Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Lara Croft: Tomb Raider: Kolebka życia (Lara Croft: Tomb Raider: The Cradle of Life)

24 Wrzesień 2003, 21:26 
Kompozytor: Alan Silvestri

Dyrygent: Alan Silvestri
Orkiestracje: Mark McKenzie, David Slonaker

Rok wydania: 2003
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Lara Croft: Tomb Raider: Kolebka życia (Lara Croft: Tomb Raider: The Cradle of Life)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Piraci z Karaibów nie były jedynym filmem, gdzie w ostatniej niemal chwili zmieniono kompozytora. Takim filmem był także Tomb Raider 2 Jan de Bonta. Zresztą oba filmy powiązane zostały osobą jednego kompozytora - Alana Silvestri. Najpierw kompozytor zaangażował się w projekt Piratów Karaibów, podczas gdy Craig Armstrong w projekt Tomb Raider 2. Potem, z nieznanych do końca powodów, producent Piratów Jerry Bruckheimer zrezygnował z usług pana Silvestri i zatrudnił "starych znajomych" z *Media Ventures. Tymczasem zmiany zaszły także na planie filmu Jan de Bonta. Po pierwsze niespodzianką było już to, że muzyki nie pisał nadworny kompozytor reżysera Mark Mancina, lecz nigdy z nim nie współpracujący Craig Armstrong. Teraz de Bont "podziękował" Armstrongowi i zatrudnił dopiero co zwolnionego Alana Silvestri. Czy tylko na to czekał? Nie wiadomo. Ale jeśli chodzi o *"action score" i nazwisko "Silvestri" to nic nie może (nie powinno) pójść źle.

Alan odszedł z Piratów w momencie, kiedy miał już obmyśloną strukturę całej partytury w stylu The Mummy Returns i miał zacząć komponować. Choć twierdził, że nie użył w Tomb Raider 2 żadnych fragmentów z Piratów Karaibów to jednak obecny i tutaj klimat The Mummy Returns pozwala wyciągnąć trochę inne wnioski. Tym bardziej, że kompozytor nie miał zbyt dużo czasu na stworzenie nowej partytury.

W największym skrócie moglibyśmy ocenić Tomb Raider 2 jako połączenie klimatów Alana Silvestri z The Abbys, Judge Dredd, Eraser, Volcano i The Mummy Returns (ten ostatni ewidentnie dominuje) oraz brzmienie z oryginału Tomb Raider autorstwa Graeme Revella. Sam kompozytor nie myślał o nawiązywaniu do muzyki Revella, chcąc stworzyć całkowicie nowy klimat Tomb Raider 2, ale Paramount Pictures postawiło taki warunek, choć uzupełniło go także żądaniem, by tym razem towarzyszył muzyce elektronicznej silny akompaniament symfoniczny. Dlatego też mimo krótkiego czasu do nagrania muzyki Silvestri`emu oddano pod komendę 100-osobową orkiestrę i 40-osobowy chór. Trzeba od razu powiedzieć, że Silvestri rzeczywiście napisał tę ilustrację "za pięć dwunasta". Główny jej trzon ukończył na dzień przez odlotem do Londynu na sesję nagraniową, zaś resztę muzyki pisał w ciągu następnych 10 dni sesji, nagrywając kawałki "na gorąco". Czy taki pośpiech odbił się na partyturze?

Niestety, tak. Przede wszystkim temat przewodni. Nie jest zbyt szeroko eksponowany, choć podobno to wina producentów, którzy nie chcieli zbyt triumfalnego motywu wiodącego dla Lary Croft. W dodatku zbyt mocno przypomina on ten z The Mummy Returns; ta sama linia melodyjna i *orkiestracja. Brzmi jednak całkiem dobrze, mimo iż sprawia wrażenie przygotowanego w dużym pośpiechu. Niektórzy twierdzą, że nawiązuje on do przewidywanego "main theme" z odrzuconych Piratów Karaibów. Możemy go posłuchać w pełnej krasie w Opening, The Luna Temple, Journey to the Cradle of Life, The Cradle of Life, Not Meant to be Found i finalnym Lara Croft: Tomb Raider.

Obok tematu głównego pojawiły się tu jeszcze dwa mniejsze motywy - "suspense" i temat romantyczny. W pierwszym z nich dominuje sekcja basowa, przewijająca się od czasu do czasu gitara elektryczna (ale nie tak silna jak w Eraser, po prostu tło) oraz pulsująca syntetyczna perkusja. Zresztą klimatów "suspense" jest dość sporo na albumie. Nie wyróżniają się jednak niczym szczególnym. Dobrym przykładem takiego utworu "cień" jest 6-minutowy Capturing by the Shay Ling. Podobnie jest w Skydive Getaway. Czasami dużo hałasu i nic poza tym. Chociaż gdy Silvestri przechodzi na brzmienie typowo klasyczne słyszymy świetne utwory "suspense" niemal wycięte z Judge Dredd (The Luna Temple i The Cradle of Life). Temat romantyczny ze szczególnym zaakcentowaniem sekcji smyczkowych jest obecny zwłaszcza w Orb Transmission, Journey to the Cradle of Life (świetny męski chór), The Cradle of Life (obok chórów pojawiają się tu motywy orkiestrowe przypominające mi te z Jamesa Bonda) i Pandora`s Box - najbardziej melodyjny ze wszystkich, rozpisany na całą orkiestrę i chór (prawdziwa "perełka").

Z uwagi na to, że akcja filmu dzieje się m.in. w Chinach nie mogło braknąć stosownych klimatów orientalnych, choć spokojnych, z dużą obecnością harfy i innych instrumentów strunowych oraz niezbędnego tu fletu - I Need Terry Sheridan i Arrival in China. Tak jak ten drugi jest naprawdę miły dla ucha, nostalgiczny i dający pewien relaks, tak w tym pierwszym przez całe 6-minut praktycznie nic się nie dzieje.

Najmocniejszą stroną soundtracku jest oczywiście "action score". Tam gdzie słyszymy klasycznego Silvestri w typowo symfonicznej "obudowie" brzmi to naprawdę świetnie, przypominając styl i aranżację pamiętną z takich hitów akcji, jak Judge Dredd i The Mummy Returns z potężną sekcją dętą na pierwszym planie i towarzyszącą im smyczkową sekcja rytmiczną. Dobrymi przykładami są tutaj takie utwory jak Shark Attack, Escape from Chen, czy Flower Pagoda Battle (ten ostatni to jeden z trzech najlepszych utworów). Niestety, obniżenie ich wartości przynoszą wymuszone przez producentów syntetyczne wstawki, które momentami w ogóle nie pasują do całości. Sprawdzają się jedynie w roli uzupełniającej, lecz nie prowadzącej. Ulubiony przeze mnie oręż w arsenale Silvestri`ego to wojskowe werble. Szkoda, że nie słychać ich tutaj zbyt często. Pojawiają się na krótko w Escape from Chen i The Cradle of Life. Mamy dodatkowo na albumie (dwukrotnie) marsze "made in Alan Silvestri" - Flower Pagoda Battle i Journey to the Cradle of Life (ten ostatni jest kolejnym z "trylogii" najlepszych - następnym jest Pandora`s Box). Przypominają one klasyczne marsze z Judge Dredd, a nawet March of the Lava z Volcano. W tych dwóch ostatnich utworach Silvestri wprowadził nową, dynamiczną aranżację tematu głównego. Naprawdę takich nawiązań chciałoby się usłyszeć dużo więcej.

Czas na podsumowanie. Ogólnie ten soundtrack wydał mi się w pełni... poprawny, najwyżej dobry. Moje oczekiwania względem niego były dużo większe. Wiem, w jakich warunkach przyszło pracować Alanowi, ale to i tak nie zmienia mojej końcowej oceny. Słyszałem muzykę Graeme Revella do części pierwszej i w konfrontacji z partyturą Alana Silvestri do *sequela została zmiażdżona, ale... Oceniając dorobek Silvestri`ego w kategorii "action score" ten album nie wnosi wiele nowego, a jeśli już, to nie zawsze dobrego. Silvestri generalnie nie zawiódł z tematami wiodącymi, choć można się przyczepić do ich oryginalności i niezbyt dużej częstotliwości występowania. Brzmienie klasyczne jest, jak zwykle, wzorowo dopracowane (naprawdę słychać tę 100-osobową orkiestrę), ale obecność 40-osobowego chóru nie zawsze jest widoczna, choć tam gdzie się pojawia brzmi naprawdę dobrze. Może trochę szkoda, że nie został bardziej wyeksponowany. "Action score" też brzmi bardzo dobrze, ale tylko w wydaniu klasycznym, a tam gdzie pojawia się "Alan Silvestri March" robi się wręcz fantastycznie. Niestety, jest tego za mało. Często efekt psują elektroniczne hałasy próbujące niemal na siłę przebić się na pierwszy plan. Gdy towarzyszą orkiestrze wszystko jest w porządku, gdy ją zastępują robi się bałagan i linia melodyjna zanika. Dotyczy to zarówno "action score", jak i "suspense". Na szczęście Alan co chwila wrzuca jakieś klasyczne wstawki, które ratują nawet słaby utwór. Zresztą same utwory też są nierówne. Niektóre są bardzo dobre, inne w pełni poprawne, a bez niektórych moglibyśmy się obejść. Tomb Raider 2 to dobry soundtrack, ale zbyt trąci rutyną i klasykiem w dorobku Silvestri raczej się nie stanie.

p.s. Varese Sarabande zrobił wszystkim prawdziwy prezent - zamiast "normalnych" 30 minut mamy tutaj aż całą godzinę muzyki.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Opening - 1:39
2. The Luna Temple - 7:43
3. Shark Attack - 3:18
4. "I Need Terry Sheridan" - 5:41
5. Arrival in China - 1:46
6. Captured by the Shay Ling - 5:59
7. Escape from Chen - 4:19
8. Flower Pagoda Battle - 5:45
9. Skydive Getaway - 2:11
10. Orb Transmission - 1:42
11. Journey to the Cradle of Life - 6:24
12. The Cradle of Life - 6:33
13. Pandora`s Box - 5:24
14. "Not Meant to be Found" - 0:45
15. Lara Croft - Tomb Raider - 0:51

Razem: 60:02



Komentarze czytelników:

Łukasz Remiś:

Moja ocena:

Jak dla mnie partytura Alana jest po prostu znakomita. Elektronika (choć rzeczywiście czasem zdarzają się dziwne zabiegi) brzmi bardzo świeżo, wyraźnie wybija się na tle tego, co tworzą np. w Media Ventures. Ogólnie, znakomity przygodowy klimat i mnóstwo akcji. Sporo drobnych orientalnych elementów. Nie zauważyłem też tak wielu nawiązań do "The Mummy Returns". Mumia jest ciężka, a tu mamy raczej lekki, rozrywkowy score, bardzo rytmiczny. Jak dla mnie bomba!

graves:

Moja ocena:

Porownujac score 2jki ze scorem 1dynki [Graeme Revell] to 2jka jest mniam mniam:D

MichaB:

Moja ocena:

Lara znów zadziwia nas swoimi umiejtno[ciami jak sam Alan Silvestri muzyka jest swietna i pasuje do samego filmu prezentuje ona akcje, groze, zal i smutek jednym sBowem rewelacja która dziwi nas z kazda minutom filmu.

corsito:

Moja ocena:

Świetna płyta ! Alan najwidoczniej po odrzuceniu jego muzyki do Pirates of the Caribbean chciał pokazać że potrafi pisać muzyke...Bardzo dobry action score + utwór 13-ty, który jest już klasą sam w sobie.

Obiwan:

Moja ocena:

Obawiałem śie przy tej płycie powtórki z poprzedniego TR. naszczęście płyta bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i do tej pory jest jednym z moich ulubionych soundtracków.


  Do tej recenzji są jeszcze 2 komentarze -> Pokaż wszystkie