Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Ziemia żywych trupów (Land of the Dead)

19 Sierpień 2005, 12:17 
Kompozytor: Reinhold Heil
Johnny Klimek

Rok wydania: 2005
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Ziemia żywych trupów (Land of the Dead)

Nazwisko George A. Romero jest dobrze znane większości kinomaniaków. Ten 65-letni dziś twórca zasłynął nakręceniem w 1968r legendarnej dziś Nocy żywych trupów. Temat walki krwiożerczych zombie z ludźmi Romero kontynuował w Poranku żywych trupów(1978) i Dniu żywych trupów(1985). Napisał też scenariusz do mało udanego *remake’a Nocy… w 1990r. Mimo, że Romero ma na koncie blisko dwadzieścia innych filmów to będzie pamiętany właśnie ze względu na filmy o zombiakach. Skoro mowa o kinie zombie to mnie znacznie ciekawszy od poważnych horrorów Romero wydał się przeładowany groteskowym humorem i makabrą Powrót żywych trupów z 1985r. W bieżącym roku George A. Romero nakręcił kolejny film o zombiakach pt. Ziemia żywych trupów. W rolach głównych występują: Dennis Hopper, Asia Argento i John Leguizamo.

Do poprzednich produkcji Amerykanina muzykę tworzyli m.in. znany włoski zespół Goblin i John Harrison, jednak żadna z tych ilustracji nie potrafiła się wybić i zaistnieć w świadomości jakiejś większej grupy, aniżeli tylko miłośników horrorów. Obawiam się, że podobnie będzie z muzyką do Ziemi żywych trupów. Tym razem o oprawę muzyczną filmu zadbali Reinhold Heil i Johnny Klimek. Ci mało jeszcze znani twórcy mają już na koncie muzykę do filmów Toma Tykwera Biegnij Lola, Biegnij oraz Księżniczka i wojownik a także obrazu Zdjęcie w godzinę.

Klimek i Heil specjalizują się w używaniu syntezatorów i właśnie na elektronice w dużej mierze oparli swój score. Nie znajdziemy tu żywej orkiestry symfonicznej. Wszystko obraca się wokół wszechobecnych sampli, przerozmaitych efektów perkusyjnych i ciężkiej elektroniki. Za pomocą tych środków wyrazu twórcy stworzyli chłodny, mroczny i martwy klimat. Brak w tej pracy jakiegokolwiek materiału tematycznego, co akurat nie dziwi, wszak mamy do czynienia z muzyką do klimatycznego horroru o zombie. Zamierzone efekty panowie osiągnęli prostymi środkami. Przeważa minimalistyczny underscore, który w niejednej kompozycji ociera się o ambient i industrialne klimaty. Z mglistego muzycznego tła wyłaniają się syntetyczne jazgoty, jęki i pomrukiwania oraz brzmienia smyczków poruszających się na różnych rejestrach. Gdy trzeba, w odpowiednim momencie uderzają głośno perkusja i fortepian burząc letargiczną atmosferę. Tak prezentuje się większość kompozycji na albumie. Przy ich słuchaniu zastanawiałem się czy to jeszcze muzyka czy sound design. Ale na szczęście nie samą muzyczną tapetą w mrocznych barwach wypełniona jest ta ilustracja. Momenty ożywienia przyniosą nam takie utwory jak: Call it a Night, Last Might, Mail Slaughter czy Departament Store Raid , gdzie duet Heil-Klimek w miarę zgrabnie zebrał do kupy pulsującą elektronikę, perkusję, smyczkowe *dysonanse i sample dętych blaszanych. Innym razem do tego konglomeratu dołączają sample chóru, werbli i gitary elektrycznej dodając muzyce szczypty drapieżności. Lekką odmianę po tej długiej podróży przez przestrzenie wypełnione posępnym underscore i gwałtowną akcją przynosi dopiero wyważony Shoot Manolete, gdzie na scenę wkraczają spokojne *smyczki i fortepian nadając muzyce trochę elegijnego charakteru. Podobny charakter ma również The Massacre, w którym twórcy dodatkowo wykorzystali brzmienie syntetycznej wiolonczeli. Pojawia się tu w zasadzie jedyny na albumie w miarę wyrazisty motyw.

Nie powinienem mieć w sumie pretensji do panów Heila i Klimka, że stworzyli taką a nie inną muzykę, bo sprawdziła się ona w filmie i dobrze buduje klimat. Jest z nią jednak ten sam problem, co z wieloma innymi ilustracjami horrorów – poza filmem muzyka prawie zupełnie traci rację bytu. Ciężko brnęło mi się przez Land of the Dead. 74 minuty pomnożone razy kilka, dłużyły się niesamowicie i okazały się czasem prawie zupełnie zmarnowanym. Owszem, jest to momentami dosyć interesujący score, ale ciekawych rozwiązań jest zbyt mało, żeby polecić Land of the Dead komukolwiek. Gwoździem do trumny jest długość tego soundtracku i ogromna liczba utworów. Nie rozumiem, co skłoniło producentów z Varese do zamieszczenia na albumie całego score. Zupełnie pogrążyli w ten sposób dziełko panów Heila i Klimka. Odradzam zakup.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Sometime Ago - 02:15
2. Eats - 01:03
3. Big Daddy - 02:26
4. Call it a Night - 02:32
5. Last Night - 02:43
6. Department Store Raid - 02:13
7. Into Liquor Store - 00:50
8. Liquor Store - 02:25
9. Military Zone - 00:57
10. Saving Slack - 01:03
11. Cholo Escapes - 00:18
12. Zombie Targets - 01:24
13. Stealing Dead Reckoning - 03:09
14. Meeting Kaufman - 00:53
15. Leaving Mouse - 01:31
16. Team into City - 02:09
17. Looking for Ammo - 03:37
18. Shoot Manolete - 01:21
19. Driving to Drop Off - 02:47
20. Zombie on the River Bank - 01:22
21. Surface - 02:07
22. City Battle - 03:56
23. Overcome Cholo - 02:05
24. Back to the City - 02:56
25. Cholo Bitten - 01:11
26. The Battle Continues - 01:20
27. Mercy Killing - 02:16
28. Zombies Enter Mall - 00:45
29. Mall Slaughter - 01:54
30. Dead Reckoning Under Siege - 01:36
31. Get Away - 02:51
32. You Have No Right! - 00:37
33. Gasoline - 04:01
34. The Massacre - 02:18
35. Now We Can Go - 00:28
36. To Canada - 06:50

Razem: 74:10



Komentarze czytelników:

MaciekG.:

Moja ocena:

"Za pomocą tych środków wyrazu twórcy stworzyli chłodny, mroczny i martwy klimat." W filmie wypada całkiem nieźle, jednak płyta ?? Darujcie sobie, jest bardzo niesłuchalna, martwa (na płycie .. O TAK!). W sumie czego się było spodziewać.

MaciekG.:

Moja ocena:

a jeśli chodzi o Varese Records, to mam takie wrażenie że tam gdzie warto wydać długi score to tego nie robią dając nam 30 minut partytury. Jeśli chodzi o gnioty dają 70 minut ... masakra.

Rafalski:

Moja ocena:
bez oceny

dokładnie, to samo pomyślałem słuchając 60 kilko minutowego tragicznego Man of Fire... ech. (Skoro płya jest taka zła to czemu 4/10? nie wiem, ja bym dał z 2 albo 3/10...)

Riviere:

Moja ocena:
bez oceny

Nierozumiem nacisku przez wszsytkich recenzentów na Man on Fire, kto ogladał film wie jak spisuje sie w nim muzyka, odgrywa niebagatelna role a na samej płytce wypada ciut gorzej z powodu "rozstrzału" tematów, dla mnie to bardzo dobra sciezka i nie bede sie rozpisywał na temat jej oryginalnosci, a przyznawanie jej not ponizej 3 jest dla mnie nieuzasadnione i dziecinnie solidarne z innymi wyzej postawionymi recenzetami, duza grupka z nich według mnie to czysci wazeliniarze, ktorzy "tak Łukaszu musze sie z Toba zgodzic i przyznac to sama note", i tak jest praktycznie zawsze, brak nam własnego zdania. A o "Ziemi Żywych Trupów" nie bede nic pisał bo nie słyszałem i WŁASNEJ OCENY nie przyznam.

Rafalski:

Moja ocena:
bez oceny

Może i w filmie brzmi znakomicie (co zaznaczyłem rec.) ale na płycie to straszny „kaszalot”, a my jesteśmy tu aby ocenić „pozaobrazową” wartość muzyki w oderwaniu od filmu. Nie wiem o co ci chodzi z tym zgadzaniem się z notami Łukasza, ja jak pisze recenzję (lub komentarz pod) to naprawdę mnie nie interesuje co o wysokości oceny myśli naczelny czy ktokolwiek inny :P Dopatrujesz Sie na siłę jakichś chorych układów.


  Do tej recenzji jest jeszcze 1 komentarz -> Pokaż wszystkie