Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Steamboy

05 Kwiecień 2009, 00:09 
Kompozytor: Steve Jablonsky

Dyrygent: Blake Neely
Orkiestracje: Bruce Fowler, Suzette Moriarty, Walter Fowler, Elizabeth Finch, Ladd McIntosh

Rok wydania: 2004
Wydawca: Colosseum Animated

Muzyka na płycie:
Steamboy

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Nazwisko – Steve Jablonsky, raczej nie kojarzy się z muzyką filmową wysokich lotów. Traktowany jest najczęściej jako typowy rzemieślnik ze studia Remote Control, który uzupełniał tylko twórczość takich kompozytorów z byłego *Media Ventures, jak Hans Zimmer, czy Harry Gregson – Williams. Jego solowa kariera ograniczała się raczej do telewizyjnych produkcji z ograniczonym budżetem. Szansę na debiut na kinowym ekranie dostał w 2003 roku na planie *remaku klasycznego horroru Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną. Krytycy raczej nie pozostawili na tej ilustracji suchej nitki – określenie: ilustracyjna tapeta i mroczna muzyka ambientowa to zdecydowanie dyplomatyczne określenia. Niektórzy już wtedy sądzili, że tak będzie wyglądała kariera tego młodego kompozytora – trochę „additional score”, trochę taniej muzyki do tanich filmów. Opinia ta jednak musiała ulec zmianie w roku 2004, a ściślej 29 października, gdy nakładem Colosseum Animated na rynku soundtracków pojawiła się jego godzinna partytura do japońskiej animacji przygodowej pt. Steamboy. To 22-milionowa produkcja rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni w reżyserii Katsuhiro Ôtomo. Film debiutował w Japonii 17 lipca 2004 roku, zaś w USA dopiero 18 marca 2005 roku. Już sam fakt zatrudnienia Amerykanina do japońskiego filmu stanowił ciekawostkę, a tym bardziej muzyka, który nie cieszył się żadną znaczącą renomą w Hollywood. Szansa została dana na wyrost i trzeba uczciwie powiedzieć, że Steve Jablonsky w pełni tę szansę wykorzystał.

Pierwszą cechą jaka od razu rzuciła się w oczy to atmosfera i klimat muzyki. Steve Jablonsky odszedł od dość typowego szablonu pisania muzyki pod animację z mnóstwem słodkich melodii i wszechobecnym stylem „mickey – mousing”. Wręcz przeciwnie, kompozytor potraktował Steamboya jako normalny, fabularny film akcji i taką też muzykę stworzył. Po drugie, mimo wychowania muzycznego odebranego w Media Ventures, Steve Jablonsky skomponował tę partyturę w dużej mierze w oparciu o potężne brzmienie orkiestry symfonicznej – za techniczne przygotowanie całej konstrukcji odpowiadało aż 5 orkiestratorów. Tym razem elektronika została zepchnięta na dalszy plan, pełniąc tylko rolę pomocniczą. Nawet w muzyce akcji, a tej na pewno tu nie brakuje, Jablonsky podbijał rytm i nadawał siły napędowej pędzącej ciągle akcji, przy pomocy klasycznych środków perkusyjnych, a nie tylko tanich sampli syntetycznych. W kwestii użycia arsenału orkiestrowego, ilustracje rodem z *MV kładły duży nacisk na szeroki wachlarz sekcji smyczkowej oraz kipiące mocą i basem instrumenty dęte blaszane. Tym razem, Jablonsky porzucił zasadę – siła przede wszystkim i postawił na instrumentalne zróżnicowanie głównego motoru napędzającego partyturę, nie obawiając się używać na przemiennie różnych sekcji dętych, co nadawało całości bogactwa i przepychu.

Jablonsky nie zapomniał także o tematycznej bazie filmu, ale choć jest tych melodii głównych co najmniej trzy, jakoś nie odgrywały zbyt wiodącej roli w narracji, co bynajmniej nie przeszkadzało, gdyż kompozytor zastąpił je całą masą mniejszych podtematów. Pierwszy z tematów to prezentacja Anglii i miasta Manchester w drugiej połowie XIX wieku (Manchester 1866) – Steve stworzył na opisanie tego przemysłowego miasta niezwykle lekką, optymistyczną melodię, która co chwila zrywała się do biegu, aby po chwili ponownie zatrzymać się na nabranie oddechu. Pochwalić trzeba za zróżnicowaną orkiestrację – momenty „cięższe” wzięła na swoje barki rytmiczna *sekcja smyczkowa, werble, kotły, „niski” fortepian w tle (kłania się Jerry Goldsmith) i wiodące *waltornie, zaś momenty „lżejsze” zostały rozpisane na instrumenty dęty drewniane oraz subtelne, płynące wręcz *smyczki wygrywające główną melodię. Kolejną odsłonę tego skocznego, optymistycznego tematu można było usłyszeć w The Atelier of Ray. Trzeba przyznać, że muzyka kompozytora brzmiała wybornie w bardziej emocjonalnych klimatach – można się o tym przekonać w kolejnym, tanecznym temacie Scarlet, który ewidentnie inspirowany był konwencją wiedeńskiego walca. To najbardziej optymistyczna kompozycja całego materiału, której atmosferę radości i zabawy tworzyły doskonale zgrane połączenia smyczków, instrumentów dętych drewnianych i klimatycznie brzmiących cymbałów. Przypominało to Nicka Glennie-Smitha i Człowieka w Żelaznej Masce. Rekapitulacja tematu „walca” została rozpisana na dominujący flet i fortepian – Crystal Palace Waltz. Trzeci z tematów „lirycznych” Unexpected Meeting i London World Exposition to udramatyzowana wariacja tematu głównego z zupełnie nowym materiałem opartym na zróżnicowanej brzmieniowo sekcji smyczkowej, która nadawała tego znanego uczucia smutku, zadumy i przygnębienia. Słychać, że Steve Jablonsky naprawdę szukał inspiracji tworząc te trzy tematy, podkreślając nimi nie tylko dynamiczną stronę filmu.

Szczególnie wysoką ocenę należy wystawić twórcy za muzykę akcji. Na pewno nie jest to elektroniczna tapeta rodem z Media Ventures, nastawiona na głośność i zalanie słuchacza nadmiarem dźwięków. Steve Jablonsky poszedł bardziej w kierunku orkiestrowej przygody, melodyjnej i tematycznej, z dużą dawka optymizmu i lekkości, inspirując się twórczością takich sław jak James Honer (Człowiek – rakieta: The Rocketeer), John Williams (Hook) lub Jerry Goldsmith (Dzielna Pani Brisby – The Secret of NIMH). Na pewno można też wyczuć tutaj klimat pierwszej części Piratów z Karaibów, do której Steve pisał dodatkową muzykę rok wcześniej. Nie ma tu żadnych nieprzemyślanych konstrukcji, całość oparta została na wprowadzanych co chwilę rytmicznych i melodyjnych motywach, rozbudowanej orkiestry i poszczególnych, uzupełniających się sekcji oraz ciągle obecnej sekcji rytmicznej. Słowem „akcja”, jakiej sam mistrz Jerry Goldsmith by się nie powstydził. Każdy, kto uwielbia zrobiony z pomysłem i energetyzujący *„action score” powinien zapoznać się z takimi kompozycjami jak Chase (tutaj słychać szczególnie odwołania do Piratów Klausa Badelta, choć tylko w rytmice), szybujący Raid by the Airship, utrzymany w marszowej konwencji i uzupełniony mrocznym tematem dramatycznym Ray`s Dilemma lub tętniący mroczną perkusją i werblem The Sortie of Scotland Yard. W kompozycjach akcji słychać co pewien czas przewijającą się elektronikę, najczęściej w formie pulsujących perkusonaliów, ale tak jak wspominałem wcześniej, jej rola została zepchnięta tym razem do funkcji ozdobnicznej.

Tak prezentowała się pierwsza część albumu. Także w drugiej Steve Jablonsky miał sporo do powiedzenia. Na pewno wyróżnił się w tym względzie pozytywnie w stosunku choćby do Briana Tylera, którego soundtracki najczęściej prezentują najlepszy materiał w pierwszej połowie, mniej ciekawą resztę upychając na koniec. Steve starał się w miarę równomiernie rozłożyć siły, choć tym razem trudno mówić na równowadze. Nadal dominowała wirująca wokół akcja przeplataną tematem głównym w Fight in the Exposition Ground, gdzie Jablonsky posłużył się rytmiką wzorowaną ponownie na Piratach z Karaibów, czy pulsujący perkusją (Launch!). Obiektywnie muszę jednak stwierdzić, że tym razem „action score” jest już tylko dobry – nie wzbudza takich emocji jak na początku: pewnie trudno jeszcze Jablonsky`emu utrzymać jednakowy poziom przez cały czas (to nie Goldsmith). Dużo lepiej wypadła heroiczna oprawa tematu głównego – Fly in the Sky. W tej części płyty obecne były tylko dwie konstrukcje dające możliwość oddechu – temat dramatyczny w Temptation i Two Delusions: Jablonsky naprawdę bardzo dobrze połączył pełne nostalgii i żalu frazy smyczkowe oraz potęgujący te odczucia męski chór w temacie dramatycznym. Słychać tu wyraźnie doświadczenie wyniesione z Piratów z Karaibów.

Niezwykłej urody konstrukcję zaprezentował kompozytor w dwuczęściowym finale. Najpierw ponad 8-minutowy moloch akcji, w którym inspirację stylistyczną i perkusyjną stanowiła współpraca Jablonsky`ego z Hansem Zimmerem na planie rok wcześniejszego Łzy Słońca. To charakterystyczne połączenie dramaturgii, smutku i nadziei w dynamicznej i rytmicznej konwencji, jest typowe dla szkoły Media Ventures. I za każdym razem dostarcza właściwej dawki satysfakcji. A na sam koniec tradycyjnie mogliśmy usłyszeć prezentację tematu głównego w Ray`s Theme, najpierw na liryczną wariację znaną z początku płyty, a następnie sfinalizowana prezentacja fanfarowa na całą orkiestrę z prowadzącymi sekcjami dętymi blaszanymi.

Ponieważ wiodącym elementem na albumie jest muzyka akcji należałoby powiedzieć o niej choćby parę słów. Jest co najmniej dobra, a przemawiającą za nią cechą jest to, że… nie brzmi jak Media Ventures. Całość została rozpisana na żywą orkiestrę i to jej poszczególne sekcje decydowały o rytmice, tempie i stylistyce, a nie armia komputerów. Także tradycyjny w MV męski chór, tutaj pojawiał się tylko od czasu do czasu. Co prawda Steve Jablonsky napisał do filmu trzy tematy przewodnie, to jednak mimo ich niezaprzeczalnego uroku (temat heroiczny, liryczny i dramatyczny), nie były one wszędobylskie w partyturze i pojawiały się raczej oszczędnie. Na szczęście kompozytor zapełnił ilustrację całym szeregiem mniejszych podtematów, które szczególnie często nadawały ton muzyce akcji. Przypomnieć również należałoby fakt, że ta muzyka od początku do końca nie brzmiała jak do animacji, ale do zwykłej, fabularyzowanej przygody. Nie będę ukrywał, że Steamboy to najbardziej oryginalna, świeża i pełna wigoru ilustracja filmowa w karierze kompozytora. Trochę szkoda, że Steve Jablonsky nie poszedł, póki co, w tym kierunku.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1.Manchester 1866 - 5:13
2.The Chase - 5:02
3.Unexpected Meeting - 2:20
4.Scarlet - 1:30
5.Raid by the Airship - 2:37
6.London World Exposition - 3:33
7.The Atelier of Ray - 1:40
8.Crystal Palace Waltz - 2:12
9.Ray`s Dilemma - 5:37
10.The Sortie of Scotland Yard - 1:46
11.Fight in the Exposition Ground - 3:44
12.Launch! - 5:23
13.Temptation - 3:48
14.Fly in the Sky - 1:07
15.Two Delusions - 4:00
16.Collapse and Rescue - 8:24
17.Ray`s Theme - 2:53

Razem: 60:49



Komentarze czytelników:

Mystery:

Moja ocena:

Najlepszy score Jablonskyego. Tego się słucha.

Mefisto:

Moja ocena:

Świetny score i właściwie jeden z nielicznych dowodów na talent twórcy.

Neimoidian:

Moja ocena:

Przyzwoita praca, Jablonsky nie musi się jej wstydzić. Jednak ja nie dałbym 4ki. Mimo wszystko pewien charakterystyczny styl rodem z MV się czuje, bez względu na to, czy wykorzystana jest żywa orkiestra czy nie. A dodam, że fanem tego stylu nie jestem, szczególnie jak sprawa dotyczy muzyki akcji. Jablonsky, co udowodnił np. w "Transformersach", potrafi tworzyć całkiem w porządku melodie, ale zazwyczaj nie potrafi ich przekształcić w wysokiej jakości utwory. W "Steamboyu" udało mu się przynajmniej zbliżyć do poziomu, który wielu innych kompozytorów prezentuje na co dzień.

Wawrzyniec:

Moja ocena:

Cóż nie pozostaje mi nic innego jak tylko się zgodzić, że jest to najlepszy score Jablonskyego. Może gdyby film odniósł większy sukces muzyka ta byłaby popularniejsza?:/
A sama muzyka naprawdę dobra. Szczególnie utwór "Collapse and Rescue" zaliczam do najlepszych na płycie.