Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Aż poleje się krew (There Will Be Blood)

20 Luty 2008, 10:44 
Kompozytor: Jonny Greenwood

Rok wydania: 2007
Wydawca: Nonesuch Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Aż poleje się krew (There Will Be Blood)

W kinie dawno już nie czułem, żeby muzyka nie tylko wnosiła do obrazu emocje, budowała w nim napięcie czy klimat, ale również stanowiła samodzielną wypowiedź, komentarz do rozgrywanych na ekranie wydarzeń. Kiedy ostatnio obejrzałem Aż poleje się krew, tym bardziej więc byłem zaskoczony, że ten drugi rodzaj funkcji może ona pełnić w sposób tak wyrazisty i przekonujący. Muzyka Jonny’ego Greenwooda do absolutnie wybitnego filmu Paula Thomasa Andersona jest przykładem ilustracji niezwykle oryginalnej i, jak rzadko, w bardzo dużej mierze odpowiedzialnej za wymowę całego dzieła.

Aż poleje się krew to opowieść o pragnieniu zdobycia bogactwa, pokazująca do jakich nieszczęść mogą zaprowadzić obsesyjne żądze. Źródłem zła jest tu ropa. Oto poszukiwacz srebra Daniel Plainview (aktorski wirtuoz Daniel Day-Lewis) odkrywa jej źródło. Osiągając kolejne sukcesy w wydobywaniu tego surowca, z coraz większą bezwzględnością buduje swoją pozycję potentata naftowego. Ową bezwzględność widz dostrzeże nieprędko – szokujące posunięcia głównego bohatera nastąpią po jakimś czasie, wydłużonym nieśpieszną (do samego końca) narracją. Jednak grozę czuć już na samym początku, a to za sprawą muzyki właśnie.

W pierwszym ujęciu wzgórza – jak się później okaże, skrywającego pożądaną czarną maź – wybrzmiewa drapieżne, ponure *glissando kwintetu smyczkowego. Dzięki temu pomysłowemu rozwiązaniu widz dostaje czytelny sygnał. Wzgórze od razu jawi się jako drzemiący, niebezpieczny potwór. Gdy obserwujemy Plainviewa, dobrego, kochającego ojca, który wraz ze swoim synkiem bada ropodajne tereny, słyszymy mrożące krew w żyłach ostre, surowe motywy albo złowrogie, duszne współbrzmienia smyczków na drążących jak świder crescendach i diminuendach. Te wszechwiedzące dźwięki uświadamiają nam, że konsekwencje z pozoru niewinnych przechadzek ojca z synem będą tragiczne. Natychmiast można je na przykład skojarzyć z fatalną w skutkach wyprawą załogi statku Nostromo na planecie, na której zagnieździł się Obcy (w Obcym Ridley’a Scotta). Sceny przygotowań do rozpoczęcia procesu wydobycia ropy zostały zilustrowane dynamicznymi, gęsto rozpisanymi, dialogującymi motywami kwintetu w artykulacji spiccato, co z kolei można odczytać jako alegorię przygotowań do bitwy.

Mniej więcej druga część filmu, w której Zło rozprzestrzenia się z coraz większą siłą, ma już mniej muzyki, a jeśli wybrzmiewa, to na zasadzie *kontrapunktu. Widz usłyszy na przykład tonalne, ciepłe, ale jakby zrezygnowane współbrzmienia i łagodniejsze, aczkolwiek równie ekspresyjne melodie. A kiedy w końcu poleje się krew, niczym diabelski chichot zabrzmi wesoła trzecia część Koncertu skrzypcowego D-dur Johannesa Brahmsa. Naprawdę straszne były myśli, plany, a w końcu obsesje człowieka, jeszcze zanim doprowadził do szeroko pojętej destrukcji. Późniejsze nieszczęścia są ich konsekwencją i nie ma już sensu nimi straszyć. Greenwood uchwycił to genialnie.

Trzeba jednak powiedziec, że Jonny Greenwood, wszechstronny angielski muzyk, gitarzysta słynnego zespołu Radiohead, napisał dzieło wybitne pod względem funkcjonalności w obrazie, ale niezbyt oryginalne. Artysta garściami czerpał z twórczości kompozytorów dwudziestowiecznych, w tym przede wszystkim polskich. W Aż poleje się krew usłyszymy trochę Pendereckiego (Henry Plainview), trochę Lutosławskiego (Future markets), a nawet Szymanowskiego (Eat him by his own light). Ornitologiczne partie fortepianu są natomiast żywcem wzięte z utworów francuskiego kompozytora Oliviera Messiaena. Wprawdzie Aż poleje się krew absolutnie nie nazwałbym popłuczynami po dziełach wymienionych osobistości – dostrzegam raczej twórcze odniesienia do znanej literatury muzycznej XX wieku – to jednak sama płyta pozostawia artystyczny niedosyt. Ale może być on zrekompensowany czytelną, satysfakcjonującą budową wszystkich utworów albumu, a to na soundtrackach dość rzadkie. Należy też docenić niewątpliwy warsztat kompozytorski Greenwooda. Słychać, że artysta doskonale zna możliwości i potencjał instrumentów smyczkowych (sam jest również skrzypkiem) i potrafi je wykorzystać, pisząc muzykę bogatą artykulacyjnie i *fakturalnie.

Na ostatnim festiwalu filmowym Berlinale Brytyjczyk został uhonorowany Srebrnym Niedźwiedziem za wkład artystyczny. Amerykańska Akademia Filmowa natomiast jego dzieło wyeliminowała z oscarowej rywalizacji, tłumacząc, że duża część muzyki w obrazie Andersona jest nieoryginalna. Rzeczywiście, oprócz wspomnianego Koncertu Brahmsa, widz usłyszy również słynne Fratres Arvo Parta (fenomenalnie użyte!) a także wcześniejsze kompozycje Greenwooda. Akademikom proponowałbym jednak usiąść ze stoperem przy nominowanym między innymi za muzykę Michaelu Claytonie i zmierzyć ile materiału muzycznego Jamesa Newtona Howarda wybrzmiewa w filmie. Albo powrócić do oscarowego Babelu, tak samo go podsumowując. Potwierdza się zatem, że często dzieła wybitne zostają niesprawiedliwie dyskwalifikowane, a te przeciętne zyskują uznanie.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Open Spaces - 04:00
2. Future Markets - 02:44
3. Prospectors Arrive - 04:40
4. Eat Him By His Own Light - 03:36
5. Henry Plainview - 04:14
6. There Will Be Blood - 02:08
7. Oil - 03:04
8. Proven Lands - 04:49
9. HW/Hope Of New Fields - 02:29
10. Stranded The Line - 02:20
11. Prospectors Quartet - 02:56

Razem: 37:00



Komentarze czytelników:

Marek:

Moja ocena:

100% zgody, jak dla mnie najbardziej intrygująca ilustracja zeszłego roku. A film Andersona - cudo!

Mystery:

Moja ocena:

W filmie spisuje się znakomicie. Na płycie wypada nieco gorzej, ale wciąż jest to kawał porządnego grania.

Kamil:

Moja ocena:

bombowa recenzja, z którą zgadzam sie całkowicie! czekam na kolejne! pozdro

tsquared:

Moja ocena:
bez oceny

...Fratres Arvo Pärta...

Zerth:

Moja ocena:
bez oceny

Ja wiem, że nie mam tak wysublimowanego gustu jak powyżsi panowie, ale mnie po prostu ta muzyka się nie podoba. Jest całkowicie niestrawialna poza obrazem (z filmem może komponuje się lepiej - nie wyrokuję, bo nie oglądałem), kakofoniczna i męcząca. Zdecydowanie wolę bardziej melodyjne i wpadające w ucho soundtracki.


  Do tej recenzji jest jeszcze 7 komentarzy -> Pokaż wszystkie