Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Greystoke: Legenda Tarzana, władcy małp (Greystoke: The Legend of Tarzan, Lord of the Apes)

22 Grudzień 2011, 23:24 
Kompozytor: John Scott

Wykonanie: The Royal Philharmonic Orchestra

Dyrygent: John Scott

Rok wydania: 1984/2010
Wydawca: La-La Land Records

Muzyka na płycie:
Greystoke: Legenda Tarzana, władcy małp (Greystoke: The Legend of Tarzan, Lord of the Apes)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Greystoke: Legenda Tarzana, władcy małp to na poły adaptacja, na poły wariacja na temat historii wymyślonej w 1912 r. przez Edgara Rice`a Burroughsa. Film wyreżyserował Hugh Hudson, autor m.in. Rydwanów ognia. Jego celem było przedstawienie tej popularnej opowieści w sposób jak najbardziej realistyczny, daleki od uproszczeń oryginału i kampowej stylistyki filmideł z Johnnym Weissmullerem w roli tytułowej. Artystyczny sukces zapewnić miały doborowa obsada, złożona głównie ze śmietanki brytyjskich aktorów, a także równie utalentowana ekipa, na czele z mistrzem charakteryzacji Rickiem Bakerem oraz wybitnym operatorem Johnem Alcottem.

Do tego grona nie sposób nie zaliczyć wspaniałego kompozytora i dyrygenta Johna Scotta. Jego klasycznie brzmiący soundtrack to miód na uszy konesera. Mimo że spora część akcji toczy się w Afryce, Scott ani przez moment nie nawiązuje do dźwięków kojarzonych powszechnie z Czarnym Lądem. Dzieciństwo bohatera pośród opiekujących się nim goryli ilustruje za pomocą delikatnie mruczącej *waltorni, wspieranej przez *smyczki oraz nienachalne ornamentacje na instrumentach dętych drewnianych i czeleście. Liryczny a jednocześnie szlachetny temat przewodni jest ogniwem łączącym postać Tarzana z jego arystokratycznymi korzeniami. Ta pastoralna muzyka to nie jedyny brytyjski ślad, jaki odnajdujemy w tej ścieżce dźwiękowej. By przenieść słuchaczy w środowisko angielskich wyższych sfer początku XX wieku, Scott sięgnął do dzieł wielkiego kompozytora tamtej ery, Edwarda Elgara, a konkretnie fragmentów jego I Symfonii (w utworze Greystoke) oraz Chanson De Matin.

Takie wysublimowane brzmienie nie było do końca zbieżne z tym, czego od twórcy oczekiwali jego mecenasi, czyli kompania Warner Bros. Studio zdążyło już wcześniej odrzucić jedną partyturę innego kompozytora, zaś kolejny, którego wzięto na zastępstwo, zwyczajnie nie wywiązał się ze swojej pracy. Podczas gdy reżyser wolał coś poważniejszego, producenci domagali się ilustracji przygodowej, czegoś w rodzaju „Supermana w dżungli”. Ostatecznie to zdanie Hudsona wzięło górę

Pisząc Legendę Tarzana..., Scott czerpał inspiracje nie tylko z artystycznego dorobku Wielkiej Brytanii. Dramaturgię poszczególnych sekwencji – począwszy od katastrofy morskiej, przez walkę o dominację w dżungli, skończywszy na burzliwym finale – z dziką bezwzględnością podkreślają brutalne, rytmiczne wejścia sekcji blaszanej, ostre pociągnięcia smyczków i agresywna perkusja. Tym utworom bliżej do drapieżnego Święta wiosny Strawinskiego niż nobliwych dzieł wyspiarzy pokroju Vaughana Williamsa. Temat, który na początku ujmował swoją subtelnością, powraca z pełną mocą, nie pozostawiając wątpliwości, że na ekranie mamy do czynienia z samcem alfa. Scott nie boi się silnych i wyrazistych melodii i potrafi nimi manipulować dla osiągnięcia określonego efektu, dzięki czemu stają się one spoiwem jego soundtracków. To zresztą jeden z wyróżników stylu tego kompozytora. W swojej najdostojniejszej wersji temat przewodni powraca raz jeszcze w finale, stanowiąc klamrę zamykającą muzycznie całą historię.

Niespełna 40-minutowy album, wydany w 2010 r. przez La-La Land Records, w zasadzie odzwierciedla zawartość oryginalnego LP (dodano jedynie dwa utwory bonusowe). I choć nie obejmuje całości materiału, jaki powstał na potrzeby filmu Hudsona, cieszyć powinien już sam fakt jego ponownego ukazania się na rynku po tylu latach. Dzieło Scotta na pewno spodoba się miłośnikom tradycyjnego, trochę już staroświeckiego brzmienia w muzyce filmowej, ale nie tylko. Mimo całego tego klasycznego sznytu, Greystoke cechuje wyjątkowa słuchalność, dzięki której nawet po kilkudziesięciu latach soundtrack brzmi wyjątkowo przystępnie, czego często, niestety, nie da się powiedzieć o wielu innych produkcjach z tamtych czasów. Jeżeli ktoś lubi taką muzykę, powinien sięgnąć po tę płytę bez wahania.

Recenzję napisał(a): Krzysztof Ruszkowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. The Family - 02:52
2. Greystoke* - 03:31
3. Catastrophe - 02:57
4. Child of the Apes - 02:30
5. Pygmy Attack - 01:16
6. D’Arnot’s Vision - 01:31
7. Tarzan, Lord of the Apes - 02:13
8. Tarzan Leaves the Jungle - 01:32
9. Edge of the World - 03:09
10. (Gardens Of Greystoke) Chanson De Matin* - 00:55
11. The Weight of Greystoke - 02:50
12. (The Dancing Lesson) Sontag Polka** - 01:07
13. Dance of Death - 03:10
14. Half of Me is Wild - 01:06
15. Return to the Jungle - 03:11
16. Overture - 01:41
17. Closing - End Titles - 02:59

Razem: 38:30

* - kompozytor: Edward Elgar
** - kompozytor: Eugène Francis Charles d`Albert



Komentarze czytelników:


Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy!