Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Czas wojny (War Horse)

22 Styczeń 2012, 13:11 
Kompozytor: John Williams

Orkiestracje: Eddie Karam

Dyrygent: John Williams

Soliści: Tim Morrison (trąbka), Louise DiTullio (flet)

Rok wydania: 2011
Wydawca: Sony Classical

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Czas wojny (War Horse)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Płytę dostarczyła firma:
Sony Music
 Kup tę płytę w:

iTunes za 9.99
Ta muzyka była nominowana do Oscara
SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plChoć w swoim najnowszym dziele Steven Spielberg zabiera widzów w sam środek dramatu pierwszej wojny światowej, w brudne, cuchnące wilgocią i zapachem gnijących ciał okopy, wojna jest tu tylko tłem, zaś sam film równie dobrze mógłby się toczyć w innym miejscu i w innym czasie. To przede wszystkim sentymentalna opowieść o wyjątkowym koniu i ludziach, których spotyka na swej drodze. Obraz, będący adaptacją książki dla dzieci Michaela Morpurgo i jej późniejszej, wielokrotnie nagradzanej teatralnej adaptacji, łączy wątki familijne z realistycznym kinem wojennym (choć ujętym w estetyczny nawias – tym razem oszczędzono naturalistycznej przemocy i cierpienia). To najszczęśliwsze w moim przekonaniu połączenie spowodowało, iż w efekcie film jest zbyt brutalny dla dzieci, zaś zbyt naiwny dla dorosłych. W rękach innego reżysera byłaby to całkowita porażka, u Spielberga, największego sentymentalisty w Hollywood, mamy przynajmniej do czynienia z perfekcyjnie zrealizowanym widowiskiem.

Czas wojny to także kolejne wspólne przedsięwzięcie reżysera z Johnem Williamsem, jakże jednak inne od niedawnych jazzujących Przygód Tintina. Pod względem muzycznym niniejsza ścieżka dźwiękowa to kuzyn starszego o 19 lat Za horyzontem. W obu kompozytor sięgnął do muzycznego dorobku regionów, w których dzieje się akcja filmów – odpowiednio irlandzkiego Galway i angielskiego Devon. O ile jednak w ilustracji do obrazu Rona Howarda Williams wykorzystał instrumenty tradycyjne, tak tu zrezygnował z dosłowności. Elementy o ludowym charakterze wplótł w ogólną konstrukcję utworów dyskretnie, nadając im lekkiego, pastoralnego brzmienia. Ten bukoliczny aspekt szczególnie namacalny jest w pierwszej części filmu, w której kompozytor ewidentnie dał się ponieść urokowi dzikich krajobrazów Dartmoor. Przez pierwsze kilkadziesiąt minut muzyka prawie w ogóle nie milknie, dekorując soczystym brzmieniem smyczków nawet najmniej istotne sceny. W konsekwencji tworzy to wrażenie nachalności i przesytu.

Niepokojące ostinato w utworze Ruined Crop, and Going to War, kontrastujące z wcześniejszą sielankowością, wprowadza słuchaczy do drugiego aktu historii, gdzie akcja przenosi się na fronty Wielkiej Wojny. Na potrzeby tej części opowieści Williams zrezygnował z dotychczasowych ckliwych tematów, zastępując je nowym, wygrywanym na trąbce bądź *waltorni. Jest to rozwiązanie znane choćby z Szeregowca Ryana, jednak na tym, na szczęście, podobieństwa się kończą. Zamiast oszczędnego, acz dusznego realizmu tamtej ścieżki dźwiękowej, otrzymaliśmy kawał intensywnej emocjonalnie, ale zarazem niezwykle efektownej muzyki dramatycznej. Na uwagę szczególnie zasługują Desertion i Pulling the Cannon, w których rytmiczne figury na smyczkach, symulujące uderzenia w werble, ścierają się w gwałtownych kulminacjach z drapieżnymi wejściami instrumentów dętych blaszanych. Rozdzielający je Joey`s New Friends, nasuwający skojarzenia z Palace Invitation z Siedmiu lat w Tybiecie, oferuje tylko chwilową zmianę nastroju. Temat wojenny wraca również w pełnym napięcia, ilustrującym scenę galopu przez ziemię niczyją No Man`s Land. Jest to jeden z najbardziej nietypowych utworów akcji w karierze Williamsa, stylistycznie bliższy twórczości Jamesa Hornera (nie obyło się nawet bez naleciałości à la Hans Zimmer). Wspomniana melodia, dotychczas raczej nawołująca do walki lub towarzysząca scenom żałobnym, zadziałała tu niczym zastrzyk adrenaliny, zapewniając widzom i słuchaczom potężny ładunek energii.

Reunion ze swoim eterycznym wstępem otwiera trzecią muzyczną część Czasu wojny. Dotychczasowe melodie powracają w dojrzalszych, bardziej oszczędnych aranżacjach. Zamiast lukrowanych emocji, pojawia się odrobina autentyzmu. Williams wprowadza tu świeży, refleksyjny temat, którego skromne fortepianowe wykonanie w Remembering Emilie, and Finale porusza głębiej niż wcześniejsza patetyczna ilustracja sceny orania pola (Plowing). Całość zamyka dawno już niespotykana u tego kompozytora oryginalna suita końcowa, która wraca do najważniejszych muzycznych wątków z początku filmu i płyty.

Podsumowując, ostatniej ścieżce dźwiękowej Johna Williamsa nie można odmówić walorów estetycznych i artystycznych. Jak zwykle w przypadku tego kompozytora mamy do czynienia z muzyką bogatą w melodie, perfekcyjnie napisaną i wykonaną. Nie jest to dzieło przełomowe i każdy, kto zna twórczość Williamsa, rozpozna w niej echa Patrioty czy wspomnianych Szeregowca Ryana i Za horyzontem. Album zawiera większość materiału, jaki powstał na potrzeby Czasu wojny i jest dobrze skrojony jako samodzielna pozycja do słuchania. Gorzej niestety muzyka wypada w zderzeniu z filmem. Jest zdecydowanie zbyt obecna i przytłaczająca, jak na historię, którą ilustruje. Być może taki właśnie był zamysł reżysera, w końcu trudno tę opowieść traktować w pełni poważnie. W żaden sposób jednak nie zmienia to wrażenia, jakie wynosi się z kina. Wrażenia, iż obu panów po raz pierwszy w ciągu ich wspólnej, prawie 40-letniej kariery zawiodła intuicja.

Recenzję napisał(a): Krzysztof Ruszkowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Dartmoor, 1912 - 3:35
2. The Auction - 3:43
3. Bringing Joey Home, and Bonding - 4:48
4. Learning the Call - 3:42
5. Seeding, and Horse vs. Car - 3:32
6. Plowing - 5:57
7. Ruined Crop, and Going to War - 3:33
8. The Charge and Capture - 3:21
9. The Desertion - 2:34
10. Joey’s New Friends - 3:28
11. Pulling the Cannon - 4:58
12. The Death of Topthorn - 2:47
13. No Man’s Land - 4:32
14. The Reunion - 3:52
15. Remembering Emilie, and Finale - 5:05
16. The Homecoming - 8:03

Razem: 65:35



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Intuicja nie zawiodła ich po raz pierwszy, wystarczy sięgnąć pamięcią choćby do takich kiepskich projektów jak Always czy 1941 - czy ktoś w ogóle pamięta o nich jeszcze? Mnie zaskoczyło tutaj najbardziej to, że Stiwen wpadł na "genialny" pomysł, żeby tempem zrobić tutaj Piratów z Karaibów :/ Stąd potem takie RCPowe kwiatki jak "No Mans Land", gdzie temat z POTC jest aż nazbyt słyszalny. Nie jest to złe, fakt, ale smród pozostał... Praca ogólnie jest na dobrym poziomie, ale lata świetlne za największymi geniuszami Dżona. Tak czy siak daje radę, choć do Top5 tego roku ja jej nie daję, Tintina również nie. I płyta zdecydowanie za długa.

Neimoidian:

Moja ocena:

"1941" było przegięte wy wszystkich kierunkach, to i pompatyczna muzyka tam pasowała, zaś "Always", jako film, faktycznie było niemiłosiernie ckliwe, ale muzyka, o ile pamiętam, była tam wyjątkowo oszczędna i nie dodawała kolejnej wersji lukru, jak miejscami to się dzieje w przypadku "War Horse".

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Owszem, ale to były scory i filmy IMO b.słabe. Always nie oferuje zupełnie nic, jako film jaki i muzyka. Z scorem do 1941 jest jeszcze gorzej (za to film lepszy), ale została po nim jedna ważna rzecz - udało się Johnowi napisać świetny marsz, który nie odszedł w zapomnienie i w zasadzie jest jedynym dowodem na istnienie tego scoru.

Brian:

Moja ocena:

Chyba zapomnieliście o Swing, Swing, Swing z 1941, który stawiam na równi z genialnym marszem.

muaddib_dw:

Moja ocena:

"Wrażenia, iż obu panów, po raz pierwszy w ciągu ich wspólnej, prawie 40-letniej kariery, zawiodła intuicja " myślę, że Pan Panie Ruszkowski nie masz jej w cale, ale co się dziwić ocenom człowieka który takim tytułom jak Terminator: Ocalenie czy X Files daje tyle samo co recenzowanemu WH :)))


  Do tej recenzji są jeszcze 4 komentarze -> Pokaż wszystkie