Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Kod Merkury (Mercury Rising)

04 Sierpień 2003, 10:50 
Kompozytor: John Barry

Rok wydania: 1998
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Kod Merkury (Mercury Rising)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Gdy piszę ten tekst John Barry ma 75 lat, negocjuje kontrakt z Universal Music France na dwa concept albumy – oficjalnie nie jest więc na muzycznej emeryturze a wielu jego fanów wciąż marzy i ma nadzieję, że Anglik wróci jeszcze do komponowania dla kina. Patrząc na ostatnie lata kariery przez pryzmat całkiem udanych albumów The Beyondness of Things i Eternal Echoes starają się wykreślić z pamięci jego ostatnie dramatyczne kompozycje filmowe, czyli Enigmę i Kod Merkury. A pokazują one niestety, że już niemal wszystkie umiejętności, za które Barry był przez lata ceniony zostały nieodwracalnie chyba zatracone i że dzisiejsza hollywoodzka kinematografia nie potrafi go dostatecznie zainspirować a może bardziej to Anglik nie ma już motywacji do komponowania. Prace te pokazują wreszcie, że poważnie już niedomagający na zdrowiu kompozytor nie nadążą za szalonym tempem, w jakim tworzy się dziś produkty filmowe w fabryce snów.

Po kontakcie z owymi kompozycjami ma się ochotę o nich jak najszybciej zapomnieć i instynktownie sięga się po starego, klasycznego (a może właściwie młodego) Johna Barry’ego, który dawał swoim fanom dokładnie to czego zabrakło jego ostatnim ilustracjom dramatycznym, a więc wigor, atrakcyjność narracji oraz melodyczny geniusz. Myślę jednak, że w przypadku Kodu Merkury nikt nie miał wobec Anglika zbyt dużych oczekiwań, bo choć to thriller a więc gatunek, w którym Barry święcił kiedyś spore sukcesy (Żar ciała!) to dochodzące z planu plotki o kłótniach kompozytora z producentami a zwłaszcza jego omdlenie podczas sesji nagraniowej nikogo nie nastrajały optymizmem. Nie dawał też nadziei krótki czas, jaki Anglik otrzymał na oprawienie muzyką filmu Harolda Beckera, bowiem zwykle współpracujący z tym reżyserem Jerry Goldsmith w ostatniej chwili wykręcił się z projektu.

Nastepstwem tych wszystkich czynników jest najsłabsza od czasu okropnego Star Crash z 1978r ilustracja dramatyczna Johna Barry’ego. Anglik przyznał, że jedynym powodem, dla jakiego zdecydował się zilustrować kiepściutki Kod Merkury była postać Simona, osieroconego autystycznego chłopaka, który przypadkowo łamie ściśle tajny kod wojskowy Merkury ściągając na siebie uwagę amerykańskich służb. Będą one dążyć do eliminacji niewygodnego dla nich chłopca. I choć właśnie temu aspektowi filmu Barry poświęcił najwięcej trudu i czasu, to niestety poniósł klęskę. Już nie chodzi o to, że *progresje akordowe w melodii Simona zostały skopiowane z melancholijnego tematu ze Swept From The Sea, ale o "słynny „szósty zmysł” Johna Barry’ego - do czasu Kodu Merkury niezawodny. Anglik miał bowiem zdolność pisania bardzo mocnych tematów muzycznych i perfekcyjnego dopasowania ich do postaci, zdarzeń i zjawisk, tworząc niejednokrotnie imponujące muzyczne portrety. Tutaj jednakże zmysł mocno zawiódł, bo czyż można inaczej określić napisanie dla odciętego od świata zewnętrznego autystycznego dziecka, którego umysł kryje niespotykane, zdumiewające umiejętności melodii tak słodkiej i przemilusiej, że słuchając jej zastanawiamy się czy to przypadkiem nie muzyka z filmu o sarence Bambi.

Zapewne niejeden fan Anglika podczas oglądania filmu Harolda Beckera w momencie zetknięcia się z ów nieszczęsnym tematem Simona mając świadomość, że był to element najbardziej przez Anglika dopracowany, zacznie mieć zasadne obawy o funkcjonalność kolejnych kompozycji. I rzeczywiście pokazują one Barry’ego dalekiego od ilustratorskiej maestrii, który ma problemy z efektywnym budowaniem napięcia a jego muzyka nie daje należytego wsparcia dramatycznym scenom filmu. Ale sumując plusy i minusy tak tragicznie nie jest jak można by przypuszczać, bowiem zdynamizowanie akcji, poprawne wykreowanie z pomocą orkiestrowej palety posępnego tła dla scen z udziałem wrednych agentów NSA oraz muzyczna refleksja nad postacią osamotnionego, szlachetnego funkcjonariusza FBI granego przez Bruce’a Willisa mogą budzić w odbiorcy uczucie ulgi – że choć to się udało. Chociaż to nie do końca zasługa Anglika, gdyż muzyka akcji, którą słyszymy w filmie została stworzona przez Cartera Burwella, który pojawił się na planie w ostatniej chwili, aby napisać adekwatny do tempa zdarzeń action-score. Jak mogę przypuszczać muzyka Barry’ego nie wywiązała się z funkcji powierzonych przez reżysera jak i przez samego kompozytora. Zwłaszcza młodzi miłośnicy muzyki filmowej ciskają gromy w angielskiego weterana zarzucając mu, iż nie umie on pisać muzyki akcji a jego powolne symfoniczne kompozycje są kompletnie nierealistyczne psychologicznie i za grosz nie są w stanie podnieść im poziomu adrenaliny podczas oglądania efektownych scen. Warto w tym miejscu podkreślić jedną rzecz – Barry nie jest typowym kompozytorem akcji. Zwłaszcza w projektach z ostatnich lat kariery starał się on przede wszystkim podkreślać dramaturgię sytuacji, a to czy jego muzyka odpowiada scenie swym tempem było już dlań sprawą drugorzędną.

O ile we wcześniejszym o cztery lata Specjaliście krytycy Anglika mieliby problemy z zakwestionowaniem faktu, iż Barry założone przez siebie cele wypełnia to już jego odrzucone kompozycje z Kodu Merkury nie potrafią się obronić. Rażą bądź to anemicznością bądź przesadną pompatycznością zaś archaiczne *orkiestracje i budowa kompozycji wskazują, iż Barry zatrzymał się w czasie, a co gorsza jego kompozytorski warsztat drastycznie się skurczył. Nie dziwi więc fakt wyrzucenia jego muzyki do kosza.

Cóż więc począć z tak daleką od doskonałości kompozycją? Jeśli chodzi o funkcjonowanie w obrazie w związku z jej wadliwością kwalifikuje się ona głównie do tego, aby wybijać z głowy fanom Anglika marzenia o powrocie swego ulubieńca do Hollywood. Co zaś się tyczy albumu – mimo, iż poszczególne składniki ilustracji potrafią satysfakcjonować, jak chociażby całkiem ciekawa narracyjnie mroczna muzyka ze środka albumu czy nawet wspomniany temat Simona (mimo widocznego kopiowania nutek) to w ostatecznym rozrachunku dobijająca sztampowość tej pracy a także wyraźnie się nad nią unoszący duch zmęczonego, zblazowanego twórcy odpychają i każą mi polecić Kod Merkury jedynie najwierniejszym fanom Anglika, którzy będą potrafili przymknąć oko na jej liczne wady.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. The Story Begins... - 3:01
2. Simon`s Theme - 3:07
3. The Puzzle - 1:34
4. Barrell Kills Parent - 1:59
5. Looking for Simon - 2:20
6. Meeting with Kudrow - 3:39
7. The Train Search/Art & Simon - 3:09
8. Simon is Going Home - 1:56
9. Rooftop Arrival - 2:07
10. Simon on the Edge/Death of Kudrow - 3:33
11. I`m a Friend of Simon`s - 2:08
12. The Story Ends... - 5:12

Razem: 34:07



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Nieważne czy Barryemu wyjdzie genialny czy słaby score. I tak na zawsze będzie on dla mnie najlepszym kompozytorem na świecie! Na pewno duża tu zasługa soundtracków z 11 Bondów do których Barry komponował muzykę - ja przecież Bondy ubóstwiam :)) Damian gratuluje również światnej recenzji - pomimo że tak jak ja "kochasz" Barryego to umiesz racjonalnie podejść do recenzji i ocenić płytę zgodnie z prawdą - bez żadnych "forów". Ten album rzeczywiście jest "mocno" średni ale wszystkim zdażają się potknięcia - również Mistrzowi Barryemu...

Krzysiek:

Moja ocena:

Nie prawda, nie zgadzam się, score ten jest śliczny, film taki sobie, ale muzyka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, nie mam soundtracku, słyszałem ją tylko w filmie, ale koniecznie musze go zdobyć, Barry prezentuje tu to, za co go kocham, czyli ten romantyczny nurt, jaki się przewija w pożegnaniu..., tańczącym czy szkarłatnej literze, cudo ..można się rozpłynąć, no może ilustracje do scen walki są średnie...ale i tak daje 4,5. Pozdrawiam wszystkich fanów Barrego, Elfmana, Howarda Newtona i Hornera

Ginger:

Moja ocena:

Panowie nie zgadzam się także z niesprawiedliwą oceną (może na Barrego to słaby score), ale w porównaniu z nudnymi, flakowatymi ścieżkami, które są domeną pana Williamsa to cudo, fantastyczny temat Simona, a temat końcowy to arcydzieło i gdzie tu obiektywizm? Jeśli fanatycy wystawiają taką ocenę to ja jestem naprawdę w szoku.....

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Nie fanatycy, tylko ludzie którzy się na Barrym znają - i to dobrze znają... Nic nie trzeba tu pisać poza jednym - posłuchaj Pan choćby 15 innych scorów Barry`ego , a wróci tu Pan i sam obniży ocenę ;-) "Kod Merkury" to najsłabszy soundtrack Barry`ego w latach 90. Owszem może się podobać jeśli ktoś nie siedzi w płytach Johna - ale jest dziesiątki o wiele lepszych płyt - może mi Pan wierzyć. Sam się Pan kiedyś przekona (gdy posłucha Pan choćby tych scorów które tu są jeszce recenzowane i mają oceny od 4 wzwyż), że ja i Damian mamy tu rację. Pozdrawiam!

Mefisto:

Moja ocena:

Brrr... ale kasztan. Ledwo przebrnąłem. Co prawda Barryemu trudno tu coś konkretnego zarzucić, bo wszystko wydaje się być na swoim miejscu, to jednak sporo brakuje. Chyba najgorszy Barry z jakim miałem przyjemność.