Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Dziewczyna z tatuażem (The Girl With The Dragon Tattoo)

03 Styczeń 2012, 02:25 
Kompozytor: Trent Reznor, Atticus Ross

Rok wydania: 2011
Wydawca: Null Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Dziewczyna z tatuażem (The Girl With The Dragon Tattoo)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Kup tę płytę w:

iTunes za 11.99
Popularnej książki Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet nie czytałem, więc nie ocenię walorów jej ekranizacji. W każdym razie film Davida Finchera pt. Dziewczyna z tatuażem można z całą pewnością uznać za majstersztyk, który zadowoli miłośników thrillerów. Choć trwa blisko trzy godziny, nieprzerwanie trzyma w napięciu. Dzieje się tak nie tylko za sprawą perfekcyjnie poprowadzonego wątku kryminalnego, ale także ciekawych postaci i oryginalnej atmosfery. Klimat i suspens kreują m.in. dwa elementy, funkcjonujące w idealnej symbiozie: montaż i muzyka, za które odpowiadają dwa duety: Angus Wall i Kirk Baxter oraz Trent Reznor i Atticus Ross.

Muzyka zeszłorocznych laureatów Oscara (The Social Network) działa w Dziewczynie z tatuażem inaczej niż większość współczesnych kompozycji filmowych. Reznor i Ross nie stworzyli bowiem ani utworów czysto ilustracyjnych, ubarwiających akcję, ani utworów kontrastujących, które wydobywałyby przesłanie dzieła. Nie można też powiedzieć, że podkreślili dźwiękami uczucia bohaterów. Artyści postanowili skoncentrować się niemal wyłącznie na wykreowaniu specyficznej atmosfery. Można więc zapytać, w jaki sposób muzyka tak efektownie współgra z montażem, skoro ogranicza się do jednej funkcji, nie związanej bezpośrednio z akcją? Otóż owo współdziałanie odbywa się na płaszczyźnie zmysłowej. Dźwięki, mówiąc ogólnie, zmieniają się razem z obrazami, tworząc niepokojące sekwencje. Jest to związek na tyle intensywny, że poniekąd wpływa na dramaturgię filmu. Ale tak naprawdę muzyka rzadko odmalowuje poszczególne elementy akcji, obejmuje fabułę szerzej, a łącząc się z pozoru mało istotnymi obrazami, wpływa na nasze zmysły.

Utwory Reznora i Rossa są w większości minimalistyczne, tzn. oparte na powtarzalnych strukturach rytmicznych i motywicznych. I znów pojawia się pytanie o współdziałanie z montażem: jak jednolite, powoli rozwijane utwory mogą znacząco korespondować ze zmiennością obrazów? Okazuje się, że poprzez precyzyjne operowanie poszczególnymi planami utworu. Kompozytorzy nawarstwiają struktury, by w odpowiednim momencie je zredukować. Na przykład w scenie, w której Henrik Vanger (Christopher Plummer) pokazuje Mikaelovi Blomkvistowi (bardzo przekonujący Daniel Craig) oprawione zasuszone kwiaty – wysyłane, jak się podejrzewa, przez mordercę – słyszymy niepokojące motywy gitary z narastającą, głuchą perkusją. Scena kończy się raptownym ujęciem jednego z obrazów i wtedy perkusja cichnie, pozostawiając zagubiony już motyw gitary. W ten sposób muzycy budują suspens w całym filmie.

W Dziewczynie z tatuażem nie należało zresztą wspomagać narracji, bo perfekcyjny montaż równoległy uczynił ją wystarczająco sugestywną, a momentami nawet szokującą. Na przykład po długiej i wyjątkowo brutalnej scenie gwałtu następuje scena beztroska, ukazująca uśmiechniętego bohatera, który wychodzi ze swojego drewnianego domku – wszelkie próby muzycznego połączenia obu jaskrawo odmiennych obrazów byłyby bezsensowne. Muzyka za to niezwykle efektownie potęguje napięcie, kiedy jesteśmy świadkami punktów przełomowych w śledztwie – poprzez kumulowanie wszystkich warstw muzycznych w jednorodny organizm.

Utwory Trenta Reznora i Atticusa Rossa są same w sobie bardzo interesujące, chociaż ich estetyka może wielu słuchaczy odrzucać. Kompozytorzy nie tylko wpasowali się nią w szare zdjęcia, przedstawiające zaśnieżoną Szwecję, ale dodali całej historii drapieżności, której nie mogła wnieść tylko Rooney Mara, wcielająca się w buntowniczą, zakolczykowaną hakerkę Lisabeth Salander. W Dziewczynie z tatuażem usłyszymy dźwięki elektroniczne i akustyczne (połączone z efektami dźwiękowymi filmu) w ostrych, przenikliwych barwach, dudniące tekstury, przeciągłe skowyty, szumy i szmery. Te momentami dziwaczne odgłosy tworzą frapujące, wielowymiarowe struktury, które żyją i wprowadzają w trans. Są one zresztą bardzo oryginalne. Mnie szczególnie zainteresowały minimalistyczne utwory, takie jak You’re Here czy Oraculum, charakteryzujące się nieregularnymi, nakładającymi się na siebie rytmami i metalicznym brzmieniem instrumentów perkusyjnych i elektronicznych sampli. Wpada w ucho fortepianowy What If We Could?, niosący ciepłe, ludzkie uczucia. Nie można też nie wspomnieć o mocnym coverze słynnej piosenki Led Zeppelin Immigrant Song, który wybrzmiewa w wyrazistej, trochę bondowskiej czołówce filmu, wprowadzając widza w odpowiedni klimat. Dziewczyna z tatuażem nie jest soundtrackiem dla każdego, ale na pewno prezentuje się niebanalnie. Według mnie jedna z najciekawszych kompozycji filmowych 2011 roku.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Immigrant Song (02:48)
2. She Reminds Me of You (04:25)
3. People Lie All the Time (04:10)
4. Pinned and Mounted (05:05)
5. Perihelion (06:02)
6. What If We Could? (04:08)
7. With the Flies (07:41)
8. Hidden in Snow (05:19)
9. A Thousand Details (03:59)
10. One Particular Moment (07:01)
11. I Can`t Take It Anymore (01:48)
12. How Brittle the Bones (01:49)
13. Please Take Your Hand Away (06:00)

Płyta 2

1. Cut into Pieces (04:04)
2. The Splinter (02:33)
3. An Itch (04:10)
4. Hypomania (05:48)
5. Under the Midnight Sun (07:01)
6. Aphelion (03:34)
7. You’re Here (03:29)
8. The Same as the Others (03:09)
9. A Pause for Reflection (04:12)
10. While Waiting (02:18)
11. The Seconds Drag (04:34)
12. Later into the Night (04:56)
13. Parallel Timeline with Alternate Outcome (06:33)

Płyta 3

1. Another Way of Caring (07:03)
2. A Viable Construct (03:15)
3. Revealed in the Thaw (02:47)
4. Millennia (01:20)
5. We Could Wait Forever (04:22)
6. Oraculum (08:21)
7. Great Bird of Prey (05:19)
8. The Heretics (05:20)
9. A Pair of Doves (02:02)
10. Infiltrator (07:04)
11. The Sound of Forgetting (02:30)
12. Of Secrets (03:26)
13. Is Your Love Strong Enough? (04:30)

Razem: 02:53:55



Komentarze czytelników:

Althazan:

Moja ocena:

O, Boże! Chyba mam zupełnie inną wrażliwość muzyczną... Minimalizm Glassa cenię i lubię, ale nie udało mi się przetrwać nawet jednego krążka z "dzieła" Reznora i Rossa. SUCHAR!

Mystery Man:

Moja ocena:

Pseudo-filmowa anty-muzyka.

hp_gof:

Moja ocena:

Absolutnie się nie zgadzam! Masakra.

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Dla mnie szok... Czy ta ocena jest efektem posylwestrowej, niezakończonej jeszcze grubej imprezy? ;-) A już tak serio.. Recka-ewenement w skali światowej, bo ta płyta na scorowych portalach jest masakrowana i co lepsze oceniana gorzej niż ich poprzedni, o zgrozo, oskarowy score, którego nie znoszę, ale tam przynajmniej było coś momentami intrugującego. Raz można było tego typu pomysł wykorzystać. Dostaliśmy jeszcze gorszy muzyczny i asłuchalny na płycie (co ja mówię - płytach!) dramat, idealny dla północno-koreańskiego reżimu, by sobie go wykorzystywać do pomocy w torturowaniu więźniów w tamtejszych łagrach. Doprawdy Reznor nie odkrywa tutaj niczego nowego - muzyka ambientowa i elektroniczna jest starsza niż cały reznorowski NIN i jego pomysły razem wzięte, była tworzona od lat i istnieje sporo scorów (również w grach), które potencjał ambientu czy podobnych gatunków wykorzystują jak należy, nie plamiąc tego gatunku i wyciskając z niego co się da. Co więcej Reznor garściami czerpie z samego siebie i starych dokonań, ale całość wyszła jemu i kompanowi kompletnie nieudolnie. To płytowy konkurent do żenady roku, obok niezastąpionego Bejtsa i jego Darkest Hour z Conanem razem wziętych. Takie płyty i pseudo pójścia w sound desing niszczą muzykę filmową, a dziennikarze - oczywiście tylko na podstawie muzyki w filmie i podniecenia uznanym wciąż nazwiskiem Reznora w innym gatunku - wywyższają potem takie twory do nagród. Posłuchałby taki jeden z drugim tych aż 3 płyt i szybciutko by im się odechciało wystawiać to do jakichś Globów. Co ciekawe też, zagraniczne portale scorowe opisując album podają, że słabo spisuje się muza w filmie, więc troszkę kłóci się to z opinią Olka, dającemu tutaj w najlepsze prawie maksa. No, ale o gustach się tutaj nie dyskutuje. Angaż tej dwójki to efekt mody i ruchów producenckich pod nagrody. Szkoda, że nie tak dawno dało się Fincherowi zatrudnić dziadka Shirea, który potrafił napisać mu świetną muzykę, a nie takie coś. Fincherowi z reguły w filmach muzyka się sprawdza, zgoda, tylko nie powinno to być takim kosztem dla gatunku, jak tutaj. I jeszcze te 3CD, szkoda normalnie, że nie dali tego scoru na 5, albo 10CD...

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Aha i za tą koszmarną przeróbkę legendarnego i kultowego songu muzycznego geniusza Ferryego w ostatnim traku należało by gości ukamienować publicznie. No ale może to ja mam dziwny gust ;-)


  Do tej recenzji jest jeszcze 77 komentarzy -> Pokaż wszystkie