Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Śmierć nadejdzie jutro (Die Another Day)

22 Marzec 2003, 18:57 
Kompozytor: David Arnold

Orkiestracje: Nicholas Dodd
Dyrygent: Nicholas Dodd

Rok wydania: 2002
Wydawca: Warner Brothers

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Śmierć nadejdzie jutro (Die Another Day)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

James Bond wkracza do kin już po raz dwudziesty i trzeba przyznać, że tegoroczna "inwazja" jest niezwykła. Die Another Day – bo tak brzmi tytuł (znowu niezbyt gramatycznie przełożony przez Polskich tłumaczy na "Śmierć nadejdzie jutro"; jakby nie mogli zostawić oryginalnego tytułu) bije wszelkie kasowe rekordy; w USA w ciągu pierwszego weekendu zarobił 42 miliony $, co jest najlepszym wynikiem serii (prześcignął nawet startującego w tym samym czasie Harry`ego Pottera II). W Polsce jest bardzo podobnie, ponad 90 tyś. osób w ciągu pierwszych trzech dni po premierze, jest niewątpliwie wielkim sukcesem.

Tegoroczny odcinek jest jubileuszowy (obchodzona jest 40 rocznica powstania pierwszego Bonda), więc znajdziemy w nim wiele doniesień do poprzednich filmów, stanowiących specyficzny "hołd" w stronę twórców, także wiele wskazuje na to, że jest to najlepszy występ Pierca Brosnana w tej roli; ale jeśli chodzi o muzykę, to nie jest już tak różowo. Bondowskie piosenki tytułowe prawie zawsze były wielkimi hitami, w eleganckim stylu promującymi poszczególne filmy. Z pod pióra Johna Barryego wyszło wiele bestsellerowych kompozycji (np.: "Moonraker", "Goldfinger", czy największy hit: "A View To A Kill"), późniejsi kompozytorzy także dobrze sobie radzili (wspaniałe "License To Kill" Michaela Kamena, "Nobody does it Better" Marvina Hamlischa, "The World is Not Enough" Davida Arnolda). Bardzo rzadko zdarzało się, że inna niż kompozytor osoba tworzyła piosenkę tytułową, taka sytuacja miała miejsce tylko kilka razy ("Live & Let Die", "Tomorrow Never Dies", "Golden Eye"), ale na szczęście były to świetne kompozycje, które z miejsca stały się hitami. Tym razem producenci nie dali następnej szansy Arnoldowi na napisanie piosenki i zlecili to Madonnie, która wraz ze swoim "nadwornym" kompozytorem stworzyła największą szmirę, jaką miałem okazję słyszeć w Bondowskim filmie. Moje złe przeczucia niestety się sprawdziły. Ta piosenka w ogóle nie pasuje do 40 rocznicy Bonda, umieściłbym ją raczej na play–liście jakiegoś DJa w podrzędnym dyskotekowym techno-clubie. Całe szczęście, że w tle cicho słychać *smyczki, które nadają tej fatalnej kompozycji trochę finezji, jednak przez większość czasu towarzyszy im cały zbiór dziwnych, komputerowych dźwięków, podczas których słuchania odnosi się wrażenie, że chyba jest coś nie tak z naszym sprzętem nagłośnieniowym. Głos Madonny, która raczej mówi niż śpiewa jest taki jak zawsze (dodatkowo oszpecony komputerowymi zniekształceniami), zresztą nie ma ona za wiele do śpiewania – utwór ten nie ma praktycznie jakiejkolwiek melodii. Jest to nie tylko jedna z najgorszych piosenek Madonny, ale także najgorsza piosenka w całej, 40 – letniej historii Bondowskich filmów. Całe to "zajście" nazwałbym wielkim skandalem, a osobę odpowiedzialną za wybór Madonny, zamknąłbym w małym pokoju i puszczałbym jej tego śmiecia (inaczej nie mogę nazwać tej kompozycji) non-stop przez 24 godziny.

Na szczęście dalsza część albumu jest o wiele bardziej interesująca. Kompozycjami instrumentalnymi zajął się po raz trzeci David Arnold, którego bardzo cenię za muzykę, jaką stworzył do poprzednich odcinków przygód Bonda (w szczególności za rewelacyjny "Tomorrow Never Dies"). Opracował on swój własny styl, w którym połączył pełną symfoniczną orkiestrę, z komputerowymi syntezatorami. Muzycznie "Die Another Day" stanowi kontynuację tego stylu, lecz tym razem Arnold postawił jeszcze większy nacisk na komputerowe "bajery", co nie wyszło soundtrackowi na dobre. W niektórych utworach elektronika wysuwa się na prowadzenie, spychając orkiestrę do roli "tła" (jedenastka, trzynastka), a nie jest to zbyt przyjemne. Lecz mimo tego całego komputerowego przepychu, Davidowi znowu udało się w kilku utworach perfekcyjnie (może trochę bardziej nowocześnie, ale nadal perfekcyjnie) połączyć syntezatory z orkiestrą i tematem Bonda, oraz gdzieniegdzie wpleść pełny chór (rewelacyjna trójka, czwórka, świetna dwunastka i czternastka). Ogólnie płyta ta ma bardzo dynamiczny charakter (dużo tu szybkich i zwariowanych fragmentów), jednak jest także kilka wolniejszych kawałków: temat miłosny, dziewczyny bonda – Jinx (siódemka, ósemka) jest bardzo kameralny i sympatyczny z niepokojącym nastrojem, oraz ostatni utwór (czternastka) pochodzący z samej końcówki filmu (przypomina aranżację użytą przez Arnolda na końcu "The World Is Not Enough"- "Christmas In Turkey", a raczej jest to w zasadzie prawie dokładnie ta sama melodia). Niezwykłą niespodzianką jest natomiast szóstka, która zaskakuje kubańską aranżacją tematu zbliżonego do głównego tematu Bonda, z fantastycznymi solówkami na fortepianie i sekcji dętej. Ogólnie wszystkie użyte przez Davida tematy są ciekawe i udane (stylowo nawiązuje on wiele razy do klasycznych soundtracków Barryego), trzeba się tylko do nich (a raczej do formy, w jakiej zostały podane) …przyzwyczaić. Mamy także remix znanego tematu, o dziwo bardzo przyzwoity remix, zaaranżowany przez Paula Oakenfolda przy współpracy Davida Arnolda. Utwór ten jest o niebo lepszy od remixu Mobyego sprzed pięciu lat, Oakenfold bardzo precyzyjnie używa techno aranżacji, unikając rażących dłużyzn; w tle natomiast słyszymy orkiestrę z sekcją dętą, która nadaje utworowi charakteru. Wspomnieć należy także o dodatkach zawartych na płycie, ponieważ są one niezwykle bogate: teledysk Madonny, "Making of…" tego teledysku, galeria wszystkich bondowskich plakatów, ale niestety o niezbyt dobrej jakości, (tym, którzy poszukują plakatów z filmów o Bondzie w rewelacyjnej jakości, polecam serwis: www.artofjamesbond.com), zdjęcia wszystkich kobiet Bond’a, oraz odnośniki do oficjalnych stron.

Ogólnie, najnowszy *score Davida Arnolda zrobił na mnie pozytywne wrażenie, lecz muszę przyznać, że się zawiodłem: tematy główne nie są tak chwytliwe jak w poprzednich filmach i nie od razu wpadają w ucho, w aranżacjach jest za dużo komputerowych syntezatorów, muzyki instrumentalnej na płycie nie jest za wiele (ok. 45 min.), oraz przede wszystkim: piosenka tytułowa jest katastroficznie fatalna. Po kilkukrotnym wysłuchaniu tego albumu mam wrażenie, że muzyka Arnolda niebezpiecznie skręca w stronę, w którą nie powinna skręcać: tak duże i intensywne wykorzystywanie muzyki elektronicznej w połączeniu z symfoniczną może się kiedyś skończyć kompletną klapą. To, co było oryginalne i ciekawe pięć lat temu, niekoniecznie jest takie dzisiaj. Mam nadzieję, że w następnym filmie o Bondzie, David Arnold zaproponuje nam coś bardziej klasycznego, mniej skomputeryzowanego i bardziej ….błyskotliwego. Do tego czasu zapraszam do posłuchania "Die Another Day" (szczególnie bondomaniaków takich jak ja:-), mimo tych wszystkich wad, jest to kawał dobrej, pełnej akcji i szpiegowskiego nastroju muzyki filmowej.

Recenzję napisał(a): Rafał Mrozowski   (Inne recenzje autora)



Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Die Another Day – Madonna
2. James Bond Theme (Bond vs. Oakenfold)
3. On The Beach
4. Hovercraft Chase
5. Some Kind Of Hero?
6. Welcome To Cuba
7. Jinx Jordan
8. Jinx & James
9. A Touch Of Frost
10. Icarus
11. Laser Fight
12. Whiteout
13. Iced Inc.
14. Antonov
15. Going Down Together

RAzem: 55:02



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Dokładnie tak ! Chodzi o ostatni akapit... :)

Adam Krysiński:

Moja ocena:
bez oceny

A i nie wiem zupełnie czemu ten album na prestiżowym serwisie FILMTRACKS dostał ocenę 1/5 ??? Owszem taka ocena należy się tylko tytułowej piosence Madonny ale żeby płytę oceniać na 1 ?? Bez przesady ale Amerykanie to taki dziwny naród...

Adam Krysiński:

Moja ocena:
bez oceny

Jeśli jesteś zainteresowany rozszerzoną edycją tego soundtracka to wejdź na stronę : http://www.petitiononline.com/dadvol2/petition.html Tam znajdziesz internetową petycję aby wydano soundtrack z tego filmu w wersji rozszerzonej. Wiele doskonałej muzyki nie zostało zamieszczonej z uwagi na zapchanie płyty bonusami "Enhanced CD". Dotychczas wpisało sie już prawie osiemset osób z całego świata. Wystarczy podać maila i swoją ksywkę!

Tomek:

Moja ocena:

Tak, te "Enhanced CD" to ostatnio zmora. Np. na płycie Matrix Revolutions - jak ktoś chce sobie obejrzeć zwiastun to sobie może ściągnąć z netu, a jak ktoś chce pograć w tandetną gierkę, to też. Zamiast tego mogłoby się zmieśćic jeszcze tyle muzyki. CO do DADay - to miejscami bardzo dobry score - intensywny, ekscytujący, trochę mieszanka stylów. I nie wiem dlaczego się spotkał z taką krytyką.

Damian Sołtysik:

Moja ocena:

Można zrozumieć tych co dają niskie oceny dla `DAD`. To jest przeciętny score.Arnold kolejny raz tłucze to samo(symfonika+elektronika). Rozciąga pomysły niczym kura smarki.Jego muzyka to typowy chaotyczny action score ala Goldsmith z zapożyczeniami z muzyki Barryego i z siebie. Nie każdy (a już szczególnie ludzie, którzy wychowali się na bondowskiej muzyce Barryego) może znieść to co Arnold zrobił z bondowską muzyką. Nie znoszę tej parszywej i rozdetej ściany dźwięku, którą Arnold nahalnie morduje słuchaczy. Jego muzyce brakuje finezji, ciekawej melodyki, ukłonów w kierunku słuchacza. Jeden `Welcome to Cuba` to za mało. Czarę goryczy przelewa koszmarna piosenka Madonny. Współczuje tym, którym podoba się ta kaszana.


  Do tej recenzji jest jeszcze 8 komentarzy -> Pokaż wszystkie