Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Gwiezdne Wojny: Epizod IV - Nowa Nadzieja (Star Wars: Episode IV – A New Hope)

06 Listopad 2004, 17:16 
Kompozytor: John Williams

Dyrygent: John Williams
Orkiestracje: Herbert W. Spencer

Rok wydania: 1977/1997
Wydawca: RCA Victor/BMG Classic

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Gwiezdne Wojny: Epizod IV - Nowa Nadzieja (Star Wars: Episode IV – A New Hope)

Ta muzyka otrzymała nagrodę Oscara
SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plNa początku lat `60 na scenie kompozytorskiej, pojawił się pewien muzyk jazzowy: Johnny Williams. Szybko zdobył umiarkowaną popularność, komponując chwytliwe melodyjki, do głownie przeciętnych komedyjek (a także tematy do znanych seriali telewizyjnych i kilku westernów). Wspomnieć można o napisanym w arabskich klimatach `go-go`: „John Goldfarb Please Come Home” (1965), słynnej komedii „How to Steal a Milion” (1966), a także: „Guide for a Married Man” (1967), zabawnym „Fitzwilly” (1967), czy „Penelope” (1966). Johnny serwował wtedy głównie mieszankę jazzu i popu końca lat 60 tych, z lekkim udziałem smyczków i trąbek. Przełom lat `60 i `70 przynosi zmiany. Po pierwsze w imieniu kompozytora, który mniej więcej od premiery „The Reivers” podpisuje się jako „John”. Po drugie, brzmienie jego muzyki jest wyraźnie dojrzalsze i poważniejsze. Nie obawia się on wykorzystywać pełnej orkiestry, rezygnując coraz częściej z sekcji (że tak to nazwę) „rozrywkowej” (perkusja, gitara basowa, klawisze). Rok 1971 przynosi pierwszego Oscara za adaptacje musicalu „Fiddler on the Roof”, rok 1975 drugiego za genialne „Szczęki”… przełom jest już blisko…

W muzyce Williamsa, nadal trudno było się doszukać wielkiego, epickiego brzmienia. W sumie nie ma się czemu dziwić; w tamtym okresie komponowanie wielkich, symfonicznych partytur było „niemodne”, postrzegane jako staromodne spoglądanie w stronę lat `30 i `40.
Jednak pewnego dnia nastąpił zwrot. Jeden rok przyniósł zmianę tej, jakże niekorzystnej tendencji.

Ciąg niespodziewanych przypadków, doprowadził do tego że Williams poznał dwie osoby, dzięki którym jego kariera przerodziła się w globalny fenomen. Podczas pracy nad muzyką do „Earthquake” (1974), kompozytor zaprzyjaźnił się z producentem tego filmu. Ten, zapoznał Williamsa z młodym reżyserem – Stevenem Spielbergiem. Spielberg natomiast znał Georga Lucasa, który pewnego dnia spytał się go, jakiego by mu poleciał kompozytora, ponieważ rozpoczyna on pracę nad nowym filmem. Nie trudno się domyśleć, kogo mu polecił Spielberg…

Prace nad ekranizacją „Star Wars” („A New Hope” dodano później, kiedy okazało się że będą kręcone następne części) ruszyły 4 dni przed tym, jak Williams odbierał Oscara za „Jaws”, czyli 25 marca 1976 roku. W zamierzeniach zarówno reżysera, jak i także kompozytora, miała być to swobodna, „niedzielna” historyjka, dla młodych ludzi; odpowiednia zarówno dla dzieci, jak i ich rodziców. Nikt nie spodziewał się, że film i całe stworzone przez Lucasa uniwersum postaci, urządzeń, zdarzeń i miejsc, stanie się międzynarodowym sukcesem, który zadomowi się w kulturach wielu krajów. Świat zwariował na punkcie „Gwiezdnych Wojen”.

Opowiadana przez fabułę tego filmu historia, nie zaskakuje niczym nowym, jednak jest tak uniwersalnie skonstruowana, że niemalże mieszkaniec każdego miejsca na ziemi, może swobodnie się z nią identyfikować. Mamy tu imperium zła, walczącą z nim rebelię, odważnego bohatera w „bieli”, czarny charakter w „czerni”, tajemniczą „moc”, rycerzy i księżniczki. Całości dopełniają doskonałe (jak na tamte czasy) efekty wizualne, i rewelacyjne, „cięte” dialogi pomiędzy Hanem a Leią. Umieszczenie akcji w kosmosie daje wrażenie oryginalności – tym razem kosmici nie przylatują na naszą planetę by nas zgładzić (jak to miało miejsce często w filmach lat `50), lecz mamy okazję obejrzeć i poznać fascynującą historię odległej galaktyki, która była ograniczona jedynie wyobraźnią twórców z LucasFilm.

Jak już napisałem wcześniej, Williams nie spodziewał się takiego sukcesu, nie spodziewał się także że będzie miał okazję napisać muzykę do kolejnych części tego filmu. Spoglądając na osiągnięcia wielkich kompozytorów muzyki filmowej z tzw.: „Złotej Ery” oraz na 19 – wiecznych twórców klasycznych, John postawił na wielkie, epickie brzmienie symfoniczne, z szeroko wykorzystywanym „leitmotifem”. Krytycy wyśmiali taką konwencję ilustrowania kina Sc-Fi, jednak z perspektywy prawie 30 lat, widzimy jak bardzo się mylili. Soundtrack ten spotkał się z niesłychanie pozytywnym odbiorem wśród słuchaczy. Stało się to głównie z powodu niesamowitej popularności filmu, ale nie tylko. Muzyka Williamsa jest w tym przypadku bardzo prosta w przekazie, oczywista i przystępna (podobnie zresztą jak sam film). Nie ma tu żadnych zawiniętych w mgliste i tajemnicze opakowanie domysłów aranżacyjnych. Tematy stoją na naprawdę wysokim poziomie, są genialnie oczywiste a do tego nieprawdopodobnie melodyjne. W rezultacie, soundtrack ze „Star Wars: A New Hope” sprzedał się w dziesiątkach milionów egzemplarzy, i jako pierwszy w historii „nie popowy” album, odnotował się na liście „Top 30”. Williams otrzymał za tą kompozycję szereg prestiżowych nagród, z Oscarem, Złotym Globem i Grammy na czele.

Co zachwyciło (i nadal zachwyca) te miliony słuchaczy na całym świecie? Z pewnością temat główny („Main Title”), który stal się najbardziej rozpoznawalnym motywem muzyki filmowej wszechczasów (no, może bardziej jest rozpoznawalny tylko temat Bonda). Bez wątpienia jest to najbardziej genialny temat, jaki kiedykolwiek skomponował Williams (pod koniec lat 70` powstała nawet niezła wersja disco tego utworu, która szturmem wkroczyła do wszystkich dyskotek w Stanach). Ta fanfarowa melodia, jest przerewelacyjnie aranżowana na *smyczki i trąbki, z werblami i flecikami na drugim planie, podczas gdy na ekranie widzimy słynne logo „StarWars” i krótkie wprowadzenie do fabuły odcinka - genialność tego motywu wręcz elektryzuje. Temat ten w zasadzie reprezentuje postać Luka Skywalkera, dlatego jest tak bohaterski i podniosły, jednak stał się on także wizytówką całej serii. Williams wykorzystuje ten motyw na dwa sposoby: wersja spokojna ilustruje postać Luka (po raz pierwszy, prezentacja tej aranżacji po napisach głównych, następuje w „Moisture Farm” [1:25 – 1:50]); druga wersja to świetna wariacja heroiczno-bojowa, używana w scenach akcji, najlepszy przykład to słynna aranżacja z : „The Tractor Beam/Chasm Crossfire” [3:24-4:17] (polecam także znakomitą wersję z „Landspeeder Search”)

Kolejny klasyczny temat, to theme Obi Wan Kenobiego, często interpretowany jako „temat mocy”. Po raz pierwszy pojawia się epizodycznie w „Imperial Attack”, potem w bardzo znanym utworze (z bardzo znanej sceny) „Binary Sunset”. To nieziemsko poetycki i dostojny motyw, najczęściej wykonywany przez *waltornię, (piękna „silna” wersja w „Burning Homestead”), który wraz z tematem głównym lekko zdominował wszystkie odcinki serii .

Ciekawie ma się sprawa z tematem Dartha Vadera. Motyw ten, wprowadzony jest już na samym początku albumu w „Imperial Attack” [4:07-6:15](genialny utwór swoją drogą). Uważni słuchacze, z pewnością dostrzegą, że melodia ta, jest pewnego rodzaju „przodkiem” słynnego Marszu Imperialnego, który Williams skomponował na potrzeby „Empire Strikes Back”. Temat ten nie jest tak mroczny i sugestywny jak jego przyszły następca; to bardziej „salonowa” i nie za bardzo przerażająca aranżacja. Melodia Księżniczki Leii stoi na równie genialnym poziomie co poprzednie tematy. Utwór ten („Princess Leia Theme”) jest przede wszystkim znakomicie zbudowany: na początku delikatny i zwiewny, po prostu królewski. Do sekcji dętej i całej gamy flecików, przepięknie dołączają się smyczki, aby utwór mógł osiągnąć apogeum. Rozpisany jest w pięknym, klasycznym, romantycznym stylu, świetnie ilustrującym niewinność i szlachetność Lei Organy.

Oprócz tych głównych motywów, *score z „New Hope” oferuje nam kilka pobocznych subtematów. Osobiście bardzo lubię motyw Jawów – dziwnych zakapturzonych mieszkańców pustynnej planety Tatooine, znanych z zamiłowania do wszystkiego, co nie należy do nich. Melodia ich reprezentująca, to zabawny temacik - świetna zabawa sekcją dętą i rytmem (znakomita *synkopa w „Moisture Farm”). To niezwykle relaksująca porcja dźwięków. Muzyka ze słynnej sceny w podrzędnej knajpie `Mos Eisley` to już klasyka. „Cantina Band” to fenomenalne nawiązanie do jazzu lat 30` - utwór ten skojarzą chyba wszyscy; na przełomie lat słyszałem dużo jego adaptacji, jednak oryginalne nagranie po prostu rządzi ;). Trochę mniej znana jest druga wersja, którą słyszymy w dalszej części sceny („Cantina Band #2”).

Genialnie brzmią wszelkie sceny akcji. Te szalone pogonie we wnętrzu „Gwiazdy Śmierci” oraz finałowa bitwa o „Yavin”, fenomenalnie są akompaniamentowane przez podniosłą i pompatyczną muzykę Johna (np.: „Chasm Crossfire”, „The Battle of Yavin”, „Imperial Cruiser Pursuit”). Wiele tu błyskotliwych rozwiązań rytmicznych i aranżacyjnych, które w tamtych czasach były niemalże rewolucyjne, i na długie lata ustaliły aranżacyjny „kurs” jakim podążał Williams (w bardzo podobny sposób, John napisał w późniejszych latach: „Black Sunday”, „Draculę” czy rewelacyjnego „Supermana” – proszę zauważyć że „Growing Up” [wydanie dwupłytowe Rhino, CD1, track nr 6] zawiera niemalże taki sam rytmiczny „patent” co „Landspeader Serach” z „New Hope”).

Wspomnę jeszcze tylko szybciutko o temacie „Jeźdźców z Tusken” czyli Ludzi pustyni (to takie małe nawiązanie do „Planety Małp” Goldsmitha), klaustrofobicznym motywie ze sceny w „zbiorniku na śmieci” („The Trash Compactor”), czy wreszcie rewelacyjnym hymnie „The Throne Room” z końcówki filmu (to podobno ulubiony temat Williamsa z tego filmu, bardzo chętnie gra on go na koncertach), na końcu którego, fenomenalnie wkomponowana jest szybsza wersja tematu Luka (ten znakomicie pomyślany schemat „wejścia” napisów końcowych, na stałe zadomowił się w filmach serii SW, i z powodzeniem jest nadal kontynuowany). Napisy końcowe w tym wypadku, ilustruje jedynie wspaniałe powtórzenie motywu Lei Organy i tematu głównego (w następnych filmach, przekrój powtórek będzie dużo szerszy).

Czas napisać parę słów o wydaniu tej niesamowitej muzyki, a doprawdy jest o czym pisać.
Recenzja dotyczy dwupłytowej edycji „Special Edition”, która została „wypuszczona” wraz z pozostałymi 2 epizodami: „Empire Strikes Back” i „Return of the Jedi”, z okazji 20 rocznicy powstania „A New Hope” i ponownego wprowadzenia do kin oryginalnej Trylogii w 1997. Dźwięk został zremasterowany i oczyszczony, niepublikowane wcześniej fragmenty zostały wreszcie zamieszczone i ułożone w chronologicznej kolejności. Jaki jest rezultat tej ciężkiej pracy jaką wykonali pomysłodawcy tych wznowień: Nick Redman i Michael Mattesino?

Rezultat po prostu zapiera dech w piersiach!!! „Gwiezdne Wojny: Nowa Nadzieja” jeszcze nigdy nie brzmiały tak wspaniale! To naprawdę niezwykłe, że tak stary, ponad 20 letni materiał, został doprowadzony do tak wspaniałej formy. Wszystko brzmi jak by zostało nagrane dosłownie wczoraj. Czasem zdarzają się drobne przesterowania w dźwięku, jednak nie ujmują one ani trochę, tej wielkiej przyjemności, jaka jest słuchanie tak ostatecznie wydanej partytury. Dodatkowo, jako bonus możemy usłyszeć kilka alternatywnych utworów: „Binary Sunset” oraz 5 wersji tematu głównego, z czego każda odrobinkę różni się od następnej. Ciekawostką jest także zamieszczenie na samym początku hymnu wytwórni 20th Century Fox kompozycji Alfreda Newmana (w „EpizodzieV”, Williams przearanżował to nagranie z 1954 roku, i to właśnie jego wersja była przez lata używana przez wytwórnię). Materiał został umieszczony na dwóch kompaktach, na których widnieje fenomenalny hologram Gwiazdy Śmierci. Do zestawu dołączona jest niesamowita, gruba książeczka, dzięki przeglądaniu której, możemy ponownie dostać palpitacji serca: wspaniały, elegancki design, na czarnym, kredowym papierze, w środku piękne fotosy z filmu, dziennik nagrywania partytury z London Symphony (co, którego dnia nagrano) oraz rewelacyjnie napisany opis track-by-track (autorstwa Michaela Mattesino). Całość prezentuje się niesamowicie. Tak kompletne wydanie Oscarowego dzieła Williamsa (dużo bardziej kompletne, niż „Antology Edition” z 1993 roku) to istna muzyczna uczta dla każdego. Nikt, absolutnie nikt nie powinien opuścić tej obowiązkowej pozycji. To niezwykle przystępna, genialnie rozpisana partytura, która oczaruje was od pierwszej do ostatniej nuty. W dzisiejszych czasach już nie mamy okazji słyszeć Williamsa w tak „salonowym” i klasycznym wydaniu, dlatego myślę że naprawdę WARTO mieć przynajmniej ten rewolucyjny „Epizod IV” w swojej domowej kolekcji. Soundtrack ten stanowi wspaniały wstęp do świata muzyki filmowej dla „początkujących”, a bardziej doświadczonym słuchaczom przypomina, skąd wielu dzisiejszych twórców, czerpało inspiracje.


Pod koniec września 2004, w związku ze światową premiera, długo wyczekiwanego wydania trylogii Star Wars na DVD (genialnego trzeba przyznać), w sklepach dostępna jest nowa edycja tego soundtracku. Wydawcą jest Sony Classical, który zapewniał o podwyższeniu jakości dźwięku, jednak różnica jest praktycznie niezauważalna. Ilość zawartej muzyki jest identyczna jak wcześniej, opracowanie graficzne jest dużo gorsze – okładki są dziecinne, a wewnętrzna wkładka rozkłada się w formie niewygodnego plakatu. Nie ma tam także żadnych „linear notes”. Wydanie to nie ma nic wspólnego z eleganckim i „królewskim” RCA/BMG. Jednyna zaleta nowego wydania, to cena - połowę niższa.

Nasza ocena wydania Sony: (2/5)

Recenzję napisał(a): Rafał Mrozowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

Disc 1

1. 20th Century Fox Fanfare (Alfred Newman, 1954) - 0:23
2. Main Title/Rebel Blockade Runner - 2:14
3. Imperial Attack - 6:43
4. The Dune Sea of Tatooine/Jawa Sandcrawler - 5:01
5. The Moisture Farm** - 2:25
6. The Hologram/Binary Sunset - 4:10
7. Landspeeder Search/Attack of the Sand People** - 3:20
8. Tales of a Jedi Knight**/Learn About the Force* - 4:29
9. Burning Homestead - 2:50
10. Mos Eisley Spaceport - 2:16
11. Cantina Band - 2:47
12. Cantina Band #2 - 3:56
13. Binary Sunset – (Alternate)* - 2:19
Bonus: Main Title Archive** - 14:40

Disc 1 Time: 57:32

Disc 2

1. Princess Leia`s Theme - 4:27
2. The Millennium Falcon/Imperial Cruiser Pursuit** - 3:51
3. Destruction of Alderaan - 1:32
4. The Death Star/The Stormtroopers* - 3:35
5. Wookie Prisoner/Detention Block Ambush - 4:01
6. Shootout in the Cell Bay/Dianoga - 3:48
7. The Trash Compactor - 3:07
8. The Tractor Beam/Chasm Crossfire - 5:18
9. Ben Kenobi`s Death/Tie Fighter Attack - 3:51
10. The Battle of Yavin - 9:07
11. The Throne Room/End Title - 5:38

Disc 2 Time: 48:13

Razem: 105:45

* niepublikowany materiał
** zawiera niepublikowany materiał



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Legenda, która nie przeminie... Do tego genialna recka... Dla takich kompozycji chce się żyć :)

Caparso:

Moja ocena:

Cała trylogia "Star Wars" to jedno z największych dzieł mojego maestro(jak nie największe). To prawdziwy klasyk, niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju...To nie muzyka, to historia.

karcharoth:

Moja ocena:

Wszystko brzmi jak by zostało nagrane dosłownie wczoraj??? No takie bajki to można dzieciom na dobranoc opowiadać. Absolutna bzdura - jakość dźwięku jest bardzo słaba - przesterowania napotykane są co chwile. Dźwięk jest zbyt ostry, wręcz kłuje w uszy. Do tego dochodzą szumy. O ile "Nowa Nadzieja" brzmi jeszcze znośnie to słuchanie dwóch kolejnych części jest katorgą dla uszu.

Rafalski:

Moja ocena:

Bez przesady! Trudno oczekiwać by z tak starym materiałem zrobiono coś więcej, tym bardziej że taśmy z sesji nie były w najlepszym stanie. Jedynie dźwięk „Ret. Of the Jedi” jest tragiczny, pozostałe części prezentują imponujące osiągnięcie masteringu.

karcharoth:

Moja ocena:

Imponujące osiągnięcie masteringu - no tak. Radziłbym bardzo dokładnie przemyć uszy - najlepiej kilka razy. Zapewniam, że pomoże.


  Do tej recenzji jest jeszcze 16 komentarzy -> Pokaż wszystkie