Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Miami Vice 2006

26 Wrzesień 2006, 10:28 
Kompozytor: John Murphy
Różni wykonawcy

Rok wydania: 2006
Wydawca: Atlantic / Warner Music

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Miami Vice 2006

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Płytę dostarczyła firma:
Warner Music
Szeroko reklamowany „Miami Vice”, czyli *remake kultowego serialu z lat `80 z Donem Johnsonem i Phillipem Michaelem Thomasem jako dwójką policjantów z Florydy, tym razem wszedł na ekrany jako pełna, fabularna wersja tego nieśmiertelnego obrazu TV. Michael Mann zaprosił do pracy Collina Farrela („Sony” Crockett) i Jamiego Foxxa (Ricardo Tubbs). Film nie jest niczym nowym w swoim gatunku, zresztą nie może, bo tak naprawdę kino sensacyjne już jakiś czas temu doszło w swoim rozwoju do ściany i wali głową w mur... Nie inaczej jest w kinowej wersji „Policjantów z Miami” – głównym problemem jest szmuglowanie narkotyków na wielką skalę, a handlarzy „białej śmierci” ma wyszukać i zlikwidować dzielna biało-czarna para detektywów. Jednak film pomimo wielu chłodnych i jawnie niepochlebnych opinii okazał się całkiem strawny. Może dlatego, że nie ma w nim zbyt wiele efekciarstwa, główni bohaterowie grają dosyć powściągliwie swoje role, jest bardzo ważny wątek miłosny powiązany z problemem odpowiedzialności i lojalności wobec wykonywanych obowiązków. Jednym słowem – sprawnie nakręcona opowieść o stylowych luzakach z wydziału narkotyków Miami... Collin Farrel jak zawsze skutecznie uwodzi, a Jamie Foxx popisuje się swoją sprawnością fizyczną. Dobre kino akcji.

W wersji serialowej nakręconej w latach 1984-89 muzykę skomponował niejaki Jan Hammer i do dziś dnia jest ona ikoną kompozycji telewizyjnych. Oparta o typowe dla lat `80 brzmienia syntezatorowe i okraszona gitarą elektryczną stanowi punkt odniesienia dla wielu innych podobnych realizacji TV. Nowy film jest jednak oparty o inną koncepcję. Jan Hammer skomponował soundtrack, natomiast teraz mamy do czynienia bardziej z produktem rynkowym, aniżeli klasycznym OST. Znający moje krytyczne nastawienie do tego typu „wyrobów soundtrackopodobnych” mogą jednak wpaść w osłupienie, bowiem muszę przyznać, że moim zdaniem...to świetny songtrack!!! Tak, tak – nie mylicie się – bardzo mi się spodobała ta kompilacja różnych piosenek do „Miami Vice”. Nie jest to żadna odkrywcza porcja nut, ale mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że do takiego filmu, którego akcja toczy się w realiach jednego z najbardziej kiczowatych miast USA – jak najbardziej pasuje. Wiele scen z filmu rozgrywa się w nocnych klubach, dyskotekach, szemranych miejscach spotkań mafii. Do takiej scenerii nie pasuje inna muzyka, nie można „przeintelektualizować” filmu zbyt ambitnym scorem, nieważne w jakim stylu skomponowanym. I dobrze się tym razem stało, że wykorzystano piosenki, aczkolwiek część płyty stanowią kompozycje Johna Murphy`ego i jedna Klausa Badelta. Nie do końca jest słodko, ponieważ brakuje piosenki, która „otwiera” film, a towarzyszyła także trailerom do Miami Vice – jest to Linkin Park/Jay-Z „Numb/Encore”. Szkoda, że nie umieszczono tego kawałka na CD, naprawdę dobrze funkcjonował w filmie. Ale reszta to „jadalny” album. Przewijają się w nim wszystkie możliwe style muzyczne: od latynoamerykańskich, przez ambient aż do scoru filmowego. Jest energetyczny cover piosenki Phila Collinsa „In The Air Tonight” w wykonaniu zespołu Nonpoint, jest i Moby w dwóch kompozycjach „One Of This Mornings” i „Anthem”, które jako żywo pasują do dyskotekowych scen w filmie. Miłosne uniesienia Jamiego Foxxa-Riccardo Tubbsa i jego partnerki ze zwiadu policyjnego zilustrowano nastrojową balladą „Ready for love” India Arie. Najważniejsze momenty filmu, czyli śledztwo, pościgi i krwawe jatki zyskały oprawę takich kompozycji jak „Sweep” Blue Foundation z hipnotyzującymi smyczkami albo dwie ścieżki zespołu Mogwai – „Auto Rock” i „We`re no here”, które moim skromnym zdaniem są najmocniejszymi punktami płyty – to wspaniałe rockowe granie, czysto instrumentalne. Ze sceny końcowej, gdy główna bohaterka, zakochana drug-businesswoman orientuje się kim jest jej kochanek Sony Crockett, wzięty jest minimalistyczny „Who Are You?” Johna Murphy`ego, oparty o krótki motyw na fortepianie. To bardzo smutna, nostalgiczna melodia, dobry *kontrapunkt dla bardzo żwawej muzyki na albumie. Nie mniej frapujące są gitarowy i melancholijny Ramplas King Britta i Tima Motzera a także ultraenergetyczna latynoamerykańska, a właściwie – kubańska piosenka ze sceny tańca Crocketta z jego wybranką Isabellą na Kubie – to „Arranca” zespołu Manzanita. Ostatni na albumie „A – 500” to ilustracja pierwszej akcji podszywających się za szmuglerów policjantów z Miami, a jest to jedyna kompozycja Klausa Badelta do tego filmu.

Filmy takie jak Miami Vice rządzą się swoimi prawami. To kino stricte komercyjne. Główni bohaterowie to policjanci z „różowego” Miami, jeżdżący Ferrari i BMW, z lakierem na włosach i sygnetami na palcach... Do takiego obrazu naprawdę pasuje prawie tylko i wyłącznie muzyka bardzo popularna i dlatego songtrack w tym przypadku to akurat udany pomysł. Uprzedzam, że nie jest to album dla estetów muzycznych i zakochanych wyłącznie w typowo ilustracyjnym stylu komponowania do filmów. Ale dla wszystkich, którzy lubią zręcznie wykonane songtracki i na dodatek chcą mieć coś na sobotnie imprezy do tańca – to idealny wybór.

Recenzję napisał(a): Janusz Pietrzykowski   (Inne recenzje autora)



Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. In the air tonight (Nonpoint)
2. One of these mornings (Moby and Patti Labelle)
3. We`re no here (Mogwai)
4. Sinnerman (Felix Da Housecat house mix) (Nina Simone)
5. Auto rock (Mogwai)
6. Arranca (Manzanita)
7. Ready for love (India Arie)
8. Strict machine (Goldfrapp)
9. Pennies in my pocket (Emilio Estefan)
10. New world in my view (King Britt)
11. Sweep (Blue foundation)
12. Anthem (Moby)
13. Blacklight Fantasy (Freaky Chakra)
14. Mercado nuevo (Score) (John Murphy)
15. Who are you (Score) (John Murphy)
16. Ramblas (King Britt and Tim Motzer)
17. A-500 (Score) (Klaus Badelt and Mark Batson)

Razem: 73:17



Komentarze czytelników:

pawelb:

Moja ocena:

Jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma. Gdzie jest Hammer? Gdzie motyw przewodni Hammera i klimat. Tylko A500 nawiazuje do kapitalnej muzyki sprzed lat i robi to swietnie, chociaz w filmie jest podlozony dennie. A500 pasuje do jakiejs nocnej eskapady Ferrari po autostradach. Szkoda, wielka szkoda, ze nie dogadali sie z Hammerem. Motyw glowny na pianie grany w filmie jest wyjatkowo slaby i toporny. 1 punkt za A500, kapitalne, nawiazujace do starego Miami Vice, a przy czym bardzo wspolczesne. Caly film slaby. Niestety od genialnego Heat - Mann ma tendencje wyraznie znizkowa do zarysowywania psychologii postaci. Jedynie poprawia akcje strzelane.

Mefisto:

Moja ocena:

Film słaby, nawet jeśli uznać go za odrębne dzieło, nie mające nic wspólnego z oryginalnym MV. Muzyka ok, ale i tak lepsze pod tym względem były Collateral i Heat oraz Informator.

MaciekG.:

Moja ocena:

dno

Jelonek:

Moja ocena:

Płyta i film jest na prawdę cool. Spoko recka.

Babuch:

Moja ocena:

Niestety (a może stety) nie dane mi było oglądać filmu. Gdy zobaczyłem listę utworów i oceny wystawiane tej płycie, byłem bardzo zaniepokojony cóż mogę otrzymać. Jednak gdy wszystko sprawdziłem organoleptycznie stwierdzam że to jeden z najlepszych soundtracków roku. Wiem że zaraz wyjadą na mnie konserwatyści, że przecież Lady in the Water, Kod da Vinci itd. Itp. Prawda jest jednak taka że mimo całego postmodernistycznego charakteru Miami Vice, ta płyta ma w sobie coś. Michael Mann po raz kolejny pokazał że wyczucie muzyczne ma ogromne i wie dokładnie jak dobrać dobrych, intrygujących twórców którzy zapewnią świetną zabawę. Oczywiście można się czepiać że to nie oryginał, ale na dobrą sprawę dziś oryginał Hammera, w wielu miejscach brzmi śmiesznie i po prostu antykwarycznie… Co ciekawe najgorzej na tej płycie wypadają utwory stworzone przez weteranów ilustracjonizmu (Murphy & CO). Najciekawsze są piosenki i to jest rzecz na co dzień rzadko spotykana w muzyce filmowej. Janusz który napisał reckę mimo iż chwali płytę, chyba za ostro ją potraktował. Nie wiem może bał się że zostanie oszczekany przez konserwatystów mających głęboki klapki na oczach, a może po prostu był zniesmaczony filmem. Moim jednak zdaniem dał za niską ocenę, dla muzyki która po prostu brzmi świetnie i nowocześnie. Jak tylko przeczytałem listę tracków, bałem się cholernie jak został przerobiony genialny utwór Niny Simone Sinnerman (fanom muzyki filmowej znany z remaku Afery Thomas Crowna). Co ciekawe mimo iż jest to house mix utwór zachował swoją strukturę i melodykę, a ingerencja DJ-ów ograniczyła się do dodania "beatu" i kilku "loopów". Przez to całość brzmi na serio dobrze i aż pragnie się włączyć płytę za kołkiem, albo na domowym party. Paradoksalnie mimo dużej ilości techno, i ostrych brzmień party z nowym Miami Vice będzie mieć klasę. Mocna 4 (ze wskazaniem na więcej).


  Do tej recenzji jest jeszcze 6 komentarzy -> Pokaż wszystkie