Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

King Kong (2005)

18 Grudzień 2005, 23:34 
Kompozytor: James Newton Howard

Orkiestracje: Jeff Atmajian

Rok wydania: 2005
Wydawca: Decca

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
King Kong (2005)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Jeszcze kilka dni temu mogło się wydawać, że Peterowi Jacksonowi wyczerpała się inwencja twórcza i po wielkiej ekranizacji powieści Tolkiena Władca Pierścieni nie nakręci już niczego równie interesującego. Tymczasem reżyser swoim najnowszym filmem udowodnił, że jest artystą ciągle utrzymującym świetną formę, inteligentnym i niezwykle utalentowanym. Ów film to projekt dziecięcych marzeń Jackosna, kiedy to po raz pierwszy zobaczył historię wielkiej małpy – King Konga – i postanowił nakręcić jej własną wersję. Marzenie się spełniło dzięki ogromnym środkom zdobytym po sukcesie Władcy…. Pasja twórcza i odpowiednie pieniądze pozwoliły stworzyć perfekcyjny film rozrywkowy, łączący w sobie elementy melodramatyczne z przygodowymi. „King Kong” jest dokładnym *remake’iem filmu z 1933r. Meriana Coopera i Ernesta Schoedsacka, a więc opowieścią o gigantycznym gorylu porwanym z tajemniczej „Wyspy Czaszek”. Dotarła na nią ekipa filmowa i z inicjatywy egoistycznego reżysera Carla Denhama dokonała tego straszliwego czynu, aby zarobić na zwierzęciu w Nowym Jorku. Jeszcze na wyspie aktorka mająca zagrać w produkcji Dehnama nawiązała więź z małpą, która wkrótce przerodziła się w miłość. W tę trochę głupawą fabułę Jackson wprowadził ciekawe zmiany, dzięki którym nabrała ona logiki i spójności, nie będąc jednocześnie zubożona. „King Konga” ogląda się z największą przyjemnością, bo jest w nim wszystko, czego potrzebuje tego typu kino, a więc: porywająca akcja z zapierającymi dech w piersiach efektami specjalnymi, humor i wzruszający wątek miłosny. Minusy to jedna zdecydowanie za długa (i przez to nużąca) scena walki oraz trochę sztuczna gra Naomi Watts. Być może jest to świadome nawiązanie do pierwowzoru, bo przecież Watts jest aktorką nieprzeciętną. Szczególnie ucieszył mnie fakt, że w filmie praktycznie cały czas wybrzmiewała muzyka. I to bardzo dobra muzyka.

Jej skomponowanie Jackson powierzył Howardowi Shore’owi, z którym, jak wiadomo, współpracował przy Władcy Pierścieni. Jednak nieoczekiwanie nastąpiła zmiana wynikająca z odmiennych wizji artystycznych obu twórców i na kilka tygodni przed premierą w projekt zaangażowano Jamesa Newtona Howarda. Trzeba przyznać, że jego praca była nad wyraz trudna, bo napisanie w tak krótkim czasie niebanalnej partytury do ponad trzygodzinnego filmu, to nie lada wyczyn. Ale Howard pokazał klasę i stworzył piękną, zróżnicowaną kompozycję, zarówno idealnie pasującą do obrazu, jak i ciekawie prezentującą się poza nim. Jest nieodzownym elementem filmu, bo w dużej mierze kształtuje w nim emocje i buduje napięcie.

Wszystkie utwory King Konga możemy podzielić na cztery rodzaje. Jedne z nich są jazzujące, ilustrują zwłaszcza pierwszą część filmu, czyli sceny w Nowym Jorku oraz wątki humorystyczne. Kolejne dotyczą początkowych niepowodzeń życiowych Ann i jej relacji z King Kongiem, a więc smutne, delikatne i nostalgiczne. Trzecim rodzajem jest bardzo mocny, potężny *action score, wybrzmiewający we wszelkich gonitwach czy walkach. Natomiast ostatnim utwory o najgłębszym wyrazie, ilustrujące dramatyczne losy bohaterów a także stanowiące tło dla malowniczych, plenerowych ujęć. Wszystkie je łączy krótki temat King Konga. Składa się on z dosłownie kilku interwałów, lecz mimo to idealnie oddaje pełen niepokoju charakter filmu. Kojarzy się trochę z mrocznymi kompozycjami Danny’ego Elfmana, zwłaszcza napisanymi na potrzeby filmów o superbohaterach, takimi jak Batman. Temat w całej swej okazałości otwiera zarówno film, jak i płytę, a rozpoczyna się od tajemniczych smyczków, które stanowią podstawę dla głównej melodii, wygrywanej przez *waltornie. Jej tajemniczy nastrój jak gdyby zapowiada niesamowite wydarzenia, jakie wkrótce nastąpią. Każde wejście tematu poprzedza właśnie bardzo elfmanowski, rozłożony w dół akord dominantowy oboju. Jest tu również gwałtowna, ostra kulminacja instrumentów dętych blaszanych, wyraźnie nawiązująca do muzyki filmowej ery Golden Age. Takie odniesienia są szczególnie częste w action scorze. Ale przedstawmy po kolei wyodrębnione przeze mnie części partytury.

Utwory jazzowe są stylizowane na lata 30, a więc okres, w którym był to najprężniej rozwijający się gatunek muzyczny Ameryki. Gdy oglądałem „nowojorskie” sceny King Konga, cały czas przychodził mi na myśl zeszłoroczny Awiator Martina Scorsese, którego akcja działa się w tej samej epoce, a w obu filmach odwzorowano ją bardzo podobnie. Przypomnijmy, że muzykę do Awiatora napisał Howard Shore, czyli niedoszły kompozytor King Konga. Pomyślałem sobie, że jeśli *score Shore’a prezentował się równie przeciętnie jak Awiator, to dobrze, że podjęto decyzję o zmianie kompozytora. James Newton Howard stworzył bardzo ładne i łatwo wpadające w ucho swingujące motywy o dowcipnym charakterze. Jeden z nich chyba najlepiej prezentuje się w znakomitym utworze Defeat is Always Momentary. Wybrzmiewa zaraz po motorycznym, również opartym na *synkopowanym rytmie temacie akcji, który jest zaaranżowany na *smyczki ze wstawkami trąbki (trochę na doczepkę). Zmysłowości dodaje mu delikatny akompaniament smyczków, a nieco zadziornej nutki - linia melodyczna klarnetu. Pozostałe właściwie opierają się na nim, lecz z reguły są bardziej skoczne i pogodne. Niewątpliwie tego rodzaju utwory wzbogacają soundtrack, dzięki czemu staje się bardziej różnorodny.

Przejdźmy teraz do wspomnianej części pełnej nostalgii i smutku, czyli „dźwięki dla Ann”. Najłatwiej rozpoznać w nich styl Howarda, choć mówi się, że jest muzycznym kameleonem, najtrudniejszym do zidentyfikowania spośród wszystkich hollywoodzkich kompozytorów. Znakiem rozpoznawczym jest tu fortepian i charakterystyczna dla Howarda *harmonika, której używa do ilustrowania tego typu scen. Podobieństwa choćby z Batmanem Begins nasuwają się od razu. Tych utworów słucha się z niemałą przyjemnością, poruszają słuchacza, choć są dość banalne, bo oparte na oklepanych schematach.

Niestety omawiana partytura ma również słaby punkt, który zmusił mnie do obniżenia oceny. Mowa o muzyce akcji, która jest ciężka do przyswojenia w oderwaniu od obrazu. Mnóstwo w niej gwałtownych skoków dynamicznych, monotonnie wybijanych rytmów perkusji czy ostrych w brzmieniu partii dętych blaszanych o topornej melodyce. Do tego dochodzi swoista stylizowana archaiczność i słuchacz nie zaznajomiony z filmem może się zniecierpliwić. Właściwie obejrzawszy King Konga, action score’u słucha się nieźle, ale przecież płyty nie wydano tylko dla sympatyków tego obrazu. Jednak proszę nie pomyśleć, że wszystkie dynamiczne utwory są mało atrakcyjne. Są i bardzo interesujące, szczególnie te napisane do najbardziej przejmujących scen. I właśnie one są w King Kongu najpiękniejsze. Zachwycają cudownymi, chwytającymi za serce tematami, które nawet na samej płycie wzruszają do łez. Howard zaaranżował je na pełną orkiestrę z chórem, który znacznie wzbogaca brzmienie. Cechują się również logicznym rozwojem i pełnymi emocji kulminacjami robiącymi niezwykłe wrażenie. Peter Jackson miał wielkie szczęście, gdyż zmieniając kompozytora, trafił na bardzo kreatywny moment w życiu Howarda. Choćby cztery ostatnie utwory – Beauty Killed the Beast (I – IV) - są tego najlepszym dowodem. Podział partytury na cztery części jest oczywiście umowny, utwory ułożone są bowiem wedle kolejności chronologicznej filmowych wydarzeń. Jako ciekawostkę dodam, że wydaje mi się, iż jeden motyw Shore’a został pozostawiony, ponieważ jest wręcz bliźniaczo podobny do tego z Milczenia Owiec czy Awiatora (1:20 Beauty Killed the *Beat I).

King Kong Jamesa Newtona Howarda uważam za jedną z najlepszych kompozycji roku. Wprawdzie ma kilka wad, ale niewielu kompozytorów stworzyło równie dobry score w tym tempie. Kończąc tę recenzję już wiem, że otrzymał nominację do „Złotego Globu” i sądzę, że ma na niego spore szanse. Jestem przekonany, że Akademia Filmowa przyzna Howardowi również nominację do Oscara, ale obawiam się, że statuetki nie zdobędzie, bo konkurencja jest w tym roku mocna. Polecam!

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. King Kong - 1:09
2. A Fateful Meeting - 4:16
3. Defeat is Always Momentary - 2:48
4. It`s in the Subtext - 3:19
5. Two Grand - 2:34
6. The Venture Departs - 4:03
7. Last Blank Space on the Map - 4:43
8. It`s Deserted - 7:08
9. Something Monstrous... Neither Beast Nor Man - 2:38
10. Head Towards the Animals - 2:48
11. Beautiful - 4:08
12. Tooth and Claw - 6:17
13. That`s All There Is... - 3:26
14. Captured - 2:25
15. Central Park - 4:36
16. The Empire State Building - 2:36
17. Beauty Killed the Beast I - 1:59
18. Beauty Killed the Beast II - 2:22
19. Beauty Killed the Beast III - 2:14
20. Beauty Killed the Beast IV - 4:45
21. Beauty Killed the Beast V - 4:13

Razem: 74:27



Komentarze czytelników:

Amon:

Moja ocena:
bez oceny

Cóż, jak dla mnie, to wielkie rozczarowanie końcówki tego roku !! Spodziewałem się naprawdę wyjątkowej rzeczy, tym bardziej, że przecież muzykę tę skomponował jeden z moich ulubionych kompozytorów. Przesłuchałem tę kompozycje dwa razy, i więcej nie zamierzam do niej wracać. Po prostu N U D A !! Ani żadnego wspaniałego motywu głównego, ani ciekawych rozwiązań rytmicznych, ot zwykłe pitu-pitu. I jeszcze te wstawki jazzujące...Brrrr, aż mnie dreszcze przechodzą, jak sobie je przypomnę. Nie wiem czym kolega Aleksander się zachwyca - za drugim przesłuchaniem starałem się uchwicić coś, co urzekło kolegę Aleksandra - nie wyszło. Jak dla mnie ta partytura to KLĘSKA pana Newtona Howarda. Popraw mi się James następnym razem!

MaciekG:

Moja ocena:

Płyta bardzo dobra, przypadła mi do gustu od pierwszego przesłuchania. Kolega u góry chyba dobrze się nie wysłuchał tego scoru gdyż dla większości osób jest on po prostu rewelacyjny. I powiem nawet że jeszcze nie widziałem tego filmu a muzyka już tak bardzo mi się spodobała. Polecam, jeden z najlepszych scorów odchodzącego roku i obok "Memoirs Of A Geisha" mocny moim zdaniem kandydat do Oscara.

ktoś:

Moja ocena:

Faktycznie, ktoś ostatnio strasznie sieje zamęt ogłaszając wszem i w obec że to fatalna płyta. "King Kong" Howarda jest naprawdę dobry i nie ma co do tego dwóch zdań.

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Dawno dawno temu, w odległej galaktyce... Czy aby napewno tak odległej? Czy 30 lat w świecie filmu i muzyki filmowej to dużo? King Kong Howarda pokazuje, że nie. Gdy 30 lat temu John Barry komponował do King Konga, nikomu nie śniło sie o Peterze Jacksonie i tegorocznym King Kongu. Jak to z filmami bywa, sequele, prequele, remaki się porównuje, dlatego też nie widze podstaw by nie porównywac ich od strony muzycznej. Tak jak napisałem wczesniej, King Kong Barry`ego i King Kong Howard`a to ta sama półka, mocna, dobra i wyważona.

Andy:

Moja ocena:

Muzyka na razie niezbyt przypadła mi do gustu, chociaż jestem pod wrażeniem tematów jazzowych. Skorzystam jednak z rady recenzenta i obejrzę film. Wtedy wydam ostateczny werdykt!


  Do tej recenzji jest jeszcze 26 komentarzy -> Pokaż wszystkie