Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Goldfinger

18 Kwiecień 2003, 08:58 
Kompozytor: John Barry

Gitara solo: Vic Flick
Saksofon Solo: John Scott

Rok wydania: 1964/2003
Wydawca: EMI/Capitol

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Goldfinger

Odtwarzaj / Zatrzymaj

SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plCztery dekady po swoim powstaniu, Goldfinger wciąż budzi kontrowersje. Trzeci film z serii przygód Jamesa Bonda na dobre uczynił tę postać ikoną popkultury. Obraz Guya Hamiltona to dla jednych widzów widowiskowy film, który ukształtował tak naprawdę tę serię przygód będącą po jego powstaniu cyklem szalenie atrakcyjnych wizualnie „futurystycznych baśni” pełnych pomysłowych gadżetów, szybkich samochodów, olśniewająco pięknych kobiet, piekielnie inteligentnych szaleńców marzących o zmianie oblicza świata, których powstrzymuje niezawodny as brytyjskiego wywiadu - zupełnie niezniszczalny człowiek z jajami i błyskotliwym intelektem. Są też tacy, którzy przeklinają ten film widząc w nim obraz, który definitywnie pogrzebał szansę na powstanie realistycznych i wiernych książkowemu oryginałowi ekranizacji znakomitej literatury szpiegowskiej Iana Fleminga. I jedno i drugie jest moim zdaniem prawdą.

Po latach można się zastanowić, które elementy tego filmu uczyniły go dziełem tak udanym i popularnym. Na pewno jednym z tych elementów była ilustracja muzyczna Johna Barry’ego. Nie wiem czy 31-letni młodzieniec z Yorku pisząc ją przypuszczał, jaki wpływ na rozwój muzyki filmowej odegra jego kompozycja. Do poprzedniego Bonda napisał pełną zimnowojennego chłodu i napięcia symfoniczną ilustrację, w której znalazło się też miejsce dla nieco mickey-mousingowej akcji, etniki i zwiewnej liryki. Zmiany, jakie Barry wprowadził w aparacie wykonawczym swojej kolejnej ilustracji były znaczące a przede wszystkim bardzo odczuwalne podczas odsłuchu.

Orkiestrowy jazz stał się podstawą zarówno ilustracji jak i słynnej piosenki tytułowej, którą John Barry odkrył dla masowej publiczności mało wówczas znaną piosenkarkę Shirley Bassey. Melodia powstawała w londyńskim apartamencie Anglika – kształtu nabierając w czasie wieczornych konwersacji Barry’ego z jego przyjacielem Michaelem Caine, podczas których kompozytor demonstrował mu na fortepianie jak powstaje temat. Potem słowa dołożyli Leslie Bricusse oraz Anthony Newley (pokusił się nawet o zaśpiewanie wersji demo piosenki) i tak powstał gigantyczny przebój a przy tym szeroko rozpoznawalna muzyczna wizytówka filmu. Po świecie krąży kilka anegdot na temat tej piosenki a także producenta serii Harry’ego Saltzmana, który tak bardzo znienawidził wokalny numer Johna Barry’ego, że po jego wysłuchaniu powiedział mu w twarz niewybredną wiązankę „łaciny” a potem na wielu bankietach wykpiwał dokonanie kompozytora (na jednym z takich przyjęć przyjaciel Barry’ego aktor Terence Stamp zdegustowany wstał od stołu i zbrukał Saltzmana w wyrafinowany sposób).

Melodia tytułowa posłużyła angielskiemu kompozytorowi za rdzeń ilustracji, będąc używaną w zdecydowanej większości scen. Kilku recenzentów w latach 60-tych skrytykowało Anglika za stosowanie tematu z piosenki Goldfinger nawet w scenach, w których nie pojawia się tytułowy milioner-szaleniec, tymczasem jest to melodia napisana nie tyle dla jego postaci, co dla całej złotej intrygi będącej jednym z głównych wątków filmu.
Pewien składnik ilustracji wraz z tym tematem przysłużył się do gigantycznego sukcesu ilustracji Anglika. Tym składnikiem było szalenie efektowne, charyzmatyczne i krzykliwe brzmienie sekcji dętej, które Barry stworzył inspirując się kompozycjami Stana Kentona. To brzmienie, które od tego filmu stanie się „brzmieniem Jamesa Bonda” podziałało na widzów w wyjątkowy sposób, dostarczając im podczas seansu niezwykłego dreszczyku podniecenia i ekscytacji. Przyjemne doznania słuchowe spotęgowało jeszcze wplecenie w ilustrację przez Anglika brzmienia harfy kojarzącego się z blaskiem złota, które w Goldfingerze oślepiło widzów niejeden raz a także partii saksofonowych, które wykonuje nie kto inny jak John Scott, znany angielski kompozytor filmowy.

Goldfinger w porównaniu z Pozdrowieniami z Rosji jest kompozycją o znacznie większej autonomiczności i słuchalności (apogeum w tym elemencie Barry osiągnie w ilustracjach Diamonds Are Forever i The Living Daylights), choć oczywiście trafiają się tu fragmenty o wybitnie ilustracyjnym charakterze. Narracja prowadzona jest bardziej płynnie, proporcje pomiędzy materiałem melodycznym a underscore są więcej niż poprawne. W dodatku dzięki umiejętnemu przetwarzaniu tematu głównego i wpleceniu kilku pobocznych melodii Barry’emu udało się stworzyć ilustrację obfitującą w kompozycje o mocnym, indywidualnym charakterze, które zrobiły sporą karierę wśród bondo-maniaków, jednocześnie stale będąc kojarzonymi z konkretnymi scenami, do których zostały napisane. Takimi utworami są niewątpliwie jazzujący James Bond Back in Action, Oddjob’s Presssing Engagement, The Golden Girl (melodię z niego wykorzystał zespół The Sneaker Pimps w piosence Sixth Undeground w filmie Święty), The Laser Beam czy Dawn Raid at Fort Knox. Analizując ilustrację Anglika nie można pominąć właśnie utworu The Laser Beam, w którym kompozytor po raz pierwszy zaproponował swój własny i niesłychanie rozpoznawalny model budowania napięcia, polegający na nieustannym powtarzaniu krótkich fraz melodycznych, dodawaniu do nich kolejnych warstw i odgrywaniu tych fraz na coraz większej intensywności emocjonalnej doprowadzając w końcu do porażającej kulminacji. Działanie ilustracji okazało się piekielnie skuteczne w scenie celowania działem laserowym w krocze Bonda – ilustracja tej sceny była kilkukrotnie analizowana w angielskich audycjach radiowych i stawiana za wzór budowania napięcia za pomocą muzyki.

Warto także zwrócić uwagę na militarystyczną muzykę akcji z utworów Death of Goldfinger, Arrival Of The Bomb And The Count Down a przede wszystkim ze świetnego, zapadającego w pamięć marszu wojskowego Dawn Raid At Fort Knox. Niewątpliwy dryg do wojskowej muzyki i rewelacyjne wyczucie rytmu wzięło się z tego, że Barry komponowania uczył się podczas kilkuletniej służby wojskowej na Cyprze. Przywiązanie do militarystycznej stylistyki da o sobie jeszcze wiele razy znać w bondowskiej muzyce Anglika, bo przecież stworzy on później serię klasycznych marszów ilustrujących sceny kosmiczne, na czele ze słynnym Capsule In Space z ilustracji Żyje się tylko dwa razy.

Obdarzona tak dużą siłą oddziaływania ilustracja Johna Barry’ego stanowiła w dużym stopniu o sukcesie filmu Guya Hamiltona. Z kompozycji Anglika bije wielka przebojowość, zadziorność i bardzo atrakcyjny koloryt a przy tym nie zalatuje ona tandetą i kiczowatością. Przymioty te spowodowały, że publiczność dosłownie oszalała na punkcie ilustracji Johna Barry’ego – uzyskała ona status Złotej Płyty a przede wszystkim przez trzy tygodnie była nr.1 na liście albumów Billboardu pokonując A Hard Day’s Night *Beatlesów! (Zaś na liście znajdowała się aż przez 70 tygodni). Wśród płyt ze ścieżkami dźwiękowymi aż do 1976r (Star Wars Johna Williamsa) żadna nie zawędrowała tak wysoko. Pomijając osiągnięcia komercyjne warto powiedzieć jeszcze o dwóch rzeczach. W tej ilustracji John Barry pokazał w pełni już ukształtowany model bondowskiej ilustracji z orkiestrowym jazzem, krzykliwymi instrumentami dętymi, gitarą a także typowymi dla Anglika kompozycjami suspense i subtelnymi, lirycznymi wersjami tematu tytułowego. Bondowska stylistyka stała się obok westernowej stylistyki Morricone i kosmicznej Williamsa jedną z najbardziej charakterystycznych i najłatwiej rozpoznawalnych. Ponadto fenomenalnie spisująca się w filmie i niezwykle popularna ilustracja wywołała w Hollywood spore poruszenie i przełom w świecie muzyki filmowej. Od tej pory nienaruszalną regułą stało się, że filmy sensacyjno-szpiegowskie będą ilustrowane orkiestrowym jazzem. W ten sposób Goldfinger stał się jedną z najważniejszych ilustracji filmowych drugiej połowy XX wieku. W latach 50-tych Alex North otworzył drzwi do wykorzystania jazzu w ilustracjach dramatycznych w Hollywood. Potem powstało kilka innych dzieł, które te drzwi uchylały coraz bardziej. Goldfinger niewątpliwie jest wśród nich.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)



Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Shirley Bassey - Goldfinger - 2:48
2. Into Miami - 0:56
3. Alpine Drive/Auric`s Factory - 4:28
4. Oddjob`s Pressing Engagement - 3:09
5. Bond Back In Action Again - 2:33
6. Teasing The Korean - 2:17
7. Gassing The Gangsters - 1:05
8. Goldfinger - 2:09
9. Dawn Raid On Fort Knox - 5:50
10. The Arrival Of The Bomb And Count Down - 3:31
11. Death Of Goldfinger/End Titles - 2:32
12. Golden Girl - 2:08
13. Death Of Tilley - 2:02
14. The Laser Beam - 2:52
15. Pussy Galore`s Flying Circus - 2:45



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Gigantyczny score Barry`ego ! Pierwsze miejsce przez tyle dni na 1 miejscu listy przebojów o czymś musi świadczyć (dowiemy się o tym czytająć "książeczkę" do płyty) - pobiła nawet album Bitelsów :)) Inna sprawa że jest to score dość pompatyczny ale nie zmienia to faktu że dzieło wybitne - Akademia była chyba ślepa nie przyznająć chociaż nominacji do Oscar`a...

Damian Sołtysik:

Moja ocena:

Racja.Oscar, albo chociaż nominacja się należała, bo było to dzieło przełomowe dla muzyki filmowej.

JazzO:

Moja ocena:

"Goldfinger" Johna Barryego to według mnie najlepszy ( obok "Diamonds are Forever" ) soundtrack z filmów o Bondzie. Jest to bowiem kompozycja napisana z polotem, dowcipem i ikrą. Idealnie oddaje charakter i klimat bondowskiej serii. Całość jest świetnie zaaranżowana, z "przymróżeniem oka". Ach ta jazzująca orkiestra!!! :-) Nie wystawiam jednak kompozycji Barryego maksymalnej oceny, bo mimo iż nie wyobrażam sobie leszej muzyki do tego filmu to czy "wytycza ona nowe szlaki w muzyce filmowej"? Nie sądze. Ale ktoś mógłby powiedzieć, że przecież kompozytor z "konwencjonalnych środków ekspresji w olśniewający sposób wydobył to co najlepsze". Może i tak. Ale liczą się też "emocje jakie dana muzyka ze sobą niesie" prawda?

Rafalski:

Moja ocena:

Oj odczepcie się od tego „wytyczania nowych szlaków” i tych innych bzdurnych metodologicznych uszczególnień. Czasem są płyty które nie wytyczają nowych szlaków, a zasługują na 5 gwiazdek (jakie nowe szlaki wytycza Home Alone czy Superman? Żadnych a 5 gwiazdek obowiązkowe).

Mefisto:

Moja ocena:

Może kiedyś był to najlepszy muzycznie Bond - teraz jednak nie trafia do mnie tak bardzo - zdecydowanie wolę późniejsze ilustracje, a Goldfinger (poza piosenką) wypada dziś zdecydowanie średnio poza filmem.


  Do tej recenzji są jeszcze 2 komentarze -> Pokaż wszystkie