Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Płonący wieżowiec (The Towering Inferno)

19 Sierpień 2004, 00:16 
Kompozytor: John Williams

Dyrygent: John Williams
Orkiestracje: Herbert W. Spencer, Al Woodbury
Tekst i kompozycja piosenki: Al Kasha, Joel Hirschhorn

Rok wydania: 1974/2001
Wydawca: Film Score Monthly

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Płonący wieżowiec (The Towering Inferno)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Ta muzyka była nominowana do Oscara
Lata 70-te, to okres fascynacji kinem katastroficznym. Powstało wtedy kilkanaście filmów, opisujących różnorakie tragedie – od tonącego statku, po przez trzęsienie ziemi, płonące wieżowce, powodzie, katastrofy na lotnisku aż po zabójcze pszczoły. Podczas gdy większość z tych filmów można potraktować z przymrużeniem oka, to niektóre naprawdę warto obejrzeć. Do grupy tych najlepszych, zdecydowanie można zaliczyć „Płonący wieżowiec”, który jest niedoścignionym klejnotem, w koronnej trylogii Irwina Allena („Poseidon Adventure”, „Towering Inferno”, „The Swarm”). Nie bez powodu, słynny Irwin Allen jest do dziś utożsamiany z określeniem „Master of Disaster” (Mistrz Katastrofy). Do swoich filmów zawsze starał się angażować największe gwiazdy ówczesnego kina, za scenariusze i efekty specjalne odpowiedzialni byli wielokrotni zdobywcy Oscarów. Znakomite projekty scenograficzne i zwinny montaż, do dziś zachwycają fanów genialnego producenta (musze przyznać, że oglądam te filmy z niekłamaną przyjemnością).

Towering Inferno od samych początków produkcji, stał się projektem legendarnym, był po prostu skazany na sukces. Obsada aż pęka w szwach od mega wielkich, nawet nie gwiazd, a legend kina Amerykańskiego: McQueen, Newman, Dunaway, Chamberlain, Astaire. Produkcją filmu, zajęły się dwie słynne wytwórnie Hollywood (Warner i 20th Century) co było w owych czasach zjawiskiem bezprecedensowym. Stało się tak, ponieważ oba koncerny, w tym samym czasie pracowały nad bardzo podobnymi projektami. Postanowiono połączyć siły i podzielić się kosztami – opłaciło się. „Płonący wieżowiec” okazał się ogromnym hitem, najbardziej kasowym filmem 1974 roku (zarobił ponad 150 milionów $). Mało tego, został nominowany do Oscara w 8 kategoriach (wygrał 3 statuetki: za Zdjęcia, Montaż i Piosenkę). Do dziś dnia stanowi książkowy przykład, doskonałego kina katastroficznego. Można się spierać o efekty specjalne, które w dzisiejszych czasach wyglądają raczej marnie, jednak mało który z dzisiejszych filmów może pochwalić się takim klimatem. Spieranie się o fikcyjność historii chyba nie ma sensu – po tragedii jaką zobaczyliśmy 11 września, treść „Płonącego wieżowca” stała się bardziej prawdopodobna, niż to się kiedykolwiek, komukolwiek wydawało.

Irwin Allen współpracował z John`em Williams`em wielokrotnie, na długo przed powstaniem „Towering Inferno” . Kompozytor stworzył dla Allen`a oprawę muzyczną do takich telewizyjnych hitów lat 60 tych jak: „Lost In Space” (1965), „The Time Tunnel” (1966), „Land of the Giants” (1967). W 1972 roku, Williams napisał dla Irwin`a, *score do „Tragedii Posejdona”. Film ten, zupełnie nieoczekiwanie odniósł ogromny sukces (muzyka John`a została potraktowana trochę marginalnie, ponieważ po prostu była słaba), więc oczywiste było, kogo porosi Allen o stworzenie muzyki do swojej najnowszej produkcji. Williams miał wprawę w pisaniu tego typu partytur. Po „Poseidon Adventure”, napisał także score (bardzo kiepski) do słynnego filmu „Earthquake”, który był głównym konkurentem „Towering Inferno” (oba miały premierę w tym samym roku). W ramach ciekawostki, nadmienię, że Williams przyjaźnił się z producentem „Earthquake” – Jennings Lang`iem, który rok wcześniej zapoznał kompozytora, z młodym, mało znanym reżyserem... Steven`em Spielberg`iem.

Soundtrack z „Towering Inferno” można zaliczyć do jednych z najbardziej przełomowych i ważnych w karierze John`a Williams`a. Przed rokiem 1974, praktycznie jedynymi gatunkami w jakich poruszał się John, były komedie, westerny i muzyka telewizyjna. Owszem, próbował on sił także w dramacie (np.: wspomniane „Poseidon Adventure” czy „Earthquake”) jednak powyższe partytury prezentują raczej żenujący poziom. Dopiero przy „Płonącym Wieżowcu” Williams pokazuje co potrafi, tworząc chwilami przejmujący i agresywny score, zawierający całe mnóstwo genialnych tematów, zarówno tych dramatycznych jak i tych lekkich „source music” w klimatach „soft popu” początku lat 70 tych. Projekt ten, stanowi także pewien szablon muzyczny, który kompozytor z powodzeniem wykorzystywał w innych dramatach (np.: Oscarowe „Szczęki”). Od tego momentu, kariera Williams`a, nabrała wyraźnego rozpędu (był to jeden z pierwszych projektów kompozytora, który osiągnął tak wielki sukces).

Album przez wiele lat funkcjonował jako *bootleg, lub oryginalny LongPlay, trwający nieco ponad 30 minut. Na wiosnę 2001 roku, Film *Score Monthly postanowiło odnowić i wydać niemalże kompletną muzykę z tego filmu. Ponieważ soundtrack ten był (i jest) niezwykle pożądaną przez fanów kompozycją Williams`a, nakład 3000 sztuk skończył się błyskawicznie. Obecnie jedyna możliwość zakupu tej płyty, to aukcje. Aby stać się jej posiadaczem, należy wydać co najmniej 100 dolarów (i album ten z każdym rokiem zyskuje na wartości).

Sposób w jaki FSM potraktowało ten materiał jest niesamowity: 16 stronicowa książeczka, piękny design okładek, wewnątrz liczne fotosy i fascynujące szczegóły dotyczące produkcji filmu i muzyki (niektóre z nich przytoczyłem wcześniej), nie pozwalają wręcz oderwać się od tego tekstu. Dźwięk jak na swój wiek, odrestaurowany jest bardzo przyzwoicie. Jest oczywiście specyficznie stłumiony, jednak większość nagrań z lat 70tych tak brzmi, i za wiele się z tym zrobić nie da.

Ilość materiału jaki mamy do przesłuchania jest ogromna i zróżnicowana, dzięki czemu „słuchalność” płyty jest bardzo duża. Znajdują się tu nie tylko poważne i dramatyczne utwory suspense, ilustrujące beznadziejną walkę gości najwyższego wieżowca świata z żywiołem, trawiącym budynek, ale także bardziej rozrywkowe fragmenty, których funkcję możemy sprowadzić do określenia „Love Themes”. Tematy tego typu mamy dwa: spokojny „Something fot Susan”, „More for Susan” z prowadzącym fletem (później trąbką), przy akompaniamencie elektrycznego pianina i pięknych smyczków, oraz drugi temat - trochę żywszy „Lisolette and Harlee” – znajdziemy tu bardziej wyrazistą perkusję, specyficzny syntezator, gitarę klasyczną i basową, oraz w tle oczywiście *smyczki i dęciaki. Taki styl „soft popu” Williams „fundował” nam już kilkakrotnie (tego typu utwory znajdziemy i w „Earthquake” i w „Poseidon Adventure”, także znakomity „The Man Who Loved Cat Dancing” zawadza kilkakrotnie o te klimaty), jednak to co kompozytor przygotował na potrzeby „Towering Inferno” zdecydowanie brzmi najbardziej interesująco.

Melodię Oscarowej piosenki „We May Never Love Like This Again” Williams kilkukrotnie adaptuje do score`u, mimo że nie jest jej twórcą. Za utwór ten, odpowiedzialni są: Al Kasha i Joel Hirshorn`owie, którzy także skomponowali piosenkę do „Tragedii Poseidona” – „The Morning After” (Oscar za „best song” w 1972 roku). Album zawiera dwie wersje tego utworu: filmową i komercyjną, z czego obie są bardzo dobre (śpiewane przez Maureen McGovern).

Płyta pochłania słuchacza, już od samego początku – „Main Title” wprowadza główny motyw filmu (nazywany często motywem ratunkowym). Ten rewelacyjny temat to czysty i skoncentrowany Williams, jakiego słuchacze mieli okazję doświadczyć w późniejszych latach (w tak wspaniałej formie) dość często. Co tu dużo mówić, temat jest genialny! Sama konstrukcja tego utworu wprawia w zawrót głowy, aż trudno się skupić na samej fanfarowej melodii, która jest prowadzana przez kompozytora przez kilka różnych poziomów tonalnych. Szybki rytm, fantastyczna *synkopa z udziałem ksylofonu, specyficzne dla Williamsa powtarzanie fraz, które czasem się urywają wprowadzając nowy temat lub inną aranżację starego, żonglowanie tematami przez różne instrumenty i wymiana motywów pomiędzy nimi stoją na absolutnie najwyższym poziomie. Jest to wspaniała esencja tego albumu, przepiękne nawiązanie do sposobu w jaki rozpoczynali filmy klasyczni kompozytorzy Złotej Ery (np.: Bernard Herrman).

Im dłużej słuchamy kompaktu, tym mroczniejsza się robi muzyka. Już w „The Flames Ignites” kompozytor wprowadza tajemniczy, natarczywy fortepian, powtarzający uporczywie jeden dźwięk. Następnie klimat muzyki robi się trochę weselszy: mamy do czynienia z pięknymi fanfarami (ilustrującymi włączenie efektownego oświetlenia budynku) oraz licznymi aranżacjami tematów miłosnych. Pierwszą, dość beztroską w swym klimacie część płyty, kończy filmowa wersja piosenki „We May Never….” Po tym utworze zaczyna się piekło. Muzyka Williams`a robi się agresywna, dramatyczna, mroczna i tajemnicza. Dużo tutaj fortepianu grającego niskie akordy (specyficzny znak firmowy kina katastroficznego), oraz groźnych smyczków. Muzyka czasem sprawia wrażenie wyjętej wprost z krwawego horroru (faktem jest że niektóre sceny są dość okrutne). Duże wrażenie na słuchaczu muszą zrobić epickie aranżacje dramatyczne („Trapped Lovers”). W utworach tego typu Williams wyraźnie nawiązuje do klasyki Hollywood, co nadaje muzyce polotu i klasy. Metoda instrumentalizacji jest bardzo ilustracyjna, bez problemu możemy rozszyfrować w którym momencie coś się urywa, ktoś spada lub płonie żywcem w ognistym potrzasku.

Czasem możemy usłyszeć lekkie użycie syntezatora, jednak w tym wypadku skutecznie potęguje on dramatyzm utworów (w przeciwieństwie do tego co John zrobił w „Poseidon Adventure”, w którym pisków i elektronicznych skowytów nie da się po prostu wytrzymać). Ta suspensowa część płyty jest trudna do słuchania. Często muzyka się skrada, by po chwili z za rogu wyskoczyły na nas agresywne trąbki i pospieszne smyczki – kilkukrotnie można dostać zawału. Na szczęście jest kilka fragmentów w których Williams trochę zwalnia tempa i daje odpocząć („Short Goodbyes”, „Couples”). Chyba najbardziej imponującym przedstawicielem takiego dramatycznego action – suspense scoringu, jest potężny „Planting the Charges”, w którym nareszcie możemy usłyszeć dłuższą aranżację doskonałego tematu głównego. Finał to smutna, swobodna wersja tematu z „Lisolette and Harlee” oraz ponownie motywu głównego filmu (pod koniec albumu, ten temat powraca dość często), w bardzo ładny sposób zamykający główną partyturę. Podczas napisów końcowych, mamy piękną wersję tematu miłosnego - utwór „An Architects Dream” ładnie wykorzystuje powyższy temat, w niespotykany dotąd sposób go „uklasyczniając”.

Tradycyjnie już, Film Score Monthly, prezentuje nam szereg atrakcyjnych bonusów. Na początek komercyjna wersja piosenki „We May Neper Love Like This Again” (dużo lepsza od filmowej, ponieważ z udziałem pięknie rozpisanej orkiestry w tle), później instrumentalna wersja „The Mornig After” – Oscarowej piosenki z „Tragedii Posejdona” oraz druga wersja tematu miłosnego „Susan and Doug” – dużo ciekawsza od tej zawartej wcześniej – bardziej instrumentalna, ze wspaniałą jazzową solówką na fortepianie – rewelacja. Na koniec trzy uszkodzone fragmenty soundtracku (uszkodzenia mimo że są słyszalne, to nie przeszkadzają w odbiorze muzyki).

Partytura „Towering Inferno” stanowi bardzo istotny i co ważne, atrakcyjny dla słuchacza punkt w karierze John`a Williams`a. To praca rewelacyjnie przemyślana, zróżnicowana, świetnie skonstruowana, napisana z entuzjazmem i wizją, która dodatkowo miała wyraźny wpływ na późniejszą twórczość genialnego kompozytora. Jedyne, co można zarzucić muzyce Williamsa, to lekka wtórność. Podobny styl słyszeliśmy w jego dwóch poprzednich projektach tego gatunku. Także na dłuższą metę, słuchanie momentami naprawdę trudnych utworów dramatycznych może męczyć. Daje się odczuć także lekka archaiczność muzyczna, szczególnie przy fragmentach tematów miłosnych. Te małe minusy, nie zmieniają jednak faktu, że „Płonący Wieżowiec” góruje nad innymi projektami w tym klimacie, narzucając wysoki standard dramatycznego scoringu; tylko Jerry Goldsmith zdołał dotrzeć do tych „wyżyn” muzyki katastroficznej, wraz z doskonałym „The Swarm”. Materiał ten został odnowiony cyfrowo, nagrany w stereo, uszeregowany chronologicznie i perfekcyjnie wydany; czego można chcieć więcej… acha, może tego by wszyscy chętni mogli bez problemu kupić tą wspaniałą płytą.

Recenzję napisał(a): Rafał Mrozowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Main Title - 5:01
2. Something for Susan - 2:42
3. Lisolette and Harlee - 2:35
4. The Flame Ignites - 1:01
5. More for Susan - 1:55
6. Harlee Dressing - 1:37
7. Let There Be Light - 0:37
8. Alone at Last - 0:51
9. We May Never Love Like This Again-film version - 2:04
10. The First Victims - 3:24
11. Not a Cigarette - 1:18
12. Trapped Lovers - 4:44
13. Doug`s Fall/Piggy Back Ride - 2:18
14. Lisolette`s Descent - 3:07
15. Down the Pipes/The Door Opens - 2:59
16. Couples - 3:38
17. Short Goodbyes - 2:26
18. Helicopter Rescue - 3:07
19. Passing the Word - 1:12
20. Planting the Charges - 9:04
21. Finale - 3:57
22. An Architect`s Dream - 3:28

Bonus:

23. We May Never Love Like This Again-album ver.-2:13
24. The Morning After - instrumental - 2:07
25. Susan and Doug - album track - 2:33
26. Departmental Pride and the Cat - uszkodzony - 1:03
27. Helicopter Explosion - uszkodzony - 2:34
28. Waking Up - uszkodzony - 2:39

Razem: 75:31



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Dla mnie ta płyta to czwórkowy okaz (i to bardzo rzadki i drogi), i to chyba nieraz czwórkowy tylko z sentymentu. Sądzę jednak, że kompromis między ocenami 3,5 a 4,5 jest do ustalenia :P Na koniec muszę powiedzieć, że się Rafał napracował przy tej recce jak nigdy chyba ;-)

JazzO:

Moja ocena:

"The Towering Inferno" to dobry soundtrack, przyjemnie się go słucha, ale żebym do niego często wracał to nie powiedziałbym...Wprawdzie Williams skomponował ładne, choć dosyć kiczowate tematy, wszystko pięknie zorkiestrował, ale nie ma w tym niczego porywającego, wyróżniającego się na tle innych hollywodzkich partytur z lat 70. Warto się jednak z kompozycją zapoznać, żeby dowiedzieć się jak Williams pisał "za młodu". Filmu nie widziałem, żadnego sentymentu nie mam, stąd tylko 3,5.

Mefisto:

Moja ocena:

Legendarny film, obsada i muzyka, która jednak dla mnie nie jest warta choćby połowę tego, co póżniejsze Williamsowskie dokonania. Fakt, wrażenie robią "Planting the Charges", "Finale" czy też "Helicopter rescue", ale poza tym cała reszta jest średnia, a w tym konkretnym wydaniu jest jej za dużo (po co np dwa razy ta sama piosenka w niewiele różniących się wersjach ?). Ogółem taki sobie Williams.

Marek:

Moja ocena:

Kochani! Nie znam tej płyty, ale mam pytanie. Czy ten film wyszedł na DVD? Proszę o odpowiedź.

Olek Dębicz:

Moja ocena:

Film wyszedł na DVD, ale o ile mi wiadomo, nie można go kupić w Polsce. Za to bez problemu w zagranicznych sklepach internetowych, takich jak Amazon.com. oto link


  Do tej recenzji jest jeszcze 5 komentarzy -> Pokaż wszystkie