Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Marsz pingwinów (March of the Penguins)

03 Listopad 2005, 12:05 
Kompozytor: Alex Wurman

Rok wydania: 2005
Wydawca: Milan

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Marsz pingwinów (March of the Penguins)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Pierwszy wniosek, jaki mi się nasunął po obejrzeniu Marszu pingwinów, to ten, że pełnometrażowy dokument przyrodniczy stał się specjalnością francuskich filmowców. W ciągu ostatnich bowiem lat nakręcili oni wiele tego typu obrazów i niemal każdy z nich odniósł sukces. Kto by jednak przypuszczał, że film o wędrówce godowej pingwinów cesarskich po Antarktydzie zajmie drugie miejsce wśród najchętniej oglądanych francuskich produkcji w USA? „Marsz pingwinów” zawdzięcza swoją popularność reżyserowi i scenarzyście, Lucowi Jacquetowi, który tak zmontował materiał zdjęciowy z podróży ptaków, że powstała z niego interesująca fabuła. Zwierzęta zostały bardzo inteligentnie upersonifikowane, dzięki czemu ich zachowania godowe nabierają miłosnej dramaturgii. Tu trzeba powiedzieć, że Marsz pingwinów został wyprodukowany w dwóch wersjach: francuskiej i amerykańskiej. W pierwszej są dodane infantylne dialogi i wyjątkowo tandetne piosenki Emillie Simon, co znacznie spłyca przesłanie dzieła. W wersji amerykańskiej natomiast w roli narratora występuje Morgan Freeman a twórcą muzyki jest Alex Wurman. Oczywiście zajmę się teraz dziełem Wurmana.

Kompozytor doskonale wczuł się w klimat filmu i stworzył dźwięki idealnie zharmonizowane z obrazem. Piękne zdjęcia Laurent Chalet i Jerome’go Maisona nasycił ekspresją, cudownie ilustrując wzruszające perypetie sympatycznych stworzeń, a przy tym w pełni oddając majestat mroźnej Antarktydy. Co więcej, jego muzyka jeszcze przed obejrzeniem filmu nasuwa skojarzenia, które, jak się potem okazuje, nie są sprzeczne z obrazem. Jeśli nie jest to moje subiektywne odczucie, świadczyłoby ono prawdziwym mistrzostwie artysty.

Wurman rozpisał utwory na niewielkie składy, z wybijającym się zwykle na pierwszy plan fortepianem i fletem. Często również słyszymy harfę i wibrafon, instrumenty o selektywnym brzmieniu. Całość została oparta na podstawie harmonicznej smyczków i delikatnej, niezwykle subtelnej elektronice. Zapewne czytelnik zastanawia się, jak przy wykorzystaniu tak oszczędnych środków udało się kompozytorowi zilustrować ogromne przestrzenie Antarktydy. Otóż sekret tkwi w elektronice pogłębiającej brzmienie, odpowiedniemu nagraniu, dzięki któremu uzyskano większy pogłos, i samemu wykonaniu – muzycy grają szeroko, zostawiając dużo powietrza między dźwiękami. W ten sposób kompozytor mógł zrezygnować z orkiestry symfonicznej na rzecz zespołu, którego oryginalne brzmienie znacznie lepiej pasuje do obrazu.

Mocną stroną kompozycji Wurmana są wyjątkowo piękne tematy. Właściwie wszystkie są bardzo spokojne, idylliczne i o dużym ładunku emocjonalnym. Nieco egzotyki dodają im ozdobniki grane na instrumentach perkusyjnych o nieokreślonej wysokości dźwięku, takich jak np. grzechotki, templeblocki czy dzwoneczki. Każda fraza urzeka swoją prostotą a zarazem ewolucyjnością. Motywy o żywszym tempie i charakterze oraz ostrzejszej artykulacji występują stosunkowo rzadko, ale dzięki temu są tak wyraziste. W szczególności spodobały mi się dowcipne imitacje rozpoczynające trzecią minutę utworu The March z energetycznymi, ostrzejszymi smyczkami i filigranowo *kontrapunktującym fletem, a także niezwykle poruszający, wylewny motyw w Going Home, również w trzeciej minucie, o pięknej warstwowej strukturze podobnej do niektórych kompozycji Thomasa Newmana.

I gdyby nie mała różnorodność partytury na pewno nie obniżyłbym oceny o jedną gwiazdkę. Owszem, całości słucha się bardzo przyjemnie, ale jednak jest tu trochę za wiele muzyki o charakterze czysto „relaksacyjnym”. Mimo to Marsz pingwinów jest z całą pewnością jednym z najlepszych score’ów roku i uważam, że powinien otrzymać nominację do Oscara.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)



Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. The Harshest Place on Earth - 3:56
2. Walk Not Alone - 0:41
3. The March - 5:22
4. Found Love - 3:59
5. The Egg Arrives - 2:27
6. The Mothers` Second Journey - 2:01
7. Arrival at the Sea - 3:12
8. Walk Through Darkness - 6:20
9. First Steps - 3:19
10. The Dangers Remain - 3:15
11. Reunited - 2:17
12. Going Home for the First Time - 4:42

Razem: 41:32



Komentarze czytelników:

Łukasz Waligórski:

Moja ocena:

Także uważam, że powinna ta muzyka otrzymać chociaż nominację do Oscara, ale chyba będzie to niemożliwe. Jest to produkcja francuska i wątpię żeby Akademia dopuściła ją do konkursu tylko ze względu na kilka amerykańskich przeróbek. Ale pożyjemy, zobaczymy... Ja jednoznacznie wypowiedziałem się już o tej ścieżce w swojej recenzji...

Donus:

Moja ocena:
bez oceny

A ja ze swojej strony uważam, iż nie ma czynnika który mógłby obniżyć note kompozycji Wurmana. Na pewno nie jest nim "relaksacyjność". Mocne 5 gwiazdek. Świetna praca, cudowna muzyka.

Olek Dębicz:

Moja ocena:

Mała różnorodność jest czynnikiem decydującym o obniżeniu przeze mnie oceny.

nikeska:

Moja ocena:

A w polskich kinach leci "Marsz..." w wersji francuskiej i muzyka Emilie Simon wydała mi się urocza. Zwłaszcza te kawałki wyraziste, śpiewane, z tekstami "I want to live in paradise" czy "I hope youre satisfied". Ale ze mnie tandeciara :D Fragmenty utworów Alexa Wurmana, jakie można ściągnąć ze stron z soundtrackami, są natomiast smętne i wcale nie zachwycają. W sklepach soundtracka jeszcze nie ma (rzadko kupuję płyty, a tej szukalam), ale mam nadzieję, że jak się pojawi, będzie dostępna też(przede wszystkim!) ścieżka francuska. Ta muzyka jest wspaniała ;))

Tails:

Moja ocena:

Cześć. Potrzebuję piosenki "I want to live in paradise" pani Simons. Kto posiada?


  Do tej recenzji jest jeszcze 5 komentarzy -> Pokaż wszystkie