Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Szczęki (Jaws) - Anniversary Collector’s Editon

16 Październik 2007, 20:24 
Kompozytor: John Williams

Rok wydania: 1975 / 2000
Wydawca: Decca Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Szczęki (Jaws) - Anniversary Collector’s Editon

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Kup tę płytę w:

iTunes za 10.99
Ta muzyka otrzymała nagrodę Oscara
SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.pl„Dun-Dun...”. To tylko dwa dźwięki, dwie nuty, ale po nich muzyka filmowa nie była już taka sama. Ten prosty, wręcz prymitywny motyw uczynił z gumowego, wiecznie szwankującego rekwizytu groźnego rekina a miliony widzów zniechęcił do morskich kąpieli. „Szczęki” Stevena Spielberga jako pierwszy film w historii przekroczyły magiczną granicę 100 milionów dolarów zysku, czyniąc z młodego reżysera gwiazdę, która mimo upływu trzydziestu lat nadal świeci jasno. Sam film nie zestarzał się ani trochę. Podobnie jak zawarta w nim muzyka. Partytura Johna Williamsa do dziś stanowi niedościgły kanon filmowej ilustracji muzycznej. Kompozytor, który po dobrych kilkunastu latach kariery w Hollywood zdawał się być na szczycie (czego potwierdzeniem mogła być statuetka Oscara za „Skrzypka na dachu”), nie przypuszczał pewnie, że największe sukcesy ma dopiero przed sobą. Za „Szczęki” otrzymał swojego drugiego Oscara, a koleżeńska protekcja Spielberga załatwiła mu posadę przy właśnie powstających „Gwiezdnych Wojach” George’a Lucasa.

Od tamtego czasu minęły trzy dekady, ale nawet najwięksi laicy, którym nazwisko Williams kojarzy się w najlepszym razie tylko z tenisem, nie będą mieli najmniejszego problemu ze skojarzeniem wyżej wspomnianych dwóch nut z krwiożerczym rekinem. I to chyba świadczy o największej sile owej partytury – muzyka przekroczyła granice obrazu na trwałe zapisując się w zbiorowej świadomości miliardów ludzi na całym świecie.

W zasadzie na tym można byłoby skończyć tą recenzję, gdyby nie to, że ścieżka dźwiękowa do „Szczęk” to o wiele więcej niż te dwie – choć powtarzane w niezliczonych konfiguracjach – nutki. Doskonałą okazję, by się o tym przekonać dostarczył kolekcjonerski album wydany na 25 rocznicę premiery filmu. Oryginał liczył sobie mniej więcej pół godziny, natomiast wydanie kolekcjonerskie zostało uzupełnione o ok. 20 minut wcześniej nie publikowanego materiału, zawierającego również fragmenty, które nie znalazły się w filmie. Całość została zremasterowana cyfrowo, część utworów zmieniła tytuły a kolejność poszczególnych utworów została tak zaaranżowana, by zapewnić największy komfort słuchania.

Wracając do samej muzyki, poza klasycznym tematem rekina, na potrzeby obrazu Williams stworzył jeszcze przynajmniej 3 inne często przewijające się motywy oraz całą gamę melodii typowo ilustracyjnych. To jednak ten pierwszy jest najbardziej charakterystyczny i zapadający w pamięć. Odgrywany jest przede wszystkim na instrumentach smyczkowych, choć nierzadko towarzyszy im również sekcja dęta albo fortepian. Różna wysokość brzmienia oraz zróżnicowane i zmienne tempo, w jakim grają poszczególne instrumenty, powodują, że te dwie niepozorne nutki przemieniają się nagle w misternie złożoną kompozycję. Najbardziej charakterystycznym tego przykładem jest fenomenalny Shark Attack. Jest to utwór, który może wystraszyć człowieka z własnej wanny. Składa się z dwóch przeplatających się warstw, z których jedna – jednostajna – jest niczym ofiara w panice starająca się dobić do brzegu, a druga – ostra i przyspieszająca – to ścigający ją drapieżnik. I to on jest w tym układzie Sprite. Williams z resztą nie żałuje sobie środków, by przestraszyć słuchacza. Idzie tym samym śladami innego wielkiego kompozytora filmowego - Bernarda Herrmanna. *Dysonans jest stałym gościem tej partytury (np. The Shark Approaches). Ostre pociągnięcia smyczków, agresywne wejścia dętych blaszanych czy przeszywające dźwięki fletów również nie należą do rzadkości. Najbardziej przerażające okazują się jednak momenty, gdy muzyka się uspokaja. Jest to bowiem pozorny spokój, gdyż pod powierzchnią wody (symulowanej delikatnie przez harfę) czai się bestia a każda cisza – jeśli się już pojawia – jest wyłącznie ciszą przed burzą (The Pier Accident, Ben Gardner’s Boat, Barrel Off Starboard).

Ale nie samym suspensem, „Szczęki” żyją. Ten film to przede wszystkim przygoda, a więc i takiej muzyki jest tu w bród. Mamy więc temat walki, który towarzyszy bohaterom w zmaganiach z żarłaczem. Jest to naładowana adrenaliną kompozycja, po raz pierwszy słyszalna w The Shark Cage Fugue. W tym samym utworze pojawia się także drugi z tematów – nazwijmy go heroicznym. Ze względu na częstość występowania stanowi coś na kształt alternatywnej melodii przewodniej filmu, będącej przeciwwagą dla tematu rekina. On też wieńczy płytę w utworze End Titles, w którym po skończonej walce ma swoje przysłowiowe (!) 5 minut. Obok tych dwóch tematów mamy jeszcze temat awanturniczo-przygodowy. Jest to wesoła, beztroska melodia rozbrzmiewająca podczas wyprawy bohaterów w morze (Out To See) i tamże im towarzysząca w chwilach największych (pozytywnych) emocji.

Emocji na morzu bowiem nie brakuje. Gwarantują to między innymi takie fantastyczne utwory akcji jak Man Agains Beast i The Great Shark Chase, w których Williams do ostatniej kropli wykorzystuje cały potencjał powyższych tematów. Po ich wysłuchaniu wzrost akcji serca jest zapewniony. Nie mniejszych wrażeń dostarcza kulminacyjny (spoiler ;) ) Blown To Bits, po którym aż chce się po marynarsku krzyknąć: „F*, yeah!”.

Dla ludzi o słabszym sercu Williams przygotował parę lżejszych kawałków. Poza wspomnianym wcześniej End Titles, słuchacz na pewno zwróci uwagę wesoły, klasycznie stylizowany Montage oraz ciepły i delikatny (przez większość czasu...) Father and Son.

W zasadzie „Szczęki” jako ilustracja filmowa są dziełem nie tylko perfekcyjnym, ale i wybitnym. O wyjątkowości tej kompozycji świadczy fakt, że samemu Johnowi Williamsowi nie udało się drugi raz wywołać tego samego efektu swoją ilustracją (skądinąd bardzo dobrą) do *sequela „Szczęk” (bardzo słabego należy dodać). O ile jednak o połączeniu muzyki razem z obrazem nie da się nic złego powiedzieć, tak słuchanie jej „na sucho” może być trochę przytłaczające. Wszechobecny temat rekina, ciągły suspens i częsty *dysonans – nie każdemu się to spodoba, dla wielu może być zbyt męczące. Ja sam wracam do albumu stosunkowo rzadko, jednak w kolekcji ta pozycja ma status obowiązkowej. Podsumowując – John Williams w najwyższej formie. Czy trzeba coś więcej dodawać?

Recenzję napisał(a): Krzysztof Ruszkowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Main Title and First Victim** - 3:27
2. The Empty Raft* - 1:23
3. The Pier Incident* - 2:23
4. The Shark Cage Fugue - 1:59
5. Shark Attack*+ - 1:17
6. Ben Gardner`s Boat - 3:31
7. Montage - 1:31
8. Father and Son*+ - 3:42
9. Into the Estuary* - 2:50
10. Out to Sea - 2:58
11. Man Against Beast - 5:33
12. Quint`s Tale - 2:40
13. Brody Panics* - 1:10
14. Barrel Off Starboard* - 1:30
15. The Great Shark Chase**+ - 3:28
16. Three Barrels Under*+ - 2:05
17. Between Attacks*+ - 2:06
18. The Shark Approaches*+ - 2:40
19. Blown to Bits - 3:03
20. End Titles - 1:52

Razem: 51:20

* utwór po raz pierwszy wydany
** zawiera muzykę wcześniej nie wydaną
+ zawiera muzykę nieobecną w filmie



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Przykład płyty z góry skazanej na sukces. Jeden z moich pierwszych albumów Williamsa na półce, w dodatku świetnie wydany. Sentyment jest, ale to nie ten styl muzyczny za którego cenię tego kompozytora.

Mystery:

Moja ocena:

Legendarna płyta z legendarnym tematem, legendarnego kompozytora.
Nie znajduję się ona w moim osobistym top 10 scorów Williamsa ale i tak mam do niej wielki sentyment jak i do samego filmu.
Bardzo przemawiająca i sugestywna recenzja - brawo :)

MaciekG.:

Moja ocena:

Wybitna muzyka, nic dodać nic ująć. Klasyka. Mocne 5+

mistrz:

Moja ocena:

moim zdaniem genialna muzyka i to nawet poza obrazem. 5/5 za wspołpracę z obrazem i 5/5 za samodzielne dzielo

Rafalski:

Moja ocena:

płyta to klasyk i dzieło i to nie podlega dyskusji. przyczepić się można do wydania decca, które jest kompletne ale ma dość mizerny dźwięk, dużo lepiej brzmi stare 30 minutowe varese,


  Do tej recenzji jest jeszcze 5 komentarzy -> Pokaż wszystkie