Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Sherlock Holmes

18 Styczeń 2010, 00:19 
Kompozytor: Hans Zimmer

Rok wydania: 2009
Wydawca: New Line Records/Sony Classical

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Sherlock Holmes

 Kup tę płytę w:

iTunes za 9.99
Ta muzyka była nominowana do Oscara
Zwykle z niecierpliwością czekam na soundtracki Hansa Zimmera z wysokobudżetowych filmów rozrywkowych. Bardzo często bowiem czuć w nich swoistą magię kina, wynikającą z filmowego zmysłu niemieckiego kompozytora, jego wyczuciu sekwencji i scen, których budowa oraz charakter mają swoje wyraźne odzwierciedlenie w partyturze. Owa filmowość muzyki Zimmera, szczególnie oczekiwana właśnie w kinie rozrywkowym, pozwala mi przymknąć oko na skłonności tego artysty do kiczowatego patosu czy niezbyt wyszukanych fraz i współbrzmień harmonicznych. Liczy się przede wszystkim ekscytująca wibracja hollywoodzkiej iluzji. Wyczuwa się ją choćby w niedawnym Mrocznym Rycerzu albo w Aniołach i Demonach i być może dzięki temu Hans Zimmer odniósł najbardziej spektakularny sukces komercyjny ostatniej dekady wśród kompozytorów muzyki filmowej.

Niestety artysta w swoim najnowszym dziele, stworzonym do Sherlocka Holmesa Guya Ritchiego, nie wykazał się swoimi niewątpliwymi zdolnościami w stopniu, do którego zdążył nas przyzwyczaić. Moim zdaniem wynika to z dwóch rzeczy. We wstępie powiedziałem, że kinowa magiczność muzyki twórcy Gladiatora wynika z jego niezwykłego wyczucia poetyki oraz konstrukcji obrazu. Otóż w Sherlocku Holmesie sekwencje, w których utwory muzyczne odgrywają szczególną rolę – a więc akcji – są zaskakująco sztampowe. Podobną reżyserię gonitw, potyczek (tych, którzy nie wiedzą, informuję, że postać słynnego detektywa została tu bardzo odświeżona) czy choreografię walk widzieliśmy już setki razy. A Zimmer niemal tyleż zilustrował. Trudno więc wymagać od niego zupełnie nowego podejścia, choć byłoby ono pożądane – mogłoby bowiem wnieść pewną świeżość do banalnych, popcornowych scen.

Budowa większości utworów Sherlocka Holmesa jest zatem bardzo typowa dla innych wcześniejszych dzieł artysty (co niestety ujemnie wpływa na ich atrakcyjność, zarówno w połączeniu z obrazem, jak i w oderwaniu od niego). Czym więc nadał on historii indywidualny muzyczny rys? (Niezbędny zwłaszcza w przypadku reaktywowania postaci tak w kulturze znanej.) Tu dochodzimy do drugiej przyczyny braku magii w omawianej ścieżce. Zimmer, zupełnie dla mnie niezrozumiale, zdecydował się zaczerpnąć z muzycznej kultury Bałkanów. Skoczny temat przewodni wywodzi się z tamtejszego folku, instrumentarium (banjo, akordeon, cygańskie partie solowe skrzypiec) a także rysunek melodii kierują naszą wyobraźnię we wschodnie strony Europy. Jaki to ma związek z XIX-wiecznym Londynem i kryminalnymi zagadkami? Nie wiem. Wiem natomiast, że pomimo wyraźnego charakteru muzyki, trudno ją utożsamić z bohaterem i połączyć z historią, zwłaszcza słuchając samej płyty.

Sceny dialogowe Sherlocka Holmesa - zdecydowanie najbardziej zajmujące (doskonale napisane i zagrane) – zostały natomiast zilustrowane niezbyt ciekawym underscorem, który niestety obejmuje sporą część albumu. Usłyszymy w nim wprawdzie kilka bardzo trafnych krótkich motywów, znakomicie dopasowanych do ekranowych wydarzeń, ale z drugiej strony tak mało oryginalnych i przede wszystkim monotonnych, że nie chce się do nich wracać.

Niemniej jednak Sherlocka Holmesa nie uważam za porażkę artystyczną Hansa Zimmera. Miłośników jego muzyki zachęcam do obejrzenia filmu i sięgnięcia po soundtrack – materiał motywiczny i tematyczny, dla kompozytora przecież nowy, a także niektóre pomysły instrumentacyjne mogą się Wam spodobać. Trzeba jednak stwierdzić, że muzyka nie odgrywa szczególnej roli w filmie, a na płycie, przez swoją powtarzalność i monotonię, zwyczajnie nuży.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Discombobulate - 02:25
2. Is It Poison, Nanny? - 02:53
3. I Never Woke Up In Handcuffs Before - 01:44
4. My Mind Rebels At Stagnation - 04:31
5. Data, Data, Data - 02:15
6. He`s Killed The Dog Again -03:15
7. Marital Sabotage - 03:44
8. Not In Blood, But In Bond - 02:13
9. Ah, Putrefaction - 01:50
10. Panic, Shear Bloody Panic - 02:38
11. Psychological Recovery... 6 Months - 18:18
12. Catatonictes - 06:44

Razem: 51:30



Komentarze czytelników:

krzysiek:

Moja ocena:
bez oceny

myślałem że zimmer znowu nas zachwyci, a tutaj pewnie nic innego nie pozostaje jak zgodzić się w 110procentach z tą świetną z reszŧą recenzją ....:/

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Ta płyta to jest jakiś koszmar. Toż wyrobnik Jabłoński "lepiej" pisze - przynajmniej da się coś zanucić i posłuchać. Hansu jak ma zamiar dalej iść taką drogą, to niech lepiej porzuci kompozycję (zresztą i tak dziś większość robią mu za niego) i niech zostanie pełno-etatowym alfonsem tych chłopaczków z RCP - wyjdzie to i jemu, i im, i fanom na lepsze. A z tej jego autopromocji, PRu i very hepi nastroju w tych wywiadach i wywiadzikach, które udziela, za chwilę zaczną szydzić w South Parku ;-) Ocena Olka jest dla mnie niezrozumiała i kompletnie zawyżona, zwłaszcza że parę dni temu napisał reckę Avatara i opatrzył ją taką samą oceną. A te prace dzieli przecież przepaść. Przykre pisać coś takiego, a jeszcze smutniejsze słuchać takich mizernych wypocin, wielkiego ongiś kompozytora. W czerwcu czeka nas płyta z "Inception" i, może jestem pieprzonym pesymistą, ale obawiam się niestrawnego mixa z Dark Knight + Sherlock + thrillerowe elementy Hannibala. Obym się mylił, czego bardzo Zimmerowi życze. Naród chce czerwonej gwiazdy, a więc krzyczy Hansu WRÓĆ.

Koper:

Moja ocena:

Zgadzam się z przedmówcą. Ocena zawyżona strasznie. Czyżby recenzent dał się uwieść czarowi Hansa w jego licznych autopromocyjnych wywiadach i uwierzył, że ta kompozycja jest jeśli nie niezła, to przynajmniej znośna? ;)

Olek Dębicz:

Moja ocena:

Och, Wy Gwiazdkowicze :) Przed napisaniem recenzji nigdy nie czytam ani nie oglądam wywiadów z kompozytorami.

scoreman:

Moja ocena:

Tragiczny score. Sam film zresztą też do bani. Te zachwyty recenzentów to jakiś żart. Szmirowate kino ze szmirowatą muzyką.


  Do tej recenzji jest jeszcze 11 komentarzy -> Pokaż wszystkie