Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Deadpool

13 Listopad 2016, 20:50 
Kompozytor: Tom Holkenborg /Junkie XL/

Rok wydania: 2016
Wydawca: Milan Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Deadpool

Zdecydowanie należę do tej części kino- i melomanów, których etos superbohaterów we współczesnym kinie nie bardzo elektryzuje. Mam za sobą okres fascynacji tematyką facetów/kobiet w lateksowych przebraniach, który (na szczęście) minął wraz z moimi 18-tymi urodzinami i teraz raczej sceptycznie reaguję na kolejne historie o nadludziach ratujących świat. Jedynym odstępstwem od tej zasady, jak do tej pory, był Batman z rewelacyjną rolą J. Nicolsona, następnie trylogia Nolana, również traktująca o skrzydlatym bohaterze oraz przedostatnia odsłona spod znaku charakterystycznej czerwonej peleryny (Man of Steel). Wspólnym mianownikiem dla wszystkich tych ekranizacji, oprócz walorów aktorsko-wizualno-klimatycznych, była warstwa muzyczna. Z tych samych względów moją uwagę przykuł tegoroczny Deadpool, który z założenia raczej prześmiewczo miał traktować o heroicznych bohaterach, a dodatkowo posiadał muzyczny znak jakości sygnowany nazwiskiem Tom Holkenborg.

Mimo ewidentnej niechęci do tego gatunku, pokonałem więc wewnętrznego krytyka i oddałem się przyjemnościom serwowanym przez zdegenerowanego faceta w czerwonym przebraniu. Jak się finalnie okazało, Deadpool zaskoczył mnie pozytywnie nie tylko ze względu na sposób prowadzenia fabuły oraz charakterystykę głównego bohatera, ale równie interesująca okazała się oprawa muzyczna.

Deadpool jak na film o „superbohaterze” (cudzysłów w pełni zamierzony) jest obrazem na wskroś oryginalnym. Jego niewątpliwą siłą jest absurdalny, karykaturalny, czasami obrazoburczy humor, a głównym nośnikiem jest bohater-socjopata, który w charakterystycznym dla siebie stylu porywa widza i zabiera na prawdziwą jazdę bez trzymanki. Takie jest też tło muzyczne stworzone przez Holkenborga. Jestem przekonany, że przy tym projekcie mógł on w końcu spuścić ze smyczy swoje kompozytorskie alter-ego. O ile wcześniejsze prace (np. Mad Max: Na drodze gniewu, Batman vs Superman, Nocny pościg, czy Pakt z diabłem) odwoływały się w głównej mierze do symfonicznej strony jego duszy (choć nie zabrakło też solidnej porcji elektroniki), to historia niewątpliwie charakterystycznego bohatera pokazała, jak wielki potencjał kompozytorskiej kreatywności tego twórcy nie był do tej pory wykorzystywany.

Wbrew pozorom, nie miał on prostego zadania. Bardzo łatwo można było w tym konkretnym filmie przekroczyć granicę między muzyczną śmiesznością, a solidną porcją dobrej zabawy lub też zaserwować widzom akcyjny standard. Na szczęście inspiracje holenderskiego kompozytora sięgające klimatycznych, syntezatorowych brzmień lat 80-tych, zmiksowane z odpowiednią dawką symfonicznych barw oraz świetnym doborem wokalnych przebojów, przełożyły się na niezwykle oryginalny w swoim kształcie soundtrack.

Motyw przewodni, który jest jednocześnie wizytówką głównego bohatera, to prosty, acz chwytliwy riff syntezatorowy, obudowany szalonymi, rwanymi, niezwykle skutecznie napędzającymi tempo akcji sekwencjami rytmicznymi. W kompozycjach takich jak Maximum Effort czy Twelve Bullets doskonale przeplata się on z całą feerią rewelacyjnie dobranych i zmiksowanych sampli perkusyjnych. Jestem pod absolutnym wrażeniem pracy wykonanej na etapie postprodukcji, gdyż w efekcie otrzymujemy sceny niezwykle intensywnie oddziałujące na widzów, z diabelnie wartką akcją, których walory wizualne są zaskakująco trafnie wzmacnianie przez atakujące uszy decybele.

Tak jak pisałem wcześniej, oryginalność tej płyty wynika między innymi z efektownego połączenia barw symfonicznych i elektroniki. Świetnie słucha się na przykład Man In A Red Suit, w którym początek należy do charakterystycznego riff’u i pulsującego rytmicznego basu, a od drugiej połowy pierwszoplanową rolę przejmuje *sekcja smyczkowa. Misternie budowana melancholiczna fraza znajduje następnie swój finał w bardzo klimatycznym Liam Neeson Nightmares. Kiedy ten zestaw uzupełnimy takimi pozycjami jak Back To Life, Every Time I See Her oraz A Face I Would Sit On, otrzymamy paletę dźwięków na pierwszy rzut ucha zupełnie nie pasujących do szalonej i odjechanej historii Deadpool’a. Kiedy jednak skupimy się na części fabuły opisującej lekko mówiąc nieszablonową relację głównego bohatera i jego życiowej partnerki, okaże się, że Holkenborg umiejętnie wplótł do całości całkiem spory element wyjątkowego dla tej pary romantyzmu. Jestem zresztą zdania, że na swój sposób Deadpool jest właśnie świetną historią miłosną!

Trzeba w tym miejscu również podkreślić niebagatelną rolę, jaką odgrywają w całej historii piosenki.
O ile kawałki z pogranicza rap&funky - Shoop (Salt N’ Peppa), Gon’ Give It To Ya (DMX) czy napisany pod potrzeby filmu Deadpool Rap (Teamheadkick) - nie dziwią, o tyle towarzyszący otwierającej sekwencji Angel Of The Morning (J. Newton), a także wybrzmiewający przy napisach końcowych Careless Whisper (Wham) w przewrotnie trafny sposób uwypuklają specyficzny klimat obrazu. Co więcej, dla mnie będą się już stale, bardzo pozytywnie kojarzyć z pokręconym Deadpool’em!

Jedynym i to raczej małym minusem soundtrack’u są, paradoksalnie, klasyczne dla tego typu filmów, majestatycznie brzmiące fragmenty. O ile Tom Holkenborg rzeczywiście poszalał odkurzając syntezatorowe dźwięki z lat 80’tych minionego stulecia i w sprytny sposób wkomponował je w orkiestralne ramy, o tyle chcąc podkreślić pompatyczność wybranych momentów fabuły poczęstował nas raczej oklepanymi rozwiązaniami. Kompozycje o tym charakterze, między nimi np. Small Disruption, Punch Bowl, Scrap Yard, Let’s Try To Kill Each Other czy będący swoistym ukłonem w kierunku serii X-Man Four of Five Moments, bazują głównie na standardowych frazach i harmonii, którą mamy wrażenie, że gdzieś już słyszeliśmy. Dolne rejestry wiolonczel w połączeniu z sekcją skrzypiec, gdzieniegdzie wzbogacone o „dęciaki”, dosyć oszczędne fragmenty fortepianowe oraz klasycznie zachowującą się sekcję rytmiczną to trochę za mało, aby wyróżnić się w zalewie podobnych rozwiązań obecnych w świecie muzyki filmowej.

Nie zmienia to jednak faktu, że Deadpool jest kolejnym, bardzo udanym etapem w ciągle rozwijającej się karierze Junkie XL jako kompozytora filmowego. O ile nie każda stworzona przez niego kompozycja radzi sobie dobrze jako samodzielne dzieło, o tyle w połączeniu z obrazem wszystkie utwory komponują się wyśmienicie. Zdecydowanie polecam!

Recenzję napisał(a): Piotr Sikorski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:


1. Angel of the Morning (4:12)
2. Maximum Effort (2:08)
3. Small Disruption (1:12)
4. Shoop (4:08)
5. Twelve Bullets (2:50)
6. Man in a Red Suit (2:20)
7. Liam Neeson Nightmares (1:56)
8. Calendar Girl (1999 Remastered Version) (2:37)
9. The Punch Bowl (5:55)
10. Back to Life (2:12)
11. Every Time I See Her (0:54)
12. Deadpool Rap (3:25)
13. Easy Angel (2:31)
14. Scrap Yard (1:02)
15. This Place Looks Sanitary (6:50)
16. Watership Down (4:10)
17. Gon` Give It to Ya (Radio Edit) (3:37)
18. Going Commando (3:46)
19. Let`s Try to Kill Each Other (1:00)
20. Stupider When You Say It (2:24)
21. Four or Five Moments (0:54)
22. A Face I Would Sit On (3:07)
23. Careless Whisper (5:02)



Komentarze czytelników:

Tomasz Goska:

Moja ocena:

Jestem w szoku czytając tę kanonadę zachwytów. Score cienki jak 4 litery węża, a paradoksalnie sytuację ratują piosenki. 2,5 to max, co mogę dać temu składakowi.

Piotr Sikorski:

Moja ocena:
bez oceny

Tomasz, masz rację, zachwytów jest dużo gdyż wg. mnie Holkenborg wykonał kawał fajnej roboty. Moje uszy odebrały to bardzo pozytywnie :) Co nie zmienia faktu, że Twoje mogą mieć inne zdanie.

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Ten gość powinien sobie zmienić drugi człon ksywy na XS :D Słaby score, w filmie przytłoczony przez sfx i rewelacyjnie dobrane piosenki. Naciągane 3. Krok w tył w stosunku do Mad Maxa.

Piotr Sikorski:

Moja ocena:
bez oceny

Namieszałem trochę swoją opinią. Ciekawe czy znajdzie się ktoś kto podzieli moje zdanie... ;)

Raffalsky:

Moja ocena:

Piotrek poleciał ostro. 4/4,5 za taką miernotę to jakieś nieporozumienie. Zgadzam się z poprzednikami, gdyby nie świetnie dobrane piosenki w filmie, to warstwa muzyczna Deadpoola byłaby martwa.


  Do tej recenzji są jeszcze 2 komentarze -> Pokaż wszystkie