Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

X-Men: Ostatni Bastion (X-Men: The Last Stand)

26 Maj 2006, 23:18 
Kompozytor: John Powell

Rok wydania: 2006
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
X-Men: Ostatni Bastion (X-Men: The Last Stand)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Trzecia część opowieści o mutantach – X-Man: Ostatni Bastion Bretta Ratnera – może być klasycznym przykładem zmarnowanego pomysłu. Wynaleziono lek, dzięki któremu mutanci będą mogli zamienić się w ludzi i co za tym idzie, przystosować do społeczeństwa, ale za cenę utraty swych nadprzyrodzonych mocy. Twórcy filmu zadają więc pytanie: czy lekarstwo może powstrzymać uprzedzenie i czy jego zażycie jest równoznaczne z odrzuceniem osobowości, rezygnacją z indywidualizmu na rzecz konformizmu. Niestety jak się szybko okazuje ta poważna refleksja jest tylko ideologicznym pretekstem do bezsensownej, zbyt szybkiej i w efekcie nudnej akcji. Widzowi zachęconemu obiecującą fabułą pozostawiono jedynie imponujące efekty specjalne, które razem z ciekawą scenografią wykreowały specyficzny klimat tej futurystycznej historii.

Muzykę do X-Mana 3 skomponował John Powell – utalentowany kompozytor wywodzący się z *Media Ventures, do niedawna znany zwłaszcza ze współpracy z Harry`m Gregsonem Williamsem, z którym zilustrował takie filmy jak Mrówka Z, Uciekające Kurczaki czy Shrek. W latach 2003, 2004 dał się poznać jako wszechstronny samodzielny twórca. Powstały wtedy takie kompozycje jak brawurowa Zapłata czy oryginalne Roboty. To wszystko spowodowało, że zaczął on otrzymywać coraz poważniejsze propozycje współtworzenia wysoko-budżetowych produkcji. I tak w przeciągu ostatnich miesięcy napisał muzykę do Pana i Pani Smith, *sequela animowanego hitu Epoka Lodowcowa i w końcu do X-Mana 3.

Jak prezentuje się najnowsze dzieło Powella? Muszę powiedzieć, że jestem trochę rozczarowany. Spodziewałem się oryginalnej, efektownej partytury, która znacząco wpłynie na klimat filmu, a otrzymałem dość sztampową ilustracje, która jedynie dobrze współgra z obrazem i nic poza tym. Wprawdzie ma ona kilka jasnych punktów – ładny temat przewodni, perfekcyjna *orkiestracja i ciekawe pomysły aranżacyjne – ale giną one w bezładnych, czysto ilustracyjnych utworach, pozbawionych jakiejkolwiek spójności formalnej.

X-Man: Ostatni Bastion jest kompozycją epicką i bardzo dynamiczną, na co wpłynęła odpowiednia aranżacja. Mamy tu potężną orkiestrę symfoniczną z rozbudowaną sekcją perkusji i wyeksponowanymi instrumentami dętymi blaszanymi oraz chór. Ten uważam za zupełnie niepotrzebny, bowiem jego hollywoodzkie użycie banalizuje całość i czyni ją przeładowaną. Chór nie dodaje muzyce ani dramatyzmu, ani mocy. Sprawia wrażenie wymęczonego. *Score w dużej mierze opiera się na dynamicznym temacie przewodnim, który możemy usłyszeć w drugim utworze płyty – Bathroom Titles. Główną linię melodyczną prowadzą w nim ofensywne trąbki, przy akompaniamencie szybkich smyczków i motorycznym rytmie sekcji dętej i perkusyjnej. Temat choć efektowny, jest według mnie za mało wyrazisty. Filmy o super-bohaterach wymagają bardziej charakterystycznej melodii, od razu nasuwającej słuchaczowi odpowiednie skojarzenia z obrazem. Niestety w przypadku „X-Mana 3” mała wyrazistość nie dotyczy tylko tematu. Partytura Powella pozbawiona jest wyraźnego stylu. W dużej mierze opiera się na tradycyjnych, hollywoodzkich metodach ilustracji wypracowanych przez Johna Williamsa. Szkoda, że artysta postawił na oklepane rozwiązania, zostawiając na boku swój własny język. Efekt jest taki, że muzyka ma niewiele emocji i mimo użycia wielu środków – pokaźny zespół, kunsztowna orkiestracja – spływa po nas jak woda. Wyjątkiem jest utwór Meet Leech, Then off to the Lake z bardzo efektownym, motorycznym tematem opartym na melodii *waltorni i mocnej elektronice w stylu Zapłaty. Prosta, ale biorąca harmonia oprawiona fantazyjnymi, futurystycznymi samplami robi spore wrażenie i szkoda, że całość nie została utrzymana w takim stylu. Nie dość, że doskonale pasowałaby do filmu, to wniosłaby do niego znacznie więcej. A tak mamy kolejną, orkiestrową sieczkę „z momentami”, która najpóźniej po miesiącu odejdzie w zapomnienie.

Ogólne wrażenie płyty psuje jeszcze jej fatalna produkcja. Muzyka jest tak zmontowana, że często utwory kończą się w połowie kulminacji i od razu przechodzą do kolejnych. To bardzo utrudnia orientację w soundtracku i znalezienie ulubionych fragmentów (a podkreślam, że całych ścieżek słucha się bardzo ciężko).

Najnowszą kompozycję Johna Powella mogę polecić jedynie zagorzałym miłośnikom filmu a także wielbicielom tradycyjnej, hollywoodzkiej muzyki filmowej. Reszta może ją sobie spokojnie darować.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)



Wczytywanie ...


Lista utworów:

01. 20 Years Ago - 1:10
02. Bathroom Titles - 1:09
03. The Church of Magneto/Raven Is My Slave Name - 2:40
04. Meet Leech, Then Off To the Lake - 2:37
05. Whirlpool of Love - 2:04
06. Examining Jean - 1:12
07. Dark Phoenix - 1:28
08. Angel:s Cure - 2:34
09. Jean and Logan - 1:39
10. Dark Phoenix Awakes - 1:45
11. Rejection Is Never Easy - 1:09
12. Magneto Plots - 2:05
13. Entering the House - 1:18
14. Dark Phoenix`s Tragedy - 3:18
15. Farewell to X - 0:30
16. The Funeral - 2:52
17. Skating On the Pond - 1:12
18. Cure Wars - 2:57
19. Fight in the Woods - 3:06
20. St Lupus Day - 3:03
21. Building Bridges - 1:16
22. Shock and No Oars - 1:15
23. Attack on Alcatraz - 4:36
24. Massacre - 0:31
25. The Battle of the Cure - 4:20
26. Phoenix Rises - 4:21
27. The Last Stand - 5:29

Razem: 61:40

Dyrygent: Pete Anthony
Orkiestracje: Brad Dechter, Rick Giovinazzo, Kevin Kliesch



Komentarze czytelników:

lis:

Moja ocena:
bez oceny

Czy tą płytę można w ogóle w Polsce kupic?-pytam o nią jóż od tygodnia w media markt i z tego co się dowiedziałem,to płyta nie ukaże się w naszym pięknym kraju.

Mefisto:

Moja ocena:

phi, phi i jeszcze raz phi - płyta jest świetna !!!

Mefisto:

Moja ocena:

jeszcze raz ja, bo teraz przyszła mi odrobina refleksji - to recka napisana na kolanie i tyle. Nie przyłożył się Pan Dębicz do płyty, co zaowocowało kwiatkami typu: "Wyjątkiem jest utwór Meet Leech, Then off to the Lake z bardzo efektownym, motorycznym tematem opartym na melodii *waltorni i mocnej elektronice w stylu Zapłaty." Gówno prawda - a gdzie wspomnienie o motywie Phoenix czy też finałowej potyczce? Widać wyraźnie brak przyłożenia się do odsłuchu całości. Wymieniony motyw jest faktycznie ładny, ale daleko mu do tych najlepszych. "Muzyka jest tak zmontowana, że często utwory kończą się w połowie kulminacji i od razu przechodzą do kolejnych. To bardzo utrudnia orientację w soundtracku i znalezienie ulubionych fragmentów (a podkreślam, że całych ścieżek słucha się bardzo ciężko)." Utwory są ułożone tak, że płynnie przechodzą jeden w drugi - ciągnąc się jak jedna długaśna melodia. Do tego zarówno tytuły, jak i melodie poszczególnych kompozycji są dobrane tak, że każdy od razu zorientuje się w nich. Tekstu o temacie głównym już nawet nie wspomnę, bo mi ręce opadają. Jaki niby ma być temat superbohaterów? Bo moim zdaniem potężny i doniosły, a taki właśnie zastosował Powell. Widać wyraźnie, że nie spodobał się Panu film i teraz wyżywa się Pan na płycie (do której jakoś nie widzę podejścia) - a w takim przypadku nie powinno się zabierać za pisanie recenzji, bo można innym zepsuć radość.

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Hmm.. Muzyka jest dobra, ale wiadomo gusta są różne. Nie od dziś wiadomo, że Olek ma specyficzne podejście do muzyki, co mnie nie dziwi :) Natomiast słowa Mefisto o "kolanach" to uważam za lekko przesadzone i mijające się z prawdą. Nie każdemu może się podobać współczesne brzmienie pozostałości po MV i powinno się to zrozumieć chyba.

Michu:

Moja ocena:

Kompletnie nie zgadzam się z Olkiem. Nie należę do miłośników "tradycyjnych hollwoodzkich partytur", ale ta bardzo mi się podoba. Nie obyło się bez małych zgrzytów w kontrukcji płyty, ale muzyka jest bez zarzutu. Tak jak przystało na ekranizację komiksu jest ona heroiczna i bardzo podniosła. Poza tym zupełnie nie rozumiem jak można było pominąć w recenzji chociaz wzmiankę o temacie Phoenix? Przecież to jest najlepszy element tej muzyki, który świetnie brzmi na płycie, a w filmie wręcz fenomenalnie. To w zasadzie jedyny (obok tematu Angela) temat muzyczny który słychać w filmie - i to jak!! Po przeczytaniu tej recenzji wywnioskowałem, że Olek nie dość, że nie oglądał filmu, to samej płyty słuchał jednym uchem...


  Do tej recenzji jest jeszcze 37 komentarzy -> Pokaż wszystkie