Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Moviola

07 Sierpień 2004, 16:26 
Kompozytor: John Barry

Rok wydania: 1992
Wydawca: Sony / Epic

Muzyka na płycie:
Moviola

"Moviola jest tym, czego używamy w przemyśle filmowym. Za pomocą tej maszyny można cofnąć film o kilka klatek - albo - przesunąć go do przodu, wyciąć scenę...Pod pewnymi względami to nawet lepsze niż rzeczywistość."

Takim oto cytatem opatrzył John Barry swój album-wspomnienie "Moviola". Tytuł płyty to nazwa projektora do oglądania filmów nakręconych na taśmie 35mm. Ma takie same możliwości jak stół montażowy, z tą różnicą, że jest przenośny. John Barry przez wiele lat swej kariery, w trakcie komponowania muzyki do filmów posługiwał się właśnie takim projektorem. To stanowiło część jego, jakże skromnych wymagań, które stawiał producentom filmów. Jak powiedział John Glen - reżyser pięciu filmów z serii o agencie 007 - "John potrzebował pianina, moviolę i ...niezbyt dużo czasu." Tak wyraził się o kompozytorze w kontekście jego pracy nad muzyką do Bondów. Barry często miał naprawdę mało czasu na skomponowanie muzyki do tych typowo komercyjnych filmów, a prawie zawsze wychodził z tego zadania obronną ręką.

"Moviola" jest albumem - kompilacją, wydanym w szczególnym momencie kariery tego angielskiego kompozytora. Płyta pochodzi z końca 1992 roku i była następną, wydaną po "Tańczącym z Wilkami" przez Sony Epic. Barry - wówczas bardzo popularny, dzięki swemu soundtrackowi do westernu Costnera - nagrał z Royal Philharmonic Orchestra album, którym przybliżył wielbicielom muzyki filmowej swoją twórczość. Wespół z "Chaplinem" i sprzedającym się jak przysłowiowe "świeże bułeczki" - "Tańczącym z Wilkami" - "Moviola" stanowiła szczyt osiągnięć Barry`ego z początku lat `90 ubiegłego wieku.

"Kompilacja" to słowo, które nie tylko w świecie melomanów muzyki filmowej wywołuje sprzeczne emocje. Z jednej strony jest dobrodziejstwem, bo prezentuje pewien wycinek dorobku kompozytorskiego. Z drugiej - może być nieobiektywna, z zasady jest właśnie tylko "wyimkiem" z kariery, zwłaszcza takich płodnych artystów jak John Barry. Dlatego "Moviola" może budzić skrajnie różne reakcje u słuchaczy, zresztą podobnie jak setki innych podobnych albumów. I w tym momencie popełnia się błąd, szczególnie - uprzedzając się do tego typu wydawnictw. Wiele z nich bowiem, rzeczywiście jest trudnym do strawienia melanżem, przypadkowym zlepkiem utworów różnych stylistycznie. I choć stanowić mogą niezłą reprezentację, wstęp do twórczości kompozytora - nierzadko mamy do czynienia z nieudolnymi albumami typu "puszka Pandory". "Moviola", do której z w/w względów miałem początkowo sceptyczny stosunek, okazała się być jednak udanym przedsięwzięciem. Wystarczyło przesłuchać płytę, aby przekonać się co do słuszności doboru materiału na niej zawartego oraz przyjętej konwencji stylu muzycznego. "Moviola" jest sześćdziesięciominutowym koncertem muzyki filmowej Johna Barry`ego. Podzielona na trzynaście utworów jest jednolita stylistycznie; tak naprawdę wiele z nich to krótkie suity prezentujące więcej niż tylko główny temat z filmu. Współpraca z Royal Philharmonic Orchestra zaowocowała perfekcyjnym wręcz wykonaniem. Wykonaniem, które - co należy podkreślić - jest jednak inne niż oryginalne nagrania do poszczególnych filmów. Na wielu stronach internetowych sklepów muzycznych można przeczytać o "Movioli" jako o "score re-recording" co jest trafne tylko w połowie, ponieważ w istocie chodzi w tej płycie o interpretację. Ta zaś jest odmienna w prawie wszystkich przypadkach od pierwotnej. Nie oznacza to bynajmniej, iż mamy do czynienia z nieudanym eksperymentem. Jest odwrotnie: "Moviola" stanowi najlepszy przykład bogatego instrumentalnie, symfonicznego stylu ilustrowania, który Barry w pełni rozwinął w ostatniej dekadzie XX. wieku. Jak powiedział sam Barry w jednym z wywiadów: "Moviola" to album, na którym znajdują się najbardziej romantyczne utwory z kariery kompozytora. Dodając do tego tytuł "Great Performances" nadany tej kompilacji w 1992 roku mamy powód spodziewać się naprawdę dobrej muzyki.

Płytę otwiera "Out of Africa" w bardzo rozbudowanej wersji i dosyć wolnym tempie, co jak się okazuje w miarę, jak coraz to dłużej słuchamy albumu jest znakiem rozpoznawczym "Movioli". Cztery i pół minuty klasyka muzyki filmowej z 1985 roku to zarówno temat główny z "Main Titles" jak i "End Titles". Podobnie rzecz się ma z długim "Midnight cowboyem", który od oryginału odbiega znacznie, bo pozbawiony jest akompaniamentu gitary i szybkiego tempa ale za to ze świetną harmonijką ustną. To typowe symfoniczne wersje tych evergreenów Barry`ego. "Body Heat" zaś - jak przystało na ten jazzowy temat - urzeka fantastycznym akompaniamentem "leniwego" fortepianu. "Somewhere in time" to pierwszy utwór, który w rzeczywistości jest suitą. Trwa bowiem dziewięć minut, a rozpoczyna go mroczny "The Journey Back In Time", który przechodzi w czwartej minucie w temat główny. To naprawdę urzekająca muzyka, wykonana tutaj z wielką maestrią, bowiem czuje się ogrom orkiestry. Ten temat jest bardzo zbliżony interpretacyjnie do oryginału.

Prawdziwą perełką - choć nie jedyną na "Movioli" - jest temat "This Way, Mary" z nominowanego do Oscara score`u Barry`ego z filmu "Mary, Queen of Scots" z 1971 roku. Instrumentem wiodącym są skrzypce, odzwierciedlające tragiczne losy głównej bohaterki filmu. Wybijają się na plan pierwszy i są poruszające, przypominają grą najlepszych wirtuozów tego lirycznego instrumentu.

Barry - co może dziwić - umieścił na albumie temat z "Born Free". Pomimo niebywałego sukcesu zarówno filmu jak i muzyki, kompozytor nie zalicza współpracy z reżyserem i producentami tego obrazu do najlepszych. Stąd, muzyka z filmu z połowy lat `60. jest pewnym zaskoczeniem, ale też i cieszy. Dziś już można kupić dwa wydania soundtracku do "Born Free", jedno nawet bardzo niedawno wydane przez Film *Score Monthly, więc nie przemawia za tym utworem jego unikalność na rynku albumów, ale unikalność wykonania. Ta interpretacja "Born Free" jest typowo orkiestralna, wykonana z należytym jej dostojeństwem, jak przystało na film traktujący o losach królewskich zwierząt - lwów w majestatycznym otoczeniu afrykańskich sawann. *Akcent położony jest na bogate brzmienie sekcji smyczkowej i triumfalne fanfary *waltorni i trąbek. Miłym zakończeniem jest końcowe przetworzenie tematu, z nieco inaczej grającymi skrzypcami.

Absolutnym majstersztykiem "Movioli" jest "Dances With Wolves". Tytuł - oprócz tego, że sygnalizuje nam muzykę z jednego z najbardziej znanych westernów w historii kina - niewiele mówi, z tego względu, że na oryginalnym soundtracku, nie licząc wydania "gold edition" nie było ścieżki o takiej nazwie. W rzeczywistości bowiem jest to wspaniałe połączenie dwóch genialnych tematów, jakie Barry skomponował do "Tańczącego z Wilkami": "The John Dunbar Theme" i "Journey To Fort Sedgewick". Nie można tego określić jako suitę, ponieważ kompozycje nie następują po sobie, ale naprzemiennie, kilka razy przechodzą jeden w drugi, tak jakby oryginalnie był to jeden temat, tworzący integralną całość. Na dodatek temat Dunbara, prowadzony jest przez harmonijkę ustną a towarzyszy jej *sekcja smyczkowa. Dzięki temu zabiegowi ten pamiętny temat nabiera jeszcze bardziej westernowego brzmienia. Sekwencje "Journey To Fort Sedgewick" są grane tylko przez orkiestrę symfoniczną. Całość kończy trąbka solo, ale tak jak to charakteryzuje cały album - w wyjątkowo wolnym tempie. Ten końcowy zabieg to oczywiste nawiązanie do "Farewell and End Title" - ścieżki kończącej oryginalny album "Dances With Wolves" z 1990 roku i jej finałowej trąbki.

Rok 1992 był tym, w którym Barry skomponował muzykę do "Ruby Cairo" i "Chaplina" i właśnie tematu z tego ostatniego, biograficznego filmu możemy słuchać na "Movioli". To wersja całkowicie symfoniczna tego przepięknego, przepełnionego smutkiem i melancholią tematu i co ciekawe, da się słyszeć w nim saksofon, wyraźnie wybijający się z sekcji dętej.

Ciekawą interpretację - miejscami mroczną, ale jak oryginał - bardzo refleksyjną i nostalgiczną zaserwował nam Barry na kolejnej ścieżce, która jest tematem z "The Cotton Club". Powraca w niej ten "leniwy", jazzujący fortepian, który jest słyszalny w "Body Heat". Raz motyw jest prowadzony przez orkiestrę a raz przez intrygujący fortepian, na którym pianista pozwala sobie na wariacje i przetworzenia.
Ciekawostką tego albumu jest "Walkabout" - temat z filmu kina niezależnego, wyreżyserowanego przez Nicholasa Roega z 1970 roku. Jako, że akcja rozgrywa się w dosyć egzotycznej scenerii, bo w Australii, Barry mógł zastosować jeden z dwóch konceptów: postawić na etniczne lub majestatyczne, szeroko symfoniczne brzmienie. Nie stało się tak co wcale nie jest błędem, a "Main Theme", którego słuchamy jest naprawdę świetny - rozwija się *crescendo, przypomina budzący się do dnia świat, jest jak wschodzące słońce. Delikatność wprowadzona jest przez flecik, współgrający z sekcją smyczkową i przeciwstawiony im *kontrapunkt, również oparty na flecikach.

Ostatnim tematem o charakterze suity jest "Frances" pochodzący z filmu pod tym samym tytułem z 1982 roku. Te niecałe osiem minut to "Home Again; Things are Going to be Slow From Now On". W oryginale jednak Barry nie szczędził brzmienia harmonijki ustnej, którą na "Movioli" zastępuje klarnet. To wspaniały, refleksyjny i bardzo wolno rozwijający się temat w stylu typowo symfonicznym: szeroko brzmiąca orkiestra, z dominującą sekcją smyczkową i ciepłymi, głębokimi wiolonczelami. Nie brakuje też delikatnego fortepianu, który wprowadza nutkę melancholii i nostalgii. Temat z "Frances" ma dużo z "Chaplina" i "Walkabout".

"We Have All The Time In The World" to tytuł ballady pochodzącej z siódmego w serii "Bonda" - "W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości"("On Her Majesty`s Secret Service") z 1969 roku. Barry trafnie wybrał tę zapadającą w pamięć, niezwykle melodyjną piosenkę zaśpiewaną w oryginale przez Louisa Armstronga. Jest równie piękna co "You Only Live Twice". Wersja symfoniczna cofa nas w czasy triumfalnych dla Barry`ego lat `60. XX wieku i po raz kolejny utwierdza w przekonaniu o jego ogromnym talencie melodycznym. Jak zazwyczaj u J.B. jest melodia główna i równolegle prowadzony do niej kontrapunkt muzyczny co bardzo wzbogaca utwór.

Koniec wieńczy dzieło - na trzynastej ścieżce słuchamy ostatniej, tytułowej za to kompozycji - "Moviola". Należy jej poświęcić nieco więcej uwagi a to ze względu na skomplikowaną historię tego niezwykle urodziwego utworu. "Tańczący z Wilkami" całkiem słusznie przyniósł Barry`emu niezwykłą popularność i uznanie. Nie tylko wśród rzesz melomanów ale i pośród producentów filmowych. Jego reputacja na początku lat `90. była bardzo dobra i w ciągu całej dekady kompozytor miał wiele świetnych propozycji zilustrowania rozmaitych obrazów X. muzy. Niestety wskutek słabszego zdrowia (po przebytej chorobie z przełomu lat `80 i `90), nowych stosunków w show-businessie, preferujących bardziej rzemiosło i pracę pod dyktando producentów oraz horrendalnie szybkie tempo komponowania - Barry napisał muzykę do niewielu z proponowanych mu filmów. Na dodatek, kompozytor stał się bardzo, bardzo wybredny i niestety popadał w coraz to poważniejsze konflikty z decydentami - reżyserami i producentami a także - kierownictwem muzycznym. Kompromis był rzadki, Barry chciał mieć często wyłączność na wizję oprawy muzycznej do filmu. Poza tym Anglik od zawsze lubi komponować w zaciszu swojego domu i nie toleruje ciągłego wtrącania się w proces tworzenia muzyki. Niestety tak właśnie się stało w 1991 roku, kiedy to John Barry został zaangażowany do filmu Barbry Streisand -"Prince of Tides"("Książę Przypływów") z Nickiem Nolte i Barbrą Streisand w rolach głównych. Od początku lat `80 Barry mieszka na Wschodnim Wybrzeżu - w Nowym Jorku. Jednak centrum filmu, a zwłaszcza amerykańskiego znajduje się w Hollywood, po przeciwnej stronie USA.

Przy tworzeniu muzyki do "Tańczącego z Wilkami" nie było problemów - Barry przyleciał raz, czy dwa do L.A. a po wstępnym zaakceptowaniu muzyki przez Costnera mógł dokończyć swoje dzieło już w N.Y. Barbra Streisand, która odniosła największe swoje sukcesy śpiewając musicale (co ciekawe na jednym ze swoich albumów nagrała piosenkę "How Much of the Dream Comes True?" z pierwszego musicalu Barry`ego - "Passion Flower Hotel"), zdecydowała się na wszechstronnego angielskiego kompozytora, który również ma doświadczenie w tej materii, a jego najnowszy musical będzie grany od października 2004 roku. Barry skomponował moim zdaniem jeden z najmocniejszych tematów w swojej, jakże przecież bogatej karierze właśnie do "Prince of Tides". Rozpoczyna go gra sekcji smyczkowej z pomrukiem "dęciaków", przypomina bardzo "Out of Africa". Rozwija się w urzekająco piękną melodię, i wraca wielokrotnie w niej te kilka nut z początku utworu jako kontrapunkt. Słychać też werble crescendo, które symbolizują morze. Dominują jednak fantastyczne skrzypce i bardzo wyeksponowane wiolonczele, którym partnerują od czasu do czasu donośne tuby, trąbki i waltornie. "Moviola" to temat bardzo optymistyczny, zapowiadający przygodę, rozbudowany, bardzo romantyczny, "płynie" szeroko dzięki ogromnej orkiestrze, jest wielowątkowy, oparty na kilku melodiach... Dowód naprawdę wysokiej formy Barry`ego. To mogła być kolejna po "Dances With Wolves" bogata tematycznie i melodyjna kompozycja filmowa. Temat jest naprawdę obiecujący i zapowiadał być może następne tak wysokiej próby ilustracje do filmu. Niestety, Barbra Streisand okazała się nadzwyczaj wymagająca i wyraziła się bardzo niepochlebnie o temacie skomponowanym do swojego filmu przez Barry`ego i w efekcie odrzuciła go. Co więcej, żądała od Barry`ego zdawania codziennych (sic!) raportów z postępu w pracy nad score`em. Można tylko powiedzieć, że to rzecz gustu i nikomu nie musi się wszystko podobać; można powiedzieć że James Newton Howard skomponował muzykę do "Księcia..." którą nominowano do Oscara, itd., itd. Trzeba jednak przyznać, że "Moviola" wyróżnia się spośród tematów z dorobku Johna Barry`ego i należy do najpiękniejszych, które wyszły spod jego pióra. Do tego stopnia, że kompozytor nagrał go na albumie, który właśnie opisuję a w 1995 roku zgrabnie wplótł w soundtrack do filmu "Across The Sea of Time" opowiadającego historię chłopca-emigranta w Nowym Jorku.

Eleganckie wydanie Sony Epic - zarówno samej, wzorcowo wręcz wytłoczonej płyty, jak i inteligentny opis albumu przez samego kompozytora ale i Richarda Attenborough dodają "Movioli" smaczku. Z przyjemnością bierze się ją do ręki i z taką samą - jeśli nie większą - słucha.

Recenzję napisał(a): Janusz Pietrzykowski   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Out Of Africa - 04:32
2. Midnight Cowboy - 04:06
3. Body Heat - 03:58
4. Somewhere In Time - 09:01
5. Mary, Queen Of Scots - 03:45
6. Born Free - 04:45
7. Dances With Wolves - 04:11
8. Chaplin - 03:27
9. The Cotton Club - 03:50
10. Walkabout - 03:03
11. Frances - 07:50
12. We Have All The Time In The World - 03:05
13. Moviola - 04:34

Razem: 60:07



Komentarze czytelników:

JazzO:

Moja ocena:
bez oceny

Ten album rzeczywiście musi być super !! :-) Ale gdzie go można dostać? Próżno go szukać w polskich sklepach internetowych. Czy pozostają mi tylko zagraniczne?

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Ta płyta to przykład GENIALNEJ kompilacji, jakie się zdarzają niezmiernie rzadko. Płyta ta prawie we wszystkich serwisach, gdzie była recenzowana dostała maksymalne oceny - a to o czymś musi świadczyć. Szkoda, że część druga nie powtórzyła sukcesu. Obie częsci "Movioli" nie są już produkowane - używane osiągają cenę około 8 ~ 10 $ (tylko aukcje lub sklepy z używanymi płytami).

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Warto też wspomnieć o dedykacji John`a dla swej żony Laury i o ich ładnym wspólnym zdjęciu we wkładce do płyty :)

Mystery:

Moja ocena:

Co tu się rozpisywać, sama klasyka i to w dodatku w nowych, świetnych aranżacjach, trzeba posłuchać.