Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Wrogowie publiczni (Public Enemies)

07 Listopad 2009, 20:29 
Kompozytor: Elliot Goldenthal

Dyrygent: Jonathan Sheffer
Orkiestracje: Robert Elhai, Jeff Toyne, Mark Bächle

Rok wydania: 2009
Wydawca: Decca Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Wrogowie publiczni (Public Enemies)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Kup tę płytę w:

iTunes za 9.99
Wrogowie publiczni Michaela Manna to historia, oparta na faktach, ilustrująca wydarzenia lat 30. w Ameryce, kiedy to, bezpośrednio po Wielkim Kryzysie, w Chicago działa gang Johna Dillingera (Johny Depp). Szef ówczesnego BOI a potem FBI J. Edgar Hoover tworzy jednostkę, która pod wodzą agenta Melvina Purvisa (w tej roli Christian Bale) ściga gang będący „Wrogiem publicznym numer jeden”.

Nie jest to pierwszy obraz Manna, do którego zaprosił on Elliota Goldenthala. Obaj Panowie współpracowali już ze sobą przy Gorączce w 1995 roku. Mimo że w obu filmach mamy dobrych i złych facetów, i ci źli rabują banki – na tym podobieństwa się raczej kończą. Na pewno w kwestii muzyki jest to informacja jedynie biograficzna.

Jest to również poniekąd, co podkreślały media, swojego rodzaju powrót Goldenthala do głównego nurtu amerykańskiej muzyki filmowej. Najwięcej pracy włożył on bowiem w ilustracje muzyczne do projektów swej żony, Julie Taymor – teatralnych, operowych, ale także filmowych. Co więcej, to właśnie za muzykę do filmu Taymor Goldenthal dostał Oscara. Mowa oczywiście o filmie Frida.

Wróćmy jednak do Wrogów publicznych. Zarówno w filmie, jak i na płycie, bardzo istotne jest oddzielenie od siebie muzyki Goldenthala oraz coverów. I to nie tylko dlatego, że kto inny je wykonuje. Chodzi tutaj o dwie zupełnie różne, choć uzupełniające się, płaszczyzny filmu. O ile bowiem jazzowo-bluesowe kawałki bardzo żywiołowo i autentycznie przenoszą nas do lat 30., o tyle sam *score nadaje całej historii dramatyzmu, tragizmu wręcz. Tak też będziemy je interpretować, przy czym skupimy się na roli partytury Pana Goldenthala.

Jeśli chodzi o covery, takie nazwiska jak Billie Holiday, Otis Taylor, Diana Krall czy Bruce Fowler nie pozostawiają wątpliwości co do trafności doboru utworów ilustrujących okres akcji filmu. Doskonały swing Billie Holiday, wprowadzające do filmu Ten Million Slaves Otisa Taylora czy całkiem niezłe wykonanie przez Dianę Krall słynnego utworu z 1926 roku Bye Bye Blackbird to elementy tej muzyki, które wpadają w ucho i chcą byśmy zanurzyli się w tym, jakże pociągającym, klimacie.

Z drugiej strony, zilustrowanie lat 30. za pomocą tego typu muzyki jest rzeczą dość przewidywalną i powtarzalną. Równie dobrze pasowałyby te utwory do większości filmów o tym okresie. Nie twierdzę, że to źle. Twierdzę jedynie, że ciekawiej jest skupić się na muzyce Goldenthala, która dopiero nadaje wyjątkowości temu obrazowi.

I tak, już w pierwszym utworze, Drive To Bohemia, dramatyczna treść muzyczna pojawia się w sposób subtelny ale oczywisty. Ot, krótki muzyczny prolog, który zaintryguje nas i wprowadzi do świata tej muzyki. Sytuacja szybko ulega zmianie w Billie’s Arrest. Fortepianowe wykonanie głównego motywu z pierwszej minucie przywodzi na myśl dramatyzm z Siedmiu dusz. Ten wolny i spokojny ton zmienia się jednak w bardzo silny emocjonalnie tragizm, który będzie się przewijał przez całą niemal partyturę – jeśli jest tu motyw przewodni – oto i on. Swoją drogą, ta (jakże melodyjna!) rozpacz jest nieco wywrotowa, bo jej opadający finał sugeruje zamknięcie akcji – podczas gdy nim nie jest.

Dwa kolejne utwory są utrzymane w nieco rekreacyjnej tonacji. Love in the Dunes jest uspokojeniem, jakby „ciszą PO burzy”. Poprzez stale ciągnące się melodyjne tło rześko i ostrożnie porusza się fortepian – zastanawiający i urzekający utwór. Równie delikatnie, choć poważnie, zaczynający się Phone Call To Billie jest utworem, który chyba najmniej zapadnie nam w ucho. Brak w nim novum, które jeszcze chwilę temu doświadczaliśmy w Love In The Dunes. Pojawia się co prawda motyw przewodni, ale jest on zgaszony, i w takim zgaszeniu trwa cały utwór.

Plane To Chicago wraca do typowego dla score’a dramatyzmu, ponownie tworzy relację napięcia z słuchaczem. Wraca główny motyw z Billie’s Arrest, w jakby surowszej wersji. W trzeciej minucie następuje zmiana – niespodziewane zdynamizowanie utworu dzięki tempu oraz skrzypcom jeszcze bardziej zwiększa pokład napięcia, by po znowu niespodziewanym uspokojeniu nagle zakończyć cały utwór – inaczej niż w Billie’s Arrest, gdzie napięcie jest rozładowywane w sposób naturalny, schodzący.

Gold Coast Restaurant jest utworem różniącym się od pozostałych. Mimo spokojnego początku przypominającego utwór 3 i 4, nie rozwija się ani w stronę napięcia, ani uspokojenia. Zadziwiająco przechodzi w nuty bardzo mroczne, ciężkie, tajemnicze, gangsterskie. Stawia przed nami zasłonę, której nie chcemy przekraczać. I co być może najciekawsze, gdy już motyw ten rozegra się na dobre, zmienia się – tym bardziej w ton szalenie romantyczny, ociekający sentymentem, choć trzeba przyznać, że jest w nim również coś dramatycznego. Na tym, ledwo zaznaczonym, romantyzmie, utwór się kończy. Szkoda, bo miał on w sobie sporą siłę i piękną melodyjność.

JD Dies to finał z prawdziwego zdarzenia. Wschodzące flety i wspomnienia motywu przewodniego przypominają Journey To The Line z Cienkiej czerwonej linii. Motyw przewodni jest tutaj wygładzony, nie tak potężny jak wcześniej, choć równie tragiczny. Zapowiada dopiero swoje rozwinięcie. Z wszystkich dramatycznych momentów tego albumu, ten jest właśnie najbardziej przekonujący, prawdziwy. Wraz z trwaniem nabiera coraz bardziej wyrazistych barw, aż swą siłą dorównuje utworom wcześniejszym. Z pomocą skrzypiec, temat kończy się zupełnie nagle, podobnie do Plane To Chicago.

Muzyka Goldenthala zajmuje na płycie jedynie nieco ponad 16 minut, dlatego objętość przekazu treści muzycznej jest ograniczona. Z filmu jednak wiemy, że to, co miało być przekazane – zostało przekazane także i na płycie. Pozostałe 30 minut muzyki to muzyka tła – jazz, który sprawia, że dramat Goldenthala rozgrywa się w latach 30., a nie 70. Obraz nigdy jednak nie jest jednopłaszczyznowy, dlatego musimy potraktować ten jazz jako drugą stronę tego samego medalu. I jakiż ciekawy nam medal wyszedł – w którym swingowa swoboda i romantyzm jest rodzajem miłych wspomnień w dramatycznej opowieści jednego człowieka.

Być może gdy przeje się nam muzyczna rozpacz tego obrazu, cała płyta nam się znudzi – być może nawet szybciej niż sądzimy. Muzyka ta nie jest przebojowa ani genialna. Są jednakże na płycie fragmenty, które pozostawiają niedosyt, w pozytywnym sensie. Dlatego jest to soundtrack wart tego, by go posłuchać.

Recenzję napisał(a): Damian Lewandowicz   (Inne recenzje autora)



Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Otis Taylor – Ten Million Slaves – 4:08
2. The Bruce Fowler Big Band – Chicago Shake – 3:08
3. Elliot Goldenthal – Drive To Bohemia – 1:10
4. Billie Holiday – Love Me Or Leave Me – 3:20
5. Elliot Goldenthal – Billie’s Arrest – 2:19
6. Billie Holiday & Her Orchestra – A I Blue? – 2:50
7. Elliot Goldenthal – Love In The Dunes – 1:48
8. Diana Krall – Bye Bye Blackbird – 3:44
9. Elliot Goldenthal – Phone Call To Billie – 1:42
10. Otis Taylor – Nasty Letter – 5:04
11. Elliot Goldenthal – Plane To Chicago – 3:22
12. Indian Bottom Association Old Regular Baptists – Guide Me O Thou Great Jehovah – 1:35
13. Elliot Goldenthal – Gold Coast Restaurant – 2:04
14. Billie Holiday – The Man I Love – 3:05
15. Elliot Goldenthal – JD Dies – 3:54
16. Blind Willie Johnson – Dark Was The Night, Cold Was The Ground – 3:19

Razem: 46:31
Score: 16:19



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Film jest IMO sporym rozczarowaniem, zarówno pod względem scenariusza, a przede wszystkim kiepskich zdjęć (cyfrówka?!). Goldenthalowa praca daje radę, ale szkoda, że Elliot nie mógł pójść tutaj swoim torem. Dostał takie wytyczne od producentów i reżysera i w efekcie powstała n-ta z kolei partytura do filmów o gangsterach z 1 połowy XX w. Wszystko już było.

Mefisto:

Moja ocena:

Niezła recka - dla mnie jednak mimo wszystko 4, nawet jeśli nieco naciągane. Zwyczajnie dobrze mi się słucha tej płyty i lubię do niej wracać, a i w filmie spisuje się bdb.

Neimoidian:

Moja ocena:

Ja dam 3,5, ale dla całego albumu, a nie samego scorea, który jest w sumie jego najmniej porywającą częścią. Goldenthal jest jednym z najlepszych amerykańskich kompozytorów pracujących przy filmach (celowo unikam określenia kompozytor filmowy), jednak to tutaj jest wg mnie cokolwiek mało imponującą chałturą.

Kamil:

Moja ocena:
bez oceny

Taka sobie recenzja. CO się dzieje z red. Debiczem? Zawsze bardzo chetnie czytalem jego teksty.

Alek:

Moja ocena:

Za mało muzyki Goldenthala, który moim zdaniem spisał się very good. "JD dies" to jeden z lepszych utworów letnich partytur. Jednak piosenki wypadają średnio. Tylko dwa utwory Otisa Tailora zachwycają.