Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Żyj i pozwól umrzeć (Live And Let Die)

26 Listopad 2003, 09:45 
Kompozytor: George Martin

Rok wydania: 1973/2003
Wydawca: EMI/Capitol

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Żyj i pozwól umrzeć (Live And Let Die)

 Kup tę płytę w:

iTunes za 9.99
W 1973 roku powstał ósmy już film o przygodach agenta 007 pt. Żyj i pozwól umrzeć. Przyznam, że to mój kandydat do tytułu najgorszego filmu z cyklu. Nawet James Bond wszechczasów, czyli Roger Moore, rewelacyjnie debiutujący w tej roli, nie był w stanie uratować filmu z tak kiepskim scenariuszem.

Skłóconego z Harrym Saltzmanem Johna Barry`ego, w roli kompozytora zastąpił George Martin - producent płyt legendarnej grupy The *Beatles. Martina nazywano "piątym Beatlesem", bowiem towarzyszył on grupie aż do końca jej istnienia i miał bardzo duży wkład w jej sukcesach. Jego imieniem nazwano nawet londyńskie studio nagraniowe przy Abbey Road. Martin do współpracy przy Live And Let Die zaprosił samego Paula McCartneya. Ten wraz z żoną Lindą skomponował klasyczną już, przebojową piosenkę tytułową, którą wykonali wraz z własnym zespołem The Wings. Stała się ona jednym z największych bondowskich hitów docierając do pierwszej dziesiątki listy przebojów BillBoardu i zdobywając nominację do Oscara. Dodam, że na albumie mamy również drugą wersję tego niezniszczalnego klasyku (pod numerem 8), zaśpiewaną "czarnym" głosem przez BJ Arneau.

Natomiast *score skomponowany do tego filmu przyniósł kilka nowinek. Martin wzoruje się tutaj na bondowskim stylu Barry`ego, ale charakterystyczne jazzowo-symfoniczne brzmienie miesza z modnymi wówczas trendami muzycznymi tj. wczesnym disco, rockiem i funkiem. Ponieważ jak wiadomo film ma egzotyczne lokacje, skłoniło to Martina do dorzucenia elementów etnicznych, głównie karaibskich i afrykańskich.

Dziełko Martina ma niespecjalnie skomplikowaną strukturę. Kompozytor bardzo mocno eksploatuje tu James Bond Theme - najczęściej połączony z drugim tematem własnego autorstwa, (w utworach nr.3,4,5,9,10,12,19,21) zaaranżowany głównie na dęciaki, gitarę i *smyczki. Dobrze się złożyło, że Martin przeplata te motywy rozmaitymi funkowymi i smyczkowymi wstawkami, ale takie częste wykorzystywanie motywu w bardzo podobnych, niemal identycznych aranżacjach (Martin zmienia tylko *akcent na poszczególne instrumenty) niestety spowodowało, że czułem się znużony już po kilku przesłuchaniach płyty. Rzecz jasna James Bond Theme znajdziemy również w kawałkach nr.14 i 15. W większości utworów akcji i suspensu Anglik postawił na melodyjność (z czego zdecydowanie się cieszę), troszkę rezygnując z funkcjonalności kompozycji, jak na przykład w Whispers Who Dare czy Boat Chase i Underground Lair, które wykorzystują melodię tytułową zaaranżowaną na głośne dęciaki i bębny. Mimo, że akcja zahacza o Nowy Orlean, to na albumie znajdziemy ledwie jeden typowo jazzowy kawałek (nr.2). Co by nie powiedzieć, do rewelacyjnych nie należy a brzmi tak kiepsko, jakby producenci zapomnieli o nim przy remasteringu. Sporadycznie pojawiają się w tej muzyce również egzotyczne elementy, głównie w scenach odprawiania obrzędów voodoo jak i nawiązujące do filmowych, karaibskich lokacji. Odpowiednio Martin używa afrykańskich bębnów, które budują "duszną" atmosferę - w Sacrifice i Snakebite, oraz karaibskiej perkusji, trochę nieśmiało wspomagając sekcję dętą i gitarę basową w San Monique i szalonym Baron Samedi`s Dance of Death.

John Barry zawiesił bardzo wysoko poprzeczkę George`owi Martinowi. Temu drugiemu nie udało się jej przeskoczyć. Mimo, że Martin wprowadził ciekawe trendy do bondowskiej muzyki, co jest dla niego niewątpliwym plusem to jednak większość kompozycji zaaranżował "na jedno kopyto", jak i niestety nie urozmaicił tematycznie swojej partytury, co wychodzi po za filmem - muzyka stosunkowo szybko się nudzi. Mimo, że jest melodyjna i całkiem atrakcyjna brzmieniowo, to z jej słuchania niestety nie płynie tyle przyjemności, co z bondowskiej muzyki Johna Barry`ego. George Martin niestety nie potrafi tak jak Barry porwać słuchacza swoją muzyką. Odnoszę wrażenie, że Martin trochę za mało zainwestował w tę pracę. Na tyle mało, że przy następnym filmie zastąpił go John Barry. Mimo tego wszystkiego robotę Martina oceniam jako solidną i ponadprzeciętną. Zajmuje czołowe miejsce wśród bondowskich score`ów nie skomponowanych przez Johna Barry`ego.

Ponieważ to moja ostatnia recenzja płyty z reedycji bondowskich soundtracków A.D. 2003 nadszedł czas podsumować tą edycję. Jest udana pod wieloma względami: dodane brakujące utwory w wielu soundtrackach, wspaniale zremasteringowany dźwięk, znakomity czarno-granatowy design okładek, no i przede wszystkim bardzo atrakcyjna cena każdej z płyt. To niekwestionowane plusy. W tym słoju miodu znajdzie się jednak szczypta dziegciu. Producentom płyt nie przyszło do głowy, żeby umieścić utwory w kolejności ich pojawiania się w filmie. W związku z tym na niektórych płytach panuje zupełny bajzel. Druga rzecz - brak dodatkowych utworów na większości bondowskich soundtracków (vide opłakiwany Moonraker). Taśmy z prawie wszystkimi score`ami zachowały się w dobrym stanie, ale koncernowi EMI/Capitol brakło pieniędzy na odnowienie wszystkiego. Kolejna sprawa - notki autorstwa Jeffa Bonda. Są mało interesujące. Dziennikarz FilmScoreMonthly zamiast skupić się na muzyce, historii powstania każdej partytury i jej kompozytorze czy wreszcie opiniach twórców, niestety zajął się powszechnie znanymi faktami na temat każdego filmu i innymi zbędnymi pierdołami. Szkoda.

Generalnie oceniam tą produkcję bardzo pozytywnie. Myślę, że w pełni usatysfakcjonowała większość fanów agenta 007. Nikt jednak nie wie, kiedy doczekamy się następnej edycji, zapewne zawierającej kolejne kompletne soundtracki. Może przyjdzie fanom Bonda poczekać dziewięć lat, do jubileuszu 50-lecia filmowych przygód agenta 007. Kto wie czy tak nie będzie.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Paul McCartney & Wings - Live And Let Die - 3:12
2. Just A Closer Walk With Thee/New Second Line - 2:15
3. Bond Meets Solitaire - 2:41
4. Whisper Who Dares - 1:43
5. Snakes Alive - 2:41
6. Baron Samedi`s Dance of Death - 1:42
7. San Monique - 1:57
8. Fillet of Soul-No/Bj Arneau - Live And Let Die/Fillet of Soul - 3:20
9. Bond Drops In - 3:34
10. If He Finds It Kill Him - 1:20
11. Trespassers Will Be Eaten - 2:45
12. Solitaire Gets Her Cards - 1:51
13. Sacrifice - 3:21
14. James Bond Theme - 1:47
15. Gunbarrel/Snakebite - 1:31
16. Bond To New York - 2:47
17. San Monique (Alternate Version) - 2:46
18. Bond And Rosie - 3:51
19. The Lovers - 2:09
20. New Orleans - 2:53
21. Boat Chase - 2:01
22. Underground Lair - 4:15

Razem: 56:22



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Zgadzam się całkowicie! Aż śmiać mi się chce jak Lukas Kendall w wywiadzie ściemnia że taśmy choćby z "Moonrakera" zaginęły. Minusem edycji "Remastered" jest też to że połowa ma inny design a połowa inny. A już koszmarnie zaplanowana została wkładka do "Octopussy" i "The Living Daylights". Na co mi widzieć po rozłożeniu tychże wkładek plakat o imponującej wielkości? Czy nie można tego było posortować na strony i zszyć spinaczem jak Bozia przykazała? Czemu okładki wewnętrzne w każdej płycie zostały żywcem zeskanowane z starych wydań i oczywiście zawierają starą listę utworów? No i niektóre kwadratowe zdjęcia na tylniej okładce w prawym górnym rogu są koszmarne (np. na "A View To A Kill" Roger wygląda jak diabeł - a te oczy... :) Tyle mam do zarzucenia tej całej nowej edycji. Przejdę teraz do "Live And Let Die". Jest to jedyny album z nowej serii w którym nie zamieszczono jako wewnętrznej okłądki wersji z pierwszego wydania - zamiast tego mam w miarę ciakawy zlepek zdjęć. Cała muzyka jest wyjątkowo ciekawa - kawałek "Nieproszeni Goście Będą Zjedzeni" miażdży po prostu... Film napewno nie uważam za najgorszy z cyklu (czy nawet nie za jeden z najgorszych). Ja osobiście uważam że największe bondowe dna to "Doktor No" czy (poza muzyką) "Diamenty Są Wieczne". Ale każdy ma inny gust. Jane Seymour uważana jest za najpiękniejszą dziewczynę Bonda - i jej też doskonale udał sie debiut w Jej karierze filmowej. Yaphet Kotto również mógł wyżyć w następnych latach ("Alien" , i wiele seriali) dzięki "Live And Let Die". Film ma bardzo ciekawy motyw "Gunbarrel". Nie wspominam nawet o tytułowej piosence - najczęściej przerabianej przez współczesnych twórców sceny muzycznej (choćby bardziej znane przeróbki zespołu "Guns N`Roses" czy piosenkarki Geri Halliwell). Dlaczego Barry nie skomponował muzyki do tego filmu? Owszem na pewno częścią prawdy jest to że był skłócony z Saltzman`em. Ale należy pamiętać że John Barry pracował wtedy przy swoim największym musicalowym hicie - "Billy". A dlaczego w takim razie muzykę skomponował George Martin? Jak wiemy Martin był długoletnim producentem albumów i piosenek Beatlesów... A teraz zerknijmy kto zaśpiewał tytułową piosenkę? Prawda że to coś w tym może być? Oczywiście nie mam nic do Martina bo stworzył muzykę wręcz idealnie pasującą do filmu w którym przecież mamy dużo wątków kultu "Voodoo" i muzyki karaibskiej. Z dodatkowych utworów jakie zostały opublikowane na uwagę zasługują praktycznie tylko utwory 15, 16, 18 i 21. Pozostałe nie wnoszą wiele brakującego materiału. na koniec polecam też doskonała "martinowską" wersję tematu Bonda (utwór 14 - zmienioną troszkę w tej reedycji w porównaniu do wydania pierwszego). Ta aranżacja Martina była tak dobra że dokładnie 15 lat później jej niezmieniona wersja została użyta jako podkład muzyczny do oficjalnego traileru do Bonda - "W Obliczu Śmierci". Tye co mam do powiedzenia. Wypada przesłuchać tego scoru chociaż raz (zresztą tak samo pozostałe bondowe scory). Dla mnie "Live And Let Die" w wersji "remastered" to w pełni zasłużona czwórka. Pozdrawiam!

Rafalski:

Moja ocena:

A ja się zgadzam prawie w pełni z Damianem (no prawie). Dużo w recenzji BARDZO trafnych spostrzeżeń. Ale co do filmu, to wg mnie nie jest on taki zły, no na pewno lepszy niż „Człowiek ze Zł. Pistoletem”. W moim przekonaniu, był to bardzo udany debiut, mojego ulubionego, Bonda wszechczasów: Roger’a Moore!

JazzO:

Moja ocena:

W przeciwieństwie do Damiana, film "Żyj i Pozwól Umrzeć" podoba mi się bardzo. Według mnie scenariusz jest bardzo dobry, świetne są również kreacje czarnych charakterów, humor no i oczywiście Roger Moore. A co do muzyki. Również przypadła mi do gustu. Idealnie pasuje do obrazu, ma nowy, "biorący" temat i ciekawy styl. Jednak zgodzę się z recenzentem, że na płycie brzmi gorzej szczególnie przez wtórność, zbyt częste powtarzanie tych samych motywów. Mimo to trzeba powiedzieć, że kompozycja Martina się nie zestarzała jak w przypadku innych bondowskich soundtracków a ja osobiście często do niej wracam. Częściej nawet niż do albumów Barryego spod znaku 007, które swoją drogą bardziej cenię. Dlatego pełna "czwórka".

Mefisto:

Moja ocena:

Średnio - co prawda Martinowi udało się utrzymać klimat i stylistykę Barryego (w czym zawiedli Serra i Conti), ale to już nie to samo - faktycznie spora część jest tu na jedno kopyto, a i klimaty jakimi całość doprawiono trzeba trawić, żeby naprawdę dobrze się bawić przy tej kompozycji.

Mystery:

Moja ocena:

Szkoda, że zabrakło Barryego, ale Martin i tak odwalił kawał porządnej roboty i nie wiem czy sam Maestro akurat w tym specyficznym odcinku Bonda miałby coś ciekawszego do zaoferowania. Fajne jest, że George tak często sięga po temat Bonda, a melodie z piosenki wypadają świetnie i szkoda, że kompozytor nie skorzystał z nich częściej. Może nie jest to atrakcyjność i okazałość scorów Barryego, ale mimo egzotyczności tej muzyki, Martin uchwycił klimat Bonda i zaprezentował, niezwykle przyjemny i rozrywkowy score.