmowy, którą odbyliśmy z Pawłem Pudło jeszcze przed Wielkanocą.


Soundtracks.pl: Na wstępie zadam pytanie, które z pewnością zadają sobie Czytelnicy – kim jest i skąd się wziął Paweł Pudło, twórca  Violemi – The Slave of Delusion?

Paweł Pudło: Grałem w kilku zespołach. Akademii muzycznej nie mam skończonej i właściwie jestem samoukiem, ale wiele lat poświęciłem na to, by zdobyć wiedzę, najpierw teoretyczną, a później praktyczną w zakresie aranżacji, orkiestracji i produkcji muzycznej. No i oczywiście kompozycji. Muzyka była ze mną w zasadzie od zawsze. Odkąd pamiętam, to jeszcze moi bracia nagrywali z telewizji soundtracki, na przykład do Gwiezdnych wojen. Zawsze gdzieś tam był Elfman z Batmana i temu podobne klimaty...  Nie była to tylko muzyka orkiestrowa. Również elektroniczna, rockowa i popowa. Muzyka filmowa jest takim fajnym kociołkiem, w którym mieszają się różne style i dla kompozytora jest to super sprawa, bo czasem może się po prostu wykazać.



Od lewej: Anna Dębicka (skrzypce) i Paweł Pudło (kompozytor/dyrygent)

Jak sam wspominasz, posiadasz doświadczenie w różnych gatunkach muzycznych, często o wiele bardziej popularnych niż muzyka symfoniczna. Co więc skłoniło  Cię do skupienia się właśnie na niej, tym bardziej, że nie masz typowego wykształcenia akademickiego?

Wydaje mi się, że przygotowanie akademickie jest tak naprawdę takim pokazaniem kierunku, w którym należy iść, a nie tego, co można robić. Orkiestra jest tylko jednym ze środków wyrażania. Być może w Polsce nadal obowiązuje taka zasada, że wykształcenie w jakimś kierunku, jeśli chodzi o muzykę, ma największe znaczenie. Na Zachodzie to kompletnie nie ma znaczenia. Tam przede wszystkim liczą się umiejętności i kreatywność, i to co się robi.

A gdzie Ty nabyłeś swoje umiejętności? Wykorzystujesz w końcu dość złożone medium, jakim jest orkiestra.

Przede wszystkim jestem fascynatem orkiestry. To jest najlepszy środek, w którym można się wyrazić. Uwielbiam różnorodność instrumentów, barw wyrażania emocji, co jest przecież bardzo ważne przy muzyce filmowej. Wiedzę o orkiestracji, instrumentoznawstwie i tym podobnych rzeczach trzeba było samemu zdobywać. W sumie jest to podobne, jak na Akademii – też bierze się podręczniki i się uczy. Tam może jest trochę łatwiej. Są ludzie, którzy pokazują te rzeczy, ale z drugiej strony samemu szukając można czasem odnaleźć trochę inne zastosowanie niektórych instrumentów.



Paweł Szpala (waltornia)

Jak byś zdefiniował ten rodzaj dzieła, jakim jest Violemi? Czy jest to poemat symfoniczny, musical a może coś jeszcze innego?

Właśnie to był jeden z największych problemów, jaki mieliśmy jako twórcy. To wyszło dopiero podczas postprodukcji. Udało się nam zrobić jakąś nietypową formę i już z różnych miejsc słyszeliśmy, że to nawet na świecie jest rzecz niespotykana. Nie jest to typowa muzyka koncertowa. Jest to też połączenie i opery, i musicalu. Plan był taki, żeby to zebrać w całość, tym bardziej, że łączy się to z historią, grafiką, i całym tym światem, który był do tego stworzony. Myślę, że ludzie gustujący w wyżej wymienionych gatunkach znajdą w Violemi coś dla siebie.

Początkowo miał być to projekt muzyczno-filmowy bądź – jeśli wolisz – filmowo-muzyczny. Jak to miało w ogóle wyglądać?

Bardziej muzyczno-filmowy. Prowodyrem tego wszystkiego byłem ja, czyli kompozytor, który stwierdził, że chciałby kiedyś uczestniczyć w czymś takim, jak duże, zagraniczne produkcje filmowe. Tam nie ma bariery co do użycia instrumentów. Symfoniczna muzyka filmowa jest jednak takim medium, przy którym obraz też musi być odpowiednio duży, inaczej taka muzyka może zgnieść obraz. [O Violemi] Na początku miał to być film muzyczny. Cała historia miała być opowiadana za pomocą wokalistów i muzyki, a do tego miał zostać nakręcony taki długi teledysk. Miało to trwać około 20 minut. Miało to też pokazać, że młodzi twórcy, który nie do końca mają wielkie zaplecze finansowe, są w stanie sporo zrobić. Niestety później wynikły problemy. Miały się pojawić jakieś pieniądze, ale tak się nie stało i, niestety, ludzie odpowiedzialni za obraz po prostu się wycofali.

Kanwą tej opowieści jest historia napisana przez Annę Osowską. Jak ściśle współpracowaliście przy tworzeniu ram tej opowieści? Co było najpierw – pomysł na historię czy może pierwsze dźwięki muzyki w Twojej głowie?

To powstawało właściwie w tym samym momencie, bo cały czas o tym rozmawialiśmy. Opowiadaliśmy sobie o kawałku opowieści i o tym, jak to ma wyglądać, i jak się ma przeplatać z muzyką. Pierwsze próbne nagrania muzyczne (motyw Violemi), to był kwiecień 2007 r. W tym czasie zaczęła startować cała preprodukcja projektu wtedy jeszcze muzyczno-filmowego.



Ula Lechowicz (altówka)

Na ile wolną rękę miała autorka, a na ile była ograniczona twoimi pomysłami?

Tak naprawdę ograniczeń nie było. Największym problemem było ograniczenie obrazem. Z założenia miała to być krótka forma, gdyż na to potrzebne są olbrzymie środki i cały sztab ludzi. W momencie, gdy wiedzieliśmy, że obraz nie powstanie, mieliśmy już wolną rękę. Tak nam się spodobał ten cały pomysł i to, co już powstało – pierwsze sesje nagraniowe były już zrobione – że po prostu pociągnęliśmy to dalej.

Czy pisząc Violemi inspirowałeś się twórczością jakiś konkretnych artystów?

Nie. Tak naprawdę chodziło mi o to, by  zrobić coś własnego. Oczywiście, bardzo lubię kompozytorów filmowych i nie tylko – kompozytorów muzyki klasycznej również. Może się nasuwać, że skoro jest to projekt fantasy, to będzie to podobne do Beowulfa Silvestriego czy Władcy pierścieni. Wydaje mi się, że moje podejście było inne. Bardzo duży związek ma to wszystko z samą opowieścią i rolą, jaką tutaj odgrywają instrumenty, więc ciężko było się wzorować. Tak jak powiedziałem, bardzo cenię kompozytorów filmowych. Bardzo lubię Danny'ego Elfmana za jego różnorodne podejście do muzyki i tworzenie w różnych stylach. Tak samo Johna Powella, on też nie zamyka się na żadne gatunki. Tworząc Violemi także starałem się nie ulegać ograniczeniom jednego gatunku, ale od początku chciałem, by była to muzyka symfoniczno-wokalna.



Chór żeński

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem podczas tworzenia tej muzyki?

Największym wyzwaniem było to, by osiągnąć jakość, która została osiągnięta. Dostaję w zasadzie zewsząd informacje, że to się bardzo podoba. Nie tylko sama muzyka, ale w ogóle historia i cała produkcja. Jestem bardzo zadowolony z jakości, jaką udało się osiągnąć, jeśli chodzi o dźwięk. Spędziliśmy nad tym mnóstwo czas. Problemem oczywiście były finanse. Wiadomo, że muzyka symfoniczna nie jest najtańszym środkiem wyrazu. Tutaj jest spora liczba ludzi do zebrania. Do tego dochodzi cała kwestia produkcji – zaczynając od robienia partytury, powielenia partii danego głosu, czy wynajęcia studia. Sama muzyka powstała bardzo szybko, zajęło to niecałe 4 tygodnie. Problemem później było nagranie tego wszystkiego, nie dysponowaliśmy bowiem pełną orkiestrą symfoniczną.

Nie obawiałeś się, czy uda ci się z relatywnie niewielkiej grupy wykonawców stworzyć wiarygodnie brzmiącą pracę na ponad 100-osobowy skład?

Nie, ponieważ wcześniej takim wyzwaniem była moja pierwsza symfonia – Dead End Symphony – którą stworzyłem pół roku przed rozpoczęciem prac nad Violemi. To tak naprawdę było duże krótsze, bo trwało tylko 8 minut, ale już wtedy udało się osiągnąć brzmienie wielkiej orkiestry. To był wielki sprawdzian tego, czy jest się w stanie coś takiego zorganizować.



Sekcja puzonów

Czy korzystałeś z pomocy sampli i całej tej elektroniki, która jest dostępna dla kompozytora na wyciągnięcie ręki?

Sample potrafią świetnie brzmieć, ale to nie jest jednak to, jak brzmi orkiestra na żywo. Oczywiście, można się spierać. Wielu kompozytorów może mówić, że to wszystko może super brzmieć, ale tego ducha żywego muzyka, tej ekspresji nie da się osiągnąć na samplach. Było tutaj oczywiście kilka instrumentów, które odgrywały mniejszą rolę w całym brzmieniu symfonicznym, ale tak naprawdę większość instrumentów tutaj jest żywa. Słyszy się tę różnicę. Jest inna jakość brzmienia, znacznie żywsza. Na przykład świetnie brzmiącego chóru po prostu nie da się zrobić na samplach.



Sesja nagraniowa - od lewej: Paweł Pudło i Artur Wilniewczyc

Do pracy nad muzyką zaangażowałeś liczną grupę artystów. Czy tworzył ją krąg twoich znajomych, czy raczej musiałeś ich dopiero znaleźć, zgromadzić i przekonać do współpracy?

Wszystkich trzeba było zgromadzić, znaleźć i jeszcze wcześniej trzeba było sprawdzić, czy oni sobie na pewno z tym poradzą. To byli sesyjni muzycy, a nie tacy właśnie skądś tam po znajomości. Jednak musiałem z nimi porozmawiać i zobaczyć, na jakim są poziomie wykonawczym. Muzyka, która wynika z partytury, nie jest aż tak prosta do zagrania. Jest tam kilka miejsc, gdzie muzycy musieli trochę posiedzieć, żeby je zagrać. To też wynikało z tego, że jako kompozytor nie chciałem się ograniczać tylko do umiejętności wykonawców, ale do ograniczeń samych instrumentów.

Przeprowadzałeś castingi?

Tak naprawdę zaczęło się od kilku osób, a oni dawali namiary do swoich znajomych. Nie wszyscy się jednak sprawdzili, dlatego musiałem szukać  dalej. Problem był jeśli chodzi o altówkę, która odgrywa ważną rolę w całym projekcie – jest głosem głównej bohaterki. Wiadomo, nie jest to zbyt popularny instrument solowy, dlatego nagrywając muzykę we Wrocławiu musiałem ściągać altowiolistkę aż z Krakowa. Jednak castingów specjalnych nie przeprowadzałem. Jeśli chodzi o główne głosy śpiewane, to tutaj miałem dużo szczęścia. Osobę śpiewającą rolę Violemi znałem wcześniej jako sopranistkę – śpiewała partie sopranu w symfonii Dead End. Okazało się przy tym, że bardzo dobrze się sprawdza w partiach związanych z muzyką popularną. Jeśli chodzi o wokalistę, to tutaj pierwsza osoba, która była nagrywana, nagrała swoje partie, jednak później trzeba było zrobić kilka nagrań dodatkowych. Wtedy okazało się, że z tą osobą nie było już kontaktu. Udało się jednak znaleźć kogoś, kto bardzo dobrze poradził sobie z tą rolą. To nie była osoba związana z klasycznym wykształceniem, ale z różnymi innymi gatunkami muzycznymi. Dzięki tym doświadczeniom – zaczynając od muzyki lekkiej, spokojnej, poprzez etniczną, popową, na metalowej kończąc – udało się osiągnąć tę postać Correna, czyli drugiego bohatera. W pewnych momentach ten bohater śpiewa cicho i lekko, w niektórych bardzo agresywnie, stąd były tutaj bardzo duże wymagania, jeśli chodzi o główną rolę męską.



Krzysztof Forkasiewicz (Corren)



Magda Babiszewska (Violemi)

Proszę powiedz, jak wyglądało zbieranie funduszy na tę produkcję? Mimo że jest niezależna, na pewno wymagała sporo nakładów finansowych.

Większość stanowiły prywatne środki. To jest jednak niezależny, autorski projekt, który wynika z pasji.

Czy tworząc tę muzykę chciałeś przede wszystkim wyrazić się twórczo czy raczej pokazać się jako sprawny kompozytor i producent?

Przede wszystkim chodziło o wzięcie udziału w czymś takim. Niewielu kompozytorów na świecie  może uczestniczyć, nawet zarobkowo, w dużych przedsięwzięciach, a to okazało się właśnie dosyć spore. Oczywiście też chciałem się pokazać z takim projektem, udowadniając, że w Polsce są w stanie powstać duże projekty, które może nawet nie ustępują tym zagranicznym, jeśli chodzi o jakość produkcji. Tutaj przyjęło się, że do filmów angażuje się albo jakiś zespół muzyczny, czasem jazzowy, a jak już orkiestrę, to nie za dużą. Zazwyczaj są tylko jakieś smyczki, bardzo rzadko się zdarza, żeby nagrywano orkiestrę symfoniczną.

Jak na produkcję niezależną, Twój projekt imponuje rozmachem również od strony marketingowej. W czasach, gdy polska muzyka filmowa coraz rzadziej ukazuje się na płytach, Ty przygotowałeś dwie edycje swojej pracy, w tym wydanie kolekcjonerskie. Czy możesz opowiedzieć pokrótce o tym, co znajdzie się w tym drugim zestawie?

To są jeszcze informacje, które nie trafiły na stronę internetową. Cały czas to przygotowujemy i za jakiś czas to się tam pojawi. Edycja rozszerzona to jest tak naprawdę wydanie specjalne, bo tam więcej muzyki dotyczącej samej opowieści nie ma. Na pierwszym krążku znajdują się przede wszystkim utwory opowiadające historię i utwory trailerowe, które z całą historią bardzo się wiążą – teksty łacińskie, które były pod nie pisane, odnoszą się do samej historii. Na drugiej płycie znajdują się utwory bonusowe. Jest tam 19 kompozycji, a płyta w sumie trwa około 40 minut. Przede wszystkim można tam znaleźć takie rzeczy, które się rzadko spotyka, jeśli chodzi o wydania jakiejkolwiek muzyki symfonicznej np. zgrana sama sekcja smyczkowa lub perkusyjna. Jest kilka wersji alternatywnych, kilka bonusów – na przykład, jeśli chodzi o motyw głównej bohaterki, różne wariacje z samą harfą albo harfą i altówką. Jest tam sporo rzeczy podokładanych, których nie ma na wersji podstawowej. Jest również utwór jazzowy z samym fortepianem, bez wokalu. Wersja jazzowa to tak naprawdę zaprezentowanie siebie muzycznie z innej strony. W wersji rozszerzonej, czy raczej specjalnej – wolę to tak nazywać – można dostać również taką fajną rzecz, jaką jest struna C do altówki, która jest instrumentem reprezentującym postać Violemi.



Violemi - zestaw kolekcjonerski

Violemi – The Slave of Delusion pochłonęło 34 miesiące pracy, prawie 3 lata życia. Czy z dzisiejszej perspektywy jesteś w pełni zadowolony z efektu?

Tak. Ja trochę żałuję, że ten projekt nie mógł się ukazać wcześniej, ponieważ było kilka miesięcy  opóźnienia. Też trzeba było się odrywać po drodze i pracować, robiąc na przykład muzykę do reklam.

Masz już jakieś kolejne plany muzyczne?

Teraz pojawia się parę niezależnych projektów filmowych. Jednak przede wszystkim będę się skupiał na promocji Violemi, żeby to poszło nie tylko w Polskę, ale może i w świat, żeby to nie zginęło. Staram się nie robić rzeczy do szuflady. Za dużo pracy wielu osób to kosztowało, by to sobie odpuścić. Myślę, że projekt okazał się dosyć niezwykły, jeśli chodzi o formę. No i myślę, że całkiem ładnie to brzmi. Chciałbym, żeby go poznali ludzie z różnych zakątków Ziemi. Na razie są tylko 4 wersje językowe strony, ale planujemy rozbudować je jeszcze o kilka, ale to z czasem. Kierujemy ten projekt do dosyć szerokiego grona odbiorców, nie tylko ze środowiska fanów muzyki filmowej. Mamy już odzew ze strony ludzi ze świata fantastyki, a w sumie promocja na dużą skalę się jeszcze nie zaczęła.

Życzę w takim razie powodzenia i serdecznie dziękuję za rozmowę.








Zdjęcia:
Wojciech Pudło, Artur Wilniewczyc i David Szatarski [źródło: www.musicpudlo.com]
Oryginalna grafika: David Szatarski [źródło: www.violemi.com]
 




jojok21:

Childhood Land - ten utwór jest naprawdę magiczny ; )


Soundtracks.pl

© 2002-2018 Soundtracks.pl - muzyka filmowa.
Wydawca: Bezczelnie Perfekcyjni