Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Czekolada (Chocolat)

22 Maj 2005, 17:07 
Kompozytor: Rachel Portman

Rok wydania: 2000
Wydawca: Sony Classical

Muzyka na płycie:
Czekolada (Chocolat)

Ta muzyka była nominowana do Oscara
"Czekolada" to jeden z najciekawszych filmów 2000 roku. Sprawnie zrealizowana opowieść oparta na kanwach niesamowitej książki, w gwiazdorskiej obsadzie. Film który w ciekawy sposób obrazuje nam konflikt pomiędzy kościołem i człowiekiem, religią i wolnomyślicielstwem. Film który potrafi rozbawić i wzruszyć, oraz nauczyć tolerancji do osób które mają swój sposób na życie, swój sposób na religię, i niekoniecznie z tego powodu są gorsi.

Obraz zdobył 5 nominacji do nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej, za najlepszy film, dla najlepszej aktorki drugoplanowej (Judie Dench), scenariusz adaptowany, oraz za oryginalną muzykę Rachel Portman. Film niestety nie otrzymał ani jednej statuetki.

Rachel Portman urodzona w 1960 roku w Wielkiej Brytanii, jest pierwszą kobietą kompozytorem uhonorowaną Oscarem. Nagrodę tę otrzymała za piękną partyturę do filmu "Emma" z 1996 roku. Słuchając muzyki do filmu "Czekolada" nie sposób oprzeć się wrażeniu że Portman czerpała swe inspirację z muzyki folkowej, peruwiańskiej a nawet cygańskiej.

W wielu utworach główne partię grają tu gitara i flet, a prawdziwą gitarową burzę możemy przeżyć słuchając utworu pierwszego "Minor Swing" i czwartego "Vianne Sets Up Shop", który jest jednym z najlepszych kawałków na tej płycie.

Albumu słucha się naprawdę przyjemnie, mimo że nie znajdziemy tu żadnego wyraźnego tematu przewodniego. *Score został podzielony, na 18 różnych tematów ilustracyjnych. I w żadnym wypadku nie jest to żadną wadą. Jest to nawet swego rodzaju, bardzo ciekawy eksperyment, który doskonale sprawdził się w filmie i na płycie. A wspomniane 18 różnych tematów, idealnie obrazuje wydarzenia toczące się na ekranie.

Kompozycje są piękne, czasem wręcz tajemnicze. Potrafią jak film, wzruszyć i podnieść na duchu. Słuchając muzyki pani Portman można dosłownie odpłynąć wraz z dźwiękami które wyczarowała.

Miejscami muzyka brzmi niesamowicie symfonicznie. Ma się wręcz wrażenie że wykonuję ją orkiestra składająca się, z kilkudziesięciu muzyków. Innym razem, przy utworach w których dominuje gitara lub flet, a czasem oba instrumenty jednocześnie, ma się wrażenie obcowania z cygańskim zespołem, który wykonuje swoją muzykę podczas zabawy przy ognisku.
Dla mnie jest to partytura genialna. Muzyka Rachel Portman, doskonale broni się po oderwaniu jej od obrazu. Szkoda że nie docenili tego członkowie Amerykańskiej akademii filmowej.

Recenzję napisał(a): Maciej Gruszczyński   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Minor Swing - 2:16
2. Main Titles - 3:10
3. The Story Of Grandmere - 4:10
4. Vianne Sets Up Shop - 2:01
5. Three Woman - 1:04
6. Vianne Confonts The Comte - 1:24
7. Other Possibilties - 1:37
8. Gullames`s Confession - 1:31
9. Passage Of Time - 2:35
10. Boycott Immorality - 4:40
11. Party Preparations - 1:30
12. Chocolate Sauce - 0:51
13. Fire - 2:40
14. Vianne Gazes At The River - 1:09
15. Mayan Bowl Breaks - 2:17
16. Taste Of Chocolate - 3:10
17. Ashes To The Wind / Roux Returns - 2:21
18. Caravan - 3:43



Komentarze czytelników:

Asix:

Moja ocena:

Wybacz Maćku ale nie zgodzę się z Tobą w 2 kwestiach. Po pierwsze to nie prawda, że płyta jest podzielona na 18 różnych tematów ilustracyjnych i pozbawiona wyrazistych motywów. W utworach nr 2 5,9,10,17 pojawia się przecież wyraźnie jeden z nich wystarczy tylko dobrze posłuchać ;) Po drugie nigdzie nie dosłuchałem się tej "niezwykle symfonicznej" części powiedziałbym raczej, że soundtrack jest utrzymany w klasycuzującym stylu i raczej kameralny. "Vianne Sets Up Shop" to rzeczywiście najlepszy bo i najżwawszy kawałek na albumie z tym, że z elementami folku południowoamerykańskiego nie cygańskiego (nie zapominajmy skąd pochodzi czekolada :)) Mocna czwórka. Pozdrawiam

MaciekG.:

Moja ocena:

Można by tak uznać kiedy brać pod uwage te drobne podobne dźwięki, które występują wspomnianych utworach przez pana. O wyrazistym temacie przewodnim jednak tu niema mowy. Tę tezę potwierdzam nie tylko ja, lecz osoby które przede mną, recenzowały ten album . Co do kameralności albumu zgodzę się. Ale powiedzmy sobie jedno, tylko tak kameralna muzyka mogła się wpisać w taki film jak „Czekolada”. Pozdrawiam, i dzięki za krytyczne spojrzenie na moją reckę.

babuch:

Moja ocena:

Właściwie na samym początku warto by zdefiniować pojęcie tematu w muzyce filmowej. Wydaje się że nie pomylimy się nazywając go „ całością melodyczną posiadającą wyraziste rysy, dzięki którym staje się on powtarzalną podstawą kompozycji, wokół której bardzo często budowane są coraz to nowe wariacje”. Według tak sformułowanej definicji recenzja Maćka zawiera pewną sprzeczność logiczną, którą skutecznie wychwycił Asix. Praca pani Portman, skądinąd ciekawa, nie zawiera bowiem 18 tematów, a jedynie 18 utworów, zbudowanych wokół kilku tematów. A i warto by poprawić ten kiks z tą symfoniką… Pani Portman wszak znana jest ze swego kameralnego stylu i rzadko kiedy brzmi symfonicznie (paradoksalnie nawet w takiej Wojnie Harta słuchać to jej umiłowanie do subtelnych składów). Ostatnia uwaga co do oceny. Moim zdaniem na maksymalną notę ta płyta nie zasługuje. Mimo wszystko nie jest tak bogata i zróżnicowana jak choćby The Leggend of Bagger Vance (jedna z najwspanialszych partytur tej kompozytorki). Jeśli mógłbym udzielić pewnej rady, to apelowałbym o większy krytycyzm. Nie tyczy się to jedynie tego recenzenta i tego portalu, ale niemal wszystkich stron obecnych na naszym rynku zajmujących się muzyką filmową (łącznie z naszą konkurencyjną). Czasami zauważam zbytnią euforyczność wśród recenzentów. Odniosłem wrażenie że nie istnieją soundtracki kiepskie. Wszystkie są dobre, średnie alb o wybitne. Czy tak jest w istocie???? My recenzenci boimy się krytykować (piszę to również z pewną dozą autokrytyki, sam bowiem się przyłapuje na tym, że często przeceniam soundtrack, jakby bojąc się reakcji innych). Akurat w przypadku Czekolady chcąc być obiektywnym (bo stoję z boku więc mi łatwiej) mamy do czynienia z dobrym, rzetelnym soundtrackiem. I tak powinien być oceniony. No, ale może to ja jestem po prostu starym zrzędą, który czepia się wszystkiego???? Nie wiem. Komenta daję pod rozwagę.

Asix:

Moja ocena:

Ależ proszę bardzo :) Co do tematu przewodniego to jednak radzę naprawdę gruntownie przesłuchać płytę bo o ile jego wyrazistość może być sprawą dyskusyjną o tyle na pewno nie wolno powiedzieć, że są to tylko "podobne dźwięki". Nie zawsze tematy przewodnie są łatwo wpadającymi w ucho "przytupywankami" które można z marszu nucić pod nosem ;) Często są bardziej subtelne i z tego typu motywem mamy tu do czynienia :) A oto recka (nie moja ani żadnego z moich znajomych ze strony która już zawiesiła chyba działalność) na poparcie tej tezy : http://www.moviemusic.pl/chocolat.php

Damian Sołtysik:

Moja ocena:
bez oceny

Chciałem na to zwrócić uwagę recenzentowi Maćkowi ale widzę że zostałem wyręczony. Istotnie Maciek lekko wprowadził czytelników w błąd, nie ma tu 18 tematów. Szczerze mówiąc nie spotkałem się z dziełem zawierającym aż tyle tematów. Prosiłbym także o nie mylenie tematów z motywami(co mi się również zdarzało we wczesnych recenzjach). Co do obiektywności rodzimych recenzentów, to różnie bywa. Zasadniczo można zauważyć pewną prawidłowość. Im kto więcej ma na koncie przesłuchanych i zrecenzowanych scoreów tym bardziej jest srogim,krytycznym recenzentem i więcej wymaga.(Boje się co będzie gdy przesłucham 5000 płyt ;-) ) Oczywiście wiąże się to z tym, że nasza wiedza wzrasta, mamy coraz częściej okazje do rozsądnych i bogatych porównań, nudzą nas wytarte schematy i wymagamy czegoś zupełnie oryginalnego i nowatorskiego(a czasami zupełnie utopijnego) od przesłuchiwanej muzyki. Wydaje mi się, że będąc już doświadczonymi i wymagającymi recenzentami nie powinniśmy jednak zapominać o czytelnikach(i niejako spróbować się postawić na ich miejscu), wśród których dominują osoby zaczynające dopiero przygodę z muzyką filmową. Coś co zupełnie zjechaliśmy za schematycznośc i brak oryginalności, może mieć powszechnie porządane cechy i jakiś wewnętrzny urok, którego fani muzyki filmowej poszukują. Osobiście nie mam sobie wiele do zarzucenia, staram się być obiektywny i nieraz z bólem serca rezygnuję z wyższej oceny, ale jednocześnie jestem przeciwny beznamiętnemu ocenianiu i chłodnym kalkulacjom. A tak na marginesie, to łatwiej i przyjemniej jest mi oceniać dzieła niskich lotów i z pewnym sarkazmem zjechać jakiś soundtrack niż zajmować się wychwalaniem pod niebiosa czegoś naprawdę wielkiego.


  Do tej recenzji jest jeszcze 10 komentarzy -> Pokaż wszystkie