Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

The Martian

25 Luty 2016, 20:57 
Kompozytor: Harry Gregson-Williams

Rok wydania: 2015
Wydawca: Columbia Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
The Martian

Harry Gregson-Williams na przestrzeni swojej niemalże 20-letniej kompozytorskiej kariery towarzyszył muzycznie wielu wspaniałym historiom. Chcąc wymienić wszystkie, musiałbym stworzyć całkiem spory artykuł, a i tak z pewnością nie oddałbym pełnego obrazu jego twórczości. Faktem jest jednak, że aż do minionego roku było co najmniej jedno miejsce, z którym jeszcze nie miał okazji się zmierzyć. Mars. Tajemnicza, odległa planeta, która jest obiektem nieustannych marzeń ludzkości w kontekście kolonizacji. Kiedy więc zwrócił się do niego Ridley Scott, proponując udział w filmowej ekspedycji mającej na celu ujarzmienie czerwonej planety, nie wahał się zbyt długo.

„The Martian” jest kolejnym filmem, przy którym panowie współpracowali. Wcześniejsze produkcje, czyli np. „Kingdom of Heaven” (2005) czy „Prometheus” (2012), do którego Gregson-Williams napisał dwie kompozycje (głównym kompozytorem bym Marc Streitenfeld), stały się podwaliną do bardzo ciekawej i twórczej współpracy. Sam Gregson-Williams zresztą wcześniej bardzo intensywnie kooperował z drugim z braci Scottów, Tonym, czego rezultaty możemy podziwiać m.in. w filmie „Spy Game”, czy w jednym z moich ulubionych pod względem muzycznym, „Man on Fire”. Tym razem stanął przed ciekawym wyzwaniem, gdyż musiał nie tylko zmierzyć się z nową dla siebie tematyką, ale też filmami takimi jak „Apollo 13” czy „Gravity”, które wysoko zawiesiły poprzeczkę, jeżeli chodzi o muzykę towarzyszącą tego rodzaju produkcjom.

Historia opowiadana przez Ridley’a Scotta (oparta na powieści Andy Weira) jest arcyciekawa i wyjątkowa – jak to jest być pierwszym człowiekiem na Marsie? W dodatku jedynym? Starającym się przetrwać bez względu na praktycznie beznadziejną sytuację? Na te pytania z pewnością znalazł odpowiedź Mark Watney, astronauta, którego niesamowite losy sfilmował utytułowany reżyser.

Pierwszy trzy utwory albumu dają małą próbkę tego, w jaki sposób Gregson-Williams postanowił wspierać muzycznie tę kosmiczną wyprawę. W pierwszym z nich ( „Mars”) ledwo słyszalne wibrowanie membrany tworzące niski, niespokojny dźwięk rozpoczynający kompozycję, wzbogacone o sentyzatorowe brzmienia oraz w końcu umiejętnie wprowadzony motyw przewodni, bardzo skutecznie tworzą aurę majestatu i kreują poczucie nieskończonej kosmicznej przestrzeni. Co więcej, jest to też sugestywne, przyprawiające o ciarki na ciele, wprowadzenie jednego z głównych bohaterów filmu – planety Mars.

Kolejna kompozycja towarzyszy kluczowej scenie filmu (tragiczny w skutkach start promu kosmicznego) i bardzo dobrze spełnia swoją rolę. „Emergency Launch” najpierw sukcesywnie buduje atmosferę zagrożenia wybijając pulsujący rytm, w tle serwuje urywane frazy oraz *tremola skrzypiec, żeby zakończyć nostalgicznym i jednocześnie pompatycznym fragmentem prowadzonym głównie przez wiolonczele. Trudno oprzeć się w tym momencie wrażeniu podobieństwa do wybranych kompozycji z „Pearl Harbour” H. Zimmera. Jednak nic w tym dziwnego, gdyż utytułowany niemiecki kompozytor przez lata był nauczycielem i mentorem Gregsona-Williamsa.

Z całą pewnością można powiedzieć, że w przypadku Gregsona-Williamsa nauka nie poszła na marne. Idealnie słychać to chociażby w jednej z najlepszych kompozycji na płycie, a mianowicie w „Making Water”. W ciągu kilku minut twórca uchwycił charakter astronauty Watney’a, który - mimo zupełnie beznadziejnego położenia - potrafił znaleźć w sobie pokłady pozytywnego myślenia i wykorzystywać je do nieustannego szukania sposobów na przetrwanie. Harmonia składająca się z naprzemiennie pojawiających się kwart i kwint, regularnie wspinających się na coraz wyższe rejestry skali, kreuje atmosferę lekkości i daje nadzieję na mimo wszystko korzystne zakończenie.

W dalszej części soundtracku możemy usłyszeć przykłady bardzo umiejętnego połączenia elektroniki i brzmień orkiestralnych. Sztucznie generowane frazy melodyczne miały na celu podkreślenie naukowego spojrzenia na świat jakie prezentował Watney. „Science the S**** Out of This” jest tego bardzo dobrym przykładem, a stworzony przez Gregsona-Williamsa motyw z pewnością znajdzie wielu sympatyków. Jest to niewątpliwie efekt wykorzystania syntezatorów, które trafnie wpasowują się w klimat filmu i odgrywają główną rolę w takich kompozycjach jak „Sprouting Potatoes”, „Pathfinder”, czy melancholijnym i niezwykle przestrzennym "Corrsing Mars" oraz mrocznym „Reap&Sow”, w których tworzą zapadający w pamięć duet z instrumentami skrzypcowymi.

Chciałbym w tym miejscu zwrócić uwagę na jeden jeszcze dwa elementy albumu, a mianowicie „Crops Are Dead” i następujący po nim „Work The Problem”. Bardzo spokojna i wyważona harmonia, którą zastosował Gregson-Williams oraz pełen emocji wokal w pierwszym utworze trafiają w punkt i sprawiają, że momentalnie, empatycznie wręcz zaczynamy odczuwać dojmujące zwątpienie, jakie opanowuje Watney’a. Po chwili jednak do naszych uszu docierają zadziorne, mocne i zdecydowane dźwięki wzmocnione regularnym rytmem (notabene przywodzącym na myśl oprawę muzyczną z gry „Metal Gear Solid”), które są tłem dla wewnętrznego „ja” głównego bohatera starającego się zadać kłam wszelkim niepowodzeniom.

Ostatnie trzy kompozycje całkiem zgrabnie zamykają całość. W „Leaving Mars” słyszymy wariacje głównego tematu z wykorzystaniem szerokiego spektrum środków wyrazu, od syntezatorów przez fortepian, instrumenty skrzypcowe, pełne napięcia sekcje rytmiczne na chórze kończąc. Następnie „Build a Bomb” przejmuje pałeczkę i kontynuuje stopniowe nawarstwianie napięcia, tak aby dać mu ujście w „I Got Him!” – zaczynającym się niepozornie, a w efekcie doprowadzającym do finału godnego prawdziwej kosmicznej ekspedycji, gdzie po raz kolejny na pierwszy plan wysuwa się charakterystyczny syntezator oparty na wyniosłych partiach chóralnych.

Oprawa muzyczna do „Marsjanina” nie jest może dziełem wybitnym, ale trzeba przyznać, że Harry Gregson-Williams wykonał kawał dobrej roboty. W subtelny sposób połączył elektronikę z tradycyjnymi orkiestralnymi brzmieniami, nadając filmowi ciekawego tła i sugestywnie kreując klimat tajemniczości połączonej z majestatem odległego Marsa. Udało mu się też oddać niezłomny charakter Marka Watney’a, przez co oglądanie wyreżyserowanej przez R. Scotta historii daje dużo przyjemności dla każdego widza.

Recenzję napisał(a): Piotr Sikorski   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Mars 3:36
2. Emergency Launch 3:09
3. Making Water 2:38
4. Spotting Movement 1:49
5. Science the S*** Out of This 2:16
6. Messages from Hermes 3:31
7. Sprouting Potatoes 1:39
8. Watney`s Alive! 2:46
9. Pathfinder 2:33
10. Hexadecimals 2:33
11. Crossing Mars 3:36
12. Reap & Sow 2:21
13. Crops Are Dead 3:26
14. Work The Problem 1:58
15. Leaving Mars 5:11
16. Build a Bomb 5:06
17. I Got Him! 4:45



Komentarze czytelników:

Anna Józefiak:

Moja ocena:

Nic dodać, nic ująć! Dobry film, dobra muzyka i świetny Matt Damon :)

Miroslaw P:

Moja ocena:
bez oceny

Trzyma klimat, boli mnie tylko, ze Science the S*** Out of This jest krótkie ale piekne taki smaczek tej sciezki.

Mefisto:

Moja ocena:

Ani nie nazwałbym Marsa tajemniczą i odległą planetą, ani też muzyki jakoś szczególnie wyróżniającą się. W filmie uwagę zwracają głównie piosenki, nawet mimo kilku klimatycznych utworów, a i na płycie jest to raczej standardowa ścieżka dźwiękowa.
Aha, okładka to tu jakaś lewa ;)

Piotr Sikorski:

Moja ocena:
bez oceny

Mefisto, dzięki za odmienny punkt widzenia:) Według mnie muzyka tutaj zyskuje przy każdym kolejnym, uważnym przesłuchaniu. Tak było w moim przypadku.
Co do Marsa - gdybym chciał się tam wybrać to trochę moja podróż by potrwała i mimo wszystko niesamowitej wiedzy o tej planecie nie mamy, więc dla mnie nadal pozostaje odległa i tajemnicza :)
Piosenki są bardzo dobrze dobrane i w zdecydowanej większości znane, a wiadomo przecież, że najbardziej lubimy te, które już kiedyś słyszeliśmy:)

Mefisto:

Moja ocena:

Nie no jasne, niemniej to i tak najbliższa i najlepiej poznana przez nas planeta + najbardziej przyjazna - dla mnie o wiele bardziej tajemnicze pozostają meandry ziemskie, niż czerwona skała, której kolonizacji jesteśmy coraz bliżej, dlatego trochę dziwnie zabrzmiało to stwierdzenie :)


  Do tej recenzji są jeszcze 2 komentarze -> Pokaż wszystkie