Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Poznaj moich rodziców (Meet The Fockers)

06 Maj 2005, 14:29 
Kompozytor: Randy Newman

Rok wydania: 2005
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Poznaj moich rodziców (Meet The Fockers)

Pięć lat temu, reżyser Jay Roach (twórca słynnej trylogii „Austin Powers”) zafundował nam całkiem znośną komedię: „Meet The Parents”. Scenariusz filmu był dość życiowy: młody mężczyzna o kontrowersyjnym nazwisku (i imieniu także :P – Gaylord Focker (w tej roli, głupkowaty jak zawsze Ben Stiller), zakochuje się nieprzytomnie w wybrance swojego serca: Pam. Aby się oświadczyć, Greg „zmuszony” jest do wizyty u rodziców narzeczonej. Niestety sprawy nie mają się zbyt dobrze, ponieważ ojciec Pam (były agent CIA; w tej roli świetny jak zawsze Robert DeNiro) jest bardzo podejrzliwy i nie akceptuje przyszłego zięcia; w sumie nie bez powodu, ponieważ od tej serii niefortunnych wypadków (z kulminacyjnym zalaniem szambem ogrodu i późniejszym jego spaleniem) włos się jeży na głowie, (a nas brzuch boli od śmiechu). *Sequel tego obrazu, który niedawno gościł na ekranach naszych kin, kieruje całą historię w odwrotnym kierunku: tym razem cała rodzinka od strony ukochanej Grega, udaje się na Florydę w oczywistym celu odwiedzenia i „wybadania” rodziców przyszłego męża ukochanej córki (taty [Hoffman] - niedoszłego prawnika – który porzucił studia na rzecz domu, oraz mamy [Streisand] „lekarza” – doradzającej podstarzałym parom, w jaki sposób utrzymać aktywność seksualną). Nie trudno zgadnąć, czym skończy się zderzenie konserwatywnych Byrnes`ów, z kontrowersyjnymi Fockerami.

Sequel ten jest podobno marnej jakości, jednak nie dane jest mi to osądzać, ponieważ filmu nie widziałem. Mimo złych opinii moich znajomych dotyczących tego obrazu, zasiadłem do przesłuchiwania muzyki z niego pochodzącej z dużą dozą dobrego nastroju i optymizmu.
Po kilkunastu minutach nie było w mojej głowie już miejsca ani na dobry nastrój, ani tym bardziej na optymizm… ale po kolei.

Muzykę do oryginału skomponował Randy Newman (członek słynnego soundtrackowego „klanu” Hollywood). Jest to postać dobrze znana nie tylko w świecie soundtracków; człowiek ten miał (i ma nadal) spory wkład w rozwój Amerykańskiej muzyki rozrywkowej (w gatunku lekkiego swingu i blues`a), zasługując sobie niemalże na status osoby kultowej. Wszyscy chyba błyskawicznie potrafimy skojarzyć charakterystyczny głos Randy`iego, oraz specyficzny „beztroski” styl komponowania piosenek. Kompozytor ten ma w swoim dorobku szereg dramatycznych kompozycji (np.: całkiem niezły „Seabiscuit” z 2003 roku, kultowy już „Avalon” czy odrzucone „Air Force One”) jednak najbardziej znany jest on ze swoich komediowych i Disney`owskich dokonań – każdy szanujący się fan muzyki filmowej zna takie hity jak: „Toy Story 1 i 2”, ”Bugs Life” czy ”Monsters Inc.” za które kompozytor otrzymał wreszcie upragnionego Oscara (za piosenkę).

W sumie sprawą oczywistą i naturalną, było wybranie Newmana do muzycznego zilustrowania lekko głupkowatej komedii Roach`a, przecież niejednokrotnie kompozytor udowadniał, że radzi sobie dobrze w tej materii (mam na myśli materię komedii, niekoniecznie głupkowatych; wspomnę o moim ulubionym „The Paper” z 94 roku, czy wspaniałym „Pleasantville”).

Więc jak prezentuje się opisywany *sequel? Cóż, pomijam fakt, że oryginał nie był partyturą najwyższych lotów. Tak szczerze, to tamtą kompozycję można zaliczyć do jednych z najgorszych w karierze kompozytora. I co w przypadku posiadania tak „znamiennego” poprzednika, mógł zrobić Randy? Mógł napisać coś naprawdę błyskotliwego i ciekawego, lub mógł spaść jeszcze niżej. Niestety w mojej opinii, Newman „spaprał” ten projekt.

Muzyka zarówno oryginału jak i opisywanego sequela, to bardzo skromna partytura, rozpisana na bardzo kameralna orkiestrę (ale taką bardzo bardzo kameralną, co mnie osobiście lekko denerwowało). Oczywiście nie uważam za błąd czy ewidentną wadę używanie małych orkiestr, jednak w kilku momentach Newman próbuje wycisnąć z muzyków więcej niż są oni mu w stanie „dać”, co daje taki dziwny efekt pustki. Najbardziej to słychać w scenach pogoni czy akcji, gdzie szybkie tempo takiego specyficznego komediowego „mickey-mousingu” wymagałoby trochę bardziej urozmaiconych przemyśleń aranżacyjnych.
Mimo to, najlepszym trackiem akcji, chyba jest tytułowy „Meet The Fockers”, który brzmi jak wyjęty z jakiejś szalonej kreskówki na cartoon network.

Tematycznie kompozytor zrzyna prawie po całości motywy z oryginału, co jest dla mnie niezbyt zrozumiałe, ponieważ w tych melodiach nie ma nic ciekawego, więc równie dobrze Newman mógł się wysilić i wymyślić trochę więcej nowego materiału. Ogólnie cała płyta jest wyjątkowo niesłuchalna i trudno przyswajalna, a to właśnie z powodu takiej nieprzewidywalnej, slapstickowej konstrukcji.

Jedyne, co ratuje ten album przed totalną katastrofą, to piosenki. Jak w przypadku każdego (prawie każdego) projektu Newmana, kompozytor oprócz score`u, serwuje nam także jedną, lub kilka piosenek, które zresztą sam śpiewa. W oryginalnym „Meet The Parents” mieliśmy trzy takie piosenki, w sequelu mamy dwie. „We’re Gonna Get Married” to zabawna, lekko bluesow`a kompozycja, z rozwiniętą sekcja dętą, organami Hammond`a, i przerysowanym chórkiem damskim w tle. Drugi numer, to „Crazy `Bout My Baby” – lepsza kompozycja wg mnie, choć rozpisana w podobnym stylu jak pierwsza piosenka. Naprawdę szkoda, że kompozytor nie zaadaptował tych piosenek do partytury, ponieważ urozmaiciłoby to ten nudnawy materiał.

Na tym kompozycje Newmana się kończą, lecz to nie wszystko, co oferuje nam to wydanie Varese Sarabande. Znajdziemy tu jeszcze 4 piosenki, w których intrygujące jest to, że nie są to jakieś oczywiste i znane przez wszystkich hity (przynajmniej ja słyszę je po raz pierwszy). Zdecydowanie najlepsza z mojego punktu widzenia jest „If I Were A Carpenter” Tim`a Harid`a (świetny tekst) oraz „Dancing” HeadBone`a.

Albumem jako całością jestem zawiedziony, słuchając takich płyt zaczynam wątpić w sens wydawania niektórych ścieżek dźwiękowych. Nie wiem, komu mogę polecić tą partyturę, chyba tylko kolekcjonerom i fanom twórczości Newmana, oraz wszystkim tym, którzy są ciekawi, jakie nowe piosenki wymyślił Randy – choć uprzedzam że są to kompozycje standardowe, jakie w karierze kompozytora słyszeliśmy wiele razy. Więc może lepiej odpuścić sobie to wątpliwe „dzieło”, i sięgnąć po raz kolejny po „Pleasantville” lub „Avalon”.

Recenzję napisał(a): Rafał Mrozowski   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. We`re Gonna Get Married - 2:21 (Randy Newman)
2. Crazy `Bout My Baby - 2:47 (Randy Newman)
3. Baby and Me - 2:10
4. Jack - 2:55
5. Meet the Fockers - 4:19
6. Suspicious Mind - 3:18
7. The Shot - 2:11
8. Here`s My Plan - It`s All Right Now - 4:20
9. Going Up the Country - 2:50 (Canned Heat)
10. If I Were a Carpenter - 2:40 (Tim Hardin)
11. Wilderness - dub - 3:35 (HeadBone)
12. Dancing - 3:42 (HeadBone)

Razem: 37:23



Komentarze czytelników:

Czarodziej:

Moja ocena:
bez oceny

Do recenzji (skądinąd niezłej) wkradł się mały błąd. Gaylord ma na nazwisko Focker, nie Fucker.

Rafalski:

Moja ocena:

już poprawiam :P