Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Pearl Harbor

27 Marzec 2006, 19:57 
Kompozytor: Hans Zimmer

Rok wydania: 2001
Wydawca: Hollywood Records

Muzyka na płycie:
Pearl Harbor

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Bardzo często zdarza się, iż zapominamy o tym, że muzykę filmową pisze się na potrzeby kina, nie komercyjnego albumu. Jeśli ścieżka dźwiękowa w połączeniu z obrazem nie funkcjonuje, twórca nie wypełnił swojego zadania należycie. Czasami jednak porażka ta nie jest winą wyłącznie kompozytora, prawa Hollywoodu są brutalne... Zdarza się, iż producent drastycznie ograniczy budżet przeznaczony na partyturę; czasem film jest tak słaby, że nie sposób napisać do niego zadowalającej kompozycji. To co pasuje do obrazu okazuje się być żałosnym banałem... Zdarza się też, że winę ponoszą pozostali twórcy filmu: zły montaż, nieodpowiednia edycja dźwięku, powodują, iż ścieżka nie spełnia swojego zadania. Pozostaje pytanie, kto w takiej sytuacji ponosi największą odpowiedzialność za finalny efekt. Jeśli ocenić go jako pracę kolektywu artystyczno-techicznego, można wysnuć jeden zdecydowany wniosek: oto jak pogrąża się udany score.

Szczerze mówiąc ciągle wierzę w Hollywood. Żyję nadzieją, że takie filmy jak Pearl Harbor należą już do przeszłości. Kiedyś Bruckheimer i Bay byli w stanie zaserwować widzowi ciekawe kino akcji (Twierdza), później było już gorzej, a nawet tragicznie (Armageddon). Niestety, Jerry`ego nigdy raczej nie interesowała wartość artystyczna produkowanych przez niego filmów, co gorsza, skutecznie wpływał on na obniżenie tej wartości... W przypadku Pearl Harbor kompozytor Hans Zimmer miał do wyboru kilka dróg. Mógł pójść w ślady Trevora Rabina z Armageddonu i napisać bombastyczną, efektowną muzykę, z jaką zazwyczaj mamy do czynienia w filmach Bruckheimera. Sukces marketingowy gwarantowany. Mógł wzorować się na kompozycji Goldsmitha do Tora! Tora! Tora! i skupić się na epickim (i również etnicznym) wymiarze historii, pozbawionym jednak stronniczości. Ale coś takiego u Bruckheimera byłoby raczej niedopuszczalne, zważywszy na patriotyczny wyraz obrazu Bay`a. Kompozytor mógł także skupić się w większym stopniu na romantycznej stronie opowieści oraz na samej tragedii 7 grudnia 1941 roku, ograniczyć patos. I właśnie na to się zdecydował.

Niestety, jego zamysł działa wyłącznie na albumie. Bardzo ładny temat przewodni, znakomicie prezentujący się na płycie, w filmie powtarza się na tyle często, by zacząć irytować widza, zdegustowanego ckliwymi scenami rodem z taniego melodramatu. Zmarnowany potencjał... Prawdziwa tragedia to muzyka akcji. W filmie z powodu fatalnej pracy edytorów dźwięku i montażystów jest prawie w ogóle niesłyszalna, tak właściwie zupełnie przez to zbędna. Na płycie natomiast prezentuje się całkiem sympatycznie, wprawdzie dość kliszowo (ach, te Zimmerowskie brzmienia), ale znacznie bardziej wymownie niż to, co "słyszymy" w kinie. Szkoda tylko, że została ona tak mocno ograniczona w wersji albumowej, jako że momentami odczuwalny jest zdecydowany brak mocniejszego, dynamicznego stylu, zdominowanego przez wszechobecną lirykę. Tak naprawdę, jedyny zadowalający w połączeniu z obrazem fragment ścieżki dźwiękowej to chóralna sekwencja z December 7th oraz wokal Julii Migenes z Attack. Bardzo trafna ilustracja, tyle że, jak na dwu i półgodzinny film, to trochę za mało... Resztę muzyki w filmie można raczej przemilczeć. Album to bardzo udana płyta, wprawdzie dość krótka (46 minut), ale zdecydowanie ciekawsza od przeżyć w kinie, w oderwaniu od filmu muzyka Zimmera bowiem funkcjonuje. Napisana wprawdzie bez inspiracji (trudno się dziwić), z pewną dozą self-plagiaryzmu, swoją dość łagodną, smutną wymową przekazuje więcej niż którakolwiek z kiczowatych scen Baya. Gdyby tylko Zimmer dostał dużą orkiestrę i wiele czasu, być może zdołałby należycie przedstawić swoje pomysły. Idea gdzieś istniała, niestety wykonanie zawiodło.

Zimmer wybronił się bardzo dobrym albumem, ale podobnie jak pozostali twórcy filmu, nie spełnił pokładanych w nim nadziei. W jego muzyce, oprócz imponującego chóru, nie zdołałem dostrzec niczego, co wskazywałoby, że tworzył ją kompozytor ze ścisłej czołówki Hollywoodu, dodatkowo zaś pojawiający się momentami patos (Heart of a Volunteer) bywa męczący. Boję się myśleć co byśmy otrzymali, gdyby ścieżkę napisał amator... Jaki jest zatem efekt pracy Zimmera? Z jednej strony zupełnie niezadowalający, w dużej mierze za sprawą producenta i samego filmu. Z drugiej strony, album jest na tyle dobry, by wprawić co niektórych słuchaczy, kto wie, może i w zachwyt. To nie Cienka Czerwona Linia, to nie Gladiator, to dość przeciętna jak na superprodukcję ścieżka, bardzo słaba w połączeniu z obrazem, bardzo przyjemna na płycie. Tylko gdzieś po drodze zatracono sens pisania muzyki filmowej...

Recenzja gościnna, pochodzi z prywatnej strony autora: Dyrwin`s OSTs

Recenzję napisał(a): Marek Łach   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. There You`ll Be - by Faith Hill - 3:43
2. Tennessee- 3:39
3. Brothers - 4:04
4. ...And Then I Kissed Him - 5:36
5. I Will Come Back - 2:54
6. Attack - 8:56
7. December 7th - 5:07
8. War - 5:15
9. Heart Of A Volunteer - 7:05

Razem: 46:19

Dyrygent: Gavin Greenaway
Orkiestracje: Bruce Fowler



Komentarze czytelników:

Michal Zukowski:

Moja ocena:

Gdyby na tym albumie znalazlo sie wiecej muzy,to zyskalaby na wartosci a tak mamy kolejny poprawny score Zimmera.

GosiaQ:

Moja ocena:

Kilkakrotnie wspomniany w tej recenzji "ArmageDDon" pisze sie przez dwa d. :)

Rafalski:

Moja ocena:

nie potrafię sie przekonać do tej wątpliwej jakości płyty, tak samo jak do słynnego ArmageDDonu. ściana bezdusznych dźwięków pod patetyczny i momentami śmieszny obraz. Standardowy zimmer.

Donus:

Moja ocena:

Zimmer ma też inny wymiar, poza standardowym:)ten zupełnie niestandardowy:)

Bosman:

Moja ocena:

No ok, ale czemu ta recenzja jest gościnna?


  Do tej recenzji jest jeszcze 17 komentarzy -> Pokaż wszystkie