Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Tylko dla twoich oczu (For Your Eyes Only)

17 Kwiecień 2003, 08:16 
Kompozytor: Bill Conti

Rok wydania: 1981/2003
Wydawca: EMI/Capitol Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Tylko dla twoich oczu (For Your Eyes Only)

Na początku może o filmie. For Your Eyes Only (Tylko dla twoich oczu) to 12 przygoda Brytyjskiego agenta specjalnego - Jamesa Bonda, po raz piąty perfekcyjnie zagrana przez Bonda wszechczasów - Rogera Moore. Jest to film trochę dziwny - na początku wręcz załamuje tragicznym, żałosnym i banalnym teaserem, w którym Bond zostaje uwięziony w zdalnie sterowanym helikopterze, kierowanym przez dawnego wroga - Blofelda, który z powodu problemów zdrowotnych porusza się wyłącznie na wózku inwalidzkim. Niestety muszę przyznać, że jest to jeden z najgorszych Bondowskich otwarć w historii i niezbyt optymistycznie nastawia on widownię do dalszego oglądania. Dalej na szczęście jest znacznie lepiej; z każdą minutą film nabiera tempa i zaskakuje znakomitą fabułą, świetnie prowadzoną intrygą, rewelacyjnym aktorstwem i wszechobecnym humorem.

Z muzyką w pewnym sensie jest podobnie, jeśli ktoś pobieżnie "rzuci uchem" na tą kompozycję, od razu uzna ją za kompletną klapę. Jednak po głębszym przestudiowaniu tego materiału, zaczyna on czarować niesamowitą melodycznością i specyficznym nastrojem przełomu lat 70` i 80`.

Bill Conti - kompozytor - wykorzystał tutaj styl, zastosowany wcześniej tylko przez Martina (w Live & Let Die -1974) i Hamlisha (w The Spy Who Loved Me-1977), który polega na spójnym zestawieniu orkiestry z elementami muzyki rozrywkowej danej epoki, w tym wypadku - disco. Muszę się przyznać, że bardzo obawiałem się o wynik pracy Contiego, lecz po kilkukrotnym przesłuchaniu tej płyty wszystkie moje uprzedzenia prysły, i stało się jasne, że Bill Conti stworzył dzieło najbardziej bliskie stylowi Barryego (w porównaniu z wspomnianymi wcześniej dwoma soundtrackami),

Album i film otwiera tytułowa piosenka zaśpiewana przez Sheenę Easton, która z całą pewnością jest jednym z najbardziej znanych i największych Bondowskich szlagierów (nominowana zresztą do Oscara). Linia melodyczna jest znakomita, odrobinę zawodzi wykorzystanie tutaj przez Contiego jedynie syntezatorów. Błąd ten naprawia przepiękna wersja instrumentalna tej kompozycji (10), oraz drugi fantastycznie spokojny i nastrojowy temat (3) ze znakomitą prowadzącą trąbką. Tematy akcji, których jest tu kilka, wykorzystują prawie wyłącznie konwencję disco, lecz są niezwykle melodyczne a ich słuchanie sprawia wiele satysfakcji (2,5,8); widać tu pewne podobieństwa do Oscarowego "Rockyego" pana Conti, szczególnie w aranżacjach sekcji dętych. Duża część filmu dzieje się w Grecji, więc wiele utworów stylowo nawiązuje do tej kultury: szczególnie 2,4 i na początku 3.
Sceny "poważniejsze" i bardziej niebezpieczne walki podwodne, czy wspinaczka po górze, w większym stopniu wykorzystują orkiestrę, co nadaje im większej panoramiki (6,19,17,18).
Temat Bonda wykorzystywany jest trochę kameralnie, ale słyszymy go dokładnie tam gdzie jest potrzebny (13, 2, 9)

Wersja zremasterowana, dostępna nareszcie w Polsce, w porównaniu z oryginalnym LongPlayem z 1981r, zawiera ponad 20 minut dodatkowego materiału. Dźwięk jest czysty, pełny i soczysty, jak na swój wiek brzmi znakomicie. Wewnętrzna wkładka zawiera wiele zdjęć, opis każdego utworu, oraz "rys historyczny" dotyczący wszelkich okoliczności produkcji tego filmu, bardzo ciekawie napisany przez Jeffa Bonda - jednego z głównych, powiedzmy "dziennikarzy", znakomitego, amerykańskiego miesięcznika o muzyce filmowej: Film *Score Monthly (naprawdę polecam).

Największa wada tej płyty to niestety archaiczność (po przez disco - elementy, słychać wiekowość kompozycji), oraz zbyt duże użycie (typowych dla tych lat) syntezatorów w niektórych kompozycjach, co sprawia że lekko ocierają się one o kicz.
Jednak melodyczność tematów, przebojowość i fantastyczny klimat kompozycji Contiego sprawia, że muzyczni Bondomaniacy nie mogą przejąć obok tego wznowienia obojętnie. Pozostali, przed zakupem powinni albo obejrzeć film (polecam) lub przesłuchać kilka fragmentów tej płyty, lecz ostrzegam, w tym wypadku pozory mylą.

Recenzję napisał(a): Rafał Mrozowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. For Your Eyes Only - Sheena Easton
2. A Drive In The Country
3. Take Me Home
4. Melina`s Revenge
5. Gonzales Takes A Drive
6. St. Cyril`s Monastery
7. Make It Last All Night - Rage
8. Runaway
9. Submarine
10. For Your Eyes Only (instrumental)
11. Cortina
12. The P.M. Gets The Bird/For Your Eyes Only - Reprise
13. Gunbarrel/Flowers For Teresa/Sinking The St. Georges
14. Unfinished Business/Bond Meets Kristatos
15. Ski…Shoot…Jump…
16. Goodbye, Countless/No Head For Heights/Dinning Alone
17. Recovering The ATAC
18. Sub vs Sub
19. Run Them Down/The Climb

Razem: 58:50



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Dla mnie to najlepszy bondowy soundtrack po "The Living Daylight". Na uwagę zasługuje też doskonałe wydanie (duża 12 stronnicowa książeczka) i cudowna jakość dźwieku...

Janusz Pietrzykowski:

Moja ocena:

Bill Conti zrobił świetny soundtrack, chociaż jak na dzisiejsze czasy brzmi mocno archaicznie...te wszystkie syntezatorki zalatują disco lat `80. Poza tym czasami jest troche niepoważny jak na przykład w "A drive in the country" ale jest to spowodowane sceną. Natomiast piosenki takie jak "Make It Last All Night" sprawiają, że zasypiam....Jednak sceny pościgów i innych ekwilibrystycznych wyczynów Bonda są bardzo trafnie zilustrowane. Mój faworyt to "Gonzales Take A Dive" - zwłaszcza okolice pierwszej minuty kiedy Conti stworzył klimat zagrożenia i tajemnicy perkusją i zabiegami syntezatora. Potem trochę dodał mixu lat `80 czyli tego czego nie znoszę....ale trudno - jakie czasy taka muzyka! Jednak za melodyjność muszę mu przyznać aż 4 gwiazdki, chociaż piosenka tytułowa pomimo, że bardzo wpada w ucho - jest przesłodzona.

Mefisto:

Moja ocena:

Bardzo fajny score, ale zdecydowanie za mało w nim Bonda (gorzej pod tym względem wypada chyba tylko Goldeneye) - jak pisze Janusz, to przeważa atmosfera disco i szalonych lat 80. Szkoda, bo mogło być lepiej.

Mystery:

Moja ocena:

Jeden z najlepszych odcinków Bonda. Muzyka może nie posiada jakichś szczególnie pamiętnych tematów, ale z tych luzackich Bondów wypada najlepiej.