Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Hollywoodland

10 Październik 2006, 16:07 
Kompozytor: Marcelo Zarvos

Dyrygent: Peter Vronsky

Rok wydania: 2006
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Hollywoodland

W tym roku z braku ciekawych pomysłów hollywoodzcy spece od mnożenia kasy postanowili niespodziewanie wskrzesić nurt kina noir. Nakręcono niemal równocześnie dwa filmy spod znaku „seks i przemoc”: Czarna Dalia Briana De Palmy i Hollywoodland w reżyserii niejakiego Allena Coultera. W obu filmach głównym wątkiem jest morderstwo gwiazdy filmowej. W Hollywoodland śledzimy losy prywatnego detektywa prowadzącego śledztwo w sprawie zabójstwa George`a Reevesa (postać autentyczna) – gwiazdy filmu Superman z lat 50-tych. Grają: Adrien Brody, Diane Lane, Bob Hoskins i najbardziej drewniany hollywoodzki aktor Ben Affleck. Niestety zarówno w przypadku Czarnej Dalii jak i Hollywoodland polscy dystrybutorzy dali ciała i widzowie będą musieli jeszcze jakiś czas poczekać zanim oba filmy trafią na ekrany kin.

Niespodziewanie do napisania muzyki został zatrudniony Marcelo Zarvos, młody kompozytor rodem z Brazylii, który do tej pory zdążył ukwiecić swoją muzyką ledwie pięć filmów. Szczerze mówiąc, w dzisiejszych hollywoodzkich realiach, w takich przypadkach jak ten, gdy muzykę do wielkiego blockbustera pisze młody twórca o niezbyt wysokiej pozycji w branży, sięgając po soundtrack nie robię sobie absolutnie żadnych złudzeń, że trafię na porządną, zaskakującą pracę. Jedyna wątpliwość, jaka plącze się w mojej głowie to: jaki tym razem klasyczny *score podłożono za temp-track i kazano nowicjuszowi powielić. W tym przypadku brałem pod uwagę: Na nabrzeżach Leonarda Bernsteina, Żegnaj laleczko Davida Shire, Żar ciała Johna Barry`ego i Chinatown Jerry`ego Goldsmitha. Wydaje mi się, iż wyborem producentów okazało się być właśnie Chinatown. Marcelo Zarvos czerpie z tego klasycznego dzieła Goldsmitha na kilku płaszczyznach - zarówno, jeśli chodzi o brzmienie instrumentów, tekstury jak i klimat kompozycji.

Narracja prowadzona jest tu najczęściej za pomocą harfy, fortepianu, wibrafonu, kontrabasu, smyczków i przede wszystkim nieodzownej w kinie noir trąbki. Zarvos stara się przede wszystkim wykreować w swojej muzyce atmosferę tajemniczości – najlepiej udaje mu się to za pomocą smyczków, harfy a także fortepianu. Posługuje się także w tym celu minimalistycznymi technikami komponowania, co można bez problemu zauważyć w lwiej części kompozycji. Materiał tematyczny Hollywoodland jest nadzwyczajnie skromny i stojący na dość mizernym poziomie. Jeden z tematów, nostalgiczna melodia w standardowej aranżacji na trąbkę jest trochę wzorowana na klasycznej melodii Goldsmitha z filmu Romana Polańskiego, lecz do bólu przeciętnej melodii Zarvosa nie grozi wejście do kanonu muzyki filmowej. Niestety muszę odnotować, że i do kina noir, gdzie kiedyś nie wyobrażano sobie ilustracji filmu z tego gatunku bez bardzo wyrazistego, mocnego tematu przewodniego dotarła przygnębiająca moda na marginalizowanie melodyki. Zgodnie z obowiązującymi standardami ilustracja jest zdominowana przez minimalistyczny underscore, jak już była mowa, kreujący atmosferę tajemniczości a także melancholii i ledwie wyczuwalnego romantyzmu. Podczas słuchania boleśnie dają się we znaki szczególnie brak napięcia, płycizna emocjonalna a także denerwująca monotonia kompozycji – pozbawione są własnego charakteru i różnorodności. Gdzie jest namiętność i seks? Gdzie przemoc, która koniecznie powinna się znaleźć w takiej ilustracji? Nie ma tu choćby jednego zwiastującego gorące, ekranowe uczucie kawałka, ani krzty porządnej muzyki akcji.

Z pewnością nie takiego efektu chciał twórca, lecz uczuciami, jakie najczęściej mi towarzyszyły podczas słuchania Hollywoodland były żałość i tęsknota. Tęsknota za niezwykle klimatycznymi, porządnymi ilustracjami okraszonymi wspaniałymi tematami, jakie kiedyś tworzono do kina noir. Czy możnaby za coś pochwalić Marcelo Zarvosa? A jakże! Brazylijczyk wykazał się pozazdroszczenia godną konsekwencją, jeśli chodzi o trzymanie spójności w aspekcie tempa oraz poziomu ekspresji kompozycji – tylko w jednym, może dwóch utworach muzyka zdaje się znamionować jakieś znaczne poruszenie na ekranie, a tak kompozycje Zarvosa są ślamazarne, ospałe – po prostu przeraźliwie nużące. Coś mi się wydaje, że ten film po prostu przerósł młodego kompozytora z Brazylii. Nie spotkałem się jeszcze z przypadkiem, żeby tak niedoświadczony twórca robił muzykę do tak wymagającego gatunku, jakim jest niewątpliwie kino noir. Owszem, należy dawać szansę młodym, ale akurat w tym projekcie widziałbym bardziej Christophera Younga albo Billa Conti`ego. O tym, że dobrze się dzieje, gdy za takie filmy biorą się wyrobieni kompozytorzy cieszący się sporą renomą, świadczy przypadek Czarnej Dalii. Można być pewnym, iż powszechnie znany i ceniony w środowisku ze swych jazzowych dokonań Mark Isham dostał od twórców filmu znacznie więcej swobody niż nowicjusz Zarvos, co pozwoliło mu na napisanie dojrzałego i złożonego score, wnoszącego kilka interesujących elementów do gatunku ilustracji noir. Rażąco przeciętna praca Marcelo Zarvosa nie wytrzymuje porównania zarówno z dziełem Ishama jak i klasykami gatunku. Ta ledwie poprawna technicznie, pozbawiona własnego „ja” i nudna kompozycja to propozycja jedynie dla osób mających problemy z zasypianiem – działa lepiej niż farmaceutyki i nie uzależnia. Gwarantuję, że nie trafimy tutaj na choćby jeden moment mogący nieprzyjemnie wyrwać z błogiego snu. Takie czasy, w dobie panującej w fabryce snów mizerii, głównie miłośnicy hollywoodzkiej muzyki filmowej cierpiący na bezsenność mają swoją Złotą Epokę.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Superman Falls - 1:11
2. Louis Simo, P. I. - 1:37
3. The Suit - 2:30
4. George and Toni - 4:09
5. The Meaning of Justice - 2:16
6. The Will - 4:09
7. Playground - 1:48
8. The Morgue - 2:56
9. Father`s apology - 1:17
10. Mannix Estate - 3:03
11. A Violent Past - 2:52
12. George and Toni (reprise) - 1:26
13. Roosevelt Hotel - 3:31
14. Super 8 - 0:55
15. Last Night part I - 2:34
16. Last Night part II - 2:25
17. Laurie and Evan - 1:25
18. Superman Rises - 1:10
19. A New Simo - 3:02

Razem: 44:31



Komentarze czytelników:

Mefisto:

Moja ocena:

Jak mniemam recenzent nie widział filmu. I to wydaje mi się głównym zarzutem do niego. Recka sama w sobie dobra i w większości wypadków się z nią zgodzę, ale mówiąc, że nie ma przemocy, seksu i namiętności bez oglądania filmu to lekka przesada. Owszem, trailer zapowiada typowe noir, ale kto wie czy w ostatecznym rozrachunku nie jest to film, któremu taka muzyka jaką tu dostajemy, wystarcza. Także ode mnie na razie 3 gwiazdki za równy klimat i parę ciekawych kawałków, a z ostateczną oceną poczekam do filmu.

Damian Sołtysik:

Moja ocena:
bez oceny

Mefisto, istotnie nie oglądałem filmu, gdyż nie udało mi się go jeszcze znaleźć w necie (wiadomo gdzie) a i obejrzeć się go w Polsce nie da, w kinach film będzie dopiero w połowie listopada, a z recenzją musiałem się szybko wyrobić. Widziałem jedynie trailer, w którym pokazała się i przemoc i namiętność :) Nawet jeśli okaże się po seansie, że muzyka wystarcza na ten film, nie zmieni to końcowej oceny muzyki na albumie, a dodana zostanie ocena muzyki w filmie(i garść dodatkowych przemyśleń), ale nie spodziewam się żeby była ona choćby o gwiazdkę wyższa od albumowej oceny.

Mefisto:

Moja ocena:

Dlatego też nie zgadzam się tylko z tym zarzutem, bo może okazać się, że tego seksu i przemocy nie będzie dużo. Natomiast sama muzyka, poza pewnymi fragmentami, nie jest zbyt atrakcyjna na sucho - z tym się zgadzam. Zresztą moja recka w toku ;)

Poekmon:

Moja ocena:
bez oceny

... i Affleck drewnianym aktorem jest, ale należy zaznaczyć, że za rolę w tym filmie dostał nagrodę w (chyba) Wenecji, więc musiał zagrać lepiej niż zwykle... a tak w ogóle to do owego Bena mam ogromny sentyment i cenię go bardzo ( głównie za filmy Smitha i dystans do siebie) mimo, że aktor to z niego średni ( ale jest gros gorszych aktorów w hollywoodzie, aktorów wielkich niegdyś i wciąż gwiazd, które staczają się niczym kulka po powierzchni nachylonej pod kątem 90 stopni i zapewne się narażę, ale ostatnio są to np. taki Pacino czy De Niro - grają w szitach i grają w sposób jaki szity na to zasługują - niszcząc legendy swoich postaci:/). Czekam na ten film( jak i na Black Dahlie... ale De Palmy nie lubię... a swoją drogą czy film ten ma jakiś związek z pewną PC grą co to wyszła na 8 CD i grał w niej niejaki Dennis Hopper?), bo ostani dobry NOIR to LA Confidential ( dla mnie kino wybitne) i trochę brakuje mi tego klimatu. O soundtracku nie powiem nic, bo nie znam, ale chciałem wtrącić swoje 18 groszy;D.