Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Mandy

14 Listopad 2018, 19:33 
Kompozytor: Jóhann Jóhannsson

Rok wydania: 2018
Wydawca: Lakeshore Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Mandy

Z twórczością Jóhanna Jóhannssona pierwszy raz spotkałem się przy okazji Prisoners, rewelacyjnego thrillera w reżyserii D. Villenevue. W zasadzie już pierwsza scena filmu, obdarzona zjawiskową muzyką kompozytora, utwierdziła mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z twórcą wyjątkowym. Nie jestem nawet w stanie zliczyć ile razy od tego czasu kompozycje wspomnianej ścieżki dźwiękowej wybrzmiewały (i nadal wybrzmiewają) w moich słuchawkach. Następną perłą była muzyka do Theory of Everything, która pokazała niebywały wachlarz umiejętności Islandczyka. O ile stylistyka muzyczna tego obrazu nie do końca trafiła w moje gusta, o tyle już udźwiękowienie Sicario, a następnie Arrival wywarło na mnie ogromne wrażenie. Jóhannsson niemalże z marszu stał się jednym z moich ulubionych twórców, na którego dzieła, te filmowe jak i solowe, czekałem jak na najlepszy prezent.

Jeszcze kilka miesięcy temu nawet przez myśl mi nie przeszło, że jego talentu, jego sposobu patrzenia na świat muzyki, charakterystycznej estetyki mogłoby w najbliższej przyszłości zabraknąć. Niestety, los okazał się tym razem ponurym, przewrotnym kompanem, który zmienia naszą codzienność niejednokrotnie bez najmniejszego uprzedzenia. W lutym tego roku świat obiegła informacja o przedwczesnej śmierci Jóhannssona, a ja nadal nie do końca potrafię się z tym pogodzić. To dojmujące uczucie smutku powraca ze zdwojoną mocą szczególnie teraz, kiedy światło dzienne ujrzał „Mandy”, ostatni obraz przy którym kompozytor pracował.

Jego angaż do zespołu pod przewodnictwem Cosmatosa wydawał się być początkowo mało realnym zadaniem. Pozyskanie dwukrotnie nominowanego do Oskara twórcy, mogło faktycznie być postrzegane w kategoriach życzeniowych. Okazało się jednak, że Jóhannsson potwierdził chęć dołączenia do projektu w zasadzie w trakcie jednej telefonicznej rozmowy z reżyserem. Wizja filmu nakreślona przez Cosmatosa wpasowała się idealnie w eksperymentalny i eksploracyjny sposób, w jaki Jóhannsson od zawsze patrzył na świat muzyki. „Mandy” otwierał drzwi do obszaru do tej pory przez kompozytora w zasadzie nie zbadanego. Narkotyczna, hipnotyczna, niezwykle brutalna historia napędzana nienawiścią i zemstą, potrzebowała wg. Cosmatosa oprawy muzycznej, która odegrałaby jedną z kluczowych ról w kontekście budowania atmosfery, nieustannego potęgowania emocji, ale też funkcjonowania na zasadzie katalizatora dla potężnej ilości bodźców serwowanych przez obraz. Szukał on inspiracji np. w soundtracku stworzonym przez Queen do filmu Flash Gordon czy też w twórczości zespołów takich jak Van Halen, Marillion oraz Celtic Frost.

Ostatecznie Jóhannsson biorąc ze wspomnianych muzycznych wzorców to co najlepsze, stworzył materiał zupełnie dla niego nowy, mocno osadzony na dwóch głównych filarach. Pierwszym jest surowe, rockowe, gitarowe brzmienie, a drugim mroczny heavy metal. Aby perfekcyjnie ziścić swój pomysł zaprosił do współpracy gitarzystę Stephena O’Malleya z Sunn O))) oraz legendarnego producenta Randalla Dunna, mogącego pochwalić się współpracą z takimi artystami jak właśnie Sunn O))), Myrkur, Wolves in the Throne Room czy The Cave Singers i innymi, kojarzonymi z mocnym graniem. Te dwa nowe oblicza w twórczości Islandczyka wzbogacone zostały o charakterystyczny dla niego ambientowo-droniczny koloryt, co w efekcie dało niezwykle ciekawe połączenie, korespondujące z filmem w sposób niemalże symbiotyczny.

Mimo iż podejście do koncepcji materiału było dla Jóhannssona nowe, to efekt końcowy (poza kilkoma kompozycjami na albumie), podobnie jak w większość jego dzieł nie należy do tych z automatu trafiających w gusta szerokiego grona odbiorców. Króluje tutaj gęsta, *dysonansowa atmosfera, pełna brzmień kreujących tło; tubalnych, elektronicznie przesterowanych tonów wprowadzających słuchaczy w stan niepokoju i transowego zamyślenia. Jóhannsson potrafił podobne emocje wywoływać jak nikt inny, a kompozycje takie jak Seeker of the Serpent’s Eye, Horns of Abraxas, Black Skulls, Sand, Burning Church tylko ten fakt potwierdzają. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem w kontekście artystycznej koncepcji albumu są też pozycje jak np. Forging the Beast, Drive-Bomb Blues, Temple czy Waste z absolutnie powalającą, ciężką i hipnotyczną linią rytmiczną wspierającą diaboliczne, gitarowe riffy. To prawda, że Mandy jest filmem brutalnym i zgoła gwałtownie obchodzi się z wrażliwością widzów, ale nie można mu odmówić walorów audio-wizualnych na najlepszym, światowym poziomie. Wszystkie sceny filmu, przepełnione iluzoryczną wizją Cosmatosa, ubogacone muzycznie przez Jóhannssona bez dwóch zdań zyskują dodatkowy wymiar artystycznego piękna.

Tym, co cenię w jego twórczości jest jego niebywała umiejętność wyczarowywania pomysłów muzycznych nie tylko bezbłędnie korespondujących z przesłaniem obrazów, którym towarzyszą, ale także w zasadzie od razu stających się indywidualnymi, pełnoprawnymi mini dziełami. Wraz z oprawą muzyczną do Prisoners otrzymaliśmy na przykład przepiękne Through Falling Snow i The Lord’s Prayer. W muzyce do Sicario możemy wsłuchiwać się w poruszające najciemniejsze strony duszy The Beast i kojącą kompozycję Melancholia. Natomiast Arrival to jakby zaczerpnięte nie z tego świata Decyphering czy Heptapod B. Nie inaczej jest w przypadku soundtracku do Mandy. O ile rzeczywiście praca Jóhannssona może nie być postrzegana jako produkt dedykowany masowemu odbiorcy, to utwory Children of the New Dawn oraz Mandy Love Theme z pewnością zawładnął sercem niejednego fana muzyki nie tylko filmowej. Jestem pod wielkim wrażeniem ich siły oddziaływania, genialnej melodyjności oraz brzmienia. To zdecydowanie najmocniejsze punkty całości.

Jeżeli z jakichś względów do tej pory nie mieliście okazji zapoznać się z twórczością Jóhanna Jóhannssona, to z pomocą „Mandy” gorąco do tego zachęcam. Ja natomiast w tym momencie czuję szczególnie doskwierający ścisk gardła, gdyż uświadamiam sobie, że już więcej muzycznej duszy Islandczyka w podobnym wydaniu nie usłyszę…

Recenzję napisał(a): Piotr Sikorski   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:



1. Seeker of the Serpent`s Eye 02:11
2. Starling 02:15
3. Mandy Love Theme 04:38
4. Horns Of Abraxas 01:31
5. Black Skulls 02:45
6. Death and Ashes 04:38
7. Sand 02:02
8. Red 01:32
9. Forging The Beast 01:46
10. Dive-bomb Blues 02:15
11. Waste 02:55
12. Temple 02:59
13. Burning Church 01:37
14. Memories 02:34
15. Children Of The New Dawn 05:31



Komentarze czytelników:


Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy!