Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Slumdog. Milioner z ulicy (Slumdog Millionaire)

08 Luty 2009, 18:38 
Kompozytor: A. R. Rahman

Rok wydania: 2008
Wydawca: Interscope Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Slumdog. Milioner z ulicy (Slumdog Millionaire)

 Płytę dostarczyła firma:
Universal Music
Ta muzyka otrzymała nagrodę Oscara
Ostatnio pojawiło się w internecie (również na łamach Soundtracks.pl) wiele głosów oburzenia, że hinduski kompozytor A. R. Rahman zdobywa szereg prestiżowych nagród i wyróżnień za swoją muzykę do filmu Slumdog. Milioner z ulicy, pokonując cenionych faworytów, takich jak Danny Elfman, Alexandre Desplat czy Thomas Newman. Według wielu skandalem jest nagradzanie prymitywnej rąbanki rodem z Bollywood zamiast wyrafinowanych ilustracji muzycznych wspomnianych artystów. Świadczy to bowiem o uleganiu modzie, przedkładaniu samej inności nad jakość, a nawet zwyczajnej głupocie jurorów. Tymczasem po obejrzeniu rewelacyjnego filmu Danny’ego Boyle’a muszę stwierdzić, ze wszystkie podobne opinie musiały płynąć od osób nie zaznajomionych jeszcze z obrazem albo po prostu niekompetentnych.

Zanim jednak rozwinę swoją myśl, podsunę jeden argument moim ewentualnym polemistom. Otóż niewątpliwie głównym powodem, dla którego kompozycja Rahmana została zauważona jest jej wolumen w filmie. Każdy ją usłyszy, nawet widz zupełnie nie wyczulony na muzykę w kinie, odbierający dźwięki nie do końca świadomie. W Slumdogu wszystkie utwory przebijają się przez ścieżkę dźwiękową, bo są głośne, motoryczne i oderwane od tradycyjnej formy ilustracyjnej. Podczas seansu na sali nie raz aż trzęsła się podłoga od potężnych *beatów. Oczywiste więc, że przeciętny widz prędzej wypowie się o muzyce w filmie Boyle’a niż na przykład w Obywatelu Milku Gusa Van Santa, skądinąd właśnie niezwykle ciekawym od tej strony. Ale czy jedynym kryterium w ocenie muzyki filmowej ma być jej wyrazistość? Zdecydowanie nie i bynajmniej tak nie jest. Utwory Rahmana wyróżniają się bowiem nie tylko mocą brzmienia, ale stanowią oryginalne dopełnienie artystyczne dzieła Boyle’a.

A trzeba powiedzieć, że jest ono w pod wieloma względami wyjątkowe. Slumdog opowiada o dwóch braciach, wychowanych w bombajskich slumsach, którzy wyrastają na kompletnie różnych ludzi – jeden staje się brutalnym twardzielem i dołącza do gangsterów, drugi pozostaje wrażliwym chłopakiem, marzącym jedynie o odnalezieniu swej miłości z dziecięcych lat. Aby osiągnąć cel postanawia wziąć udział w popularnym teleturnieju Milionerzy. I właśnie ten program stanowi trzon konstrukcji filmu, od którego niezwykle efektownie odchodzą gałęzie fabularne całej, rozłożonej na kilkanaście lat, historii. Slumdog jest poruszającą love story, która trzyma w napięciu do samego końca i jednocześnie wstrząsającym obrazem Indii. Boyle na szczęście nie poszedł na tani sentymentalizm w hollywoodzkim stylu, lecz stworzył niezwykle dynamiczny obraz o rwanej narracji i chropowatej estetyce. I właśnie wartkość i napięcie akcji należy w dużej mierze zawdzięczać muzyce Rahmana.

Jego utwory zostały utrzymane w rozrywkowym stylu. Najczęściej słyszymy beaty hip-hopowe, dance albo techno z wyraźnymi hinduskimi elementami. Motoryczny rytm głębokiej perkusji okraszają folkowe wokalizy, ale również orientalne, rapowane frazy żeńskiego chórku, krótkie motywy instrumentów dętych drewnianych, oparte na charakterystycznych *skalach, czy wstawki syntetycznych smyczków. Wszystko to znakomicie kreuje atmosferę Indii, kraju wielkich kontrastów, a także bardzo efektownie cementuje formę filmu. Ale nie tylko. Taka prosta, napędzająca dyskotekowa muzyka doskonale sprawdza się w kapitalnie wyreżyserowanych scenach akcji. Gdy na przykład widzimy uciekające przed policjantami dzieci w labiryncie prymitywnych baraków, dynamiczny, mocny i bogaty brzmieniowo beat podnosi adrenalinę, a poza tym znakomicie oddaje atawistyczną walkę o przetrwanie w dzielnicach biedoty.

Rahman udanie zilustrował również wątek miłosny, dokonując przy tym trudnej sztuki. Napisał bowiem krótki, rzewny temat w stylu bollywoodzkim (melodyka oraz instrumentacja), lecz uniknął przesadnego sentymentalizmu. W ogóle artysta w całej swej kompozycji poszedł na całość, nie idąc na stylistyczne kompromisy. A własną koncepcję artystyczną uargumentował takimi melodiami, takimi podkładami i takimi ozdobnikami, że podczas seansu ani na moment nie czułem niesmaku czy zażenowania. Jego mocna muzyka idealnie komponuje się z obrazem.

W Slumdogu usłyszymy też wiele piosenek. Wybrzmiewają one w niemówionych sekwencjach, przedstawiających na przykład podróż dwóch braci albo w teledyskowych przebitkach krajobrazów Indii. Przeciwnicy nagradzania hinduskiego kompozytora dowodzą, że piosenki te stanowią dużą część muzyki w filmie i w związku z tym Rahman nie zasługuje na nagrody przyznawane za najlepszy score. Podają oni przy tym przykład oscarowego Babelu Gustavo Santaolalli, w znacznym stopniu wypełnionego piosenkami. Jest to porównanie chybione, gdyż w obrazie Inarritu rzeczywiście większość utworów wzięto z twórczości wielu różnych twórców, natomiast w Slumdogu wszystkie skomponował Rahman. Poza tym zostały one utrzymane w tej samej stylistyce, co muzyka instrumentalna, i nie raz pełnią podobną funkcję ilustracyjną.

Na koniec chciałbym zaznaczyć, że również moim zdaniem A.R. Rahman nie powinien w tym roku otrzymać Oscara. Nagroda bardziej należy się Danny’emu Elfmanowi, który stworzył do Obywatela Milka muzykę oryginalną i oddziałującą na zaskakująco wielu płaszczyznach. Jednak mówię stanowcze nie mieszaniu z błotem hinduskiego kompozytora. Jego dzieło na pewno zasługuje na uwagę i szacunek.

Muzyka na płycie - suplement do recenzji

Przyznam, że miałem spore obawy, czy kompozycje A.R. Rahmana wywołają na mnie tak samo dobre wrażenie jak podczas seansu. Bardzo często bowiem, gdy artysta sięga po środki muzyczne z szeroko pojętej rozrywki (odwołując się nawet do kiczu), aby zdynamizować film, jego ilustracja przestaje się już bronić jako dzieło autonomiczne. Na szczęście w przypadku Slumdoga. Milionera z ulicy jest zupełnie inaczej. Słuchając soundtracku możemy nie tylko raz jeszcze poczuć niesamowitą energię filmu Danny’ego Boyle’a, ale i odkryć wielkie bogactwo tej muzyki, w mniejszym stopniu słyszalne w połączeniu z obrazem.

Na płycie znalazło się trzynaście utworów utrzymanych w różnych stylach współczesnej rozrywki: przede wszystkim hip-hop, dance oraz techno. Łączą je, zastosowane w mniejszym lub większym stopniu, elementy hinduskiego folku – *skale, instrumentarium, charakterystyczne wokale, język – które sprawiają, że pomimo różnic gatunkowych między utworami, płyta stanowi spójną całość. Oczywiście prawdopodobnie wielu słuchaczy, z racji swoich preferencji muzycznych, będzie niektóre utwory omijać. Ja sam na przykład Millionaire byłbym w stanie słuchać jedynie na szalonej imprezie. Jednak, abstrahując od upodobań, trzeba przyznać, że wszystkie kompozycje są absolutnymi majstersztykami i w swoim rodzaju prezentują najwyższy światowy poziom.

W Slumdogu Rahman pokazał znakomity warsztat, brawurowo łącząc najefektowniejsze rozwiązania formalne, aranżacyjne i technologiczne z różnych dziedzin muzycznej rozrywki. Jest ich takie bogactwo i są one tak elektryzujące, że napędzają utwory, zacierając ich podziały formalne (nawet w piosenkach). W związku z tym w muzyce cały czas dzieje się coś nowego, a jej motoryczność, mocne beaty wcale nie dają wrażenia monotonni. Niemały wpływ ma na to wyczucie, z jakim artysta dozuje wszystkie muzyczne atrakcje. Na przykład w kapitalnej piosence O…Saya stopniowo buduje napięcie, dodając coraz to nowe składniki: motywy, gitarowe riffy, syntetyczne ozdobniki (np. rewelacyjnie zmiksowane *tremola), agresywne skandowane frazy dzieci, hip-hopowy kobiecy wokal itd.

W utworach Rahmana słychać pomysły godne największych mistrzów współczesnej sceny rozrywkowej. I, co najważniejsze, pojawiają się one znienacka, jednorazowo, stanowiąc smaczki, na które czeka się z utęsknieniem przy kolejnych odsłuchach. Przykładem mogą być klubowe, ciepło brzmiące harmonie syntezatorów w ostatnich sekundach wspomnianej piosenki O…Saya, wejście zmiksowanego chóru w niezwykle frenetycznym hip-hopowym Mausam & Escape czy raptowna klasycznie jazzowa *progresja w dowcipnym Gangsta Blues, na którą nakłada się zmysłowy kobiecy wokal. Ten ostatni utwór zwraca uwagę niezwykle oryginalnym połączeniem elementów hip-hopowych z jazzowymi oraz intrygującymi wstawkami charakterystycznymi dla filmów gangsterskich z lat 50 (współbrzmienia gitary, tajemnicza melodyka).

Slumdog. Millioner z ulicy dowodzi, że gatunków muzycznych nie można dzielić na lepsze i gorsze. Można natomiast oceniać muzykę pod względem jakości – kompozycji i wykonania. Dlatego dziełu Rahmana wystawiam najwyższą notę.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. O... Saya (Performed by M.I.A.) - 03:34
2. Riots - 01:59
3. Mausam & Escape - 03:53
4. Paper Planes (M.I.A.) - 03:23
5. Paper Planes [DFA Remix] (M.I.A.) - 05:49
6. Ringa Ringa - 04:15
7. Liquid Dance - 02:59
8. Latika`s Theme - 03:09
9. Aaj Ki Raat (Sonu Nigam) - 06:07
10. Millionaire (02:44)
11. Gangsta Blues (03:42)
12. Dreams On Fire (04:08)
13. Jai Ho (05:19)

Razem: 51:01



Komentarze czytelników:

Koper:

Moja ocena:

Muzyka na płycie - 0 gwiazdek??

Mystery:

Moja ocena:

"Recenzja zostanie uzupełniona o ocenę muzyki na płycie" :)

Pokemon:

Moja ocena:

Jak tylko zobaczyłem okładkę do Slumdoga na stronie głównej, to miałem nadzieję, że pod recenzją się podpisze właśnie Olek (chyba jedyny recenzent na tym serwisie, który potrafi docenic rzecz inną i nie boi się pójśc na przekór opinii innych;)) i się nie zawiodłem. Teraz ja się podpisuje pod tą recką - obiema ręcoma. Fenomenalny film (genialny pomysł na poprowadzenie narracji, szacun wielki), może i bajka, może i brutalna nadmiernie, ale pomimo całej aury bajkowości cholernie to prawdziwe dzieło. No i najlepsze dziecięce aktorstwo since "Pokuta";). A muzyka? Hmm. Momentami naprawdę zastanawiałem się WTF?;) Ale owe momenty szybko odchodziły w niepamięc. Muzyka po prostu ten film nakręca potężnie, niesamowicie buduje klimat! Film ten bez muzy Rahmana stracił by przynajmniej 1/4 swojej mocy! No i proszę, nie zapominajmy, że muzyka filmowa nie jest po to, żeby fajnie się jej słuchało.

Koper:

Moja ocena:

"Recenzja zostanie uzupełniona o ocenę muzyki na płycie" - czy mam rozumieć, że recenzent dopiero zamierza jej wysłuchać?? :P

Krystian:

Moja ocena:

Przed obejrzeniem filmu muzykę uważałem za jedną wielką pomyłkę a nawet kicz. Dopiero, gdy wysłuchałem dzieła Rahmana w obrazie Boyle’a, wtedy zrozumiałem te wszystkie zachwyty. Faktycznie jako ilustracja, muzyka sprawdza się rewelacyjnie, więc 4.5 gwiazdki w filmie to odpowiednia ocena.
Jednak na płycie jest już nieco gorzej, i to główna wada muzyki Rahmana. Wszystkie piosenki nie są już takie dobre, muzyka ilustracyjna również, tu mam na myśli „Riots”, „Mausam And Escape” oraz „Millionaire”. Poza obrazem muzyka wypada po prostu słabiej. Tylko cztery utwory mi się spodobały, przede wszystkim świetny „Latikas Theme” oraz bardzo dobra piosenka oparta na tym temacie „Dreams On Fire”, ale z tego co pamiętam, nie użyta w filmie, oraz dwie niezłe piosenki: „O...Saya” i „Jai Ho”.
Cóż, muzyka w filmie świetna, na płycie raczej przeciętna, ale trzeba przyznać, że jest solidna, oryginalna i nowatorska, ale to nie oznacza, że trzeba ją zaraz nagradzać Złotymi Globami, Oscarami i BAFTA-mi. Można powiedzieć, że ma tyle samo plusów, co minusów. Jednak trochę za mało tych dobrych utworów, żeby postawić więcej, jak 3.5 gwiazdki :)


  Do tej recenzji jest jeszcze 22 komentarzy -> Pokaż wszystkie