Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Życie, którego nie było (The Forgotten)

24 Grudzień 2004, 12:20 
Kompozytor: James Horner

Rok wydania: 2004
Wydawca: Varése Sarabande

Muzyka na płycie:
Życie, którego nie było (The Forgotten)

W Polsce wyświetlany pod tytułem Życie, którego nie było film Josepha Rubena, jest opowieścią z pogranicza thrillera psychologicznego i politycznego. Główna bohaterka grana przez Julianne Moore - Telly Paretta - musi zmagać się z bolesnymi wspomnieniami o synku Samie, który ponoć zginął w katastrofie samolotu pasażerskiego. Boryka się z przeżywającym kryzys małżeństwem, ale po wizycie u psychologa dowiaduje się, że nie ona jedna ma takie problemy. Zaskakujące wydaje się być jednak nie podobieństwo przypadków pacjentów, ale ich wręcz uderzający schemat - są identyczne. Telly pewnego dnia poznaje Asha Corrella - mężczyznę, który również był ojcem dziecka, które zginęło w wypadku lotniczym...Okazuje się, że Telly nie jest chora, lecz jest ofiarą spisku, tak jak setki innych ludzi...Tak pokrótce rysuje się fabuła tego dramatu. Do zilustrowania obrazu poproszono Jamesa Hornera. Taki psychologiczny film mógłby mieć innego kompozytora - choćby Jamesa Newtona Howarda, osławionego pracą przy „Szóstym zmyśle” czy „The Village”, albo Howarda Shore`a, który komponował muzykę do jednych z najmroczniejszych filmów ostatnich lat. Wybór jednak padł na Jamesa Hornera. Niestety nie jest to zwiastun dobrego scoru.

W ostatnich latach James Horner komponuje tak podobnie brzmiące ścieżki dźwiękowe do filmów, że nie bez przesady są pod jego adresem kierowane oskarżenia o autoplagiat. I ja podzielam takie zdanie. Inna sprawa, że nie należałem nigdy i nie będę prawdopodobnie należał do grona admiratorów Jamesa Hornera. Nie umniejszam jego dorobku - jest imponujący jak na w sumie - nie starego przecież jeszcze kompozytora (51 lat w tym roku) - jak dla mnie najwyższe osiągnięcia Hornera to pierwsza połowa lat `90 - a zwłaszcza genialne Legends Of The Fall i towarzyszące mu Braveheart. Później już bywało różnie. Natomiast niesłychanie przesłodzony i udekorowany lukrem Titanic to już według mnie szczyt kiczu muzycznego. W dzisiejszych czasach, kiedy kompozytorzy są krytykowani za schematyzm i powielanie własnych pomysłów w nieskończoność, trzeba być naprawdę utalentowanym muzykiem, aby zadowolić gusta zarówno krytyków jak i fanów muzyki filmowej. Inną sprawą jest zaspokajanie gustów producentów i reżyserów, bo ci - jak pokazują ostatnie lata w Hollywood - mają klapki na oczach i promują muzyczną papkę i przeciętność. Niestety, chyba nic nie zwiastuje zmian....

The Forgotten jako połączenie filmu o ambicjach thrillera i filmu psychologicznego potrzebował nieszablonowego ujęcia. W dużej mierze tak w zasadzie jest. Ale tylko częściowo. Pierwsza ścieżka, zatytułowana „An Unsettling Calm” wprowadza nas w klimat obrazu - słychać głosy bawiących się dzieci, które zostają zagłuszone fortepianem - klasycznym już instrumentem w palecie środków stosowanych przez Hornera. To łagodny, prosty temat, który stanowi bazę, podstawę dla całego score`u. Wspomagany jest syntetycznymi skrzypcami, elektronicznymi echami, grzechotkami, perkusją. Temat jest tak podobny do zabiegów stosowanych w Bicenntenial Man, że Horner po raz kolejny naraża się na zarzut powielania samego siebie. „Remember” jest powtórzeniem pierwszej ścieżki ale tylko do połowy utworu - wtedy zaznaczają swoją obecność nieprzyjemnie brzmiące syntezatory imitujące gitarę elektryczną - to ilustracja scen bardziej dynamicznych z filmu. Bardzo często powtarza się w utworach syntetyczna perkusja z pogłosem echa - przywodzi na myśl przygody superbohatera gier komputerowych z serii Max Payne - praktycznie brzmi tak samo - identycznie. Pierwsze trzy utwory soundtracku Varese Sarabande są do jeszcze do słuchania, ale poczynając od Containment Of Darker Purpose aż do Erasing The Truth - narażamy się na dźwięki, które mają za zadanie ilustrować wewnętrzny chaos osoby poddanej psychicznym męczarniom i manipulacjom....Nie jest to miłe dla ucha. I nie musi być - powie ktoś. Zgodzę się z nim jeśli jest to tylko ilustracja do filmu, ale będę już odmiennego zdania, jeśli znajdę tę muzykę na płycie cd w sklepie. Niestety jest to kolejny przykład - moim zdaniem - scoru wydanego nieco "na wyrost". Sprawdza się zapewne w filmie, w kinie ale nie jako doświadczenie muzyczne samo w sobie. Z całej płyty polecić można jedynie An Unsetttling Calm, Remember i chyba jeszcze tylko: Children, The Unbroken Bond i End Credits - wszystkie bowiem są okraszone typowym hornerowskim fortepianem - ale dzięki temu brzmią znośnie. Muzyka Hornera opiera się na tym albumie na połączeniu jego klasycznego instrumentarium z filmów o romantycznym charakterze z elektronicznymi eksperymentami. Temat sam w sobie jest niebrzydki ale eksploatowanie go w nieskończoność na płycie jest już nieporozumieniem.

Śmiać mi się chce kiedy słyszę zarzuty pod adresem takich kompozytorów jak John Barry, Philipp Glass czy Gabriel Yared, że są schematyczni i powtarzają bezustannie swoje pomysły na kolejnych płytach. Bądźmy w takim razie obiektywni i w stosunku do innych - między innymi - Hornera. On też produkuje ostatnio podobne do siebie jak dwie krople wody soundtracki, w moim przekonaniu "wyblakłe", pozbawione ducha i osobowości. Nie ma już w nich tej pasji co kilkanaście lat temu. Z drugiej strony - przecież wielu kompozytorów właśnie specjalizuje się w określonych filmach i wytworzyło swój własny, niepowtarzalny styl. Jeśli tak - to nie powinno się wypominać im wszystkim ich niedociągnięć - bo dla innych mogą one być właśnie argumentem na ich dopasowanie się do wymogów branży muzycznej. Tak czy inaczej - ten nowy *score Jamesa Hornera nie zaskakuje niczym specjalnym i jest właściwie łakomym kąskiem chyba tylko dla zagorzałych wielbicieli tego twórcy ilustracji filmowych. Prawie godzina monotonnej, jednotematycznej muzyki elektronicznej jest propozycją wyłącznie dla Horneromaniaków i fascynatów gatunku filmowego. Tylko dla zdesperowanych.

Recenzję napisał(a): Janusz Pietrzykowski   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. An Unsettling Calm - 4:27
2. Remember... - 4:25
3. In Memories Only, the Empty Page - 7:52
4. Containment of a Darker Purpose - 7:50
5. The Experiment on Innocence - 4:15
6. Confronting Forever - 3:48
7. Re-Assembling Shattered Pieces - 3:51
8. Profound Emptiness... The Hangar - 8:46
9. Erasing the Truth - 6:03
10. Children, the Unbroken Bond - 3:39
11. End Credits - 4:28

Razem: 59:29



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Ten score to koszmar... :| Horner upadł już tak nisko, że nawet ja nie sądziłem, że jest już tak źle... Czarę mej goryczy przelał wywiad Stopklatki z Janem Kaczmarkiem o muzyce z "Marzyciela"... Przykre, ale niestety prawdziwe...

Janusz Pietrzykowski:

Moja ocena:

Rzeczywiście - chęć napisania muzyki do "Finding Neverland" przez Hornera za symbolicznego dolara to już przesada....Chyba James Horner chce podnieść swoje notowania, ale nie musi robić tego w taki ostentacyjny sposób...I za kogo on się uważa, za dobroczyńcę????

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Fakt, że kompozytor chce pisać muzykę do filmu za przysłowiowego dolara oznacza jedno : jest strasznie zdesperowany i to aż tak by dokładać sporo z własnej kieszeni do projektu... Bo tym jest właśnie praca za dolara - kompozytor z własnej gaży płaci za orkiestrę, wynajęcie studia i nagrania. W sumie nie ma się co mu dziwić, projektów porządnych i ambitnych zero, soundtraków chociaż przeciętnych też zero... Więc cuż pozostaje Hornerkowi jak nie ironiczna niby "dobroczynność" :] A na koniec ja osobiście bym wprowadził ustawę - "Zakaz używania syntezatorów przez Hornera"... Więcej już się tu nie zamierzam wypowiadać - nigdy nie przypuszczałem, że tak mogę zmienić zdanie o jakimkolwiek kompozytorze... Stale tylko się zastanawiam ile jeszce tak samo dennych ścieżek jego będę musiał przesłuchać... Jedną, dwie, pięć, dziesięć... Nie wiem, ale chciałbym by Horner się kiedyś obudził - mimo wszystko na to zasługuje...

Janusz Pietrzykowski:

Moja ocena:

....I dlatego nie znoszę krytykowania innych, znacznie bardziej utytułowanych kompozytorów muzyki filmowej, których z powodu prawdziwej albo - rzekomej - powtarzalności odsuwa i bagatelizuje się m.in. w Hollywood. Natomiast wielu "wyrobników" i "rzemieślników" ma pracy w bród!!!! To niesprawiedliwe...Ale niestety prawdziwe. James Horner dziś jest już tylko rzemieślnikiem...

Thedues:

Moja ocena:

Nie wiem czy ktoś z was ogladal ten film... ale to jest tragedia!!! to samo z muzyką.Mimo to dalej wierze w Hornera bo jest autorem wielu niesamowitych motywów!! może w końcu się obudzi albo ktoś mu w tym pomoże... bo jak tak dalej pójdzie to niedlugo wszyscy zapomnimy o tym wielkim kompozytorze.TRZYMAM KCIUKI aby tak sie nie stało moze wkrótce... Horner wreszcze zaskoczy?! Pozdrawiam


  Do tej recenzji jest jeszcze 20 komentarzy -> Pokaż wszystkie