Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Wojna światów (War of the Worlds)

14 Lipiec 2005, 14:54 
Kompozytor: John Williams

Orkiestracje: John Williams
Dyrygent: John Williams

Rok wydania: 2005
Wydawca: Decca

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Wojna światów (War of the Worlds)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Mr Williams, You’re scaring me…
Świat przewrócił się do góry nogami: Microsoft stworzył w zasadzie niezawieszający się system (XP), Polski kompozytor dostał Oscar`a (Kaczmarek), a John Williams napisał minimalistyczną partyturę. Oczywiście minimalizm w wydaniu maestro W. nie polega na oszczędnym brzmieniu typu Newman, Glass czy Nyman; chodzi tu raczej o minimalizm … tematyczny. Tak, nie wierzyłem, że doczekam kiedyś ścieżki dźwiękowej John`a, która nie będzie zawierała przynajmniej jednego, charakterystycznego tematu. To absolutnie bezprecedensowa praca w dorobku tego kompozytora a chyba jego jedyna ścieżka, która dorównuje swoją ciężka instrumentalizacją i beztematycznością (choć nie aż taką) tej płycie, to psychodeliczne „Images” z początku lat 70tych. *Score z „Wojny światów”, złożony całkowicie z klimatycznego, beztematycznego, szorstkiego, mrocznego aranżacyjnie underscoringu, ultra stricte pod obraz, brzmi niesamowicie oryginalnie i niecodziennie, szczególnie w kontekście stylu, do jakiego kompozytor ten zdążył nas przez lata przyzwyczaić.

They came to destroy us…
Film Spielberg`a, adaptujący klasyczną powieść H.G. Welles`a, jest znakomity (przynajmniej w moim odczuciu). Genialnie prowadzona fabuła, sceny akcji dosłownie wgniotły mnie w fotel, aż podskakiwałem na nim, gdy na ekranie przelatywały niszczone samochody, a główny bohater uciekał przed maszynami, unikając zagłady. Naprawdę znakomita jest rola Cruise`a, oraz małej Dakoty Fanning, także godna uwagi jest świetna kreacja Tim`a Robbins`a. Scenariusz, mimo że posiada kilka niedociągnięć i absurdów (z niezrozumiałym dla mnie „rozwiązaniem” konfliktu), trzyma w napięciu przez cały film, potrafiąc momentami skutecznie rozśmieszyć, przestraszyć i wzruszyć. Naprawdę, nie pamiętam kiedy ostatnio zaangażowałem się tak bardzo w opowiadaną w filmie historię… Zdjęcia Kamińskiego – klasa sama w sobie (moje ulubione to: świetne ujęcie, gdy Cruise zbija szybę we własnym domu, czy genialne prowadzenie kamery podczas ucieczki samochodem po autostradzie). Z uwagi na audiofilskie „zboczenie” wspomnę o dźwięku, który jest fenomenalny! Doskonale rozłożony i zaprojektowany przestrzenie, niesamowicie szczegółowy nie tylko w czasie mega głośnych scen katastroficznych, ale także w cichych fragmentach „gadanych”. Niesamowity jest odgłos, jaki wydają maszyny Marsjan – przeszył mnie on na wskroś – brrrr. Krótko mówiąc, jest to bardzo udana adaptacja klasycznej powieści s/f – warto zobaczyć.

Just tell me what you saw… heard…
Jak już wspomniałem na początku, partytura Williams`a nie ma absolutnie żadnego tematu, który można byłoby nazwać „main theme”. Zazwyczaj soundtracki Williams`a z filmów Spielberg`a (I nie tylko), miały konstrukcję: „main theme” -> *score -> „main theme reprise”. W tym przypadku, album zbudowany jest w zupełnie inny sposób, jednak jest to narzucone przez typ muzyki, jaką napisał Williams. Cały soundtrack, zbudowany jest na bardzo atonalnych, morderczo „nerwowych” i suspensowych aranżacjach. Głównym motywem płyty, można nazwać uporczywe, zapętlone, i rytmiczne powtarzanie dźwięków przez dany instrument / instrumenty. Już na początku w „Proloque” można wyczuć tą dość oryginalną jak na Williams`a tendencję. Zabieg ten przypomina w pewnym stopniu, genialny patent, jaki kompozytor użył ponad 30 lat temu w kultowych „Szczękach” – szczególnie track „Intersection Scene” przypomina momentami główny theme z „Jaws”. Ostatnio także w „Revenge of the Sith” można było w kilku momentach zauważyć takie zabiegi (np.: „zapętlone” *smyczki w tracku: „Star Wars and the Revenge of the Sith”), tyle że w „WOTW” element ten został bardzo poważnie spotęgowany (i to w sumie dobrze, ponieważ podoba mi się ten pomysł)

Całkiem nieźle wyszły Johnowi sceny akcji. Mimo że wszystkie oparte są na tym samym schemacie, i powtarzają na dodatek elementy action scoringu znanego nam np.: z „Minority Report” („Everybody Runs”), czy „The Lost World”, to odczuwałem nie małą satysfakcję podczas ich słuchania. Szczególnie zainteresowały mnie „Ferry Scene”, „Escape from the City” czy „Attack on the Car” (przerażająca scena w filmie, i to wcale nie z udziałem kosmitów, ale samych ludzi…). Utwory te pogrążone są w chaosie (który na szczęście jest kontrolowany), sekcja smyczków nadaje rytm, wspomagają ją skutecznie dęciaki, „wchodząc” w różnych dziwnych miejscach, i tworząc często wspólnie ze smyczkami charakterystyczną rytmiczną *synkopę alla Williams; natomiast rytmiczne i niespodziewane uderzenia kotłów dość brutalnie testują wytrzymałość naszego sprzętu nagłośnieniowego. Ten schemat „action” (polegający na zapętlonym powtarzaniu całej frazy) jaki hojnie wykorzystuje John w „War of the Worlds”, najdobitniej możemy usłyszeć w pierwszych kilkudziesięciu sekundach „Escape From the City” lub w trochę innym wydaniu w „Intersection Scene”; ciekawy jest użyty w tym tracku syntetyczny dźwięk, ilustrujący morderczą broń najeźdźców – dramatyczne „krzyki” atakują nas równie niespodziewanie, jak broń Marsjan, filmowych bohaterów. W „Reaching the Country” możemy usłyszeć delikatniejszy chórek z syntezatora, (który brzmi niestety jak żywcem ściągnięty z „Minority Report”), oraz takie ciężkie, westchnięcia i pomruki trąb i całej sekcji dętej, ilustrujące dość masakryczne traktowanie przez Marsjan naszej planety.

Motyw (jeśli to można nazwać motywem) reprezentujący ogólnie perypetie i dość złożone relacje w rodzinie filmowych Ferrier`ów, słyszymy w „Ray and Rachel” – jest to smutna i przejmująca aranżacja z udziałem samej sekcji smyczków. Do takich spokojniejszych momentów, można zaliczyć też solówki na fortepianie, które pojawiają się momentami w „Separation of the Family”, „Reunion” (może się nam skojarzyć z „Nixon`em” lub w szczególności z „Presumed Innocent”). Jak już wymieniam, do jakich płyt można porównać (ale tak tylko umownie, ponieważ tej płyty brzmieniowo jako całość, za bardzo nie ma z czym porównać), to wspomnieć należy że dość duża ilość wykorzystywanych tu elementów suspensowych i niespodziewanych, niemalże horrorowych wybuchów instrumentalnych (np.: „Probing the Basement” czy znakomicie przerażający „The Confrontation with Ogilvy”, przy których momentami można dostać zawału…), przypomina fragmentarycznie kultowe „Close Encounters of the 3rd kind”, „Furię”, „Minority Report” czy np.: „Jurassic Park”.

Płyta zawiera także fragmenty monologów wziętych z początku („Proloque”) i z końca („Reunion”) filmu, które wspaniałym głosem czyta Morgan Freeman - myślę, że ten zabieg ciekawie urozmaicił płytę, wprowadzając słuchacza w klimat albumu. Wspomnieć należy o wydaniu soundtracku – pominę tu znakomicie zaprojektowaną grafikę na okładce, ale wkładki wewnętrznej, zawierającej wspaniałe ujęcia oraz fragmenty kwestii z filmu, która w formie „harmonijki” rozkłada się na długość chyba prawie *metra, pominąć już nie można (tylko potem trzeba się nieźle namęczyć, by tą harmonijkę złożyć:P).

So what the fuss?...
Nie zgodzę się z twierdzeniem niektórych krytyków, którzy nazywają score z „Wojny światów” - Minority Report 2. „WOTW”, które momentami zawadza nawet o taką muzyczną awangardę alla Elliot Goldenthal, to w wiele bardziej oryginalne i ambitne przedsięwzięcie, które niestety jest zdecydowanie mniej atrakcyjne i słuchalne. I ta właśnie „niesłuchalność” w oderwaniu od obrazu Spielberga, jest największym problemem tej płyty. W filmie, muzyka ta brzmi świetnie, jednak na CD stanowi dość ciężkostrawne doświadczenie. Wyjęta z kontekstu partytura Johna, potrafi nudzić i momentami męczyć słuchacza. Nie świadczy to jednak o tym, że to muzyka zła. Soundtrack ma za zadanie współgrać z obrazem i koncepcją reżysera, a w tym przypadku score Williams`a spełnia to zadanie co najmniej dobrze. Jednak konstrukcja aranżacyjna, zakładająca wykluczenie tematów głównych, opierająca się jedynie na schematycznym i ilustracyjnym underscoringu (dodajmy jednak, że stojącym jak zawsze na bardzo wysokim poziomie), nie będzie pozwalała słuchaczom, do częstego do niej powracania. Jest to album raczej wyłącznie dla fanów Williams`a, ale wszyscy ci, którzy chcą usłyszeć jedną z najbardziej oryginalnych, nieszablonowych i odważnych partytur tego kompozytora, jaką mamy szansę doświadczyć od dobrych kilkudziesięciu lat, powinni poważnie zastanowić się nad zakupem; jednak ostrzegam – to bardzo trudny materiał i z pewnością nie każdy będzie w stanie tego słuchać.

Recenzję napisał(a): Rafał Mrozowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Prologue* - 2:52
2. The Ferry Scene - 5:49
3. Reaching the Country - 3:24
4. The Intersection Scene - 4:13
5. Ray and Rachel - 2:41
6. Escape from the City - 3:49
7. Probing the Basement - 4:12
8. Refugee Status - 3:50
9. The Attack on the Car - 2:44
10. The Separation of the Family - 2:36
11. The Confrontation with Ogilvy - 4:34
12. The Return to Boston - 4:29
13. Escape from the Basket - 9:21
14. The Reunion* - 3:16
15. Epilogue - 3:11

razem: 61:01

* - zawiera narrację Morgan`a Freeman`a



Komentarze czytelników:

InGen:

Moja ocena:

Znakomita recenzja. Nic dodać, nic ująć.

MaciekG.:

Moja ocena:

To raczej płyta tylko dla fanów Williamsa, dla mnie jest to bardzo oryginalna partytura i to jest właśnie jej plus. Przy pierwszym przesłuchaniu trochę się zawiodłem że bez tematów ale potem już było dobrze, myślałem że nie dotrwam do końca płyty ale potem coś mnie tak wciągneło i teraz do niej często wracam. Jeśli ktoś uwielbia tylko piękne tematy to raczej niech nie sięga po ten album bo może przeżyć lekki (lub mocniejszy) szok. Natomiast całkowicie z czystym sumieniem mogę polecić ten album Williamsowym maniakom (to też Ja), którym płyta powinna się spodobać. Ja wystawiam jej 4 za wspomnianą oryginalność.

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Też daje trzy gwiazdki, choć w filmie podobno jest lepiej - idę w weekend więc jak co to tu wróce poprawić ocenkę ;-) Co do recki.. Drugi raz Rafał zaskoczył fenomenalnym pomysłem na napisanie tekstu (patrz "Pasja"), momenty humorystyczne, dziennikarskie i coś tam jeszcze. Fajnie się czyta :) Czy Williams zawiódł? Trudno powiedzieć. Może to właśnie taka miała być muzyka...

hania:

Moja ocena:

recenzja znakomita jestem pod wrażeniem, nic dodać nic ując. Tak trzymaj.

Neimoidian:

Moja ocena:

Przyznam, że lubię williamsowski underscore i jego chaotyczne motywy akcji. Jednak w przypadku WOTW daje się we znaki brak jakiegokolwiek melodyjnego ich wspomożenia (takiego choćby na poziomie akcji z "RotS") oraz pewne silne brzmieniowe podobieństwo do "Minority..." i "RotS" (to ostatnie szczególnie w "Return to Boston" - melodia bardzo podobna do tracka "Revenge of the Sith"). Mam mieszane uczucia do tego scoru. Z jednej strony Williams odchodzi od typowej konstrukcji swoich scorów, a jednocześnie brzmieniem powtarza swoje stare rozwiązania w sposób większy niż w ostatnich kilku produkcjach, co może się nie podobać tym słuchaczom, którzy narzekają na brak świerzości u tego artysty. Reasumując popieram ocenę jaką wystawił muzyce w filmie i na albumie recenzent. Jest to pozycja głównie dla fanów kompozytora i to tych bardziej cierpliwych. Jak komuś nie przeszkadzają chaos i ograne brzmienia, to taki album będzie ciężkostrawną, ale smaczną ucztą. Reszta może sobie poczekać na "Pamiętniki Gejszy", po których obiecuję sobie więcej.


  Do tej recenzji jest jeszcze 23 komentarzy -> Pokaż wszystkie