Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Skyfall

24 Październik 2012, 20:59 
Kompozytor: Thomas Newman

Orkiestracje: J.A.C. Redford, Steven Bernstein, Peter Boyer, Carl Johnson

Rok wydania: 2012
Wydawca: Sony Classical

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Skyfall

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Kup tę płytę w:

iTunes za 9.99
Ta muzyka była nominowana do Oscara
Kiedy pojawiła się oficjalna informacja, że najnowszy film o Jamesie Bondzie zilustruje muzycznie Thomas Newman, w środowisku miłośników muzyki filmowej zawrzało. Wprawdzie rozumieli oni, że skoro Skyfall reżyseruje Sam Mendes, to stanowisko kompozytora powinien objąć jego stały współpracownik (współtwórca tak wspaniałych dzieł, jak American Beauty, Droga do szczęścia czy Droga do zatracenia), wprawdzie nikt nie odmawiał mu talentu i umiejętności kompozytorskich, ale wielu uważało, że jego unikalny i bardzo wyrazisty styl nie nadaje się do poetyki Bondowskiej serii.

Od razu muszę powiedzieć, że nigdy takich opinii nie podzielałem. W większości recenzowanych soundtracków Thomasa Newmana starałem się dowodzić, że specyficzny język tego artysty doskonale sprawdza się w filmach każdego gatunku – nawet w thrillerach science-fiction, takich jak Władcy umysłów. Dlatego na Skyfall nie czekałem z obawą, lecz z ciekawością i niecierpliwością, gdyż zdawałem sobie sprawę, jak odpowiedzialnego zadania podjął się Newman w 50 rocznicę powstania najsłynniejszej sensacyjno-szpiegowskiej serii.

Po obejrzeniu filmu i wysłuchaniu soundtracku mogę z niemałą satysfakcją stwierdzić, że zaangażowanie Thomasa Newmana do współtworzenia 23. filmu o Jamesie Bondzie było strzałem w dziesiątkę. Dawno bowiem w filmie o agencie 007 muzyka nie miała tak wielkiego znaczenia, jak w Skyfall. Newman niezwykle inteligentnie i efektownie zilustrował obraz, podkreślając w nim to, co najważniejsze – w sposób dla widza ekscytujący, ale nie rozpraszający jego uwagi. Dodał napięcia mistrzowsko zrealizowanym scenom akcji, uwypuklił emocje bohaterów oraz charakter i znaczenie scen, wspomógł narrację i współtworzył klimat opowiadanej historii. Środki kompozytorskie a także rozwiązania ilustracyjne kompozytor umiejętnie dostosował do miejsc akcji i dość nietypowej, jak na Bonda, konstrukcji fabularnej Skyfall.

W najnowszym Bondzie możemy zaobserwować wyraźny zwrot ku tradycji. Powrócił charakterystyczny humor, którego tak brakowało w dwóch poprzednich częściach z Danielem Craigiem, czarnemu charakterowi znów nadano swoistej teatralności (wirtuozowska kreacja Javiera Bardema), a agent 007 z powrotem nabrał cech, za które wszyscy go uwielbiają – urok osobisty, pewna nonszalancja, dowcip itp. Jednocześnie Skyfall, nie będąc prequelem, zawiera wyraźne cechy tego typu filmu. Scenarzyści bowiem nie wprowadzili ponownie wszystkich Bondowkich elementów jak gdyby nigdy nic. Widz odnosi wrażenie, że w Skyfall główny bohater jeszcze się kształtuje, by dopiero w finale stać się starym dobrym Bondem. Dzięki temu posunięciu ciągłość serii została zachowana. Thomas Newman doskonale wyczuł zamysł scenarzystów i dostosował do niego swoją koncepcję muzyczną. Przede wszystkim bardzo mądrze zastosował legendarny temat przewodni Monty`ego Normana oraz inne znaki rozpoznawcze ilustracji filmów o agencie Jej Królewskiej Mości. Motywy tematu w wersji najbardziej klasycznej – tzn. oryginalnie zharmonizowane, z dominującą sekcją instrumentów dętych blaszanych – wybrzmiewają tylko wtedy, kiedy na ekranie widzimy coś szczególnie Bondowskiego – np. brawurowe zwieńczenie akcji głównego bohatera. Generalnie jednak Newman umieścił motywy tematu w pojedynczych warstwach muzyki ilustracyjnej, tak jak w utworze New Digs, w którym słyszymy *groove tematu w linii *basowej (bardzo Newmanowska, głęboka gitara basowa), albo w Brave New World, gdzie znana wszystkim kinomanom melodia nabiera etnicznego wyrazu, za sprawą specyficznego frazowania klarnecisty. Słynne motywy efektownie prezentują się również w typowo Newmanowskich szatach – np. ujęte w smyczkowych *figuracjach (Someone usually dies). Ponieważ wszystkie utwory Newmana są doskonałe pod względem warsztatowym, brzmią bardzo przestrzennie i klarownie, nawet najwymyślniej ukryte motywy będą dla słuchacza czytelne. James Bond Theme okazale wybrzmiewa w aranżacji Davida Arnolda, znanej z Casino Royale, w niezwykle błyskotliwej scenie, którą odebrałem jako czysty hołd dla serii. Żeby nie odbierać czytelnikowi przyjemności podczas seansu, nie będę jej opisywał.

Muzyka do długich sekwencji akcji Skyfall została napisana według współczesnych hollywoodzkich kanonów, ale wyraźnie i twórczo nawiązuje do ilustracji wcześniejszych filmów o agencie 007. Newman nie zrezygnował przy tym z zastosowania nietypowego instrumentarium, z którym jest kojarzony – słyszymy motoryczne sekwencje dulcimera i rozmaite egzotyczne instrumenty perkusyjne. W muzyce akcji dużo się dzieje, ale podczas seansu ani na moment nie czułem się przytłoczony dźwiękiem. Przeciwnie, artysta tak zbalansował poszczególne warstwy kompozycji, żeby dać pole konkretnym motywom, frazom, czy sekwencjom rytmicznym do wypełnienia swoich starannie zaplanowanych funkcji ilustracyjnych. Dzięki temu utwory Newmana naprawdę bardzo dużo wnoszą do obrazu.

Artysta nie przepuścił żadnej okazji do efektownego zilustrowania zjawiskowych plenerów, uchwyconych przez wybitnego operatora Rogera Deakinsa. Imponujące wieżowce Szanghaju, zatłoczone ulice Istambułu czy malownicze ujęcie jachtu zmierzającego w kierunku wyspy – wszystkie te obrazy zostały oprawione adekwatną i bardzo bogatą muzyką. Do tego typu utworów należy nietypowy, tajemniczy Skyfall, który zwraca uwagę czymś innym – szlachetnością brzmienia, kreowanego przez ambientowe tekstury i kwintet smyczkowy, na które nakładają się intrygujące figury fletu altowego, grającego jakby z oddali. Ta zaskakująca muzyka ma oczywiście swoje uzasadnienie w filmie, jednak ze względu na pewien zwrot fabularny, nie chcę za wiele zdradzać. Powiem tylko, że kiedy wybrzmiewa utwór Skyfall zmienia się krajobraz, koloryt zdjęć, a nawet następuje swoiste odchylenie od konwencji. Przekonajcie się sami!

Oczywiście Bondowski *score nie mógłby obejść się bez utworu romantycznego. Newman skomponował urzekający Severine, przypisany jednej z dziewczyn głównego bohatera. Zwraca on uwagę nie tyle wylewną melodyką, ale harmoniką i instrumentacją (rzewne *smyczki i harfa), sugestywnie oddającymi fascynację piękną kobietą. Z kolei scena z inną dziewczyną, z którą Bond ma bardziej humorystyczną relację, została zilustrowana utworem Close Shave, charakteryzującym się typowymi dla Newmana, dowcipnymi motywami smyczków, grających *pizzicato oraz lekko niepokojącą harmoniką, odzwierciedlającą napięcie seksualne.

W niektórych utworach Skyfall Newman zastosował sporą ilość elektronicznych sampli. Taką nowocześniejszą w brzmieniu muzykę słyszymy w scenach, rozgrywających się w MI6, w których obserwujemy pełną napięcia pracę agentów, korzystających z zaawansowanych technologii (futurystyczne komputery itp.). Elektronicznie programowana perkusja pojawia się też na przykład w scenie jazdy samochodem przez oświetlony Szanghaj.

Wszystkie rozwiązania kompozytorskie Thomasa Newmana mają w Skyfall swoje uzasadnienie. Artysta zastosował je z wielkim wyczuciem stylu i czasu. Miałbym dużą przyjemność z omówienia większości jego pomysłów ilustracyjnych, ale wiązałoby się to ze zdradzaniem zbyt wielu szczegółów fabuły. Dlatego gorąco zachęcam do obejrzenia filmu, który jest w swoim gatunku dziełem wybitnym, oraz do sięgnięcia po płytę. Reżyserowi i kompozytorowi życzę natomiast powrotu w 24. filmie o Jamesie Bondzie.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)



Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Grand Bazaar, Istanbul - 05:14
2. Voluntary Retirement - 02:22
3. New Digs - 02:32
4. Severine - 01:18
5. Brave New World - 01:50
6. Shanghai Drive - 01:26
7. Jellyfish - 03:22
8. Silhouette - 00:56
9. Modigliani - 01:04
10. Day Wasted - 01:31
11. Quartermaster - 04:58
12. Someone Usually Dies - 02:29
13. Komodo Dragon - 03:20
14. The Bloody Shot - 04:46
15. Enjoying Death - 01:13
16. The Chimera - 01:58
17. Close Shave - 01:32
18. Health And Safety - 01:29
19. Granborough Road - 02:32
20. Tennyson - 02:14
21. Enquiry - 02:49
22. Breadcrumbs - 02:02
23. Skyfall - 02:32
24. Kill Them First - 02:22
25. Welcome To Scotland - 03:21
26. She`s Mine - 03:53
27. The Moors - 02:39
28. Deep Water - 05:11
29. Mother - 01:48
30. Adrenaline - 02:17

Razem: 77:00



Komentarze czytelników:

Krzysztof Ruszkowski:

Moja ocena:

O muzyce w filmie jeszcze wypowiedzieć się nie mogę, ale płyta jest skonstruowana beznadziejnie. 30 kawałków upakowanych na krążku bez ładu i składu. Zero jakiejkolwiek struktury narracyjnej. Całość o jakieś co najmniej 20 minut za długa. Kilka autentycznych highlightów (Brave New World, Jellyfish, Silhouette, Komodo Dragon, Bloody Shot, Chimera czy She's Mine), ale reszta utworów raczej nie zapada w pamięć, nie wyróżniając się na tle podobnych produkcji kompozytorów o klasie niższej niż Newman (spora część płyty nie wypada lepiej niż np. ostatni "Bourne" Howarda). Daleko "Skyfallowi" do najlepszych akcyjniaków np. takiego Powella. Kompletnie niezrozumiałe jest za to dla mnie nie umieszczenie na płycie jednego z lepszych utworów - "Old Dog, New Tricks" - który udostępniono jako bonus track na iTunes. Wierzę jednak, że w filmie ta muzyka rzeczywiście wypada świetnie - Mednes nie raz udowodnił, że potrafi korzystać ze ścieżki dźwiękowej. Nie mogę się doczekać, aż się o tym przekonam również tym razem.

Tomasz Goska:

Moja ocena:
bez oceny

Szczerze to nie wiem jeszcze jak jest w filmie (za kilka dni tę zaległość odrobię) niemniej ocena za muzykę na płycie totalnie z kosmosu!

Mefisto:

Moja ocena:

Ciekawa recenzja, dużo spostrzeżeń, z którymi się zgodzę, niemniej ocena za samą płytę (bo w filmie score wypada faktycznie bardzo dobrze) ciutkę przedobrzona.

scoreman:

Moja ocena:

Ocena za płytę. Jeden z 3 najgorszych bondowych scoreów. Wydanie tragiczne, zero klimatu, tandetne brzmienie jak nie u Newmana. No i jeszcze nigdy score do Bonda nie był zestawem odrzutów z innych, w dodatku słabych prac. Sorry, ale niestety tak to właśnie brzmi w tym nędznym wydaniu Zawód na całej linii. Ocena i tak chyba trochę za wysoka.

Raffalsky:

Moja ocena:

kosmos, kosmos ;) ja jestem gdzieś w środku. Beztematyczne toto i w zasadzie sam underscore, ale od kilku dni słucham często z przyjemnością. znaleźli by się lepsi artyści, może Serra ?? :P


  Do tej recenzji są jeszcze 2 komentarze -> Pokaż wszystkie