Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Transformers: Zemsta Upadłych [Score] (Transformers: Revenge Of The Fallen)

13 Lipiec 2009, 11:41 
Kompozytor: Steve Jablonsky

Dyrygent: Nick Glennie-Smith (orkiestra), Gavin Greenaway (chór)
Orkiestracje: Bruce Fowler, Suzette Moriarty, Walter Fowler, Rick Giovinazzo, Penka Kouneva, Elizabeth Finch, Kevin Kaska
Muzyka dodatkowa: Ryeland Allison, Clay Duncan, Tom Gire, John Sponsler, Hans Zimmer

Wokalizy: Lisbeth Scott
Elektryczna wiolonczela: Martin Tillman
Gitary: Heitor Pereira, George Doering

Rok wydania: 2009
Wydawca: Warner Bros / Reprise Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Transformers: Zemsta Upadłych [Score] (Transformers: Revenge Of The Fallen)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Płytę dostarczyła firma:
Warner Music
Michael Bay już od wielu lat jest żywym przykładem niesamowitej żyły złota w Hollywood. Praktycznie każdy jego film odnosił gigantyczny sukces... Komercyjny sukces. Nie inaczej było z pierwszymi Transformersami. W 2007 roku obraz podbił kina całego świata, zderzając się jednak z podzielonymi zdaniami krytyków. Mnie osobiście film bardzo przypadł do gustu. Pojawienie się kolejnych części przygód bohaterskich Autobotów było oczywiście tylko kwestią czasu. I tak dwa lata po premierze części pierwszej miałem nieprzyjemność wybrać się do kina na Transformers: Zemstę Upadłych. Drugi film jest ściśle powiązany z pierwszym. Mamy tych samych bohaterów a Autoboty zadomowiły się na stałe na Ziemi i wspólnie z rasą ludzi walczą przeciwko złu i Decepticonom. Zabawki firmy Hasbro były elementem mojego dzieciństwa, stąd jestem zniesmaczony, że Bay nakręcił teraz takiego gniota, zabijając legendę tych zabawek. Transformers: Zemsta Upadłych to chyba najsłabszy film w jego karierze, a i krytycy są tutaj jeszcze bardziej zgodni na niekorzyść reżysera niż przy części pierwszej.

W 2005 roku Michael Bay rozpoczął współpracę z kompozytorem Stevem Jablonskym. Bardzo dobry soundtrack z Wyspy zaowocował angażem Jablonsky`ego do pierwszych Transformersów. Kompozytor nie zawiódł. Stworzył bardzo interesującą ścieżkę dźwiękową, której głównym atutem była przebojowość i słuchalność. Przyznaję, że należę do entuzjastów tego score`u, choć zdaję sobie sprawę, że tak jak film, muzyka Jablonsky’ego wywoływała zażarte dyskusje zagorzałych fanów i przeciwników. Jak jest natomiast z muzyką z Zemsty Upadłych? Sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, szczególnie dla kogoś takiego jak ja – entuzjasty muzyki z „Jedynki”…

Po wielkim sukcesie Transformersów fani – o dziwo – musieli czekać dobre parę miesięcy na pojawienie się muzyki instrumentalnej na płycie CD, do czego dodatkowo nakłaniano wytwórnię Warnera petycjami. Jakby tego było mało, wydawca nie pochwalił się, że *score wydany będzie tylko w USA i to w bardzo małym nakładzie. Efektem tego było to, że w niecałe pół roku po pojawieniu się płyty w amerykańskich sklepach, nakład został wyczerpany i do dziś score ten osiąga wysokie ceny na aukcjach internetowych, sięgające często nawet 80 czy 100$. Jego wartość nasiliła się, co zrozumiałe, przy okazji premiery drugiej części filmu. Muzyka z Zemsty Upadłych wydana została na całym świecie, co zapewne przełoży się na to, że tym razem nie będzie problemów z wyczerpaniem nakładu w kilka miesięcy po premierze. Album z piosenkami oraz płyta ze *scorem ukazały się tuż przed premierą filmu, który na ekrany kin zawitał 24 czerwca 2009 roku.

Steve Jablonsky, jak nikt inny w Hollywood, potrafi umiejętnie i z wielką pasją kopiować, zapożyczać, przearanżowywać, zmieniać i bawić się istniejącą już muzyką ze stajni *Media Ventures. Do tego też potrzeba talentu, o czym wielu zagorzałych przeciwników Jablonsky’ego, którzy z ironią na ustach wypowiadają się o jego pracy, zdaje się zapominać. Transformers: Zemsta Upadłych jest doskonałym przykładem na to, że Jablonsky ma umiejętności zdolnego kopisty i aranżera. W Zemście Upadłych znajdziemy znajome dźwięki z Aniołów i Demonów, Ostatniego Samuraja, Piratów z Karaibów czy Mrocznego Rycerza. Wydawcy płyty zdecydowali się na dość ryzykowny krok, pozbawiając ją, poza małymi wyjątkami, muzyki akcji. Tak, pozbawiając muzyki akcji! Może zabrzmieć to dość zaskakująco dla osób, które jeszcze nie słuchały krążka, ale taka jest prawda. I to jest mój główny zarzut do płytowego wydania z Zemsty Upadłych, tym bardziej, że w filmie znajdziemy drugie tyle muzyki, i to w większość właśnie muzyki akcji. Kompozytor w przeważającej większości zrezygnował z tematów z pierwszej części filmu, tworząc nowe kolaże tematyczne, w tym z zapożyczeniami od innych twórców, o czym wspomniałem wyżej. Ostał się w „Dwójce” temat Optimusa Prime, który jednak Jablonsky dość mocno zmienił. Najbardziej interesująco przestawiają się utwory dramatyczne, szczególnie te z wokalizami Lisbeth Scott (Infinite White) oraz elementami etnicznymi. Warte wspomnienia są też złowieszcze elementy chóralne, które usłyszymy choćby w Heed Our Warning czy Forest Battle. Najbardziej charakterystycznym fragmentem płyty jest utwór NEST, czyli temat wojskowej jednostki specjalnej. Jablonsky oparł go na melodii z tytułowej piosenki do filmu, w wykonaniu zespołu Linkin Park. Jest to ostre, dynamiczne granie z dużą ilością loopów, sampli i elektroniki, które oddziałują na słuchacza swoim potężnym brzmieniem. Kompozytor nagrał do filmu ponad sto minut muzyki, a przy nagraniach pomagały mu takie znane nazwiska, jak Martin Tillman (elektryczna wiolonczela), Heitor Pereira czy George Doering (gitary). Ich solowe popisy są jednym z fundamentów tej ścieżki dźwiękowej. Nie znajdziemy, co prawda, w muzyce z Zemsty Upadłych takich sztandarowych utworów, jak Arrival To Earth czy Scorponok, które dumnie reprezentowały część pierwszą, jednak i płyta z „Dwójki” ma coś do zaoferowania. Szkoda, że trwa tak krótko, i że została nie do końca dobrze wydana pod względem zawartości.

Moim celem w tej recenzji nie było wytykanie każdego błędu Jablonsky’ego, czy mniejszych lub większych mizerności tej muzyki. Uczyniło to już kilku kolegów recenzentów z innych portali i wtrącanie moich przysłowiowych trzech groszy nic tu nie zmieni, tym bardziej, że nie ze wszystkimi zarzutami się zgadzam. Ktoś powie, że to wszystko już słyszeliśmy, że to wszystko już było, że jest to niestrawne, że muzyka nie grzeszy nadmiarem ambicji... Ja natomiast pytam: Co z tego? Kompozytor zrobił po prostu to, czego od niego oczekiwano i wywiązał się ze swojego zadania bardzo dobrze. Nie ma sensu rozdrabniać się nad tym scorem. Temu, kto tak strasznie krytykuje tą muzykę, sugeruję poczekać do pojawiania się jakiegoś complete score`u, bo wydanie płytowe naprawdę krzywdzi muzykę z Zemsty Upadłych. Ostatni tak wyraźnie zauważony przeze mnie błąd w doborze materiału na CD pojawił się chyba przy Die Another Day Davida Arnolda, gdzie również, z niewiadomych przyczyn, wiele wspaniałej muzyki nie zamieszczono na oficjalnej płycie, przez co album został automatycznie zmieszany z błotem przez sporą część miłośników muzyki filmowej.

Transformers: Zemsta Upadłych to standardowa, nie wnosząca za wiele nowego, ale za to dobrze skrojona na swoich płaszczyznach gatunkowych i tematycznych muzyka, przeznaczona dla miłośników nieskomplikowanej i popcornowej rozrywki, którzy nie od każdej płyty oczekują przesadnych ambicji. Jest to też muzyka, która, w mojej opinii, przewyższa ten tragiczny film, i jest jego jednym z nielicznych plusów. *Score z Zemsty Upadłych to płyta na dwa czy trzy przesłuchania, w której po prostu drzemie niewykorzystany potencjał. Jest to więc kolejny przeciętniak i średniak z Hollywood, szkoda tylko, że słabszy od dobrej muzyki z pierwszych Transformersów. Steve Jablonsky od dawna przewija się jak cień po muzycznych dokonaniach swoich kolegów po fachu i będzie to robił nadal, dodatkowo wspomagany przez tabuny orkiestratorów. Czy się to nam podoba czy nie… Osoby sięgające po score w stylu Zemsty Upadłych muszą sobie z tego zdawać sprawę.

Recenzję napisał(a): Adam Krysiński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Prime - 2:14
2. Einstein`s Wrong - 3:35
3. NEST - 2:08
4. The Shard - 2:42
5. The Fallen - 4:03
6. Infinite White - 3:58
7. Heed Our Warning - 4:26
8. The Fallen`s Arrival - 3:47
9. Tomb Of The Primes - 2:47
10. Forest Battle - 2:04
11. Precious Cargo - 1:38
12. Matrix Of Leadership - 3:50
13. I Claim Your Sun - 3:06
14. I Rise, You Fall - 3:35

Razem: 43:55



Komentarze czytelników:

Mefisto:

Moja ocena:


<---------

Neimoidian:

Moja ocena:

Napisałeś Adamie: "Steve Jablonsky, jak nikt inny w Hollywood, potrafi umiejętnie i z wielką pasją kopiować, zapożyczać, przearanżowywać, zmieniać i bawić się istniejącą już muzyką ze stajni *Media Ventures. Do tego też potrzeba talentu (...) Transformers: Zemsta Upadłych jest doskonałym przykładem na to, że Jablonsky ma umiejętności zdolnego kopisty i aranżera." Jeśli Jablonsky jest tak dobrym kopistą, to niech się w punkcie ksero zatrudni, a nie pisze muzykę. Bo kompozytorem jest wyjątkowo słabym. I wierz mi, osoba z przeciętnym wykształceniem muzycznym powinna dać sobie radę w tak pozbawionym inwencji własnej kopiowaniu cudzych pomysłów, jak to było i w pierwszych "Transformersach", i tych tutaj (te, przynajmniej na płycie, są wyjątkowo pozbawione nawet tych resztek polotu, jakie były w Jedynce - wiadomo, tam Steve żerował na znacznie lepszych kompozytorach).||
"Ktoś powie, że to wszystko już słyszeliśmy, że to wszystko już było, że jest to niestrawne, że muzyka nie grzeszy nadmiarem ambicji... Ja natomiast pytam: Co z tego? Kompozytor zrobił po prostu to, czego od niego oczekiwano i wywiązał się ze swojego zadania bardzo dobrze." No cóż, zrobił, o co go proszono, ale czy należy mu się za to pomnik? Miała być chała i jest. Operacja się udała, pacjent zmarł. Trudno oczekiwać, by muzyka z filmu rozrywkowego porażała głębią lub zaskakiwała oryginalnością (niektóre największe dzieła muzyki filmowej jawnie odwołują się do cudzych dokonań), ale można od niej wymagać o wiele więcej. Goldsmith (zazwyczaj) dawał sobie z tym radę, podobnie Williams, podobnie Barry, Silvestri, Horner, Arnold, Powell, Elfman i Bóg wie jak wielu innych. Nawet Zimmer to potrafi (jak mu się zachce). W tym zestawieniu praca Jablonskiego to nie jest więc kolejny ogrzewany kotlet, ale zwyczajna tania podróbka, która ma się niczym wyrób czekoladopodobny do prawdziwej, wysokoprocentowej czekolady.

Jaszczur:

Moja ocena:

Cóż.. dla mnie ta muzyka jest nieporozumieniem. Gorszego soundtracku nie słyszałem od lat.

mich:

Moja ocena:

Miało być patosowo i tak się stało. Steve uraczył nas bardziej "chilloutowym" brzmieniem. Kontynuacja nie kole w uszy, tak jak ubiegla kontynuacja Księcia Kaspiana pana Gregsona, jak i jeszcze gorszego X-Men. Jest dużo nowych motywow. Ale prawie nie slyszalem tej muzyki w filmie, w przeciwienstwie do pierwszej czesci. Zauwarzylem, ze jest to jedyny kompozytor obok Gregsona, który umiejetnie posluguje sie chorami i je soczyście eksponuje Einstein`s Wrong i Heed Our Warning to bardzo mocne propozycje i za to kocham juz ta plyte. Do tego wcisnął troche jakby na sile ta wokalize Lisabeth Scoot, ale jej glos zastepuje mi brak pieknego glosu Lisy Gerrard w muzyce filmowej. Recenzent nie wspomnial o The Fallen, utwór mroczny i wnoszący świeżość według mnie z tym ekscentrycznem glosem walajacym sie gdzies tam w tle.
Nie roztkliwiajac sie: Mialo być patosowo i jest patosowo, a ze ubustwiam ten patos to cenie wysoko.
peace

muaddib_dw:

Moja ocena:
bez oceny

Steve zemścił się na uszach fanów dobrego filmowego grania a i upadło mu się jeszcze przy okazji baaaardzo nisko. Szkoda mi tylko jego mistrza który pewnie się teraz za niego nielada wstydzi. Panie Zimmer prosimy o większą selekcję bo coraz wiecej na tym świecie Pana nieudolnych kopistów się pałęta. Co innego z obrazem, w filmie muza spełnia swoje zadanie co do albumu jednak to niestety albo raczej i dobrze za rok nikt o niej nie bedzie juz pamiętał.


  Do tej recenzji jest jeszcze 5 komentarzy -> Pokaż wszystkie