Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Sabrina

26 Grudzień 2007, 17:08 
Kompozytor: John Williams

Rok wydania: 1995
Wydawca: A&M Records

Muzyka na płycie:
Sabrina

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Ta muzyka była nominowana do Oscara
Sabrina Sydneya Pollacka z 1995 roku jest *remakem komedii Billy`ego Wildera pod tym samym tytułem z 1954 roku. W oryginale grali Audrey Hepburn, Humphrey Bogart i William Holden, w nowej wersji zastąpili ich Julia Ormond, Harrison Ford i Greg Kinnear. Mimo przeniesienia akcji w czasy współczesne, sam film zachował wiele z klimatu retro, co dla jednych było zaletą, a dla innych wadą tego obrazu. Podobnie było z muzyką, która skomponował John Williams.

Na potrzeby obrazu kompozytor stworzył trzy główne tematy, na których – z tradycyjną dla siebie manierą – zbudował całą ścieżkę dźwiękową. Pierwszym z nich jest otwierający album Theme from Sabrina. Rozpoczyna się delikatną, nieśmiałą fortepianową rozbiegówką, po której wprowadzona zostaje główna melodia (również na fortepianie). Motyw przewodni jest bardzo romantyczny, niemal bajkowy. Melodia płynie spokojnie, niczym w wolnym tańcu, by w połowie rozkwitnąć w klasyczny walc (tu fortepian otrzymuje wsparcie ze strony orkiestry).

Drugim ważnym tematem jest ten, który pojawia się w utworze Moonlight. Słyszymy w nim jazzującą balladę w wykonaniu samego Stinga. Aksamitny głos wokalisty uzupełniony jest przez dyskretne tło, na które składają się sekcja perkusyjna, fortepian i kontrabas. Wielbiciele smooth-jazzu na pewno będą usatysfakcjonowani, natomiast Ci, którzy preferują bardziej klasycznie brzmiącego Williamsa, powinni od razu sięgnąć po znajdującą się pod numerem 5 wersję instrumentalną. Ten z kolei utwór rozpoczyna solowa partia klarnetu, jednak pierwsze, nomen omen, skrzypce odgrywa w nim *sekcja smyczkowa. Z dość kameralnego klimatu oryginału zachowuje się tu niewiele. Można dyskutować, która wersja jest lepsza – kwestia gustu. Ta instrumentalna ma na pewno nieporównywalnie większy rozmach.

Wybijany na butelkach rytm w utworze Growing Up in Paris stanowi wprowadzenie dla trzeciej charakterystycznej melodii, którą Williams serwuje w filmie Pollacka. Odnosi się ona bezpośrednio do głównej bohaterki i jej miłosnych perypetii. Jest pełna melancholii i z całej trójki jest moim zdaniem najciekawsza. Jej rozwinięcie stanowi piosenka w wykonaniu Michaela Deesa – How Can I Remember?. Jej rzewny tekst nie każdemu przypadnie do gustu, natomiast linia melodyczna będzie bez wątpienia jej niekwestionowaną zaletą.

Materiał ilustracyjny Sabriny został ściśle oparty na powyższych tematach, które przeplatają się ze sobą w przeróżnych aranżacjach, oscylujących między staroświeckim romantyzmem zamaszystych smyczków a jazzującym klimatem lat 60. (na myśl nasuwa się twórczość takich kompozytorów jak Henry Mancini czy Michel Legrand). Ukłonem wobec tej epoki jest również udział klasycznych tekściarzy swoich czasów – Alana i Marilyn Bergman, którzy odpowiadają za słowa obu prezentowanych na albumie piosenek. Williams nie pożałował także dosłownych cytatów z dawnych lat. W Sabrina Remembers / La Vie en Rose słyszymy instrumentalną wersję nieśmiertelnego klasyka Edith Piaf, natomiast dziesięciominutowy The Party Sequence stanowi kompilację old-schoolowych standardów w rodzaju The Shadow of Your Smile czy Stella by Starlight (wszystkie również w wersjach instrumentalnych zaaranżowanych przez Williamsa).

Z oryginalnych ilustracji najbardziej nietypową jest Nantucket Visit, która utrzymana została w dość dziwacznym, komicznym stylu. Charakterystyczny Williamsowski dwunutowy rytm (znany choćby z March of the Villains z Supermana czy Eye-Dentiscan z Raportu mniejszości) służy jako podstawa pod zakręconą, acz skoczną melodię wygrywaną na oboju. Również dosyć intrygująco rozpoczyna się Linus` New Life, gdzie mroczna, rytmiczna rozbiegówka ostro kontrastuje z pojawiającym się po niej dość optymistycznym motywie Moonlight. Przeciwieństwem powyższych utworów jest Sabrina`s Return to Paris, która wita słuchaczy pełną rezerwy (by nie powiedzieć introwertyczną) wariacją Moonlight w solowym wykonaniu na flet. Z kolei we wcześniejszym Sabrina and Linus Date romantyczno-intymny nastrój kreowany jest przez delikatne brzmienie najpierw fortepianu, a potem gitary akustycznej z jedynie dyskretnym akompaniamentem smyczków. Cały album elegancką klamrą zamyka powtórzony Theme from Sabrina.

Tak pokrótce przedstawia się Williamsowska Sabrina. Oczekiwania wobec niej były w swoim czasie bardzo wysokie. Po niesamowicie owocnym 1993 roku, w którym John Williams stworzył słynny Park Jurajski oraz nagrodzoną Oscarem Listę Schindlera, a także po następującej po nim rocznej przerwie w pracy przy filmach, spodziewano się bardzo wiele. Choć rok 1995 przyniósł dwie ciekawe kompozycje (drugą był Nixon), żadna z nich nie odniosła spodziewanego sukcesu. W przypadku Sabriny na pewno dołożyło się do tego niespecjalne powodzenie samego filmu. Co do samej muzyki, to – jak zwykle w przypadku Williamsa – nie można niczego zarzucić warstwie technicznej kompozycji. Bogactwo melodii i złożoność aranżacji stanowi niezmiennie o wartości prac tego kompozytora. Z drugiej strony ilustracja zaproponowana do Sabriny wyraźnie trąci myszką. Wśród fanów Williamsa znam osoby, które specjalnie za nią nie przepadają, zarzucając jej przesłodzenie i kicz. Choć część z tych zarzutów jest moim zdaniem przesadzona, nie mogę nie zgodzić się, że Sabrina nie jest pozycją dla wszystkich. Natomiast jeśli już ktoś zaakceptuje muzyczną konwencję retro-romansu oraz nie gardzi jazzującym Williamsem, to powinien jak najbardziej być usatysfakcjonowany ową płytą.

Teksty obu piosenek może czytelnik znaleźć pod tym adresem.

Recenzję napisał(a): Krzysztof Ruszkowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Theme from Sabrina – 4:30
2. Moonlight (Sting) – 5:20
3. Linus` New Life – 2:45
4. Growin Up in Paris – 3:02
5. (In the) Moonlight – 2:59
6. Sabrina Remembers / La Vie en Rose – 1:42
7. Sabrina Comes Home – 4:14
8. Nantucket Visit – 2:31
9. The Party Sequence (When Joanna Loved Me, The Shadow of Your Smile, Call Me Irresponsible, Stella By Starlight) – 10:53
10. Sabrina and Linus Date – 2:40
11. How Can I Remember? (Michael Dees) – 2:50
12. Sabrina`s Returns to Paris – 2:22
13. Theme from Sabrina Reprise – 5:23

Razem: 51:31



Komentarze czytelników:

Łukasz Remiś:

Moja ocena:

Bardzo dobra, spokojna i subtelna muzyka. Przy całej swojej melancholii jest też niezwykle ciepła. Znakomita na uspokojenie i dla relaxu.

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Płyta za bardzo standardowa... Kawałek Stinga, main title i party sequence... Więcej nie zasługuje na 4...

grzesiucd:

Moja ocena:

Płyta bardzo stonowana. Zasługuje na mocną 4. Mam jednak osobisty sentyment do tych dźwięków... odrobina relaksu, wyciszenie, "bezczas" - są dni, gdy takich płyt wręcz potrzebujemy i możemy je słuchać na okrągło godzinami.
Są na tej płycie dźwieki, które nie wiadomo czemu kojarzą mi się z inna płytą Williamsa - "Angelas Ashes". Obie te płyty są jak na tego autora wyciszone - i chyba - może trochę na wyrost obu daję taką troszkę naciąganą ocenę 4,5 - bo dobrze ich się słucha samemu, a jeszcze lepiej w miłym towarzystwie...

Rafalski:

Moja ocena:

Jest to dość przeciętna płyta Johna, lecz lubię do niej wracać. Świetny motyw główny, dopracowane orkiestracje, znakomite szybkie partie smyczków. Na minus ... bardzo wyraźne podobieństwa do Accidental Tourist, kiepska jakość dźwięku na płycie. A party sequence nie jest nawet kompozycji williamsa, więc nie zaliczałbym jej adamie do mocnych punktów płyty (dla mnie mogłoby nie być tego 10 minuntowego kawałka). Z 95 roku zdecydowanie bardziej cenię świetnego Nixona.

Mefisto:

Moja ocena:

Film miałki i nie mający startu do oryginału, ale sympatyczny. Muzyka jest natomiast, za wyjątkiem paru momentów, bardzo spokojna, wręcz nudnawa i bez, tak potrzebnego tu, polotu. I o ile w filmie jeszcze nawet tam jakoś daje radę (choć jej maksymalna powaga niekiedy kiksuje), tak na albumie to często prawdziwa męczarnia. Mocno wymęczone 3.


  Do tej recenzji jest jeszcze 1 komentarz -> Pokaż wszystkie