Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Nigdy cię tu nie było (You Were Never Really Here)

21 Kwiecień 2018, 15:40 
Kompozytor: Jonny Greenwood

Rok wydania: 2018
Wydawca: Lakeshore Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Nigdy cię tu nie było (You Were Never Really Here)

Czasami zastanawiam się czy jest możliwe, aby świat muzyki filmowej osiągnął moment, w którym wyczerpie się zasób pomysłowości kompozytorów. Biorąc pod uwagę kreatywność ludzkiego umysłu jest to zapewne myśl z gatunku tych abstrakcyjnych. A jednak śledząc niemalże codziennie informacje dotyczące wypuszczanych na rynek tytułów i obserwując ich gigantyczną ilość, trudno odmówić tej tezie przynajmniej minimalnej racji bytu. Kiedy wśród masy tworzonych na całym świecie opraw muzycznych pojawia się coś takiego jak You Were Never Really Here, można podobne rozważania spokojnie porzucić.

Najnowszy film Lynne Ramsay, która w 2012 roku wywołała niemałe poruszenie tytułem We Need To Talk About Kevin, to ponownie obraz wywołujący skrajne emocje. O ile podobna stylistyka w moim przypadku praktycznie zawsze potrafi zaciekawić i skłonić do dłuższego niż zwykle zastanowienia, o tyle jestem w stanie wyobrazić sobie osoby omijające podobne dzieła szerokim łukiem. Dzieje się tak dlatego, gdyż wyłamująca się schematom reżyserka kolejny raz „bawi się” mrocznymi stronami ludzkiej egzystencji, co z założenia nie może być doświadczeniem miłym. Jej nowy obraz jest brutalny, niezwykle intensywny (nawet mimo braku wartkiej akcji) oraz wielowymiarowy, z rewelacyjną kreacją Joaquina Phoenixa i - co najważniejsze - w ciekawy sposób opakowany w brzmienia wykreowane przez członka zespołu Radiohead, Jonny’ego Greenwooda.

Stwierdzenie „ciekawy sposób” bynajmniej nie powinno w tym konkretnym przypadku kojarzyć się z przyjemnymi dla ucha kompozycjami. Greenwood podjął się bowiem ubrania w dźwięki tego, co „siedzi” w głowie głównego bohatera. A dzieje się tam niezwykle dużo.

Ramsey proponuje widzom poznanie historii niejakiego Joe (w tej roli Phoenix), przed laty żołnierza na usługach rządu USA oraz agenta FBI, aktualnie zajmującego się poszukiwaniem zaginionych osób, a dokładnie nastoletnich dziewczyn. Joe dźwiga na barkach ciężar tragicznej przeszłości zaczynającej się od traumatycznego dzieciństwa, a kończącej na strasznych psychicznych ranach wojennego weterana. Wspomniany protagonista samotnie opiekuje się matką, a więc każdy kolejny dzień to dla niego nie tylko walka z wewnętrznymi demonami oraz niebezpiecznym amerykańskim półświatkiem. Kiedy wraca do szarego, smutnego domu musi też umieć odnaleźć w sobie pokłady czułości pozwalające zadbać o jedyną bliską mu osobę. Jednak bieg wydarzeń stawia na jego drodze postać, która poszarpane życie komplikuje jeszcze bardziej. O skali panującego wtedy w jego głowie chaosu niech świadczy tylko to, że próbuje go opanować zamykając się w szafie i podduszając reklamówką zaciśniętą na głowie.

Muzycznie mamy do czynienia z kompilacją utworów równie trudnych w odbiorze, jak sceny prezentowane na ekranie. Mimo momentami eksperymentalnych brzmień *score Greenwooda wychodzi jednak z wyzwania postawionego przez Ramsey obronną ręką. Od razu uprzedzam melomanów czerpiących radość z nucenia wpadających w ucho tematów czy lubiących delektować się harmonijnymi tonami - You Were Never Really Here nie jest brzmieniową sielanką. To w głównej mierze studium ludzkiego zatracenia i rzeczywistości przepełnionej nieustanną bitwą o zachowanie choć fragmentarycznych chwil zdrowego rozsądku. Taki jest też ogólny wydźwięk strony muzycznej obrazu.

Zachęcam do zwrócenia szczególnej uwagi na utwór Sandy’s Necklace zaczynający się tak, jakby ktoś nagrał zespół rockowy strojący gitary przed koncertem. W pewnym momencie przechodzi on w rytmiczny, transowy bit perkusyjny obudowany atonalnymi frazami wygrywanymi przez instrumenty smyczkowe. Inną wartą przesłuchania kompozycją jest The Hunt - rwana, ostra, wręcz agresywna, z sekundy na sekundę zyskująca na sile, która także oparta jest na hipnotycznym rytmie i *dysonansowych brzmieniach. Podobny charakter ma zresztą kilka innych pozycji takich jak Hammer and Tape, Joe’s Drive czy diabelnie psychodeliczne Votto i Downstairs. Moim zdaniem wszystkie one idealnie oddają stan umysłu głównego bohatera, który sprawia wrażenie człowieka odchodzącego od zmysłów, zwłaszcza w obliczu zmagania się z własnymi słabościami, ale potrafi też chłodno kalkulować i działać zupełnie bez emocji. Dotkliwie, często ze śmiertelnym skutkiem, przekonują się o tym kryminaliści mający nieszczęście się z nim mierzyć.

Jednak nie tylko mrok przepełnia życie głównego bohatera. Są chwile spędzane z matką, zupełnie abstrakcyjne w kontekście całego filmu, w trakcie których wspólnie oddają się prostym domowym czynnościom, jednocześnie nucąc ulubioną piosenkę. Widzimy też ujęcia pokazujące Joe samotnego, spacerującego, zamkniętego w sobie, starającego się ewidentnie nie popaść w szaleństwo. Obserwujemy również relację z dziewczyną, którą ratuje z rąk oprawców. Te momenty pozornego spokoju i towarzyszący im zgoła inny niż opisany wcześniej wachlarz emocji otrzymują też odpowiednio inną reprezentację warstwy dźwiękowej. Poprzez utwory takie jak w pełni elektroniczny Tree Synthesisers, oparty na smyczkowym *pizzicato Nina Through Glass oraz transowo-dyskotekowy Dark Streets, Greenwood starał się niewątpliwie pokazać skrytą w głębi, ale jednak obecną, ludzką stronę głównego bohatera. W tych nietypowych frazach nadal wyraźnie słyszalna jest straszna przeszłość Joe oraz depresyjna teraźniejszość. Jednocześnie między poszczególnymi nutami wyłania się obraz człowieka, który skrywa w sobie także pokłady pozytywnych uczuć skutecznie stłamszonych przez życie.

You Were Never Really Here jest muzycznie bez wątpienia materiałem trudnym w odbiorze, tym bardziej, jeżeli ktoś chciałby dzieło Greenwooda rozpatrywać w oderwaniu od obrazu. Płyta jako twór samodzielny spodoba się raczej wybranym fanom muzyki filmowej. W połączeniu z wizją Lynne Ramsey natomiast, pomimo mocno szarpiącego nerwy efektu, oba elementy tworzą niezwykle przejmującą całość. Mam nadzieję, że właśnie takich kreatywnych i przemyślanych kooperacji, niekoniecznie miłych w odbiorze, ale serwujących w zamian bogatą paletę doznań, dane nam będzie doświadczać jak najwięcej.

Recenzję napisał(a): Piotr Sikorski   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Tree Synthesisers (4:25)
2. Sandy’s Necklace (3:47)
3. Nausea (1:49)
4. Hammer and Tape (1:22)
5. Brothel (Bass Clarinet) (3:47)
6. The Hunt (3:23)
7. Dark Streets (1:52)
8. Ywnrh (3:56)
9. Nina Through Glass (3:22)
10. Votto (4:01)
11. Dark Streets (Reprise) (1:53)
12. Downstairs (0:50)
13. Joe’s Drive (1:23)
14. Tree Strings (5:10)



Komentarze czytelników:


Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy!