Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  



Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Lot 93 (United 93)

03 Sierpień 2006, 09:10 
Kompozytor: John Powell

Rok wydania: 2006
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Lot 93 (United 93)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Data 11 września 2001r. długo jeszcze będzie się nam kojarzyć z atakami terrorystycznymi na Amerykę. Relacje telewizyjne utrwaliły w naszej pamięci płonące wieże World Trade Center, wbijającego się w jedną z nich boeinga, wyskakujących z okien przed śmiercią w płomieniach ludzi i wiele innych apokaliptycznych scen. Wszystkich poruszyła też od razu wiadomość, że co do jednego z opanowanych samolotów plan terrorystów się nie powiódł. Z fanatykami islamskimi podjęli bowiem walkę pasażerowie. Dramatyczne wydarzenia na pokładzie tego właśnie samolotu przedstawia film Lot 93 Paula Greengrassa. Jego akcja trwa dokładnie tyle, ile tytułowy rejs samolotu, który tylko dzięki bohaterskiej postawie pasażerów rozbił się na polach pod Waszyngtonem, a nie trafiając w Biały Dom.

Oglądając film, stajemy się świadkami tragedii rozgrywającej się na jego pokładzie (nigdy wcześniej nie widziałem tak realistycznie pokazanej akcji terrorystycznej!) oraz równolegle równie przejmujących prób działania w centrach dowodzenia czy kontroli lotów. Reżyserowi udało się niezwykle przejmująco oddać tragiczną bezradność amerykańskich kontrolerów w obliczu strasznego zagrożenia, ich niemoc po uderzeniu samolotów w World Trade Center i Pentagon. Niemoc wynikającą ze zdezorientowania, ale też niestety z powodu zbyt spóźnionych decyzji najważniejszych osób w państwie, w tym prezydenta.

Należy tu zaznaczyć, że film Greengrassa nie jest ani propagandą antyrządową, ani hollywoodzkim kinem katastroficznym. To niezwykle rzetelna rekonstrukcja wydarzeń z 11 września, zrealizowana w formie paradokumentu. Bez komentarza, bez emocjonalnej ingerencji, po prostu - tak jak było. Widz Lotu 93 czuje grozę już na samym początku, kiedy się jeszcze nic nie dzieje, gdy pokazywane są rutynowe działania na lotnisku i podczas startu samolotu - wie bowiem, co niedługo nastąpi. Ale z początkiem dramatycznych wydarzeń jakby o tym zapomina, jakby zaczyna wierzyć, że wypadki przybiorą inny obrót… To najbardziej sugestywny obraz jaki dotąd widziałem!

Film ukazujący prawdziwe i budzące takie emocje wydarzenia wymagał szczególnej muzyki, oszczędnej, opartej raczej na harmonii i brzemieniu, niż melodiach. Te kryteria w stu procentach spełnił John Powell. Jego oprawa muzyczna doskonale pasuje do obrazu i oddaje emocje, ale, co ciekawe, nie tyle bohaterów, co widza, jakby kompozytor z nim właśnie się utożsamiał. Kompozycję Powella stanowi dramatyczny underscore. W większości wypełniają go syntezatory i elektroniczne sample, z których wybija się jeden perkusyjny - o brzmieniu przypominającym bęben *basowy, tylko że mocno zmatowiony. Bardzo podobny występuje w Monachium Johna Williamsa. Niezwykle istotną rolę odgrywają intrygujące współbrzmienia harmoniczne kwintetu smyczkowego o dość specyficznej barwie (ingerencja elektroniczna). Nie są one ani smutne, ani dramatyczne. Trochę zdystansowane, ponad rozgrywanymi na ekranie wydarzeniami, wyrażają świadomość tragedii, jaka wkrótce nastąpi. Uważam, że to bardzo inteligentne rozwiązanie.

Muzyka Powella jest bardzo jednolita i przez to monotonna, co doskonale sprawdza się w filmie, ale niestety zupełnie nie nadaje się do słuchania z płyty. I nie jest to wina kompozytora, który wykonał swoje zadanie, a więc stworzył *score dostosowany do fabuły filmu. Moje pretensje skierowane są do wytwórni Varese Sarabande, która zupełnie niepotrzebnie wydała soundtrack tak mało autonomiczny i wyrazisty, że nawet słuchając go zaraz po obejrzeniu filmu, możemy mieć problemy ze skojarzeniem utworów z konkretnymi scenami. Bądźmy jednak sprawiedliwi, są dwa wyjątki: The End oraz Dedication, zajmujące razem prawie 1/4 czasu płyty. Te utwory (i tylko te) nadają się do słuchania w oderwaniu od obrazu. Pierwszy jest najbardziej ekspresyjny i dynamiczny, co zawdzięcza pulsującym samplom, przejmującej *harmonice i przeciągłym dźwiękom instrumentów dętych blaszanych, nadających brzmieniu większego natężenia. Utwór ilustruje heroiczną interwencję pasażerów samolotu, którzy decydują się zaatakować terrorystów i odebrać im stery. Jak wiemy, pokrzyżowali w ten sposób plany terrorystów, samolot nie doleciał do Białego Domu, uratowane zostało życie setek ludzi, ale niestety bohaterscy pasażerowie nie zdołali ocalić siebie. Drugi utwór, Dedication, wybrzmiewa na napisach końcowych i intryguje niesamowitym klimatem oraz piękną harmoniką, której należy zawdzięczać spory ładunek emocjonalny. Potęguje go jeszcze wzruszający, nieśmiały śpiew dziecka. W drugiej części utworu, oddzielonej dłuższą pauzą, słyszymy dźwięki łudząco podobne do kompozycji Thomasa Newmana. Podobieństwo słyszalne jest niemal w każdym elemencie - harmonice, melodyce, a nawet frazowaniu.

Reasumując: odradzam kupowanie najnowszego soundtracku Johna Powella, namawiam do kupienia za te pieniądze biletów do kina.