Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Ostatni cesarz (The Last Emperor)

26 Styczeń 2005, 11:45 
Kompozytor: Ryuichi Sakamoto
David Byrne
Cong Su

Rok wydania: 1987
Wydawca: Virgin Records

Muzyka na płycie:
Ostatni cesarz (The Last Emperor)

 Kup tę płytę w:

iTunes za 4.99
Ta muzyka otrzymała nagrodę Oscara
SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plW 1987 roku na ekrany kin całego świata wszedł film pt. "Ostatni cesarz" w reżyserii Bernardo Bertolucciego. W rok poźniej otrzymał aż 9 Oskarów. To epicka opowieść o ostatnim władcy Państwa Środka - Pu Yi, oparta zresztą na jego autobiograficznej książce. Bertolucci i Mark Peploe - scenarzysta filmu - już w 1984 roku rozpoczęli przygotowania do nakręcenia obrazu. Bertolucci był zafascynowany historią życia ostatniego cesarza Chin do tego stopnia, że zdecydował się na ten wysokobudżetowy, z rozmachem zainscenizowany film. Dwa lata przed nakręceniem pierwszych ujęć, Bernardo Bertolucci i Mark Peploe udali się do Chin z propozycją stworzenia dwóch filmów. Jednym z nich był właśnie "Ostatni cesarz", oparty na biografii Pu Yi pt. "Od cesarza do obywatela" ("From Emperor To Citizen") - w Polsce wydanej pod tytułem "Byłem ostatnim cesarzem Chin". To wyznanie człowieka, który przeszedł wielką przemianę - stał się jednym z wielu zwykłych mieszkańców Chin, stał się nim z cesarza, który miał praktycznie nieograniczoną władzę. Jak mówił sam Bertolucci - "Historia Pu Yi może być opisywana na wiele sposobów. Między innymi, jako podróż z ciemności do światła, albo - jak mawiają Chińczycy - przeobrażenie ze smoka w normalnego człowieka, z cesarza do obywatela." Godne pochwały, bo rzeczywiście cesarz Chin był otaczany boskim wręcz kultem - nie można było mu nawet spojrzeć w oczy bez jego zgody, ale zmiany, jakie dotyczyły właśnie cesarza, byłego cesarza, po 1945 roku były jaskrawym odbiciem przemian w Chinach. Drogi do komunizmu, której ja osobiście nie podzielam.

Uzasadnione wydaje się ciepłe podejście władz Chin do producentów i reżysera. Sfilmowanie książki, która ma wydźwięk prokomunistyczny, na dodatek opisującej tak spektakularną zmianę w mentalności było Chinom na rękę. Do tego stopnia nawet, że chińska korporacja produkcyjna otrzymała prawa do dystrybucji filmu. "Ostatni cesarz" był przedsięwzięciem zakrojonym na szeroką skalę - grali w nim aktorzy z USA, Wielkiej Brytanii, Chin, Hong Kongu i Japonii. Kilkaset osób pracowało przez pół roku nad produkcją filmu a około 19 000 osób, wliczając w to żołnierzy armii chińskiej pojawiło się w scenach zbiorowych. Podobnie rzecz się ma z produkcją licznych kostiumów - stworzono ich około 9000. Cztery miesiące trwały zdjęcia w Chinach a dwa kolejne w sławnym rzymskim studio Cinecitta, gdzie zbudowano wnętrza pałacowe. Mocnym punktem "Ostatniego Cesarza" są zdjęcia - wykonał je nagradzany Oscarami Vittorio Storaro - wieloletni współpracownik Bertolucciego. Stworzył magiczną atmosferę Zakazanego Miasta, operując głównie światłem - prawie zawsze w scenach rozgrywających się w pałacu cesarskim panuje ciepłe, czasem wręcz gorące światło. Żółte, przechodzące w czerwień. To również nawiązanie do symboliki cesarstwa Chin bowiem kolor żółty był przypisany właśnie władcy mocarstwa Azji. Za dekoracje i lokalizację odpowiadał Ferdinando Scarfiotti, kostiumy są dziełem Johna Achesona, a scenariusz współtworzyli Bernardo Bertolucci i Mark Peploe. Producentem filmu został Jeremy Thomas. Ciekawostką jest, iż bardzo zapadającą w pamięć, wyróżniającą się "czołówkę" - sekwencję rozpoczynającą film - zaprojektował Maurice Binder - autor konceptu czołówki Bonda i twórca kilkunastu wejść bondowskich z charakterystyczną stylistyką. W rolach głównych wystąpili: Joan Chen (znana później z "Miasteczka Twin Peaks") jako żona cesarza, John Lone jako dorosły cesarz Pu Yi, Peter O`Toole jako nauczyciel młodego władcy - Reginald Johnston.

"Ostatni cesarz" to opowieść o władcy. O ogromnej władzy. O jej upadku. O ogromnych emocjach, jakie towarzyszyły przemianom w Chinach i głównemu bohaterowi - Pu Yi. Do skomponowania muzyki zaangażowano aż trzech kompozytorów: Ryuichi Sakamoto, Davida Byrne`a i Cong Su. Muzyka miała oddawać skalę przeżyć i znaczenie tej historii. Niewątpliwie udział Sakamoto w filmie to zasługa producenta Jeremy`ego Thomasa, który był producentem filmu japońskiego reżysera Nagisy Oshimy - "Merry Christmas Mr Lawrence" z 1983 roku. Tam Sakamoto skomponował swoją pierwszą, zresztą całkowicie syntetyczną ścieżkę dźwiękową. Było to jego pierwsze doświadczenie z tworzeniem muzyki do takiego medium jakim jest film. Mało tego - zagrał nawet jedną z głównych ról - komendanta japońskiego obozu jenieckiego dla alianckich żołnierzy - był tam przeciwnikiem dzielnego i dumnego Dawida Bowie. Sakamoto zdobył za "Merry Christmas Mr Lawrence" nagrodę BAFTA. Ten ekstrawagancki, egzotyczny twórca nadawał się jak nikt inny do skomponowania oprawy muzycznej do "Ostatniego Cesarza". I ponownie zagrał jedną z ról w "Ostatnim Cesarzu" - Japończyka Amakasu. Jednak Bertolucci zdecydował się na jeszcze jednego kompozytora. Jak sam stwierdził - jego film to "spotkanie Zachodu ze Wschodem" i potrzebował w związku z tym dwóch muzyków, którzy, będąc reprezentantami dwóch kultur wnieśli by dwa punkty widzenia, dwie wrażliwości muzyczne do filmu. Wybór padł na Davida Byrne - lidera grupy Talking Heads. Jak podkreślał Bertolucci - wybrał go ponieważ był "najbardziej poszukujący na scenie muzycznej Zachodu i najbardziej awangardowy". Według Byrne`a nie doszło do rywalizacji tych kompozytorów. Nie wiadomo jak było w rzeczywistości... Podobno Sakamoto napisał ilustrację muzyczną jako pierwszy. On też uważa, że wbrew utartym poglądom na temat tworzenia muzyki do tego filmu - Byrne wcale nie pisał muzyki estetycznie bliższej Zachodowi, a on sam czyli - Sakamoto - wyrosłej z kultury Wschodu. Było właśnie zupełnie odwrotnie - Sakamoto komponował z wizją Europejczyka a Byrne - Azjaty. Według jednych - Ryuichi Sakamoto nie mógł udźwignąć ciężaru zadania, jakie na nim spoczywało i dlatego zatrudniono również Byrne`a. Według drugich - wcale tak nie było - wybór tych dwóch kompozytorów był starannie przemyślany. Ja chyba również zaliczam się do zwolenników twierdzenia, że Sakamoto napisał swoją część i Byrne swoją. Ryuichi Sakamoto nie miał - to fakt - doświadczenia wtedy jako orkiestrator - ale poradził sobie ze swoim zadaniem świetnie, a już wcześniej dowiódł wartości jako kompozytor muzyki filmowej otrzymując nagrodę BAFTY za wspomniany film "Merry Christmas Mr Lawrence" w 1983 roku.

Soundtrack dzieli się na trzy zasadnicze części: skomponowaną przez Sakamoto, drugą - przez Byrne`a i trzecią - na którą składają się kompozycje tzw. source music i jedna autorstwa Cong Su. Od razu należy powiedzieć, że najwyższy poziom reprezentuje *score Sakamoto. Jak powiedział Bertolucci - muzyka Sakamoto została wykorzystana do scen ważnych, dostojnych i uroczystych, także do dramatycznych ("Open The Door" na przykład), natomiast ścieżki Byrne`a są ilustracją scen lżejszych, wziętych z "życia codziennego". Płytę rozpoczyna "First Coronation" - zawiera główny temat muzyczny z "Ostatniego cesarza". To piękna muzyka - bardzo emocjonalna, z wyraźnym *akcentem brzmienia Wschodu. Sakamoto prowadzi urzekającą melodię, która w pewnym momencie się zmienia z typowo "zachodniobrzmiącej" we wschodni temat. Mamy tu orkiestrę symfoniczną ale i harfę oraz instrumenty charakterystyczne dla kultury Wschodu (koto, mandolina, pipa, erhu). "Open The Door" to muzyka z jednej z ważniejszych scen filmu, kiedy młody cesarz chce się wydostać ze swojej "złotej klatki" czyli pałacu cesarskiego i zdaje sobie sprawę z własnej niemocy, utraty władzy, władzy, której tak naprawdę już długo nie miał... Ciska ze złości swoją ukochaną myszką w drzwi pałacu. Zabija swoje jedyne ukochane zwierzątko. Muzyka jest dramatyczna, Sakamoto użył samej sekcji smyczkowej w szybkim równym tempie, ilustrującym jakby ucieczkę ale i wewnętrzną burzę w umyśle młodego chłopca, który dowiaduje się, że nie ma żadnej władzy. Słyszymy zarówno egzotyczne instrumenty Dalekiego Wschodu, jak i piękną, "aksamitną" sekcję smyczkową. Znowu się przewija motyw główny - bardzo emocjonalny i naprawdę melodyjny. "Open The Door" to jeden z najlepszych utworów na płycie i z pewnością jeden z lepszych w dorobku Sakamoto. Na uwagę zasługuje zwłaszcza ujmujące użycie kilku przeplatających się sekcji smyczkowych z dynamicznego momentu ścieżki. Mistrzostwo. Temat kończy nagłym urwaniem, wprowadzając wymowną ciszę po uderzeniu myszą w drzwi... "Where is Armo?" następujący po "Open The Door" jest również oparty w dużej mierze na wiodącej melodii score`u Sakamoto. Pierwsze minuty soundtracku są piękne, ale trudno się zorientować w przejściach pomiędzy poszczególnymi utworami - dokonano nagrania tak aby słuchacz miał wrażenie, że słucha suity. "Picking Up Brides" to drastyczna zmiana klimatu - to utwór w całości grany na etnicznych instrumentach Orientu. Trzy instrumenty - jeden do złudzenia przypominający harfę, flet i jeszcze jeden instrument wykonują inną niż temat główny melodię. Bardzo wschodnią. Pochodzi ze sceny prezentacji narzeczonych dla cesarza i dlatego ma taki wysoce chiński charakter. Współistnieją dwie melodie - jedna prowadzona przez instrument podobny do harfy a druga przez fleciki. Na albumie znajdujemy dwie wariacje na temacie głównym. Pierwsza jest krótsza i oparta na grze *pizzicato z akompaniamentem syntezatorów w tle. Druga natomiast to całkowicie syntetyczna wariacja - słyszymy wyłącznie syntezatory - bardzo stonowane, ciche. To taka "łagodna" wersja tego jakże dynamicznego i eksplodującego wręcz emocjami tematu. Nawet tempo jest zwolnione w stosunku do oryginału. "Rain (I Want A Divorce)" to żywa kompozycja na skrzypce, bardzo przypominająca "Open The Door" w aranżacji, ale temat jest inny - bardziej radosny. "The Baby (Was Born Dead)" to króciutka kompozycja na orkiestrę i fortepian. Dokonania Sakamoto kończy dostojny i w pełni rozbudowany - w wersji koncertowej - temat główny. Trwa prawie sześć minut. Rozpoczyna się łagodnym wejściem sekcji smyczkowej, aby potem "wybuchnąć" całą orkiestrą. Temat kończy się głośną kodą. W międzyczasie znowu usłyszymy przejście tematu z klasycznych instrumentów zachodu na typowe dla wschodu. Wreszcie dokonuje się synteza - słyszymy jedne i drugie razem, słyszymy tam-tam i "emocje drgają" jak powiedział sam Sakamoto. To wspaniałe dzieło. Kompozycja Sakamoto należy już do kanonu muzyki filmowej. Wyjątkowo dobrze podkreśla przeżycia głównego bohatera, jest melodyjna i tragiczna. Znaleźć ją możemy na wielu kompilacjach spod znaku "The Best Of Film Music" między innymi na płycie firmowanej przez samego Johna Williamsa pt. "The Hollywood Sound", która jest poświęcona największym tematom historii muzyki filmowej.

Drugim bohaterem tego albumu jest David Byrne. Ekscentryczny leader grupy Talking Heads stworzył muzykę o lżejszym klimacie niż Sakamoto. I tak - jego "Main Title Theme" ( to chyba jeden z niewielu albo wręcz jedyny przypadek aby film miał dwa główne "Main Theme") jest utrzymany w nastroju dosyć pogodnym. Dominuje w nim rytm, nadawany głównie przez etniczne instrumenty i syntezatory. Skrzypce prowadzą główną melodię a od czasu do czasu akompaniują im uderzenia perkusji imitującej talerze. Bardzo kontrastuje z dramatyczną częścią "made by Sakamoto". "Picking A Bride" to taniec tak jak "Main Title Theme". Jednak użyte środki wyrazu czyli syntezatory i egzotyczne fleciki sprawiają, że samo słuchanie nie należy do wielkich przyjemności. Ot - typowa etniczna ilustracja sceny z filmu. "Bed" i "Wind, Rain And Water" to dosyć dyskretne w brzmieniu kompozycje o mocnym zabarwieniu etnicznym. Jedynie "Paper Emperor" wydaje się być nieco smutniejszy w tonie, choć znowu oparty jest na zsyntetyzowanym brzmieniu i lokalnych instrumentach. Paradoksalnie - bardzo dobrze brzmi jedyny utwór kompozytora Cong Su - "Lunch" - ekstremalnie minimalistyczny, wyłącznie grany na egzotycznych instrumentach Dalekiego Wschodu. Dosyć długi, ale perfekcyjnie oddaje atmosferę ciszy, zadumy i kontemplacji. Album kończą kompozycje takie jak taniec "Red Guard" czy "The Emperor`s Waltz" Johanna Straussa. Nie są to moi faworyci soundtracku. Oprócz klasycznego już walca Straussa, producenci mogli zamiast nudnych utworów "source music" powiększyć score Sakamoto, bo tak naprawdę to jego muzyka tu nadaje ton i właściwie tylko ona jest pamiętana i godna zapamiętania. Lecz na albumie mamy jej zaledwie 25 minut. Reszta z 50 minutowego albumu to Byrne, Su i właśnie "source music". Inna sprawa, że Sakamoto nie "naprodukował" muzyki w nadmiarze, lecz inteligentnie "wypunktował" istotne momenty w filmie.

"The Last Emperor" to album, który nastręcza problemy jeśli chodzi o ocenę. Fantastyczna muzyka Sakamoto, która niewątpliwie pomogła w odbiorze filmu i nadała głębi emocjonalnej poszczególnym scenom, przepięknie fotografowanym przez Vittorio Storaro jest trochę zepsuta przez kompozycje Byrne`a. Te są zbyt wesołe, psują nastrój muzyki Japończyka. Poza tym mają inny skład instrumentów - uważam, że Sakamoto wybrał lepszą instrumentację. Na dodatek twórcy oprawy muzycznej otrzymali Oscara. Sakamoto uważam, że zasłużenie, ponieważ ma swój wyrazisty styl - od razu można go rozpoznać, tak jak Williamsa czy innych twórców o własnym, niepodważalnym charakterze, ale Byrne i Su mają teraz tyle Oscarów ile inni - bardziej wybitni muzycy z branży filmowej ilustracji. Inna sprawa, że "Ostatni Cesarz" jest dobrym przykładem na to jakim "koniem pociągowym" są nagrody w najbardziej prestiżowych kategoriach takich, jak film, czy reżyser albo scenariusz. "Ostatni Cesarz" to jeden z obrazów, które otrzymały bardzo dużą liczbę statuetek bo aż 9, film był sukcesem zarówno kasowym jak i komercyjnym. Muzyka bez dwóch zdań ważna w dziejach kinematografii - należy zarówno do kanonu gatunku, jeśli można go tak nazwać, jak i klasycznych już kompozycji Ryuichi Sakamoto. I to właśnie dla niego warto zaznajomić się z tą płytą. Sakamoto to mistrz emocjonalnej muzyki. Na dodatek bardzo melodyjnej, tak bardzo, że tematy, które tworzy wręcz "chodzą" za słuchaczem, chce się je nucić... Dlatego jestem skłonny dać tej dobrze sprzedającej się płycie już od 18 lat cztery gwiazdki. Godne uwagi.

P.S.
Edytorski poziom wydania albumu jest bardzo wysoki. Płyta jest znakomicie wytłoczona i opatrzona w stylizowany na tytuł filmu napis a dołączona książeczka kusi wyczerpującymi opisami procesu tworzenia filmu. Niestety nie ma słowa o muzyce... szkoda. Na dodatek "Ostatni Cesarz" to jedna z tańszych płyt na rynku. Tym bardziej warto się za nią rozejrzeć.

Recenzję napisał(a): Janusz Pietrzykowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. First Coronation - 01:46
2. Open The Door - 02:54
3. Where Is Armo? - 02:26
4. Picking Up Brides - 02:39
5. The Last Emperor - Theme Variatiőn 1 - 02:19
6. Rain (I Want a Divorce) - 01:49
7. The Baby (Was Born Dead) - 00:55
8. The Last Emperor - Theme Variation 2 - 04:28
9. The Last Emperor - Theme - 05:54
10. Main Title Theme (The Last Emperor) - 04:01
11. Picking a Bride - 02:00
12. Bed - 05:00
13. Wind, Rain And Water - 02:18
14. Paper Emperor - 01:47
15. Lunch - 04:54
16. Red Guard - 01:20
17. The Emperor`s Waltz - 03:06
18. The Red Guard Dance - 00:39

Razem: 50:15



Komentarze czytelników:

Łukasz Waligórski:

Moja ocena:

Ta ścieżka dźwiękowa jest niezwykle eklektyczna. Z jednej strony Sakamoto który reprezentuje tradycyjną muzykę Chin a z drugiej strony Byrne, który przedstawia połączenie klasycznych kompozycji europejskich ze skalą pentatoniczną. W filmie daje to efekt niezwykłej spójności z obrazem nie tylko w materii kontrapunktu. Jednak muzyka jak nejbardziej z najwyższej półki chciaz możnaby ją jdnak wydać na dwóch płytach poniewaz obecnie tworzy się z tego trochę nieskładna mozaika. Ale to cięgle muzyka najwyższej klasy.

Łukasz Remiś:

Moja ocena:

Uwielbiam brzmienie smyczków, jakie w tej partyturze stworzył Sakamoto. Wspaniały ciepły i sielski dźwięk w takich utworach jak: "First Coronation", "Where is Armo" czy "The Last Emperor - Theme". Natomiast nie przypadły mi do gustu kompozycje Davida Byrne. Za całość daję 3,5, a za same kompozycje Sakamoto 4,5.

Olek Dębicz:

Moja ocena:

Świetna recenzja! Gratuluję! :-) Całkowicie zgadzam się z Januszem i nie pozostaje mi nic innego jak polecić wszystkim zakup tego soundtracku tym bardziej, że jest bardzo tani i znakomicie wydany.

Caparso:

Moja ocena:

Podobnie jak Łukasz Remiś, uważam, że kompozycje Pana Sakamoto są zdecydowanie ciekawsze. Jako całość soundtrack ten nie wywarł na mnie większego wrażenia, w pamięci utkwiły mi chyba tylko dwa, góra trzy motywy. Natomiast nie rozumiem dlaczego płyta ta otrzymała znaczek "Satysfakcji Gwarantowanej", to według mnie zdecydowanie za dużo. Podsumowując, jest to soundtrack poprawny.

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Jedna z ciekawszych płyt w mojej prywatnej płytotece. Zajmuje na mojej półce miejsca na górnej półce. Nie na samej górze co prawda, no ale... Według mnie film i tak przyćmiewa ten score...


  Do tej recenzji jest jeszcze 1 komentarz -> Pokaż wszystkie