Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Dom woskowych ciał (House of Wax)

17 Lipiec 2005, 15:05 
Kompozytor: John Ottman

Rok wydania: 2005
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Dom woskowych ciał (House of Wax)

Dom woskowych ciał to młodzieżowy hollywoodzki horror - swobodny *remake klasycznego filmu grozy z 1953r u nas znanego jako Gabinet figur woskowych. W tamtej wersji w roli głównej wystąpił nieodżałowany Vincent Price. W remake’u zobaczymy początkujących, młodych aktorów z pseudo-gwiazdą Paris Hilton w jednej z głównych ról. Polski dystrybutor przesunął premierę tego filmu na czas nieokreślony – być może od razu trafi on na półki wypożyczalni. Gdy się obejrzy ten wątpliwej jakości nieświeży produkt łatwo to zrozumieć. To kolejny głupkowaty horror nakręcony z myślą o ćwierć-inteligentnych amerykańskich widzach i przepierka pomysłów z klasycznych horrorów (z Teksańską masakrą... na czele). Grupa nastoletnich turystów o umysłowości ameby rozstawia biwak na uboczu drogi szybkiego ruchu. Wszyscy dziwnym zbiegiem okoliczności trafiają do opuszczonego miasta, gdzie jedynymi mieszkańcami jest szurnięte rodzeństwo zabawiające się makabrycznie w mordowaniu miłych przyjezdnych i robieniu z nich figur woskowych, które potem wystawione są w tytułowym panopticum. Oczywiście grupa nastolatków, do których jakoś nie czuje się sympatii również padnie ofiarą dziwacznej rodzinki. Będzie dużo ucieczek, ganiania z nożami i szlachtowania, ognia i topiącego się wosku, porządnych efektów specjalnych oraz nachalnego „product placementu”. Tradycyjnie twórcy nie wierzą w inteligencję widza i co jakiś czas podsuwają mu bardzo czytelne wskazówki, żeby zrozumiał, o co w ogóle chodzi. Produkt o nazwie House of Wax spełnił swoją funkcję, potrafi solidnie nastraszyć, jednak przez połowę czasu trwania jest irytujący i nudny.

Za muzykę do tej produkcji odpowiedzialny był John Ottman, amerykański twórca od lat bezskutecznie próbujący się przebić do hollywoodzkiej pierwszej ligi kompozytorów. Niestety także skomponowane w tym roku House of Wax i Fantastic Four nie pomogą twórcy awansować w hierarchii. John Ottman jest twórcą raczej kryjącym się ze swoim talentem melodystycznym i niezbyt skorym do pisania mocnych tematów, który wyraźnie stawia na klimatyczne underscore. To zapewne z tego powodu jest w tym miejscu, w którym jest. Twórca ostatnimi latami pisał głównie do horrorów, thrillerów i dramatów psychologicznych. Jego mroczny styl świetnie pasuje do tych produkcji, jednak większość jego score’ów obciążonych jest zasadniczą wadą – są trudne w odbiorze i nie potrafią istnieć samodzielnie poza filmem. Dokładnie taką samą sytuację mamy w House of Wax.

Rozpoczynający album Opening/Tantrum jest chyba najciekawszą kompozycją tego score. Lodowato zimny chór, syntezatory i organy kościelne przechodzą w temat główny – przepełniony fałszywą niewinnością i zagadkowością, bardzo prosty temat odgrywany zamiennie przez solowe skrzypce, wibrafon, fortepian następnie kobiecy chórek (śpiewający coś w rodzaju bardzo prostej kołysanki-wyliczanki), który wchodzi m.in. ze smyczkami, ksylofonami i puzonami na coraz wyższe tony osiągając bardzo złowrogi klimat. Bardzo te odrealnione klimaty (a szczególnie chórki) przypominały mi stylistykę proponowaną przez Danny’ego Elfmana. Wśród chórzystek pojawia się tu Deborah Lurie, którą można było usłyszeć wcześniej w innym projekcie Ottmana - Hide and Seek. Druga kompozycja jest utrzymana w bardzo mrocznym, gotyckim klimacie. Mamy tu męski, gardłowy chór, akompaniujące mu *waltornie, rytmiczne wiolonczele i kotły, które powtarzając uporczywie prosty, pięcionutowy motyw nabierają razem dusznego, rytualnego charakteru. Kłania się coś w stylu kompozycji Wojciecha Kilara z Dziewiątych wrót i Bram Stoker`s Dracula. Baśniowe, odrealnione klimaty powrócą w Story of the town, gdzie Ottman używa wysoko brzmiącego fletu, wibrafonu, wiolonczel i wybijającego się z tła syntezatora. Podobnie przedstawia się również They Look So Real. Zabrzmi w nich wspominany na początku temat główny, napisany dla wymarłego miasta jak również pojawiający się w scenach z udziałem negatywnego bohatera filmu - Vincenta. Dzięki użyciu solowych skrzypiec i wibrafonu nabiera tragizmu i jednocześnie zdaje się skrywać pewną tajemnicę.

Następne kompozycje wypadają już znacznie mniej ciekawie - Ottman włącza autopilota i stosuje dużo opartego na syntezatorach underscore, które przerywają znienacka ostre *smyczki wchodzące na najwyższe rejestry, wsparte uderzeniami kotłów, furiackimi wejściami dęciaków i elektroniką. Wymienię tu m.in. Up in Flames, Sealed Lips i Brotherly Love. Im bliżej końca *score tym zaczyna przybywać fragmentów akcji. Są one bardzo frustrujące i hałaśliwe. Dużo tu *dysonansów, smyczków pracujących na wysokich obrotach, nagłych wejść dętych blaszanych, kotłów i chóru. Action-score jest chaotyczny i szarpany, ale można też znaleźć dłuższe rytmiczne fragmenty jak w Bringing Down The House. Warto wspomnieć o kompozycji końcowej - Endless Service. Jest to powtórzenie i rozwinięcie tematu tytułowego, wykonywanego przez samego kompozytora na organach kościelnych.

Na podsumowanie nie powiem niczego odkrywczego. Jest to solidne hollywoodzkie rzemiosło - score nastawiony wyłącznie na działanie w filmie. Funkcjonuje w nim bardzo wydajnie, jak prawie każdy horrorowy score Ottmana, ale poza filmem ta muzyka dużo traci. Poza tym przebłyski oryginalności i ciekawe rozwiązania giną w gąszczu wyświechtanych schematów współczesnych ilustracji horrorów. To wszystko powoduje, że House of Wax mogę polecić głównie fanom Johna Ottmana.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Opening / Tantrum - 3:28
2. Ritual / Escape from Church - 4:15
3. Story of the Town - 1:39
4. Up in Flames - 3:42
5. They Look So Real - 2:16
6. Sealed Lips - 3:56
7. Brotherly Love - 2:28
8. Hanging with Baby Jane - 3:36
9. Paris Gets It - 3:07
10. Curiosity Kills - 2:33
11. Bringing Down the House - 5:08
12. Three Sons - 2:28
13. Endless Service - 2:45

Razem: 41:51



Komentarze czytelników:

Tomasz Goska:

Moja ocena:

"To wszystko powoduje, że House of Wax mogę polecić głównie fanom Johna Ottmana." ... jeżeli takowi istnieją :D

DarkFuneral:

Moja ocena:

zapewniam kolegę, że istnieją, a są i tacy co istnieją od czasów Usual Suspects ...

Thedues:

Moja ocena:

" są trudne w odbiorze i nie potrafią istnieć samodzielnie poza filmem. Dokładnie taką samą sytuację mamy w House of Wax." hmmm troszke tutaj przesady... wychodzi na to ze Ottman tworzy wynik podobny do np Younga przy Grudge albo innych topornych sciezkach do Horrorow. A tak zupelnie nie jest. Jak dla mnie sciezka jest po czesci kontynuacja thrilleru Hide and Seek. Gdzie odnajdujemy mnostwo nawiazan i podobnych tematow. Chocby wokal Laurie w pierwszym utworze. Nie zapominajmy ze mamy doczynienia z krwawym horrorem wiec Ottman nie mogl stworzy pelnego nastroju i melodii socreu. A wedlug mnie wybronil sie z tego doskonale. To najciekawsza propozycja jak do tej pory z tego roku jesli chodzi o horrory. Zdecydowanie ciekawszy score niz przereklamowany fantastic four.

MaciekG.:

Moja ocena:

Widziałem ten film i go nie polecam. Bezsensowne dialogi, kupa noży, ucieczek i takie tam - czyli to co zwykle. Natomiast muzyka w filmie brzmi minimalnie ciekawiej niż na płycie, w filmie dobrze współgra z obrazem. Na płycie to już taka nieciekawa papka w sumie jak film.

aska:

Moja ocena:

niewiem co za debil wipisal ta liste utworow ale wiem natomiast ze napewno w filmie ich nie ma !!!


  Do tej recenzji są jeszcze 2 komentarze -> Pokaż wszystkie