Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Terminal (The Terminal)

13 Wrzesień 2004, 18:33 
Kompozytor: John Williams

Dyrygent: John Williams
Orkiestracje: John Neufeld
Partie solo - klarnet: Emily Bernstein
Partie solo - akordeon: Guy Klusevsky

Rok wydania: 2004
Wydawca: Decca Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Terminal (The Terminal)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Gdy powstaje nowy film Spielberga, można od razu wymienić szereg, jego sprawdzonych współpracowników: zdjęcia: Janusz Kamiński, montaż: Michael Kahn, muzyka: John Williams. Nie inaczej jest w tym przypadku. The Terminal to czarująca historia, mieszkańca pewnej wyimaginowanej krainy, w środkowo-wschodniej Europie (Krakozhia), który po przylocie do USA, dowiaduje się że w jego ojczystym kraju wybuchła wojna. Dokumenty tracą ważność, a nasz bohater - Victor, zostaje uwięziony na tytułowym terminalu, który przez 9 miesięcy jest jego całym światem. Co ciekawe, historia ta oparta jest na autentycznych wydarzeniach.

Autor muzyki, legendarny John Williams wyczarował dla nas tym razem niezwykłą muzyczną podróż. Już dawno nie słyszałem, aby w muzyce mistrza coś "zaiskrzyło" i to tylokrotnie. Przebłyski geniuszu Johna, są tutaj równie częste jak solówki klarnetu (których jest całkiem sporo). Początkowe podejście do tej partytury jest niejasne. Co za muzykę można skomponować do filmu, opowiadającego o mieszkańcu byłego bloku komunistycznego, uwięzionego na lotnisku? Pewnie nie tylko ja obawiałem się powtórki z Catch Me if You Can, w którym kompozytor, próbował trochę improwizować jazzowo (co mu wyszło tak średnio) i wykorzystał saksofon, jako instrument prowadzący (nie wiem jak wy, ale do mnie takie aranżacje nie przemawiają) - *score okazał się lekkim niewypałem. Bałem się także tego, że The Terminal, będzie kopią Sabriny (1995r), która jest mocno przeciętną kompozycją, zawadzającą kilkakrotnie o kicz.

Nawiązań do wspomnianych soundtracków jest kilka, jednak są one tak sprytnie zakamuflowane że tylko stały słuchacz Williamsa je wyłapie. Z Catch me.... Kojarzą mi się głównie szybkie fragmenty typu "scherzo" (Victor and his Friends, Looking for Work). Nie są one tak oczywiste i prostolinijne jak to było w przypadku tamtego projektu. Williams we wspaniały sposób buduje rytm, dyskretnie i subtelnie żonglując tematami. Tak dobrych "pospiesznych" aranżacji nie słyszałem już dawno! Z Sabriną kojarzą się w kilku momentach rozwiązania aranżacyjne, oraz użycie akordeonu.

Prawdziwą rewelacją opisywanego albumu są tematy główne - tak cudowne i błyskotliwe że aż trudno od nich się oderwać. Theme Victora, to znakomita, oparta na klarnecie, akordeonie (czasem cymbałach) melodia, wykorzystująca stereotyp "melodii pochodzenia rosyjskiego". Jest to ciekawy, skoczny i niebanalny pomysł, który często pojawia się na albumie. Drugi temat jest absolutnym, cudownym highlightem. Reprezentuje on Amelię, w której zakochuje się Victor. Te kilka nut które napisał Williams, to urzekająca kwintesencja płyty. Motyw jest bardzo prosty, ale tu tkwi jego genialność! Najczęściej jest wykonywany na fortepianie, przy akompaniamencie kontrabasu (fenomenalna jazzowa wersja w Jazz Autographs). Na początku delikatny, zwiewny, subtelny, potem dołączają się *smyczki, tworząc wręcz bajkowy i romantyczny nastrój. Łzy cisną mi się do oczu, przy każdym przesłuchaniu - coś przepięknego i genialnego! Trzeci, główny temat to tango, z prowadzącym akordeonem. Tutaj przychodzi pewne rozczarowanie. Po pierwszych 5 sekundach słuchania, natychmiast nasuwają się skojarzenia z tematem głównym Zimmera z As Good As it Gets, spowodowane głównie przez aranżacje smyczków, które powtarzają melodie w tle. Ten lekki plagiacik, pojawia się w zasadzie tylko na krańcach utworu (temat zawiera inne, równie piękne aranżacje) jednak mimo wszystko uczucie pewnego niesmaku pozostaje.

Nie wymieniłem tutaj wszystkich zawartych na albumie wątków, jednak zapewniam że nie jest on monotematyczny, i potrafi co najmniej kilkakrotnie zaskoczyć słuchacza. The Terminal ma zadatki na prawdziwego klasyka, jednak minus, jakim jest to malutkie "zapożyczenie" Zimmerowskiego motywu, nie pozwala mi wystawić maksymalnej oceny. Mimo to, album ten autentycznie wzrusza i zachwyca. To cudowny, lekki, spontaniczny score, wart poświęcenia każdej wolnej chwili. Najlepsza płyta Williamsa od dobrych kilku lat, posiadająca to nieuchwytne "COŚ". Z całego serca polecam!!

Recenzję napisał(a): Rafał Mrozowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. The Tale of Viktor Navorski - 4:12
2. Dinner wIth Amelia - 8:02
3. A Legend is Born - 3:16
4. Viktor and his Friends - 4:43
5. The Fountain Scene - 5:33
6. The Wedding of Officer Torres - 5:01
7. Jazz Autographs - 3:45
8. Refusing to Escape - 3:01
9. Krakozhia National Anthem and Homesickness - 1:49
10. Looking for Work - 3:17
11. Gupta`s Deliverance - 3:18
12. Finding Coins and Learning to Read - 4:02
13. `Destiny` ... `Canneloni` ... and the Tale of Viktor Navorski Reprise - 5:05
14. A Happy Navorski Ending - 2:47

Razem: 57:58



Komentarze czytelników:

Ali-karinaki:

Moja ocena:

Co tu dużo mówić... po prostu Williams wrócił dzięki tej muzyce do swojej dawnej świetnej kondycji!!

JazzO:

Moja ocena:

Soundtrack "The Terminal" podobnie jak sam film jest rewelacyjny !!!!!! Williams wraca do formy. Muzyka ma to "COŚ" jak to słusznie ujął Rafał. Świetne tematy, świetna orkiestracja, świetny klimacik. Tooo u Williamsa KOCHAM !!!! :) Płytę mam już od jakiegoś czasu, a codziennie do niej wracam i cały czas nucę sobie pochodzące z niej melodie. EXTRA !!!!!!!! :-)

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Praktycznie genialny album. Dla mnie najlepszy Williams od dobrych paru lat. Fenomenalnie przyjemna muzyka. Nie sposób nie polecić.

Babuch:

Moja ocena:

A Babuch wepchnie kij w mrowisko... Moim skromnym zdaniem album jest zdecydowanie przeceniany. I to nie tylko ze względu na plagiaciki (zżynki od Zimmera, ale przede wszystkim kopie Bacalova , Roty i Piovaniego), lecz także ze względu na "suchość" całej partytury. Perfekcyjna technika za którą nie idzie nic. Muzyczna pustka. Ściana obwarowana genialną orkiestracja, która jednak jest do bólu typowa. Taki Williams bez pomysłu. Ile można powielać te same schematy orkiestracyjne i aranżacyjne? No a najgorszy jest ten pseudojazz. Przykład archaicznej muzycznej tandety. Takiej wzietej z dansingu, gdzie panowie w różowych marynarkach upstrzonych cekinami grają swoje frazy na białych fortepianach. Jazz dla śp pana Zauchy, pani Adamiak i Basi naszej kochanej. Nie wiem, być może moje rozgoryczenie tą ścieżką bierze się z faktu iż nie lubie gdy Williams bawi się w artystę i chce powielać europejską wrażliwość muzyczną. Łamie wtedy pewne decorum. Słuchacz wychowany na europejskiej tradycji wyczuje zgrzyt i zauważy że taka muzyka to tylko pseudoosiągnięcia. Dlatego sądzę że ścieżka z The Terminal jest przeceniana i przypomina troszkę perfekcyjnie opakowane orkiestracją pudełeczko w którego wnętrzu nie ma jednak muzycznego prezentu. Wewnątrz czai się pustka.

Paweł:

Moja ocena:

Wszystko pieknie, Panowie, tylko mógłby mi ktoś wyjasnić, kiedy to Williams wyszedł z formy? Bo jakoś takiego okresu nie pamietam... A Terminal? Moja recenzja znajduje się tu: http://www.cgm.pl/recenzje/wyswietl.php?O_RECENZJA=2050981


  Do tej recenzji jest jeszcze 21 komentarzy -> Pokaż wszystkie