Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  



Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Lolita, My Love

30 Styczeń 2021, 00:36 
Kompozytor: John Barry

Teksty: Alan Jay Lerner
Orkiestracje: Eddie Sauter

Rok wydania: 1971/2020
Wydawca: Kritzerland

Muzyka na płycie:
Lolita, My Love

John Barry już od dziecięcych lat marzył by komponować muzykę filmową - nigdy jednak, jak sam wspominał, nie przyszło mu przez myśl, żeby tworzyć też musicale sceniczne, choć bardzo cenił sławy gatunku: Richarda Rodgersa i duet Alan Jay Lerner-Frederick Loewe. W świat musicali wciągnął angielskiego kompozytora w 1964 r. Wolf Mankowitz - producent i dramaturg. Barry, Mankowitz i tekściarz Trevor Peacock rok później zaprezentowali publiczności Passion Flower Hotel - dziecko ery rewolucji obyczajowej, spektakl wałkujący temat inicjacji seksualnej uczniów i uczennic brytyjskich szkół. Musical nie zrobił furory na West Endzie - zszedł z afisza po 148 przedstawieniach. Podrażniło to ambicję angielskiego kompozytora, zaangażował się więc mocno w drugiej połowie lat 60-tych w kolejne projekty musicalowe ? Brighton Rock (słowa do kilku piosenek Barry`ego napisał sam autor tytułowej powieści - Graham Greene, scenariuszem miał się zająć ponownie Wolf Mankowitz a reżyserią Joseph Losey) i Wielki Gatsby (współpraca z klarnecistą jazzowym Artie Shawem i autorką tekstów Carolyn Leigh). Prace nad obydwoma projektami, zostały z różnych powodów wówczas przerwane, zaś do Brighton Rock John Barry wrócił na początku obecnego stulecia.

Wreszcie w 1970 r. świat obiegła wiadomość, iż sam Alan Jay Lerner zaproponował Johnowi Barry`emu współpracę nad musicalową adaptacją Lolity Vladimira Nabokova - skandalizującej powieści opowiadającej o nauczycielu w średnim wieku, ogarniętym seksualną obsesją na punkcie dwunastoletniej dziewczynki. Lerner, librecista i autor tekstów, cieszył się olbrzymim szacunkiem w środowiskach muzycznych i filmowych ? musical My Fair Lady, który stworzył wraz ze swym wieloletnim współpracownikiem, kompozytorem Frederickiem Loewe, z czasem stał się gigantycznym przebojem; do 1970 r. amerykański artysta zdobył też trzy Oscary, trzy nagrody Tony i Złoty Glob. Jego projektom scenicznym poprzedzającym adaptację Lolity, a więc On a Clear Day You Can See Forever i Coco wiodło się jednak średnio.

Projekt nazwany Lolita, My Love powstawał z błogosławieństwem samego Nabokova. Przez pewien czas razem z Barrym i Lernerem współpracował nie kto inny jak Truman Capote. Czy musical z tak wspaniałymi nazwiskami na pokładzie może ponieść porażkę? Jak się szybko okazało ? może. Próbne spektakle w Filadelfii zostały zbojkotowane przez publiczność i zmiażdżone przez krytyków. Po przedwcześnie zakończonej serii filadelfijskich przedstawień wymieniono reżysera, choreografa i aktorkę grającą Lolitę. Kolejne próbne spektakle, które miały już miejsce w Bostonie, krytycy co prawda ocenili lepiej, ale frekwencja wciąż nie dopisywała. Lerner, który zainwestował w projekt bardzo duże pieniądze, starał się go desperacko ratować, nieustannie pracował ? powstało aż sześć różnych wersji scenariusza, z których dwie nie zostały przez librecistę wykorzystane. Pomocną dłoń wyciągnął reżyser Absolwenta Mike Nichols, lecz przez konflikt zobowiązań współpraca z Barrym i Lernerem nie doszła do skutku. Lolita, My Love nie trafiła na Broadway i zakończyła swój żywot na spektaklach próbnych. Projekt zamknął się stratą 900 000 $.

Ze względu na druzgoczącą katastrofę finansową musicalu, zarzucono wcześniejsze plany nagrania muzyki na potrzeby albumu, który miała wydać Columbia Records. Przez lata jedyną możliwość zapoznania się z zapomnianym dziełem Johna Barry`ego i Alana Jaya Lernera (pomijam covery kilku piosenek, odbiegające aranżacyjnie od oryginału) dawał wydany na winylu w 1987 r. trudno dostępny *bootleg z niekompletną, paskudnej jakości kopią nagrania jednego z bostońskich spektakli. Po tym jak kilkanaście lat temu storpedowana została inicjatywa Bruce`a Kimmela (szefa wytwórni Kritzerland i wielkiego popularyzatora gatunku), który chciał dokonać studyjnego nagrania musicalu, wydawało się, że Lolita, My Love już nigdy oficjalnie nie zostanie wydana. A jednak... To właśnie Bruce Kimmel, tuż przed 10 rocznicą śmierci Johna Barry`ego i 50 rocznicą premiery musicalu, oddał w ręce słuchaczy kompletne, dwupłytowe nagranie wspomnianego wyżej bostońskiego spektaklu, zgrane z taśmy-matki (niestety w formacie mono), jak się okazało, zakupionej przezeń jeszcze w latach 70-tych. Nagranie zawiera nie tylko utwory wokalne, ale także przedzielające je dialogi i monologi oraz reakcje publiczności.

Opublikowana w całości Lolita, My Love pozwala odbiorcy m.in. dokonać porównań z literackim pierwowzorem i filmową adaptacją dokonaną przez Stanleya Kubricka z 1962 r. oraz poznać niektóre przyczyny porażki dzieła. Zapewnia też bardzo skrajne i duże emocje, emocje jakich zwykle nie doświadcza się obcując z musicalami. Gdy idzie o porównania, nie sposób nie odnieść wrażenia, jakoby tworząc musical Alan Jay Lerner miał przed oczami przede wszystkim scenariusz wspomnianej wyżej filmowej adaptacji. Jest, tak jak w filmie, zakończenie historii na początku dzieła, rozwinięty wątek dramaturga-hedonisty Clare Quilty`ego, forma mająca coś z kryminału, farsy, czarnej komedii i dramatu. Jest też uproszczenie i spłycenie postaci głównego bohatera, nauczyciela Humberta Humberta. Rychło, w lubieżnym monologu, poznajemy jego seksualne motywacje, a dalej są już bezrefleksyjne działania. Jakakolwiek autoanaliza przychodzi dopiero po tragedii. Humbert jest przedstawiony jako osobnik zdewiowany, załgany i zaborczy a także pozbawiony empatii. Gdy pod koniec dzieła upadły nauczyciel rozpacza nad nieodwołalną rozłąką z tytułową bohaterką, nie budzi on współczucia a wyobraźnia odbiorcy zwraca się ku dziewczynce, której zabrał normalne dzieciństwo. Świetnie w roli Humberta został obsadzony John Neville (późniejszy Baron Munchausen z filmu Terry`ego Gilliama), obdarzony dystynkcją, nienaganną dykcją i pięknym a zarazem stanowczym głosem, którym zwodzi i uwodzi Lolitę a także jej matkę Charlotte Haze. Z krótkim scenicznym żywotem tej postaci wiąże się jeden z głównych problemów omawianej adaptacji. W pierwszym akcie Lolita, My Love, serca widzów skrada właśnie Charlotte, zabawna i zafascynowana wszystkim co francuskie (w tej roli fantastyczna Dorothy Loudon, której głos jest niezapomnianym zjawiskiem, raz aksamitny o nieco nosowej barwie, innym razem potężny jak u Shirley Bassey). Gdy w połowie dzieła, tak jak u Nabokova i Kubricka, zostanie ona uśmiercona - nie będzie już na pierwszym planie postaci, której publika by kibicowała. Entuzjazm widzów wyraźnie gaśnie. Loudon widząc, że Lolita, My Love zmierza ku katastrofie, rozpaczliwie nalegała na rozbudowanie swej roli, ale Lerner nie rozważał poważnego przemeblowania w scenariuszu. Musicalowej publiczności w tamtych czasach bardzo trudno było znieść negatywnego bohatera jako główną postać przedstawienia, a kimś takim rzecz jasna był Humbert.

Niektórzy krytycy musicalowi nie byli łaskawi dla Lernera-scenarzysty, potępiając skaczącą między różnymi gatunkami formę. Znając jedynie albumową prezentację Lolita, My Love, pozwolę sobie wyrazić na temat scenariusza pozytywną opinię. Taka a nie inna forma okazała się dla odpowiedzialnego za warstwę muzyczną Johna Barry`ego szalenie inspirująca, pozwoliła na uwolnienie kreatywności i wykorzystanie znakomitego warsztatu. Barry po zapoznaniu się ze scenariuszem, oddał się na wiele miesięcy procesowi tworzenia. Po tym jak powstało 90 procent materiału muzycznego, Alan Jay Lerner dopisał do utworów wokalnych słowa. Otwierająca Lolita, My Love uwertura (jedyny czysto instrumentalny utwór na albumie), która jak to zwykle w musicalach, łączy kilka najważniejszych melodii ze score`u, zwiastuje dzieło dużego kalibru i pokazuje jeden z zamysłów kompozytora - połączyć broadwayowskie, musicalowe tradycje i sprawdzone patenty z nowoczesnością. W uwerturze, zdominowana przez dęte blaszane orkiestra, zostaje uzupełniona o elementy soft-rockowe. Wrócą one w sporej części kompozycji, głównie w pierwszym akcie musicalu. Wprawne ucho wyłapie też w niektórych utworach brzmienie syntezatora analogowego. Na przełomie lat 70-tych John Barry już regularnie używał elektroniki w swoich pracach ? równie często na pierwszym planie (OHMSS, The Persuaders, Nocny kowboj), co wtapiając ją w orkiestrową szatę dla wzmocnienia określonych efektów (Lew w zimie, Ostatnia dolina, Monte Walsh). Tutaj syntezator pojawia się sporadycznie i głównie na drugim planie, razem z orkiestrą oraz wspomnianymi elementami rockowymi tworząc organiczną całość. Nie można nie wspomnieć o chórze, który Anglik jak zawsze stosuje po mistrzowsku. Środek ten był podówczas dość powszechnie stosowany w musicalach, mało kto jednak pokusił się o wykorzystanie go na tak różne sposoby, jak Barry w Lolita, My Love. Mimo, że chór nie pojawia się tu zbyt często, a jeśli już, to nie na długo - wbija się mocno w pamięć i niemal każdorazowo zwiększa siłę rażenia dzieła Anglika. Barry przesuwa granicę intensywności emocjonalnej muzyki w musicalu scenicznym, ale wytwory jego pracy nie są przeszarżowane.

W warstwie muzycznej, nie mamy do czynienia jedynie ze sprawdzoną i częściowo unowocześnioną broadwayowską formułą - Anglikowi nadarzyła się też niepowtarzalna okazja na wcielenie do swego musicalowego dzieła m.in. muzyki liturgicznej, ceremonialnej (podanej w błyskotliwy i humorystyczny sposób) czy pastiszu Edith Piaf. Wiele się dzieje w pracy angielskiego artysty: kołyszące, kameralne ballady mieszają się z zadziornymi, orkiestrowymi ?show tunes? i rytmicznymi, skocznymi numerami. Jest też mroczny, chwilami niemal upiorny romantyzm i wodewilowe wygłupy. Lolita, My Love jest perfekcyjnie skonstruowanym emocjonalnym rollercoasterem, przynoszącym radość, smutek i ekscytację, niepozwalającym na znudzenie, zmęczenie i przesyt. Nawet większe wrażenie niż pomysłowość Anglika, jego muzyczna erudycja i sprawność w poruszaniu się między różnymi stylami i konwencjami, robi jakość materiału melodycznego, jaki tutaj sprezentował. Pod tym względem Lolita, My Love może stawać w szranki ze sztandarowym dziełem duetu Lerner-Loewe My Fair Lady. Trudno mówić w przypadku omawianego dzieła o piosenkowych highlightach, bowiem poziom zdecydowanej większości numerów wokalnych jest niezwykle wysoki. Nawet jeśli trafią się słabsze melodycznie utwory, jak Bucking For Beardsley-Beardsley School, czerpiący ze wspomnianego na wstępie Passion Flower Hotel, to Anglik nadrabia atrakcyjną formą. Teksty, jakie Alan Jay Lerner dołożył do napisanej przez Barry`ego muzyki, również są ucztą dla ucha ? tradycyjnie dla amerykańskiego artysty pomysłowe, ze świetnym dowcipem, komunikatywnością i emocjonalnością. Zdecydowanie Lerner to tekściarska ekstraklasa. Generalnie nie zawiedli też wykonawcy, wymienieni już Neville i Loudon, ale także Denise Nickerson (Lolita) i Leonard Frey (Quilty). Małym negatywnym wyjątkiem jest tu pierwszy utwór wokalny na albumie - Going, Going Gone zaśpiewany właśnie przez Freya w nieco irytujący, pretensjonalny sposób. Lepiej wyczuła ten numer Shirley Bassey, która w 1973 r. nagrała swoją wersję dla potrzeb albumu Never Never Never.

Lolita, My Love nie miała najmniejszych szans na komercyjny sukces. Tragikomiczna historia upadku ogarniętego seksualną rządzą nauczyciela, odrzuciła amerykańską widownię musicalową. Odrzuciła też wielkie broadwayowskie gwiazdy, które nie chciały mieć z tym tytułem nic wspólnego, a których nazwiska mogłyby przyciągnąć widzów do teatru. Alan Jay Lerner i John Barry wierzyli w powodzenie swego projektu, bardzo też cenili twórczość Vladimira Nabokova i dali z siebie w Lolita, My Love wszystko co najlepsze. Stworzyli jedyne w swoim rodzaju dzieło muzyczne, będące na kilku płaszczyznach majstersztykiem. Przyniesie ono wiele satysfakcji miłośnikom musicali oraz fanom Johna Barry`ego kochającym jego pomysłową, bogatą twórczość z lat 60-tych i początku 70-tych. Warto było na tą premierę albumową czekać. *koto

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

CD 1

1. Overture - 4:28
2. Dialogue - 0:46
3. Going, Going Gone - 2:33
4. Dialogue - 6:33
5. The Same Old Song - 1:15
6. Dialogue - 6:49
7. Saturday - 3:28
8. Dialogue - 2:26
9. In the Broken Promise Land of 15 - 2:59
10. Dialogue - 0:41
11. The Same Old Song (reprise) - 0:52
12. Dialogue - 2:16
13. Dante, Petrarch, and Poe - 4:53
14. Sur Le Quais - 6:14
15. Dialogue - 4:58
16. Charlotte`s Letter - 4:35
17. Dialogue - 1:54
18. Farewell, Little Dream - 10:55

Razem 01:08:35

CD 2

1. At the Bed-D By Motel - 3:38
2. Dialogue - 6:27
3. Tell Me, Tell Me - 1:50
4. Dialogue - 3:29
5. Tell Me, Tell Me (reprise) - 0:52
6. Buckin` for Beardsley/Beardsley School for Girls - 2:08
7. Dialogue - 7:58
8. March Out of My Life - 3:34
9. Dialogue - 1:59
10. The Same Old Song (reprise) - 1:31
11. Dialogue - 1:15
12. All You Can Do is Tell Me You Love Me - 2:05
13. Dialogue - 1:33
14. How Far is it to the Next Town? (includes Tell Me, Tell Me and At the Bed-D By Motel) - 10:24
15. Dialogue - 1:34
16. Lolita - 2:28
17. Dialogue - 6:03
18. Finale - 2:42

Razem 01:01:30

Komentarze czytelników:


Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy!